25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pomysł z klęcznikiem przypadł jej do gustu. Od razu wyobraziła sobie ich dwójkę przy tym akcesorium. Nie miałaby nic przeciwko wysławianiu w ten sposób swojej bogini, szczególnie biorąc pod uwagę, że wiedziała, jak bardzo jej się to podobało. Zanotowała ten pomysł w pamięci na przyszłość, gdy będzie już paskudnie bogata i będzie mogła umieścić u siebie specjalny pokój na jej wszystkie dziwactwa. Do tego czasu będzie musiała klęczeć przed nią na każdej innej powierzchni, jaka tylko im się trafi. Jej bogini na pewno to wybaczy.
Od razu urosła o kilka centymetrów, gdy tylko usłyszała, że jej durne żarty podobają się Ruelle. W tym momencie była jedyną publicznością, której chciała imponować i dawać rozrywkę. Prescott naprawdę była już zgubiona, skoro bawiła ją Cross. Tym lepiej dla artystki! Jakby tego było mało, od razu wkręciła się w zabawę, dorzucając swoje trzy grosze. Wcale nie dała się wyprowadzić z równowagi tym przetrzymywaniem w dybach i była wyraźnie gotowa do dalszego pajacowania. River musiałaby być skrajnie głupia, żeby się w niej nie zakochać.
— Po pierwsze, to bardzo nieładnie tak mówić do damy, więc pierdol się — zawołała i sięgnęła do dyb, żeby je otworzyć. Dostrzegła, że w stronę zamieszania kieruje się ochrona, więc wolała dać swojej Borderkici pełną swobodę działania.
— Po drugie, nie wiem, czy jest coś bardziej zgodnego z naturą niż cudzołożenie. Gdyby ojcowie większości z nas w odpowiednim momencie się nie spuścili, to byśmy tu teraz nie stali — dodała, ostrożnie opuszczając dyby z powrotem, gdy jej kobieta już się wyprostowała. To chyba było za dużo jak na nerwowego klechę. Facetowi chyba kończyły się kulturalne argumenty i cierpliwość. Wokół niech zebrała się niezła grupka przysłuchujących się temu wszystkiemu turystów.
— Tatusiu, a kiedy ty się spuściłeś? — zapytała jakaś kilkuletnia dziewczyna, szarpiąc ojca za rękę. Mężczyzna od razu zrobił się cały czerwony ze stresu. Ewidentnie nie był przygotowany na rozmowę na ten temat z córką.
— Ja wiem, że u ciebie to rzadkie i krótkie wydarzenie, ale na pewno pamiętasz — dogryzła mu kobieta stojąca obok, potencjalna matka ciekawskiej córeczki. River już otwierała usta, by doedukować dziecko w kwestiach seksualnych, ale nie zdażyła się odezwać.
— Dość! Dość tego bezceństwa! — ryknął, z taką siłą uderzając Biblią w mównicę, że aż zatrzeszczało drewno. Twarz nabrała mu purpurowego koloru, a na skroni wyraźnie pulsowała żyła. — Oto macie, dobrzy ludzie, żywy dowód na to, co się dzieje z duszą, która odwróciła się od Boga! Nie dość, że plugawisz święty dar życia, to jeszcze śmiesz porównywać małżeńskie powinności do swej obrzydliwej rozpusty?! — Zszedł z podwyższenia, wymachując w stronę River drżącym palcem.
— Na kolana, bezwstydnico! Na kolana i błagaj o przebaczenie! A jeśli nie zamierzasz ukorzyć się przed Panem, to przynajmniej ukorzysz się przed prawem! Straż! Do dybów z nią! Tę drugą też! Obie potrzebują więcej pokuty niż rozumu, którego najwyraźniej nigdy nie otrzymały! — Wypluwał z siebie słowa coraz szybciej, a jego twarz coraz sprawniej zmieniała kolory. Cross uśmiechnęła się słodko i już była gotowa klęknąć przed kaznodzieją, by pociągnąć (heh) zabawę dalej, kiedy przy nim znalazła się dwójka ochroniary.
— Jerome, kurwa, wystarczy — syknął jeden z nich, kładąc dłoń na torsie kaznodziei i odsuwając go o krok. Drugi ochroniarz zrobił krok w stronę dziewczyn. — Mówiliśmy ci sto razy, że nie możesz się tak dawać prowokować. Klientów nam straszysz — kontynuował ten pierwszy, próbując opanować kolegę po fachu. River wywróciła oczami zniecierpliwiona i niezadowolona, że zabrali im zabawę.
— Bardzo prosimy o zachowanie spokoju i szeroko pojętych zasad kultury osobistej. Jeżeli bedą panie prowokować naszych pracowników, będę musiał poprosić o opuszczenie wioski — zwrócił się do nich drugi z nich, starając się wyglądać na dużo większego i poważniejszego niż był w rzeczywistości.
— Chyba kpisz. Przecież nie powiedziałyśmy o nim niczego złego, to on zaczął nas obrażać — prychnęła od razu River, robiąc krok w stronę ochroniarza, który chyba nie spodziewał się jakiejkolwiek próby kontrataku.

Ruelle I. Prescott
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Biorąc pod uwagę to jak bardzo River zdawała się lubować w symbolice religijnej, to można było przewidzieć, że pomysł wstawienia klęcznika do ich małego projektu piwnicznego przypadnie rysowniczce do gustu. Zapewne jeszcze wiele mebli i gadżetów przyszłoby im na myśl, gdyby tylko pomyśleć, ale czy nie miały na to blisko dekady? Przynajmniej tak zdawała się twierdzić Cross.
Były siebie naprawdę warte. Dzieliły ze sobą nie tylko najdziwniejsze nawet upodobania, ale też humor, co najlepiej widać było na załączonym obrazku. Mogły wspólnie nabijać się z kaznodziei oraz swych własnych grzechów mając nadzieję na to, że doświadczenie wioski pielgrzymów nie było na tyle imersyjne, aby spalić je na stosie. Chłostę jeszcze Prescott byłaby w stanie zaakceptować. Może nawet by jej się spodobała.
Jej zniewolenie łaskawie dobiegło końca, a rysowniczka zdecydowała się na uwolnienie Ruelle z dyb nim kręgosłup studentki zdołał ją znienawidzić. Może nie miał nawet ćwierćwiecza, ale przetrzymywanie go zbyt długo w takiej pozycji nie było najlepszym pomysłem. Zresztą, możliwe było, że i tak będą musiały się zaraz ewakuować, bo ich przedstawienie nie było dla uszu niewinnych. Rodziny z dziećmi musiały ich nienawidzić.
Niczym na zawołanie jedna z kilkulatek podłapała wyjątkowo wulgarny tekst River, wykorzystując okazję do zadania swojemu ojcu naprawdę niewygodnego pytania. Dodatkowo rozgrzebała spór małżeński. Dobrze, że one dwie nie miały takich problemów łóżkowych, ale pewnie i wtedy coś by wymyśliły ze awoją kreatywnością.
Duchowny grzmiał potwornie z każdą kolejną chwilą. Rue przypatrywała mu się, rozmasowując nadgarstki. Kusiło coś odpowiedzieć w kwestii, co takie jawnogrzesznice jak one mogłyby robić na kolanach, ale nie miała ku temu większej okazji. Wiedziała jednak, że obie znajdowały się niebezpiecznie blisko bycia wyrziconymi z terenu osady. Przynajmniej zrobiły to w wielkim stylu.
Oczywiście, że Cross chciała się wykłócać, co jedynie pogorszyłoby sprawę. Ruelle chwyciła ją za łokieć i przyciągnęła do siebie, aby zwiększyć dystans między rysowniczką a ochroniarzem.
— Rozumiemy, pamie strażniku — powiedziała, przybierając tym razem o wiele przyjemniejszy dla ucha ton. — Ale jeśli obiecamy być grzeczne?
Musiała spróbować. Może jednak uda jej się w jakiś sposób udobruchać mężczyznę na tyle, że pozwoli im zostać. No, a jeśli nie to trudno. Miały jeszcze wiele innych atrakcji do zwiedzenia.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kłótnia wreszcie robiła się ciekawa. To nie były już tylko durne przekomarzania, ale porządna dyskusja, której Cross wyraźnie brakowało. Coś za miło było do tej pory w Stanach, ileż można? To Kanadyjczycy słynęli ze swojej uprzejmości, a nie te świrusy. River miała nadzieję, że wszyscy pokażą jej się z jak najgorszej strony, a na razie jedyny zgrzyt, na jaki trafiły, to ten facet wczoraj na cmentarzu, który popsuł im zabawę. Tu zabawa miała się dopiero rozkręcić! Problem w tym, że pojawili się ochroniarze. Ci to potrafią wszystko zawsze zepsuć. Zupełnie jak policja! Cross zdecydowanie nie była fanką takich opresyjnych instytucji.
Może gdyby zachowali się uczciwie i nie mieli pretensji do nich, tylko do tego wariata w habicie, to by się nie zirytowała. Ale zostały przecież potraktowane kompletnie niesprawiedliwie, a niesprawiedliwości River nienawidziła jeszcze bardziej niż policji. Przesunęła wzrokiem po całej sylwetce mężczyzny na szybko oceniając, jakie miała z nim szanse. Nie wydawał się ani wysportowany, ani zaprawiony w boju. Pewnie nie miał nawet za sobą żadnego szkolenia. Jego jedyną przewagą była gumowa pałka przy boku, ale Cross nie straszne żadne gumowe pały.
Nie powstrzymał jej jednak zdrowy rozsądek, a gest Ruelle. Pozwoliła przyciągnąć się bliżej, chociaż fuknęła pod nosem, wyrażając swoje niezadowolenie. Przecież załatwiłaby tę sytuację bardzo szybko! Wtedy już na bank, by je stąd wyrzucili, ale to szczegół.
— No w porządku, na to możemy się zgodzić. Zapraszamy do korzystania z pozostałych atrakcji wioski, tylko prosimy grzecznie — rzucił do Prescott, na koniec puszczając jej jeszcze oczko i uśmiechając się w sposób, który miał być chyba zalotny. Widząc te marne starania Cross wywróciła tylko oczami, coraz bardziej nim zażenowana. Ochroniarze we dwóch zajęli się zirytowanym kaznodzieją i odciągnęli go na bok, żeby się nieco uspokoił. Tłumek, znudzony brakiem rozróby, po prostu się rozszedł.
— A jak burda była częścią atrakcji i powstrzymując mnie odebrałaś nam jakąś super nagrodę dla każdego, kto na to wpadnie i ją wywoła? — burknęła, odwracając się w stronę Ruelle. Dźgnęła ją zaczepnie w brzuch, wciąż minimalnie obrażona za to, że jej dziewczyna nie pozwoliła jej się napierdalać z losowym Amerykaninem. Strasznie jednak ograniczający ten związek się okazuje.
— To co, wolisz, żebyśmy sobie napisały listy miłosne na stoisku z kaligrafią czy posłuchały ultra nudnego wywiadu o krosnach? Czy coś innego? — zapytała już zwyczajnym tonem, bo foch najwyraźniej jej przeszedł. Ujęła dłoń Rue i rozejrzała się wokół, oceniając, czy jeszcze jakaś atrakcja była warta ich uwagi.

Ruelle I. Prescott
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jeśli była jedna rzecz, którą Ruelle wiedziała na temat swojej dziewczyny oprócz jej zamiłowania do sztuki, to był to fakt, że uwielbiała się wykłócać. Zwłaszcza jeśli mogła sprzeciwić się pewnym autorytetom i podjąć walkę z jakimś systemem. Tego jej pewnie brakowało. Szkoda tylko, że Prescott chciała się upewnić, że nie zostaną po prostu wyrzucone na zbity pysk za wszczynanie kłótni i prowokowanie bijatyki. Gumowa pała Cross nie była straszna, bo sama się posługiwała jedną, ale jednak nieco innego rodzaju.
Jakby nie patrzeć to udawany kaznodzieja (a może prawdziwy?) wykonywał tylko swoją pracę. To rysowniczka zaczęła go zaczepiać dużo ostrzej niż powinna to robić, a teraz miało ją dosięgnąć dildo konsekwencji, które rzadko przybywało pokryte lubrykantem. Tyle dobrego, że w pobliżu znajdował się ten mały głos rozsądku pod postacią pewnej Latynoski. Aż dziw, że podobno to właśnie one były uznawane za temperamentne, a w ogólnej świadomości Azjatki królowały jako ostoje spokoju oraz ciszy.
— Ależ oczywiście, że będziemy grzeczne — niemal zamruczała, bo czuła, że naprawdę udało jej się wygrać tę bitwę bez ponoszenia jakichkolwiek strat.
Może Cross nie była zadowolona, że ominęła ją bitka, ale przynajmniej mogły skorzystać jeszcze z jakiś atrakcji, które mogła im zaoferować wioska. Mniej efektywne będzie ich wyjście, ale jeśli jeszcze jej dziewczynę naszłoby na efektowne opuszczenie terenu to mogła wywołać jeszcze jedną burdę.
— Jeśli chcesz się o tym przekonać to zawsze możesz spróbować wywołać jeszcze jedną — zasugerowała, uśmiechając się, gdy tylko River wspomniała o nagrodzie.
Automatycznie zgięła się lekko, gdy tylko poczuła ukłucie w brzuch. Okropna była. Przez moment pragnęła jeszcze jej się jakoś odegrać, ale wtedy artystka chwyciła ją za rękę i wszystko zdawało się być na nowo w jak najlepszym porządku. Przynajmniej na tę chwilę.
— Możemy kaligrafować piórem lub pójść do garncarza jeśli kusi cię jeszcze jedna forma artystycznego wyrazu — zaproponowała, a potem powiodła wzrokiem w kierunku chatki, z której dochodziły powoli podniesione głosy. — Bo o karach cielesnych chyba nie chcesz słuchać. Stosujesz ich tyle, że chyba wiesz o nich wszystko.
Miały całkiem sporo opcji. Pytanie tylko, która wydawała im się w tym momencie najciekawsza. Przy wyjściu mogły jeszcze zahaczyć o jedno ze stoisk, które oferowało pamiątki: w tym te rękodzielnicze, które miały wyglądać niczym wyniesione wprost z siedemnastego wieku. Może chciały jakąś miseczkę, łyżeczkę lub dzbanek, który mógł kiedyś znajdować się w podobnej chacie?

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pomysł na wywołanie kolejnej rozróby był całkiem niezły. Może znajdzie nawet ciekawszego przeciwnika niż ten kaznodzieja? Jak już skądś wychodzić, to z pompą. Coś podpowiadało Cross, że jej dziewczyna nigdzie znikąd nie została wywalona za fraki i nie dostała w łeb od nikogo poza swoją matką. A przynajmniej nie poza łóżkiem. Może udałoby im się zaliczyć doświadczenie dwa w jednym? Cross przecież tak lubiła uczestniczyć w pierwszych razach swojej modelki. Tym na pewno zapisałaby się w jej myślach na zawsze.
— Przyznaj po prostu, że chcesz odwalić scenę z Uwierz w ducha, co? Rzadko która forma rzeźbiarstwa jest interesująca, ale garncarstwo to już jest naprawdę totalne dno. Jeżeli chcesz się umazać w glinie, to chyba znowu musimy się rozdzielić. — Na jej twarzy od razu pojawił się wyraz niezadowolenia. Miłość miłością, ale bez przesady. Nie będzie robić dla niej takich głupot. Była ponad to. Czułaby się artystycznie zbrukana, gdyby ktoś tam usiadł i kazać jej ulepić wazon na kwiatki. Na samą myśl robiło jej się gorzej.
Czułaby się smutna, gdyby okazało się, że psuła właśnie marzenie kiełkujące w tej małej, słodkiej główce. Ale też czułaby się bardziej zbrukana, gdyby jej kobieta miała takie ciągoty. Pewien wieszcz zza oceanu śpiewał, że nigdy w życiu nie pokocha dziewczyny, która słucha disco polo, a to z kolei była granica Cross. Uznała, ze musi po prostu swoją modelkę udobruchać. Skręciła za budynek z krosnem, zbaczając z wyznaczonej dla turystów ścieżki, żeby nie sterczeć tak na środku chodnika. Przyciągnęła dziewczynę do siebie i natychmiast przylgnęła do jej ciała. Drugą ręką odgarnęła włosy z jej ramienia, odsłaniając szyję. Omiotła jej skórę ciepłym oddechem, nachylając się z namiętnością bliską spragnionej wampirzycy. Złapała w zęby obrożę, przejeżdżając przy okazji po ciepłej skórze Ruelle i pociągnęła za nią zaczepnie.
— Napisz mi list, Malutka — poprosiła mrukliwym tonem i przylgnęła wargami do skóry tuż pod jej uchem. Musnęła ją w czułym, delikatnym geście, jednocześnie zaciskając uścisk na jej tali, by zespolić ich ciała jeszcze mocniej.
— Napisz mi coś ładnego. Spisz swoje myśli, których wstydzisz się wypowiedzieć na głos. Chcę zobaczyć w tych słowach, jak bardzo mnie kochasz — ciągnęła, namawiając ją dalej. Wyraźnie starała się wykorzystywać wszystkie sztuczki, które zazwyczaj działały. Wiedziała, jakim tonem do niej mówić, by poczuła, jak wibracje dźwięku rozchodzą się po całym jej ciele. Zdawała sobie sprawę, że kolejny pocałunek na jej szyi i przejechanie językiem po skórze w miejscu, gdzie wyczuwała jej puls, zmiękczą nogi jej modelki. Przymilała się z całkowitą premedytacją i bezczelną wręcz pewnością swojej skuteczności (bo przecież wiedziała, jak Ruelle kręci jej pewność siebie), byle dostać to, czego chciała.

Ruelle I. Prescott
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Taki agent chaosu jak River z pewnością doceniłby każdą możliwość na to, aby jednak rozkręcić jakąś rozróbę. Nie musiały wcale z tego rezygnować kompletnie. Najwyżej odrobinę odłożyć w czasie i wtedy uderzyć ze zdwojoną siłą. Mogły nawet uknuć jakiś naprawdę niecny plan. W końcu czemu miałyby tego nie robić?
— Och, nie. Przejrzałaś mnie i złamałaś serce tym, że nie chcesz być moim Patrickiem Swayzem — powiedziała dramatycznie, kładąc jeszcze rękę na sercu dla wzmocnienia tego efektu. — Nie wiem jak to przeżyję.
Jej również nie kręciło to jakoś szczególnie, ale gdyby jakimś cudem Cross chciała się w to pobawić to mogły ulepić jakąś miskę lub wyplatać kosze z wikliny. Nie były tutaj po to, aby próbować nowych rzeczy? No właśnie. Nawet jeśli były nudne.
Nie zmuszała jej jednak do żadnej z tych rzeczy, które mogły być dla dziewczyny nieprzyjemne i męczące. Zamiast tego postanowiła poddać się jej pomysłom na to, w jaki sposób mogłyby kontynuować swoją wycieczkę. Być może dlatego, że pomysłów ona miała całkiem sporo. I to wyjątkowo przyjemnych.
Nie spodziewała się tego gwałtownego pociągnięcia, ale podążyła za nim. Dała zaciągnąć się w bardziej ustronne miejsce, gdzie w końcu miały przynajmniej namiastkę prywatności. Przynajmniej na tyle, aby Cross mogła pochylić się ku jej szyi i zatrzymać się drażniąco blisko jej powierzchni. Czuła jak otula ją swoim oddechem, a jej własny zamarł w płucach, gdy czekała na jakikolwiek kontakt. Zamiast tego jednak River pociągnęła zębami za obrożę i jedynie przy okazji dotknęła jej ciała. Niby przypadkiem.
— Napiszę, co zechcesz — zamruczała z zadowoleniem, obejmując ją szczelnie ramionami i przyciągając jeszcze bliżej siebie, aby móc w pełni poczuć ciepło i ciężar jej ciała.
Mogła się naprawdę rozluźnić i westchnąć błogo, gdy wargi rysowniczki natrafiły na fragment skóry tuż pod uchem, który udekorowała szczodrym pocałunkiem. Zaraz jednak napięła się nerwowo, gdy usłyszała słowo kochasz. Brzmiało tak inaczej po angielsku. Tak poważnie.
— Postaram się napisać coś ładnego — obiecała na przydechu.
River doakonale wiedziała, w jaki sposób sprawić, aby tanatopraktorka skupiła się na cielesności i na oferowanych jej drobnych pieszczotach. Rue czuła już wzbierający w gardle jęk, gdy tylko język dziewczyny przejechał po jej szyi. Spodziewała się dodatkowej porcji przyjemności, ale przecież miały być grzeczne.
— To chodź — mruknęła, próbując skraść jej jeszcze jeden pocałunek nim pociqgnęła ją do stoiska z kaligrafią.
Ruelle jeszcze nigdy nie próbowała czegoś podobnego. Pisanie stalówką? To jeszcze w ramach swoistej ciekawostki, ale na pewno nie trzymała w dłoni zaostrzonego gęsiego pióra, ani nie wiedziała jak zachowuje się ono z atramentem. Na pewno minie nieco czasu nim oswoi się z narzędziem i będzie w stanie napisać coś sensownego. W dodatku czytelnie i w miarę elegancko.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— A nie mogę być tym z Dirty Dancing? — zasugerowała, nie chcąc zostawiać swojej kobiety z takim pokruszonym sercem. Wizja wspólnego tańca podobała jej się dużo bardziej niż ta garnkowa. Lubiła to robić. Ostatnio sporo się napracowała, żeby namówić do tego Ruelle, ale miała wrażenie, że ostatecznie Latynosce bardzo się to podobało. Oby od teraz nie była już taka marudna w tej kwestii tylko po prostu poddawała się jej zaproszeniom.
Na całe szczęście Prescott bardzo lubiła ulegać swojej artystce. Wystarczyło tylko zaciągnąć ją w ustronne miejsce i trochę ją poczarować. Cross powinna zacząć testować nieco delikatniejsze opcje. Wiadomo, że namówi ją na każdą głupotę, gdy zaangażuje w to całą artylerię, ale powinna nauczyć się też robić to drobiazgami. Sama była przecież gotowa spełnić każdą zachciankę swojej modelki na jedno skinienie. Ona też powinna mieć takie możliwości. Na pewno istnieje maślany wzrok, dzięki któremu Rue wystarczająco zmiękną nogi i serce, by ulegała jej durnym pomysłom. Tym razem jednak dostała cały pakiet, na co zdecydowanie nie narzekała. Misja zakończyła się sukcesem, a to najważniejsze.
— Moja — szepnęła jeszcze tuż po pocałunku, zanim wróciły na chodnik przeznaczony dla turystów. Uwielbiała sposób, w jaki to słowo układało się na języku. Teraz mogła to mówić z pełnym przekonaniem, co dodatkowo ją nakręcało. Czuła, że to bardzo szybko wejdzie w poczet jej ulubionych określeń tuż obok utartego już Mała.
Weszły do domku skryby, witając się bardzo grzecznie i spokojnie. Cross nie chciała tutaj wywoływać żadnej afery, a przynajmniej nie zanim Prescott nie dokończy listu. Była zbyt ciekawa, co takiego może z niego wyniknąć. Mężczyzna odgrywający skrybę wskazał im wolne miejsca przy stoliku, po czym sam usiadł na przeciwko. Wyjął odpowiedni papier, pióra i kałamarz i zaczął tłumaczyć im cały proces. Mówił nauczycielskim tonem, więc nic dziwnego, że Cross wyłączyła się bardzo szybko. Niespecjalnie obchodziła ją większość jego rad, a już na pewno nie miała zamiaru zbyt długo trenować żadnych szlaczków przed oficjalnym pisaniem. Szybko przekonała się, że pisanie gęsim piórem nie jest aż tak trudne. Miała wrodzony talent do prac manualnych i wypracowaną przez lata rękę. Nie było to oczywiście to samo, co ołówek, ale można było szybko się przyzwyczaić.
— Nie każde pióro nadaje się do pisania, panienki. Najlepsze pochodzą ze skrzydeł dużych ptaków. Gęś może i jest stworzeniem niezbyt rozumnym, lecz z jej skrzydła powstają słowa mądrzejsze od niejednego kazania — rozprawiał mężczyzna, uśmiechając się do nich dobrotliwie. Szpakowaty aniołeczek nie miał w sobie za grosz złowrogiej energii i kompletnie nie przejmował się faktem, że Cross miała w poważaniu jego wykłady i wolała pracować po swojemu.
— Zastanówcie się dobrze, co chcecie napisać. Papier kosztuje, atrament kosztuje, a gęsi nie rosną na drzewach. W naszej osadzie nikt nie wyrzuca całej karty tylko dlatego, że zabrakło mu właściwego słowa. Dlatego radzę nie pisać listów miłosnych do więcej niż jednego kawalera. Chyba że któraś z panien ma wyjątkowo zasobną sakiewkę — dodał i puścił do nich oczko. River na moment zastygła z piórem nad papierem, co tylko jakimś cudem nie skończyło się zostawieniem na niej kleksa.
— A do wielu panien mogę pisać czy też będzie lipa? — zapytała, podnosząc wzrok na starszego mężczyznę.

Ruelle I. Prescott
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie podejrzewałaby swojej rysowniczki o posiadanie tak rozległej wiedzy w kwestii komedii romantycznych z Patrickiem Swayzem, ale jak widać jednak znała pewne klasyki filmowe. Pewnie nawet widziała ich o wiele więcej niż autorka powyższego posta.
— Po prostu chcesz mi wsadzić ręce pod spódniczkę jak będziemy tańczyć mambo — podsumowała, odnosząc się rzecz jasna do kultowej sceny z końcówki filmu.
Nie było powodu, żeby nie mogła tak po prostu zatańczyć ze swoja dziewczyną. Poprzednim razem stawiała opór głównie dlatego, że chciała sprawnie zapakować artystkę do łóżka, żeby przespała swój stan ciężkiego upicia. Tylko, że Cross nie była do tego taka skora. No, ale gdyby okoliczności były inne to kto wie? Powinny wyjść kiedyś do jakiegoś klubu.
Zdecydowanie zbyt łatwo i w zbyt wielu kwestiach jej ulegała, ale jak mogłaby tego nie robić? W końcu Cross tak zdolnie potrafiła ją namówić na swoje kolejne fantazje czy pomysły. Większość z nich była naprawdę miła lub przyjemna, więc to był tylko dodatkowy argument za tym, aby faktycznie się zgadzać na tyle jej propozycji.
— Twoja — potwierdziła niemal automatycznie, bo chyba w tym momencie mogły o sobie tak mówić dosyć swobodnie.
Uzgodniły to niejako poprzedniego wieczora. Zgodziła się na to, aby z nią być. Należała teraz do niej tak naprawdę i tak naprawdę miała ją dla siebie. Przynajmniej tak mogły sobie nawzajem powtarzać.
Wymieniły ze sobą jeszcze ten ostatni pocałunek nim w końcu zdecydowały się powrócić na szlak pielgrzymów i udać się do domu szpakowatego mężczyzny, który zajmował się nauczaniem kaligrafii chętnych przybyszy. Sprawiał on naprawdę miłe wrażenie. Był poczciwym człowiekiem, który akurat odpowiadał jakiemuś młodemu chłopakowi na pytanie: Jak to jest być skrybą? Dobrze?
Zaraz też dowiedziały się, że nie ma tak, że dobrze albo niedobrze. Przede wszystkim ich skryba cenił sobie ludzi i potrafił do nich podejść w odpowiedni sposób. Mógł sypać anegdotkami jak z rękawa oraz zachęcał do tego, aby śmiało próbowali nowych rzeczy. Prescott wysłuchiwała uważnie jego wskazówek oraz przyglądała się drobnym demonstracjom, gdy tylko tłumaczył to w jaki sposób należało maczać pióro w kałamarzu oraz pod jakim kątem przytknąć jego końcówkę do papieru, aby zacząć kreślić eleganckie litery.
Oczywiście, że w tym wszystkim prezentowała zgoła inne stanowisko niż River. Głównie dlatego, że sama nie miała większego doświadczenia z atramentem oraz narzędziami różnego typu. Pewnie rysowniczka zajmowała się już tworzeniem tuszem na papierze. Była osobą, która byłaby zdolna do czegoś podobnego.
— Myślę, że czy panna czy kawaler to jednak kalkuluje się w mieszku tak samo — rzuciła w odpowiedzi za skrybę, rzucając jeszcze nieco potępiające spojrzenie dziewczynie.
To ona się tu głowiła nad treścią jakiegoś ładnego listu, a w tym samym czasie River rozmyślała o innych panienkach? Trochę niemiło. Trochę nawet bardzo, a przecież rysowniczka chciała od niej jakiś wyjątkowo romantycznych wynurzeń.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cieszyła się, że Prescott tak łatwo wkręca się w te wszystkie aktywności i naprawdę czerpie z nich coś dla siebie. Sprawiała wrażenie żywo zainteresowanej zarówno u zielarki, jak i przy kaznodziei, no i tutaj. W muzeum chyba też naprawdę jej się podobało. Wyglądało na to, że wycieczkę będzie można zaliczyć do udanych... jeżeli potem nie pokłócą się jakoś wyjątkowo spektakularnie. Ale czemu by miały? Przecież dopiero co się zeszły, nie ma powodu, by na siebie warczeć! Cross była z siebie naprawdę dumna. W końcu wyjazd był jej pomysłem, do którego namówiła Prescott... chociaż biorąc pod uwagę, jak była pijana, gdy się na to zgadzała, to chyba nie było jakieś wielkie wyzwanie. Ale pal to sześć! Nie odbierało to w żaden sposób rysowniczce radości z obserwowania, jak jej partnerka dobrze się bawi.
Nieraz pisała i rysowała piórem wiecznym oraz po prostu pracowała z atramentem. Dodanie do tego innego rodzaju rysika nie utrudniało sprawy aż tak bardzo. Było oczywiście dużo mniej wygodne niż nowoczesne narzędzia i wymagało większej precyzji, ale w tym akurat Cross była bardzo dobra. Gdyby nie była taka durna zafiksowana na punkcie sztuki, mogłaby być chirurżką z tak stabilnymi dłońmi. Albo układać mandale, ale przy tym z kolei umarłaby z nudów.
— W takim razie wszystko, co mam, wydam na ciebie — zapewniła i złożyła krótkiego całusa na policzku swojej uroczej, obrażalskiej dziewczyny. Wiadomo przecież, że żartowała, a Rue doskonale powinna zdawać sobie z tego sprawę. Nie miała głowy do wypisywania poematów do kogokolwiek innego, gdy tylko miała w zasięgu wzroku swoją piękną muzę. Panny i kawalerowie odchodzili na dalszy plan. Skryba z początku sprawiał wrażenie lekko zmieszanego, ale jego oblicze bardzo szybko z powrotem złagodniało. A szkoda, cholera! Z homofobem to dopiero byłaby fajna kłótnia. Trafił im się jednak zbyt poczciwy obiekt.
— Kiedy piszecie o sprawach prywatnych, należy zadbać, aby cudze oczy nie sięgnęły do waszych słów. Na szczęście człowiek ma do dyspozycji wosk i pieczęć — wyjaśnił i wskazał na stojące obok niego laki i tłoki pieczętne z inicjałami. Uśmiechnęła się pod nosem w sposób, w którym Rue bez problemu mogła wyłapać, że wcale nie pomyślała o zawodzie skryby, gdy wyobraziła sobie lejący się wosk. Dobrze, że ich listy będą miały dodatkową warstwę znaczeniową.
— Pieczęć mówi odbiorcy, kto pisał, zanim jeszcze ten przeczyta pierwsze słowo. A jeśli zostanie złamana... cóż. Wówczas wiadomo, że czyjaś ciekawość zwyciężyła nad przyzwoitością — ciągnął mężczyzna, obserwując z uwagą, jak Cross składa skończony przez siebie list, podążając za jego uwagami. Pokiwał głową z uznaniem na znak, że zrobiła to dobrze. Pieczęci niestety nie były zbyt rozbudowane, trzeba było się przecież dopasowywać do szerokiej gamy klientów. Wyraźnie nie chcieli wzbudzić tu w ludziach tego smutku, na który trafiają niektórzy, gdy szukają w sklepie z pamiątkami otwieracza i kubka ze swoim imieniem, ale rodzice nazwali ich tak nietypowo, że nie mają na to żadnych szans. Artystka sięgnęła więc po prostu po literkę R, która z jakiegoś tajemniczego powodu towarzyszyła im w dużo większej liczbie sytuacji niż można byłoby przypuszczać.

Ruelle I. Prescott
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”