Jego brew też skoczyła do góry, kiedy Camcia rzuciła to, że
nie nosi tipsów, tylko żele, bo prawda jest taka, że go to gówno obchodziło... A zresztą czym różnią się tipsy od żeli? Lanssss nie wiedział. Nie interesował się takimi rzeczami. Pazury to pazury. Dla niego te sztuczne to wciąż tipsy, od tipsiary.
Na jej kolejne słowa Lans parsknął, po prostu szczerze parsknął śmiechem i wywrócił oczami.
-
A ja tak naprawdę jestem baletmistrzem, ale dorabiam sobie w policji - nie był, źle by wyglądał w rajstopkach. Tak jak nie wierzył w to co ona myślała o sowim ojcu. Bo on zdecydowanie nie był dobrym człowiekiem, a to, że niektóre świństwa, które robił, starał się przysłaniać dobrymi uczynkami, to... ani odrobinę nie działało na jego korzyść.
Znowu wywrócił oczami na te jej teksty z podstawówki...
Camcia Sramcia.
Na temat tego
gustu mógłby się z nią kłócić, bo najwidoczniej mieli zgoła odmienny. Ona też w tym jego wcale się nie mieściła, bo Lans lubił naturalne kobiety. A Camcia… nawet paznokcie miała zrobione.
-
A ty widziałaś się dzisiaj w lustrze? - nie jego typ, zdecydowanie, wyglądała jak zadufana w sobie smarkula... Którą w sumie była.
Dlatego Lans zaraz jej delikatnie przedstawił co jej się może stać w tym bezpiecznym Toronto, a ona mu
nie zesraj się, i wtedy chyba po raz pierwszy powieka mu drgnęła.
Nie zesraj się? Do niego, kiedy on jej tłumaczył, co jej się mogło stać.
Powinien ją puścić samopas i zobaczyć... Jak jej ten łeb rozwalają. Nabrał mocno powietrze w płuca, wypuścił je nosem odchylając do tyłu głowę.
-
Zdziwiłabyś się... - zaczął, ale i tak zaraz już jej zarzucał, że
ją pojebało, a ona mu, że potrzebuje kwasu...
Chyba potrzebował, ale jakiegoś mocnego LSD, żeby z nią wytrzymać. Będzie ciężko.
Gorzej niż myślał.
Znowu wypuścił powietrze nosem na jej kolejne słowa, pokręcił delikatnie głową.
Dobra. Niech dają do niej kogoś innego, Earla może? Przecież on nie musi wcale prowadzić sprawy Herrery. Co z tego, że pracował nad nią już tyle czasu...
Nie chciał jej oddawać. Ale na pewno nie miał zamiaru się uśmiechać, i kiedy jej pełne usta wygięły się w takowym, to on się tylko skrzywił.
Dużo słów cisnęło mu się na usta, począwszy od tego, że... wcale nie wygrała. Skończywszy na tym, że i tak by go nie zgubiła, ale darował sobie.
-
Dwadzieścia cztery godziny jesteś pod obserwacją - wyjaśnił jej spokojnie. A to oznaczało, o zgrozo, czy chciał, czy nie, to stał pod drzwiami nawet jeśli siedziała w kiblu. A pewnie przesiadywała tam godzinami, bo u kosmetyczki potrafiła spędzać naprawdę dużo czasu, i to Lans wiedział... z obserwacji.
Tak jak te niektóre rzeczy, które zaraz jej wyrecytował.
O kameliach wiedział akurat stąd, że kupował je dla niej ojciec.
A o Jake'u… widział jakie wysyłała mu wiadomości, jakie zdjęcia w samej bieliźnie... Ona o tym nie wiedziała, ale policja już od jakiegoś czasu miała ją na podsłuchu i podglądzie. Chcoiaż akurat te fotki najmniej interesowały Lansa.
Tak samo jak to, czy była dziewczyną Jake'a, to znaczy zainteresowało go to odrobinę, ale dla sprawy, bo może... przez niego by coś z niej wyciągnął?
Zaraz jednak zapierała się, że nie, wiec Gardner machnął na to ręką, nie jego sprawa właściwie.
Zignorował jej pytanie,
skąd to wie, niech się zastanawia i głowi, i dotrze do tej
ślicznej główki, że wiedzą więcej niż jej się wydaje. I o niej, i o jej ojcu.
Wyszli przed komendę.
A Lans naprawdę powiódł spojrzeniem za jakimś autem, które nie rzucałoby się w oczy, ale zaraz...
pytał jej czym ona jeździ. Porszakiem. Czego mógł się spodziewać?
I w zasadzie kiedy rzuciła mu te kluczyki, a on stanął przed tym czerwonym, szybkim wozem, to chyba wtedy... pierwszy raz się uśmiechnął. A niebieskie oczy błysnęły mu jakoś wesoło, ale zaraz zakładał na nos ciemne okulary.
-
Ale pozerskie auto... - prychnął, ale chciał się nim przejechać.
Kurewsko. Przesunął palcami po masce, zanim wsiadł do środka.
-
Pas - rzucił zanim go zapięła, ale widział, że po niego sięgała. Kolejny mały plusik?
Sam też zapiął, a zaraz wyjeżdżał z parkingu, oczywiście, że na pierwszej prostej musiał go rozpędzić do setki. 4 sekundy, tyle potrzebowało. Silnik mruczał jak drapieżny kot, kiedy Lans dodawał mu gazu. Szybkie, sportowe wozy to chyba jedyna rzecz, której zazdrościł bogaczom, bo miał do nich słabość.
-
Naprawdę? - uniósł brew na jej pytania o styl, a auto skierował we wskazane miejsce, chociaż nie tak jak pokazywała nawigacja, bo pojechał jednokierunkową i skrócił drogę o kilka minut. No bo... kto mu wlepi mandat? -
Normalny styl, taki jak mam - stwierdził.
Ale zaraz okazało się, że ten jej nie odpowiadał, bo
wyglądał jak menel spod monopolowego, ciekawe gdzie menele chodzą w takich markowych bluzach, jeansy też miał normalne i adidasy.
Lans właściwie zerknął tylko na jakąś cenówkę na zwykłej, białej koszulce. On za to w sieciówce kupiłby dziesięć takich samych koszulek, bo jak zdjął bluzę przez głowę, to taką samą miał właśnie na sobie. Białą, zwykłą koszulkę, która mu się podwinęła i Camcia mogła zobaczyć, że wcale nie miał pod bluzą bojlera, tylko kaloryfer i jeszcze więcej tatuaży.
-
Co to znaczy godnie? - zapytał rzucając swoją bluzę gdzieś na kanapę, na której ona ułożyła już cały stos ciuchów. Przerażało go to, bo on... nienawidził zakupów.
Wywrócił oczami na ten jej tekst na temat
jego twarzy, ale poszedł się przebrać.
Dość sprawnie mu poszło i zaraz stanął przed przymierzalnią... z wymalowanym
na tej twarzy grymasem. Nawet język jej pokazał.
-
I co? To nie wygląda jak menel? Jak książę, czy coś? - mruknął i obrócił się dookoła prezentując jej. Ciuchy dobrze na nim leżały, wszystko na nim dobrze leżało. Chociaż drogie jeansy może lepiej układały mu się na tyłku? Bo te jego były trochę znoszone -
a ta koszulka to w ogóle... taka sama jak moja - rzucił podwijając ją trochę do góry. Wizualnie tak, była taka sama, ale materiał był inny i Lans czuł to pod palcami. Poprawił kurtkę na ramionach, i jeszcze założył na nos okulary zanim się przejrzał.
-
To co? Może być? - teraz spojrzał na Camcię -
możemy już iść? - chyba założył, że będzie cały czas chodził w jednym. Ale ona już mu prezentowała całą górę ciuchów... -
to co jeszcze mam przymierzyć? - westchnął ciężko, ale może lepsze to... niż miałby siedzieć trzy godziny i czekać, aż zrobi sobie nowe paznokcie.
Chociaż pewnie to też go czeka.
annoying princess °⋆
.ೃ
࿔*:・