ODPOWIEDZ
36 y/o
Mark your calendar for Canada Day
187 cm
wolf @ Sinaloa Cartel
Awatar użytkownika
eye for an eye says you owe me a debt, blood demands blood, gonna get my hands wet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidamskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
Adivina cuál de nosotros tendrá primero una resaca moral.
32 y/o
Mark your calendar for Canada Day
168 cm
undercover in the devil's lair
Awatar użytkownika
i went swimming with the devil at the bottom of a lake; he was tall and mean with venom eyes so green, wanted reconciliation, but my tongue was in my teeth
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

me mirarás

Proste polecenie, którego jej ciało nie chciało usłuchać. Ciało zaciśnięte na poduszce, na jednej, jedynej osłonie, która mogła ukryć przed nim jej rozpad. Ciało zamknięte w klatce pożądania, mięśnie w napięciu pochłaniającej ją fali, biodra napierające na jego własne.
Ciało, które znów należało do niego.
Zabrał jej wszystko, czym wcześniej tak skrupulatnie obudowywała swoją duszę. Zabrał oddech z jej ust, uwięził go w płucach, w których na parę nieznośnych sekund ugrzązł bezpowrotnie. Zabrał bladość jej skóry, zastępując ją rozpalającym ją rumieńcem. Zabrał kontrolę, której zwykle łaknęła, zastępując ją dzikim instynktem, głodem, łaknącym każdego ruchu, który w niej wykonywał.
Zabrał jej nawet pieprzoną poduszkę.
I gdy walczyła o każdy oddech, gdy jej palce zacisnęły się na pościeli wszędzie wokół, spodziewała się dostrzec ten sam wyraz zadowolenia na jego twarzy, który widywała na niej zwykle. Nie spodziewała się jego pociemniałego z pożądania spojrzenia, tego skupienia, z którym chłonął jej widok pod sobą, napięcia, które zagościło w jego szczęce.
Spodziewała się tryumfu.
Ale wcale nie czuła się jak przegrana.
Wręcz przeciwnie, jej uchylone powieki rozszerzyły się, chłonąc go w półmroku, chłonąc coś więcej czyhającego w jego oczach niż zwykłą potrzebę bycia na górze, dosłownie lub w przenośni. Coś, przez co te wredne owady w jej trzewiach znów zatrzepotały, uświadamiając sobie, że patrzył na nią inaczej.
Patrzył, jakby podobało mu się to, co widział.
Świadomość przychodziła do niej powoli, otępiale. Zmysły wyparte przez pożądanie i jej niepowstrzymany głód wracały jeden po drugim. Znikało pulsowanie w skroni, napięcie, od którego jej mięśnie drżały i drętwiały, zaciśnięte w niemożliwie mocnym uścisku. Wracała cisza panująca wokół nich, którą wcześniej wypierał szum jej własnej krwi rozbijającej się w żyłach i intensywność, z jaką waliło jej serce.
Wracała trzeźwość myślenia - czy też jej namiastka.
Odległe wrażenie popełnionego przez siebie, kardynalnego błędu, zbyt wątłe, zbyt ciche by stało się jej siłą napędową. Miejsca, w której jej rozluźniające się ciało było wystawione na świat zewnętrzny, już muskało zimno panujące wokół przypominając o tym, jak nieprzyjemna była rzeczywistość dookoła.
Powinna do niej wrócić. Powinna się odsunąć.
Jej nogi jednak uniosły się, ciaśniej go oplatając, trzymając przy sobie na wypadek, gdyby sam wpadł na ten pomysł. Słowa, które teraz tak klarownie wybrzmiały gdy nie wypełniał ich głośny, urywany oddech i tętent jej serca, powinny wzmacniać walczące o jej uwagę otrzeźwienie, lecz jej podobało się ich brzmienie.
Sprawiało, że coś miękkiego w głębi jej klatki piersiowej układało się w ramionach człowieka, do którego należeć, w żaden sposób, nie mogła.
Nie mogła.
Jej dłoń jednak, zamiast odepchnąć go od siebie, przesunęła się po wilgotnej skórze jego karku, wsuwając palce pomiędzy krótkie włosy. Zacisnęła je delikatnie, przyciągając go bliżej, w nagłej potrzebie zminimalizowania dzielącej ich odległości. Jej usta, zamiast wypowiedzieć jakże potrzebne w tej chwili zaprzeczenie, musnęły kącik jego własnych, przeniosły się na dolną wargę, skubnęły nią, nim, zachęcone tym drobnym gestem, wpiły w nie w zachłannym pocałunku.
- Corderita - szepnęła w jego wargi, zmuszając się do odsunięcia wystarczająco, by zaczerpnąć oddechu. - Qué apodo tan estúpido.
Jej palce zsunęły się z jego karku i powędrowały wzdłuż linii szczęki, muskając szorstki zarost. Zatrzymały na znajomej bliźnie przecinającej jego policzek. Przesunęła po niej kciukiem, powoli, bezmyślnie. Drobna niedoskonałość, którą utożsamiała już z jego twarzą, którą znała od samego początku - widziała też setki razy, czasem wykrzywioną w jego aroganckim uśmiechu, czasem zastygłą na twarzy pozbawionej jakichkolwiek emocji.
Nigdy wcześniej jej jednak nie dotknęła.
- ¿Y cómo se supone que debo llamarte? - mruknęła zaczepnie, jej wzrok bezmyślnie wodził po niemal niedostrzegalnej nierówności skóry błyszczącej w półmroku. - Lobito? - kontynuowała, unosząc wzrok ku jego oczom. Kącik jej ust drgnął w przebiegłym wyrazie. - Perrito?

Eso es un problema para mañana.
36 y/o
Mark your calendar for Canada Day
187 cm
wolf @ Sinaloa Cartel
Awatar użytkownika
eye for an eye says you owe me a debt, blood demands blood, gonna get my hands wet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidamskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z całego zdania wybrała do zakwestionowania najmniej istotne słowo.
Corderita.
Nie mía.
Dobrze więc wiedzieć, że Navarro potrafiła odpowiednio ustalać priorytety nawet z jego ciałem wciąż tkwiącym pomiędzy udami i oddechem na tyle nierównym, żeby nie zdołać ukryć wszystkie pozostałości tego, co wydarzyło się zaledwie chwilę wcześniej.
Oczywiście zamierzał jej to wypomnieć.
Pierw musiał jednak odzyskać powietrze w płucahc, żeby słowa nie rozpadły się w połowie drogi. Jego ciało wciąż trzymało napięcie w poszczególnych mięśniach, nie otrzymawszy wyraźnie jeszcze informacji, że mogło przestać walczyć o kontrolę. Ramiona nieznacznie drżały pod jego ciężarem, puls uderzał w jego skroniach, a pod rozgrzaną skórą brzucha utrzymywały się resztki twardego skurczu. Wraz z każdym spokojniejszym oddechem wracały również doznania, które wcześniej ustąpiły miejsca przyjemności; wilgotna pościel pod przedramieniem, pot chłodniejący na jego grzbiecie i rana pulsująca pod opatrunkiem zgodnie z rytmem serca.
Nawet gdyby chciał, nie zdołałby się odsunąć. Niewielki ruch po stronie Navarro wystarczył, żeby jej ciało ponownie otoczyło go ciaśniej, a nadwrażliwe zakończenia nerwów odpowiedziały przeciągającym się wzdłuż kręgosłupa dreszczem. Powietrze opuściło jego płuca cięższym wydechem, który rozbił się o jej twarz.
Odpowiedział na jej pocałunek już bez wcześniejszej gwałtowności, choć nie mniej zachłannie. Rozchylił jej wargi własnymi, językiem przesunął po ich wilgotnym wnętrzu. Teraz smakowała inaczej – nadal alkoholem, potem i nim samym, ale zniknęła z tego frustracja, którą wcześniej wymieniali pomiędzy sobą wraz z każdym oddechem. Nie próbowała czegoś udowodnić. Nie drażnił jej kolejną odmową. Nie musiał dobierać nacisku ani tempa, żeby doprowadzić ją dokładnie tam, gdzie chciał.
Pocałunek nie służył już niczemu z tych rzeczy; z technicznego punktu widzenia mógłby być już uznany przez niego za niepotrzebny.
Oderwał się, gdy zabrakło powietrza w ich płucach; jego usta pozostały przy jej własnych, muskając je płytko przy każdym nierównym wydechu. Dłoń, która wcześniej przytrzymywała jej udo, rozluźniła chwyt i przesunęła się wyżej po jej skórze. Opuszki przebiegły po boku biodra, zatrzymały na talii i objęły miękką skórę.
Kącik jego ust uniósł się odrobinę, choć uśmiech nie miał już poprzedniej bezczelności. Zbyt wiele wysiłku kosztowało go utrzymanie ciężaru na przedramieniu, zbyt wyraźnie nadal czuł ją wokół siebie.
Znieruchomiał dopiero wtedy, gdy kciuk Navarro odnalazł bliznę. Skóra w tym miejscu od dawna nie odczuwała dotyku tak samo jak jej zdrowa część. Zdławił jednak wcześniejszy odruch, który pchał jego policzek głębiej w jej dłoń; świadomie odmawiając powrotu tego odczucia. Przyglądał się jej twarzy, kątem spojrzenia podążając jednak za ruchem kciuka po jego skórze.
Osobliwe wyzwiska, które zamierzała mu nadać w ramach rewanżu za to, które podarował jej bez pytania, wywołały uniesienie brwi. Wkrótce potem jego palce objęły jej nadgarstek, lecz zamiast odsunąć dłoń, utrzymał ją przy swoim policzku. Odwrócił głowę i przesunął ustami po wewnętrznej stronie kciuka, dokładnie tego, który jeszcze przed momentem badał linię blizny. Zęby zacisnął na opuszce lekko; krótkim ostrzeżeniem, któremu przeczył błysk pojawiający się w jego spojrzeniu.
— Puedes llamarme como quieras, siempre y cuando sea capaz de devorar a un cordero pequeño — odpowiedział, wypuszczając jej palec spomiędzy ust. Kciukiem przesunął po pulsie wyczuwalnym po wewnętrznej stronie nadgarstka. — Además, corderita te queda muy bien.
Wypuścił jej rękę całkowicie, wcześniej składając na nadgarstki ostatni, krótki pocałunek. Opuszkami własnej dłoni sięgnął do jej biodra i przesunął po gładkiej, wilgotnej od mgiełki potu skórze. Spojrzeniem sięgnął do jej twarzy i zatrzymał się na jej rozszerzonych źrenicach. Tych samych, w których jeszcze chwilę temu widział coś tak absolutnie pierwotnego.
— Haces que sienta que aún no he terminado contigo — mruknął, zatapiając palce znacząco w gładkiej skórze jej uda. Pułapki, w którą go przechwyciła; pułapki z której nie spieszyło mu się wyrwawć. — Parece que tienes muchísima fuerza en las piernas.
¿No eres un corderito, pero estás bien para ser mía?
32 y/o
Mark your calendar for Canada Day
168 cm
undercover in the devil's lair
Awatar użytkownika
i went swimming with the devil at the bottom of a lake; he was tall and mean with venom eyes so green, wanted reconciliation, but my tongue was in my teeth
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Otrzeźwienie było bardzo skomplikowanym zagadnieniem.
Z jednej strony zdawała sobie sprawę z tego, co działo się wokół niej, a na co wcześniej pozostawała ślepa. Zauważyła, że słońce zdążyło zajść, a w sypialni panował półmrok rozświetlany wyłącznie blaskiem wpadającym do środka zza drzwi. Czuła nieprzyjemne szarpanie w swojej talii, jak i pieczenie wszystkich czerwonych punktów zostawionych na jej skórze przez nagłe spotkanie z asfaltem.
Wiedziała też, że to, co zrobiła, było bardzo, bardzo nierozsądne.
Komplikowało świat, który ona z uporem próbowała sprowadzić do czerni i bieli, tak i nie, dobry i zły. Przekraczało granicę, która nie powinna zostać nigdy przekroczona i choć czuła wpływ wypitego przez siebie alkoholu, wiedziała, że było go zbyt mało by mogła zrzucić na niego całkowitą winę.
Otrzeźwienie przynosiło chłód konsekwencji wraz z zimnym powietrzem uderzającym w jej rozgrzane ciało. Chłód, który ustępował pod jego dotykiem i równie nierozsądnymi słowami.
Nie rozumiała, dlaczego aż tak spodobało jej się gdy przechwycił jej dłoń. Powinna nawyknąć do jego dotyku, gdy obiektywnie wykorzystywał go do dużo bardziej śmiałych rzeczy, a jednak coś zacisnęło się na jej trzewiach gdy przytrzymał ją przy swoim policzku, by później złożyć na jej palcach pocałunek.
Nie rozumiała, ile w tym było gry, którą uparcie dostrzegała przed sobą. Granice zaczęły się rozmywać, nie dostrzegała już wytyczonych przez siebie linii, chwilowo odporna nawet na to względne otrzeźwienie, w którym pośpiesznie próbowała budować się z elementów, na które je rozbił.
Może to nie był problem na dzisiaj.
Jak złamane postanowienie, które niwelowało sens dalszego podtrzymywania go przez ten spalony porażką dzień, powinna pomyśleć o tym jutro. Z pewnością wtedy rzeczy wyklarują się same.
Z pewnością wtedy zauważy, że zareagowała na nie to słowo, na które powinna.
Obecnie było to zbyt trudne. Nie zauważyła nawet, że jej nogi oplotły się wokół niego, trzymając go blisko siebie gdy powinna pozwolić mu się odsunąć. Nie dostrzegała tego faktu uparcie, zbyt pochłonięta sposobem, w jaki układały się jego wargi gdy mówił, głosem, który przesuwał się wzdłuż jej kręgosłupa na powrót odbudowywaną gotowością. Dłońmi, przesuwającymi wzdłuż jej uda w sposób, od którego znów jej oddech stał się trudniejszy do zaczerpnięcia. 
- Estúpido - syknęła, wyrywając z tego stanu, w który ją wpędzał po raz kolejny. Świadomość niewygody we własnym boku przypomniała jej o tym wszystkim, o czym tak skrzętnie zapominała - ranie na jego boku, którą nieco ponad dwadzieścia cztery godziny temu zszywała, gdy on walczył o utrzymanie przytomności. Przedramieniu, na którym podtrzymywał się z wyraźnym wysiłkiem, który wyczuła w delikatnym drżeniu mięśni.
- Ya has terminado - zadecydowała, przesuwając dłoń, która naturalnie odnalazła się na jego karku w dół. Zacisnęła palce na jego ramieniu i pchnęła, wraz z ręką zrobiło to jej udo.
Zrzucenie go z siebie stworzyło więcej chłodu i pustki, niż była w stanie w tej chwili znieść.
Jej ciało wychyliło się instynktownie, rekompensując sobie ten brak. Kolano w nagle odkrytej nieśmiałości zahaczyło lekko o jego udo gdy wspinała się na łokieć, podnosząc połowicznie w górę. Jej wzrok ze skupieniem przesunął się po jego klatce piersiowej, docierając do białej krawędzi opatrunku, w którym bała się odnaleźć kolejny, czerwony ślad.
- No te voy a volver a coser - mruknęła z niezadowoleniem, jakby nie była bezpośrednim powodem, dla którego w ogóle musieli obawiać się o to, że założone przez nią szwy puszczą. Jej palce przesunęły się po krzywiźnie mięśni, sięgnęły uniesionego rogu opatrunku i przesunęły po nim opuszkami w próbie przyklejenia z powrotem na miejsce. Gdzieś w połowie tego ruchu częściowo o nim zapomniała - jej wzrok pomknął po męskim ciele w górę, w stronę leżącej pod nim twarzy, ciemnych oczu i wilgotnych ust. Pochyliła się, muskając je własnymi, z dłonią zagubioną gdzieś w okolicy opatrunku, o który tak się martwiła. - Si mueres, mueres.

falta temporal de criterio
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Police Service Headquarters”