Boks był jedną z niewielu rzeczy, o których Karrion potrafił mówić z pasją. Nie był zbyt wylewną osobą i wiele rzeczy trzymał dla siebie, ale jednocześnie był tak wciągnięty w cały bokserski świat, że to właśnie tam pokazywał swoją prawdziwą stronę. To w ringu bądź po prostu na sali treningowej czuł się najbardziej komfortowo. Tam wszystko zależało od niego: jego decyzji, błędów, szybkości oraz determinacji. Relacje międzyludzkie były znacznie trudniejszym tematem, stąd też pojawiały się też w jego życiu charakterystyczne uniki. Niemniej Melanie była tą, która zbliżyła się do Karriona najbardziej i przez całkiem długi czas mogła mówić, że "naprawdę go znała".
- Czyli to wszystko zasługa kosmetyków? Zanotowane - zażartował, wiedząc doskonale, że używanie odpowiedniej jakości kosmetyków, było tylko jednym z czynników do utrzymywania takiej urody. Geny robiły swoje, dieta również, no i ćwiczenia - wystarczył tylko jeden szybki rzut oka na jej biodra, by zauważyć, że często bywała w siłowni lub w innych miejscach, w których mogła pracować nad sylwetką.
Karrion starał się utrzymywać pozory, że ich związek był już dawno za nim i nawet mu się udawało. Wewnątrz jednak z każdym kolejnym słowem Campbell przypominał sobie, jak przyjemnie było być jej facetem. Choć boks ich poróżnił, to brunetka praktycznie nigdy nie dała mu odczuć tego, że jest niezadowolona z jego profesji. Wspierała go, pomagała w przygotowaniach, bywała blisko ringu podczas jego walk, kibicując mu zdzierając głos. A potem wracał do domu i miał dodatkowo jeszcze czułą kobietę, która potrafiła się nim zaopiekować, liczyła się z jego potrzebami oraz była powierniczką nawet największych tajemnic. Tej relacji było najbliżej do tego, co inni nazywają dojrzałym związkiem.
Przytaknął na jej słowa, zastanawiając się chwilę.
- Pewnie masz rację - spojrzał tylko kątem oka na nią, kiedy go szturchnęła. Nie upierał się przy tym, że tylko do boksu się nadaje. Znalazł by pewnie jakąś niszę, gdyby jej szukał.
- Powiem ci, że chyba nawet bardziej podoba mi się trenowanie niż walka. No ale może to kwestia tego, że innych szkolę od niedawna, a walczyłem 20 lat - wzruszył ramionami i ponownie wgryzł się w burgera.
Słuchał uważnie niuansów, które definiowały jej życie i trochę jej współczuł, ponieważ zdawał sobie sprawę, że musiała bardzo ciężko pracować, by osiągnąć zamierzony cel. On jako bokser miał tę przewagę, że wypracował sobie kapitał wcześniej w trakcie kariery. Ona zaś jako adwokat mogła i 50 lat na to tyrać.
- Reputację masz - zauważył.
- Reszta to kwestia finansów - dodał, aczkolwiek to była dość trudna przeszkoda do przeskoczenia.
Na moment zatrzymał się, kiedy wspomniała o wspólnej kancelarii porównując ją do... małżeństwa. Wywołało to pewne wspomnienia związane właśnie z tym tematem. Pamiętał, jak rozmawiali o tym, że może powinni zrobić krok dalej i wziąć ślub, a sam Karrion był nawet bardzo bliski kupna pierścionka zaręczynowego dla Campbell. Ostatecznie jednak nie doszło to do skutku, ponieważ niedługo po tym, jak wydawało im się, że mieli pewność co do chęci spędzenia wspólnie reszty życia, pojawiły się różnice, które poskutkowały rozstaniem.
Spojrzał na niecałą połowę burgera w ręku i przechylił lekko głowę.
- Może to kwestia jedzenia w Stanach po prostu - odkąd wyprowadził się od Melanie, mieszkał w Stanach Zjednoczonych i to właśnie z tamtejszą sceną gastronomiczną musiał się zaprzyjaźnić. Czy mu się to udało? Nie było źle, ale w Kanadzie zdecydowanie lepiej karmiło się ludzi nawet w takich niepozornych budkach jak ta.
Uśmiechnął się lekko, dostrzegając charakterystyczne dla niej ubrudzenie się podczas jedzenia burgera. Niemal automatycznym ruchem uniósł rękę i otarł kciukiem ketchup, zlizując go potem ze swojego palca.
- Już jest ok - przytaknął, przyglądając się jej jeszcze przez moment, by wychwycić jeszcze ewentualnie jakiś ślad po sosie czy innym dodatku, który mógł się przyczepić do twarzy Melanie.
Dokończył swojego burgera i wyrzucił ściśnięty papierek do śmietnika nieopodal.
- Tak, dalej mam ten sam - odparł nieco zaskoczony.
- Masz mnie za zakapiora na telefon? - uniósł lekko brew z dość chłodnym wyrazem twarzy, jakby faktycznie chciał uzyskać odpowiedź. Po chwili jednak zaśmiał się cicho, a cała powaga zniknęła.
- Od czasu do czasu każdego trzeba naprostować - puścił jej oczko, dając pewne przyzwolenie na to, że gdyby faktycznie znalazła kandydata, który chciałby przetestować swoją szczękę, mogła dzwonić po Mercera. Użyczyłby swoich pięści w tym celu.
- Jak chcesz, to zadzwoń - rzucił po chwili.
- Nie tylko po wsparcie bokserskie - dodał już nieco ciszej, zdając sobie sprawę, że mógł tym się trochę odsłonić. Nie mógł jednak oddalić od siebie myśli, że najzwyczajniej w świecie chciałby takiego telefonu od niej i chciałby się z nią jeszcze spotkać. I to nie raz.
Melanie Campbell