ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
188 cm
walić kapitalizm
Awatar użytkownika
put me on a lie detector and make sure they ask me if I gaf I want yall to see something
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

cztery
trigger warning
wspomnienie o samobójstwie
„Dramatyczna akcja służb. Mężczyzna uwięziony na balkonie, podejrzenie próby samobójczej”
„Uratowany przed próbą samobójczą. Strażacy interweniowali w mieszkaniu”
„Uwięziony na balkonie mężczyzna potrzebował pomocy. Zaskakujący finał interwencji”

Przez głowę Sameera przeleciały wszystkie tytuły, które mogłyby następnego dnai pojawić się w lokalnych serwisach informacyjnych.
„Czy udało się zapobiec tragedii? Zdesperowany mężczyzna groził wyskoczeniem z balkonu”
Przy ostatnim niemal parsknął, chociaż nie było w tym nic szczególnie zabawnego, zwłaszcza, ze wyobraził sobie jeszcze swoje zdjęcie, najlepiej zrobione z dołu przez któregoś z sąsiadów. Wyglądałby na nim jak człowiek przeżywający najgorszy dzień w swoim życiu. Co, zważywszy na okoliczności, nie byłoby nawet szczególnie dalekie od prawdy. Gorąco, które już zdążyło rozlać się po jego twarzy i karku, w połączeniu z kolejnymi wizjami internetowej sławy dodało mu jednak wystarczająco dużo energii, żeby ponownie uderzyć otwartą dłonią w szybę.
- Cholera, otwieraj te drzwi! – zawołał, tym razem nie przejmując się tym, czy usłyszy go pół budynku.
Z Eileen nie znali się szczególnie dobrze. To był właściwie pierwszy argument przeciwko pomysłowi wspólnego zamieszkania, który powinien był pojawić się w jego głowie, zanim zdążył przenieść do jej mieszkania połowę swoich rzeczy i uznać, że jakoś to będzie. Nie żeby istniała jakaś oficjalna lista warunków, które należało spełnić przed podjęciem tak poważnej decyzji, ale zdrowy rozsądek podpowiadał, że dobrze byłoby wcześniej przejść przynajmniej przez tę słodkopierdzącą fazę poznawania się. Taką, w której człowiek starannie dobierał słowa, nie zostawiał ubrań na podłodze i nie zastanawiał się, czy ta druga osoba właśnie zobaczyła, jak korzysta z toalety przy otwartych drzwiach. Wspólna łazienka miała swoje granice, podobnie jak tolerancja na znajdowanie obciętych paznokci na dywaniku przed wanną. Niektóre rzeczy powinny pozostać tajemnicą przynajmniej do momentu, w którym obie strony zdążyły się już w sobie porządnie zakochać.
Z drugiej strony, być może problemem nie były wcale paznokcie. Może to fakt, że wszedł do niezamkniętej łazienki, kiedy Eileen zmieniała tampon, doprowadził ją do załamania psychicznego, z którego do tej pory nie udało jej się otrząsnąć. Nie wiedział.
- Pieprzona wariatka – sapnął pod nosem, przyciskając czoło do chłodnej szyby. – Wyłamię te drzwi!
- Nie zrobisz tego, jeśli nie chcesz za nie płacić!
Sameer zamknął oczy.
Eileen podejrzewała go o zdradę. Co samo w sobie było dość bezczelne, biorąc pod uwagę fakt, że Sameer nie był typem zdradzającego. Nie był może szczególnie dobry w związkach, ale nie chciał być dupkiem. Miał zresztą całkiem pokaźny zestaw wad, które prędzej czy później wychodziły na światło dzienne. Właściwie zdarzało mu się je wypisywać, kiedy potrzebował pieniędzy, a jakieś kobiece czasopismo o nakładzie wystarczająco niskim, żeby nie bał się o to, że ktoś rzeczywiście je czytał, potrzebowało kolejnego gównianego poradnika o relacjach. Był emocjonalnie niekonsekwentny, unikał deklaracji, kiepsko radził sobie z planowaniem wspólnej przyszłości, bywał egoistyczny i miał irytujący zwyczaj wycofywania się dokładnie wtedy, kiedy druga osoba oczekiwała od niego większego zaangażowania. Nie obsypywał kobiet prezentami, nie stawiał drinków, a jeśli już to pożyczał pieniądze. Nie był materiałem na okładkę żadnego poradnika o idealnym partnerze. A jednak nie zdradzał.
Oczywiście kłamał. Na tym etapie znajomości z Eileen zdążył opowiedzieć już kilka całkiem zmyślonych historii. Tyle że żadna z nich nie dotyczyła niczego, co powinno ją szczególnie obchodzić. Przynajmniej w jego własnym, nieco elastycznym rozumieniu tego, co powinno obchodzić kobietę, z którą dzieliło się mieszkanie.
Ostatnio rzeczywiście wracał do mieszkania później niż zwykle. Zdarzało mu się też wybierać okrężną drogę, czasami nawet całkiem znacząco okrężną, co mogło wyglądać podejrzanie. Nie była to jednak kwestia żadnej tajemniczej kobiety ani romantycznych schadzek w obskurnych motelach. Po prostu jakiś czas temu pożyczył pieniądze od człowieka, którego nie chciał już więcej spotykać. Pech chciał, że ów człowiek również kręcił się po okolicy, a ich ostatnie przypadkowe spotkanie nie należało do szczególnie przyjemnych. Sameer nie miał więc ochoty na powtórkę. Wolał nadłożyć drogi i wejść do mieszkania z opóźnieniem.
Westchnął ciężko. Jedynym pocieszeniem pozostawał fakt, że była wiosna, a on miał na sobie ubrania. Perspektywa podobnej interwencji w samych bokserkach była zdecydowanie bardziej upokarzająca. Odsunął się na moment od drzwi balkonowych i zerknął w stronę ulicy. Kiedy dostrzegł podjeżdżające służby, wychylił się przez barierkę. Ktoś z dołu natychmiast krzyknął, żeby nie skakał. Shah przewrócił tylko oczami.
- W środku jest szalona osoba! Klinicznie szalona!


teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
KFC
brak AI, niekierowanie i nieczytanie w myślach postaci, ciekawe wątki, czytanie KP, otwarta komunikacja i wzajemne zaangażowanie triggers me
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mów do mnie cokolwiek,
możesz chrapać, przyjmę każdy dźwięk
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

085.
— Jakiś debil stoi na balkonie i drze mordę.
— Będzie skakał?
— Cholera wie.
— Szkoda.
Mniej więcej tak wyglądała rozmowa między Youngiem a Donovanem, której Teddy przysłuchiwała się z boku. Zgłoszenie nie różniło się szczególnie od wielu innych, z jakimi mieli już do czynienia. Ileż to razy wzywano ich do potencjalnych samobójców? Darling nie była nawet w stanie tego zliczyć. Zazwyczaj kończyło się jedynie na groźbach, krzykach i kilku godzinach rozmów, chociaż zdarzały się też sytuacje, w których sprawy przybierały znacznie gorszy obrót. Pamiętała dziewczynę, której podwinęła się noga i która niefortunnie spadła z trzeciego piętra. Na szczęście na dole czekali już strażacy. Rozłożona poduszka ratownicza zamortyzowała upadek, dzięki czemu cała historia nie skończyła się tragedią. Oczywiście, choć podobne wybryki mogły wydawać się zwyczajnie durne, nikt z nich nie miał prawa zakładać, że człowiek stojący na balkonie tylko szuka uwagi albo próbuje nastraszyć sąsiadów. Nie mogli przecież wiedzieć, co działo się w jego głowie i z jakimi problemami się mierzył. Czasami za szukaniem atencji kryła się desperacja, której nie dało się dostrzec z poziomu ulicy. Dlatego nawet jeśli Jett pozwalał sobie na podobne komentarze, to i tak wszyscy będą musieli trzymać rękę na pulsie.
Kiedy dotarli na miejsce zdarzenia, pod budynkiem czekały już policyjne radiowozy. Był wśród nich również negocjator, ale Blaze Young, dowódca ich zmiany, poprosił, żeby na razie nie angażować go do rozmowy i nie stresować niepotrzebnie mężczyzny stojącego na balkonie. Na pierwszy rzut oka nie wyglądał na kogoś, kto za chwilę miałby rzucić się w dół. Stał przy barierce, wymachiwał rękami i coś krzyczał, ale nie próbował nawet na nią wchodzić. Na razie nie było sensu dokładać mu kolejnych bodźców.
— Jamal i Darnell - wy rozłożycie skokochron. Secada i Donovan – pójdziecie od frontu. Darling... — w tym miejscu spojrzał na Teddy. — Włazisz na podnośnik koszowy. Pogadasz sobie z panem — oznajmił, na co strażaczka uniosła wysoko brwi.
— Bo co? Bo mam niesamowity dar przekonywania? — zapytała, zanim skierowała się w stronę wozu.
— Bo nie naskoczysz na niego jak banda tych tutaj — Blaze ruchem głowy wskazał rozsianych po terenie kolegów.
Teddy obejrzała się jeszcze przez ramię, jakby chciała sprawdzić, czy pozostali również poczuli się wywołani do tablicy. Nie była pewna, czy mężczyzna na balkonie doceni jej towarzystwo, ale skoro dowódca uznał, że właśnie ona powinna z nim porozmawiać, nie pozostało jej nic innego, jak posłusznie wykonać polecenie.
Nie chciała dłużej traciła czasu. Ruszyła w stronę podnośnika, po drodze poprawiając rękawice i zerkając na kosz umieszczony na końcu wysięgnika. Otworzyła boczną skrytkę, wyciągnęła uprząż i sprawnie zapięła ją na sobie, upewniając się, że wszystkie klamry znajdują się na swoim miejscu. A potem wpakowała się do kosza, chwyciła się barierki i spojrzała w stronę Younga, dając mu znak, że jest gotowa. Wysięgnik powoli zaczął unosić się w górę. Darling oparła jedną dłoń na barierce, drugą zaś poprawiła przyczepiony do pasa sprzęt. Z każdym kolejnym metrem coraz lepiej widziała balkon, na którym wciąż znajdował się mężczyzna. Jak na razie nie wykazywał większego zainteresowania roztrzaskaniem sobie czaszki o beton, co Teddy przyjęła z umiarkowanym zadowoleniem.
Gdy znalazła się na wysokości balkonu, wychyliła się nieco do przodu, żeby sprawdzić, czy kosz nie zahaczy o balustradę. Poczekała, aż Young ustabilizuje wysięgnik i odwróciła głowę w stronę lokatora.
— Dzień dobry! — rzuciła, unosząc dłoń w geście powitania. — Wysyłają mnie w delegację, bo podobno mam lepsze podejście do ludzi. Nie wiem, czy to komplement, czy po prostu nikt inny nie chciał się z panem użerać, ale uznałam, że warto sprawdzić. Co się stało? Jak mogę pomóc? — zapytała, lustrując gościa wzrokiem od stóp do głów. Wyglądał całkiem zwyczajnie, chociaż na jego twarzy dało się dostrzec wkurwienie.

Sameer Shah
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
30 y/o
For good luck!
188 cm
walić kapitalizm
Awatar użytkownika
put me on a lie detector and make sure they ask me if I gaf I want yall to see something
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spróbował jeszcze przez chwilę zachować resztki godności, co było zadaniem o tyle trudnym, że stał na balkonie, na trzecim piętrze, w towarzystwie coraz bardziej zniecierpliwionych służb i prawdopodobnie połowy sąsiedztwa, która znalazła sobie właśnie darmową rozrywkę na popołudnie. Mimo że zaczynała się wiosna, powietrze pozostawało chłodne i wilgotne.
Sameer objął się ramionami i zaczął przenosić ciężar ciała z jednej nogi na drugą, próbując rozgrzać się choć odrobinę. Zimno od balkonowych kafelków bezczelnie przekonało przez cienkie podeszwy skarpetek, docierając aż do palców, które zdążyły już chyba nieco zdrętwieć. Co gorsza, materiał na stopach wydał mu się lekko wilgotny. Jęknął pod nosem, bardziej z zażenowania niż z zimna i zerknął na dół. Z trzeciego piętra rozciągał się całkiem przyjemny widok i gdyby tylko nie towarzyszyły mu okoliczności, które skutecznie odbierały mu ochotę na podziwianie czegokolwiek pewnie byłby w stanie docenić go o wiele bardziej. Drzewa wzdłuż chodnika powoli odzyskiwały kolor, na gałęziach pojawiały się pierwsze drobne pąki, a te które zdążyły już wypuścić liście, wyglądały jeszcze nieśmiało, jakby same nie były pewne czy zima rzeczywiście dała im spokój. Trawa na skwerku pod blokiem nabierała intensywniejszego koloru, a gdzieniegdzie przebijały się z niej drobne kwiatki. Wilgotna ziemia pachniała czymś świeżym, obiecującym i zdecydowanie bardziej optymistycznym niż jego obecna sytuacja. Wiosna miała w sobie tą właściwość, że ludzie zaczynali wtedy mówić o nowych początkach, porządkach i zostawianiu za sobą wszystkiego, co nie służyło im w życiu. Sameer wiedział, że też będzie musiał zacząć od nowa. Przede wszystkim od znalezienia sobie nowego miejsca do spania, bo nie zamierzał spędzać ani jednej nocy więcej pod jednym dachem z tą wariatką.
- Ktoś wezwał policję! – poinformował Eileen, odwracając głowę w stronę mieszkania.
Drzwi balkonowe uchyliły się nagle. Dziewczyna pojawiła się wystawiając nos w stronę wąskiej szczeliny, trzymając w dłoni jego telefon. – To twoja wina! – oznajmiła, opierając się o szybę plecami. Przesuwała palcem po ekranie, przewijała kolejne wiadomości. Rozpoczęła śledztwo i nie zamierzała odpuścić, dopóki nie znajdzie materiału dowodowego. A.J. patrzył na nią w milczeniu.
Eileen była jedną z tych blondynek, do których Sameer miał słabość, choć równie dobrze mógłby sobie dać uciąć jezyk, zanim przyznałby to na głos. Jasne włosy, jasna cera, delikatne rysy i oczy, które w zależności od światła wydawały się bardziej niebieskie albo szare. Miała w sobie coś z dziewczyn z reklam perfum. Nie była przy tym pozbawiona charakteru, co Sameer zdążył już całkiem nieźle poznać, chociaż w ostatnich dniach zaczął podejrzewać, że ten charakter najlepiej sprawdzałby się w niewielkich dawkach i przy zachowaniu bezpiecznej odległości. Teraz jej jasne brwi były ściągnięte, a wzrok uparcie przyklejony do ekranu.
- Jest straż – zauważył głośno.
Dopiero wtedy blondynka podniosła głowę, a Shah rozłożył ręce, choć gest ten stracił nieco na wymowie, kiedy musiał zaraz potem ponownie objąć się ramionami. Miał ochotę zapytać, czy znalazła już jego kochankę, czy może potrzebuje jeszcze chwili na przekopanie się przez zdjęcia notatek, grafików pracy i przypadkowych witryn sklepowych. Nie miał tam zbyt wiele do ukrycia, przynajmniej jeśli chodziło o kobiety.
- Otworzysz wreszcie te drzwi? – zapytał, starając się mówić spokojnie.
Eileen spojrzała na niego jeszcze raz, zacisnęła usta, po czym bez słowa cofnęła się do mieszkania i zamknęła drzwi balkonowe. Jedyna pocieszająca myśl była taka, że policja również będzie miała okazję poznać tę uroczą stronę jej osobowości.
Ponownie wychylił się przez barierkę. W koszu podnosika, który teraz unosił się w jego stronę stała strażaczka. Sameer westchnął i rozmasował skronie, próbując opanować narastające napięcie. Tak naprawdę miał ochotę złapać się za włosy i pociągnąć je z całej siły. Zamiast tego oparł przedramiona o barierkę i czekał, aż kobieta znajdzie się wystarczająco blisko.
Przywitanie, które usłyszał chwilę później, było na tyle pogodne, że przez moment zastanawiał się, czy przypadkiem nie pomylili interwencji z wizytą przedstawicielki handlowej. Wysłuchał jej krótkiej przemowy, a kiedy dotarła do fragmentu o lepszym podejściu do ludzi i niechęci pozostałych członków ekipy uniósł brwi. – To standardowa formułka? – zapytał, nie do końca pewien jak powinien zareagować. Domyślał się, że po takim przywitaniu ludzie albo decydowali się skoczyć, albo byli tak zdezorientowani, ze zapominali, co właściwie chcieli zrobić. Była to jakaś metoda. Być może nawet skuteczna. – Stało się to… - zaczął, ale zaraz odwrócił się zapobiegawczo w stronę drzwi balkonowych. Eileen nie było widać, co wcale nie oznaczało, że przestała go obserwować. – Moja była – zaznaczył wyraźnie, podnosząc głos, żeby nie było żadnych nieporozumień co do statusu ich relacji – dziewczyna zamknęła mnie tutaj i nie chce mnie wypuścić. Więc… możecie wejść do środka? W sensie, może policja mogłaby wejść do mieszkania? Potrzebuje spakować swoje rzeczy w obecności funkcjonariuszy. Nie czuję się bezpiecznie.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
KFC
brak AI, niekierowanie i nieczytanie w myślach postaci, ciekawe wątki, czytanie KP, otwarta komunikacja i wzajemne zaangażowanie triggers me
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mów do mnie cokolwiek,
możesz chrapać, przyjmę każdy dźwięk
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gość zdecydowanie nie wyglądał na kogoś, kto za chwilę miałby przeskoczyć balkonową barierkę. Stał od niej w bezpiecznej odległości, plecami przyciśnięty do szyby i pocierając rękami ramiona. Na zewnątrz faktycznie nie było zbyt ciepło, a zimny wiatr wdzierał się nawet pod materiał munduru. W pierwszej chwili Teddy pomyślała, że chłopak po prostu wyszedł na papierosa, drzwi zatrzasnęły się na amen, a on nie mógł wrócić do mieszkania. Takie sytuacje się zdarzały. Nie byłby ani pierwszy, ani ostatni. I naprawdę nie było się czego wstydzić.
— Niezupełnie — uśmiechnęła się szeroko, wyraźnie zadowolona z tego, że udało jej się przyciągnąć jego uwagę. Teraz to już na pewno nie skoczy. Nie ma takiej opcji! — Moi koledzy pilnują, żeby miał pan miękkie lądowanie, gdyby omsknęła się panu noga. A drudzy pewnie próbują teraz wyważyć drzwi — wyjaśniła pokrótce plan działania. Oczywiście nie wspomniała, że Donovan pewnie najchętniej wytargałby faceta za uszy, żeby przemówić mu do rozsądku.
Zwłaszcza po dalszej części historii, kiedy okazało się, że powodem całego zamieszania była jakaś żenująca kłótnia w związku. Naprawdę zostali wezwani do dwójki ludzi, którzy nie potrafili się między sobą dogadać? Przecież w tym czasie ktoś mógł potrzebować PRAWDZIWEJ pomocy. Darling oczywiście wiedziała, że nie powinna oceniać sytuacji, zanim pozna wszystkie szczegóły, ale trudno było jej ukryć rozczarowanie.
— Wow — wydusiła, unosząc przy tym wysoko brwi. — Co jej zrobiłeś? — zapytała podejrzliwie. Każdy wiedział, że chłopy to jełopy. Musiał coś spektakularnie odpierdolić. Z drugiej strony po świecie łaziły różne wariatki. Nawet biedna Teddy o naturze golden retrievera, miała (na swoje nieszczęście) okazję użerać się z takimi szajbuskami. Bez sensu, bo była przecież po ludzku dobra. Może nawet trochę za dobra, bo dość łatwo przychodziło jej usprawiedliwianie cudzych zachowań i dawanie ludziom kolejnych szans. Naiwność nie była może najbardziej przydatną cechą w dorosłym życiu, ale jakoś nie potrafiła się jej pozbyć. W efekcie zdarzało jej się wyciągać pomocną dłoń do osób, które chwilę później bez mrugnięcia okiem wykorzystywały jej dobre intencje.
Złapała za krótkofalówkę przyczepioną do górnej części munduru.
— Jett? — rzuciła, a po drugiej stronie rozległ się cichy trzask.
— No co tam, Teds?
— Nie wyważajcie tych drzwi. Po prostu wezwijcie na górę policję. W środku jest kobieta. Państwo się trochę... posprzeczali — wyjaśniła pokrótce sytuację.
W krótkofalówce zapadła głucha cisza. Teddy prawie słyszała, jak po drugiej stronie Donovan próbuje przetrawić to, co właśnie usłyszał.
— Co, kurwa, zrobili? — warknął, nie kryjąc poirytowania. — Już ja dopilnuję, żeby nałożono na nich największą karę z - — nie dokończył, bo Darling przerwała połączenie, zanim zdążył wymyślić, jaki paragraf najlepiej pasowałby do takiego przewinienia. Uśmiechnęła się niewinnie do mężczyzny, jakby przed chwilą wcale nie rozmawiała ze strażakiem, który najchętniej od ręki aresztowałby go za marnowanie czasu służb ratunkowych.
— To są emocje, a kolega jest trochę pierdolnięty — mrugnęła porozumiewawczo do niedoszłego samobójcy. — Jestem Teddy — przedstawiła się i nawet wyciągnęła do niego rękę, żeby przywitać się kulturalnie. — Wejdę tu do ciebie, co? Poczekamy razem. A jak interwencja będzie się wydłużać w czasie, to zjedziemy na dół — dodała, ruchem głowy wskazując na wysięgnik.
Odpięła wszystkie zabezpieczenia i wskoczyła na balkon. Może nie było w tym większej gracji, ale ciężko oczekiwać wdzięku po kimś, kto miał na sobie ciężkie umundurowanie.
— Fajnie tutaj masz. Przytulnie całkiem — stwierdziła, zerkając na właściwie pusty balkon. Przydałaby się jakaś roślinka, ale może facet nie miał ręki do kwiatów? Ona też nie miała, więc nie zamierzała go oceniać. Zresztą, wystarczyłoby nawet jedno krzesło albo dwa, żeby nie musieli teraz sterczeć jak para kretynów.

Sameer Shah
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
30 y/o
For good luck!
188 cm
walić kapitalizm
Awatar użytkownika
put me on a lie detector and make sure they ask me if I gaf I want yall to see something
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sameer aż się zapowietrzył. Jakby pytanie strażaczki celnie trafiło prosto w przeponę. Co jej zrobił? Przez moment patrzył na kobietę z niedowierzaniem, po czym przycupnął na parapecie i przewrócił oczami, wypuszczając z siebie krótkie, pełne oburzenia westchnienie. T y p o w e. Jakby samo znalezienie się w tej sytuacji nie było wystarczająco upokarzające, teraz jeszcze musiał udowodnić, że nie zasłużył sobie niczym na zamknięcie na balkonie. Zresztą – czy jakiekolwiek zachowanie z jego strony byłoby usprawiedliwieniem?
- Co jej zrobiłem? – powtórzył, z wyraźnym obudzeniem. Zupełnie jakby chciał się upewnić, czy dobrze usłyszał. Usłyszał jednak, aż za dobrze. Był facetem, więc on musiał być winny! Jak jeszcze mógł zostać sklasyfikowany? Nie chciałby myśleć… - Dałem jej szansę. Tylko tyle i aż tyle.
Brzmiało to może nieco zbyt bezczelnie, ale Sameer nie zamierzał teraz być milutki. Eileen przeglądała jego telefon i za chwilę będzie musiała przełknąć własne podejrzenia. Nie było tam żadnych kochanek, romantycznych wiadomości ani kompromitujących zdjęć czy filmików z hotelowych pokoi. Owszem, znalazłoby się kilka rozmów, których nie miał ochoty jej pokazywać, ale żadna nie stanowiła dowodu na zdradę.
Uśmiechnął się do siebie czując smak satysfakcji na języku. Zaczynał już sobie wyobrażać moment, w którym dziewczyna orientowała się, że cała jej misternie skonstruowana teoria nie miała najmniejszego pokrycia w rzeczywistości. Widział oczami wyobraźni jej minę, kiedy będzie musiała oddać mu telefon. Może nawet z odrobiną skruchy, której wcześniej tak bardzo jej brakowało. Blondynka spuści wzrok, przyzna, ze trochę ja poniosło, może spróbuje go przeprosić, a on, rzecz jasna, pozostanie niezruszony. Odbierze swoją własność, zbierze rzeczy i spakuje się bez zbędnego teatru. Być może w towarzystwie kilku kolejnych przeprosin, może nawet pociągnięć nosem, kiedy dotrze do niej jak bardzo przesadziła. Chociaż „przesadziła” było w tym przypadku określeniem tak łagodnym, że ocierało się o niedopowiedzenie.
Dziewczyna przyspieszyła coś, co i tak prędzej czy później musiało się wydarzyć. Sameer zdawał sobie z tego sprawę, nawet jeśli nie miał zamiaru mówić tego na głos. Za to miał jej trochę za złe, że postanowiła ograbić ich z tych kilku potencjalnie szczęśliwych tygodni, które mogli jeszcze wspólnie przeżyć.
Na słowa z krótkofalówki A.J. wyprostował się odruchowo, a jego dotychczasowe oburzenie ustąpiło miejsca czemuś na kształt niepewności. Największa kara? Czy oni w ogóle mogli dostać jakaś karę? I jeśli tak, to miał nadzieję, że nie on! Przez głowę przemknęło mu kilka niezbyt przyjemnych scenariuszy, w których musiał tłumaczyć się z niepotrzebnego zaangażowania służb, składania fałszywych zeznań albo, co byłoby już szczytem absurdu, doprowadzenia do całej tej sytuacji. Przecież to nie on zamknął samego siebie na balkonie! Określenie faceta z krótkofalówki pierdolniętym niezbyt go uspokoiło. Przez moment przyglądał się wyciągniętej w jego stronę dłoni. Ostatecznie jednak odwzajemnił gest, nieco niepewnie wyciągając rękę i ściskając jej dłoń.
- A.J. – przedstawił się.
Zaraz potem przesunął się nieco w bok, robiąc jej miejsce i obserwował, jak kobieta przygotowuje się do przejścia z kosza wysięgnika na balkon. To było szaleństwo! Czyste szaleństwo.
Parsknął cicho na komentarz dotyczący balkonu. Zerknął przelotnie na pustą przestrzeń, którą Teddy postanowiła nazwać przytulną. Przez głowę przeszło mu, że brakowało tylko wiklinowego fotela, kilku doniczek z kwiatami i może małego stolika, na którym mógłby postawić filiżankę kawy, zanim ktoś znowu by go zamknął na zewnątrz. Przez moment nie powiedział nic więcej. Wbił wzrok w widok rozciągający się przed nimi.
Kurwa! Ale gówno!
Nie planował wspólnego życia do śmierci, nie miał w szufladzie pierścionka, ani nawet szczególnie przemyślanego pomysłu na to, jak powinien wyglądać ich następny miesiąc, ale… Nie był fanem zmieniania partnerek. Przyzwyczajał się do ludzi. Nawet jeśli czasami czuł zmęczenie, kiedy był zmuszony mijać się z prawdą, trzymać niektóre komentarze dla siebie, czy dzielić się swoim czasem wolnym.
- Długo już pracujesz w straży? – zagadał sztywno.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
KFC
brak AI, niekierowanie i nieczytanie w myślach postaci, ciekawe wątki, czytanie KP, otwarta komunikacja i wzajemne zaangażowanie triggers me
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”