ODPOWIEDZ
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
168 cm
mała jędza jestem utrzymanką
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

U b r a n k o

Była wolna, a przynajmniej tak usiłowała sobie wmówić, chociaż widok Luciena całującego się z jakąś blondynką skutecznie wybił ją z pantałyku i pozostawił po sobie niesmak, który towarzyszył jej przez resztę samotnych dni.
Była wolna i w końcu postanowiła tę cholerną wolność zamanifestować. Szkoda tylko, że gdzieś z tyłu głowy wciąż kołatało się to dziwne, zupełnie niezrozumiałe poczucie lojalności.
Potrzebowała więc alkoholu. Najpierw znalazła go w barze, a później w klubie, do którego Zoyka postanowiła wybrać się całkowicie samotnie. Lawirowała między mężczyznami, tańcząc raz z jednym, raz z drugim. Od czasu do czasu celowo otarła się o któregoś z nich, próbując przywołać swoje dawne, flirciarskie zapędy, jakich o zgrozo, nie praktykowała od kilku tygodni. Niestety nie potrafiła skupić się ani na wyjątkowo nieudolnych pocałunkach, ani świntuszących szeptach.
Ostatecznie uznała, że skoro nawet klubowi amanci nie potrafili odwrócić jej uwagi od tego jedynego faceta, postanowiła wrócić do domu.
Zoya w delikatnie wątpliwym stanie odebrała skórzaną kurtkę i wybiegła z podziemi. Ku jej zaskoczeniu okazało się, że jeden z bardziej narwanych kawalerów, któremu zdążyła naobiecywać do uszka całkiem sporo irracjonalnych głupot, najwyraźniej nie zamierzał odpuścić.
Notorycznie oglądała się przez ramię, a kiedy napotykała jego napalone spojrzenie, natychmiast wracała wzrokiem do drogi. Ta ciemna i opustoszała wydawała się nie mieć końca.
W pewnym momencie serce podeszło Zoi do gardła, kiedy gorliwe kroki adoratora zmieniły się w rozszalały, biegowy tupot. Wówczas i ona zaczęła szybciej przebierać nogami, przeskakując niemal co drugą płytę chodnikową. W przypływie paniki cisnęła w mężczyznę paczką chusteczek, ale ten najwyraźniej uznał to za element gry wstępnej, bo jedynie zaśmiał się lubieżnie.
Czuła coraz większą presję, więc niewiele myśląc, skręcała raz w jedną alejkę, raz w drugą. Kiedy jednak dotarła do przejścia dla pieszych, gdzie na czerwonym świetle stało Ferrari, a za jego kierownicą siedziała jakaś kobieta, wpadła na kolejny, głupi pomysł. O ile to możliwe nabrała rozpędu, chociaż w niebotycznie durnych szpilkach ciągle kuśtykała, po czym niespodziewanie wskoczyła do samochodu przez otwarte okno.
Oczywiście wypadła mało spektakularnie i utknęła tułowiem we wnętrzu auta, podczas gdy reszta jej ciała pozostała na zewnątrz.
— Jedź, jedź! — rzuciłą niespodziewanie do nieznajomej, a pod wpływem kolejnej fali zdenerwowania zaczęła energicznie wymachiwać nogami w powietrzu. Z jednej ze stóp zsunął jej się obcas, co znacznie ułatwiło dalsze poczynania, bo asekurując się gołą stopą w końcu wpełzła do środka.
Zoya początkowo usadowiła się w samochodzie w jakieś krzywej pozycji z kolanem na drzwiach i z druą stopą na kokpicie. Jednak po kilku naprawdę rozpaczliwych manewrach zdołała wreszcie usiąść prosto. Ba, nawet zapięła pas!
— Jedź, błagam cię, bo ten napaleniec n a s dopadnie! — krzyknęła, po czym wskazała paluchem na nadbiegającego, śliniącego się doń mężczyznę.

kira finch
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

032.
rescue /ˈres.kjuː/
verb
to help someone or something out of a dangerous, harmful, or unpleasant situation
"you rescued me from that creepy guy"

Wracała z nocnych wyścigów. Przegranych, niestety. G-Force okazał się lepszy o długość samochodu. Kira umiała przełknąć porażkę, co oczywiście wcale nie oznaczało, że lubiła przegrywać. No bo kto lubił? Zwłaszcza że naprawdę była bliska zwycięstwa i prowadziła przez prawie dwa okrążenia. Na ostatniej prostej chyba poczuła się zbyt pewnie i niepotrzebnie ściągnęła nogę z gazu. To kosztowało ją wygraną. Jeśli miała mieć do kogoś pretensje, to wyłącznie do samej siebie. Szkoda tylko, że pieniądze z zakładów trafią teraz do kieszeni McMillana, bo Finch nigdy nie przywłaszczała sobie nagrody głównej. Zawsze przeznaczała ją na jakieś cele charytatywne. Miała kasy jak lodu, nie potrzebowała dodatkowego zastrzyku gotówki. G-Force zresztą też nie, a jednak zawsze zgarniał hajs dla siebie.
Zatrzymała się na czerwonym świetle, otworzyła oba przednie okna i odpaliła papierosa. Jedną rękę trzymała na kierownicy, drugą zaparła się łokciem o drzwi. Z klubu mieszczącego się przy głównej ulicy dobiegały dźwięki głośnej muzyki. Kilka osób stało przed lokalem, również jarając szlugi, chociaż do nozdrzy Kiry docierał przede wszystkim zapach trawki. Od razu przeszło jej przez myśl, że w sumie chętnie wzięłaby bucha.
Jej rozmyślania przerwała głowa dziewczyny, która nagle pojawiła się w jej żółtym Ferrari. Finch zastygła z papierosem przy ustach, patrząc na nieznajomą z wysoko uniesionymi brwiami.
— A co ty, kurwa, robisz w moim ogródku? — zapytała, kiedy ta zaczęła wierzgać nogami i rzucać się jak wesz na grzebieniu. — Ty durna jesteś jakaś? — już wystawiła wolną rękę, żeby wypchnąć ją na zewnątrz, ale laska okazała się szybsza. — Będziesz mi to czyścić — dodała, ruchem głowy wskazując na prawą część deski rozdzielczej, na którą nieznajoma zdążyła wyrzucić kopyto.
Dopiero wtedy Kira dostrzegła pędzącego w ich stronę mężczyznę, który ewidentnie miał chrapkę na ładną szatynkę. Nie trzeba było być szczególnie spostrzegawczym, żeby zauważyć, że dziewczyna przed czymś uciekała.
— Jak jedź, gdzie jedź? Nie widzisz, że mam czerwone? — prychnęła, wywracając oczami. Napalony gość był coraz bliżej i już prawie dopadł do samochodu. Wyciągnął łapska w kierunku dziewczyny, ale w tym samym momencie Finch nacisnęła przycisk, a podnosząca się szyba przytrzasnęła mu palce. Chłop zawył żałośnie i zaczął się wygrażać, z czego Kira nie zrobiła sobie totalnie nic. Mógł sobie krzyczeć i wymachiwać pięściami (a właściwie jedną pięścią), ile tylko chciał. Uchyliła szybę dopiero wtedy, gdy światło zmieniło się na zielone.
Żółte Ferrari ruszyło z piskiem opon, zostawiając za sobą smugę dymu i chwiejącego się oblecha, który chwilę później przewrócił się na chodnik. Należało mu się za to, że nie rozumiał słowa "nie" i uganiał się za niezainteresowanymi dziewczynami.
— A ciebie to chyba pojebało, co? — zerknęła na siedzącą na miejscu pasażera nieznajomą. — Zawsze tak wpierdalasz się ludziom do samochodu bez zaproszenia? — zapytała, tym razem patrząc na nią o wiele bardziej pobłażliwie.
Dziewczyna chyba nie zdawała sobie sprawy, jak tragicznie mogło się to skończyć. Kira mogła niespodziewanie ruszyć, nie zauważywszy jej w porę, albo elektronika mogła zacząć szwankować, przez co szyba zakleszczyłaby ją w oknie, łamiąc jej żebra. Naprawdę zero pomyślunku i wyobraźni.

Zoya Weasley
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „Emptiness”