Pablo wbrew pozorom był naprawdę bardzo uważny na to co Milo robił, co mówił i jak mówił. Zwracał uwagę na każdy szczegół, każde drgnięcie mięśnia i drżenie głosu lub sam dobór słów do wypowiedzi, które rwącym potokiem wylewały się z spomiędzy jego warg, w jego opinii, niezbyt przemyślanie. Wszystko to rejestrował, nawet jeżeli sprawiał wrażenie średnio zainteresowanego tym, co dzieje się wokół. Taką miał technikę i wykorzystał ją już wiele razy, na ogół działała. Milo był młody i niedojrzały, nawet jako osoba, która musiała dosyć szybko dorosnąć. A może właśnie dlatego? W okresie, w którym powinien przebyć w odpowiedni sposób okres dorastania, tak jak większość chłopaków w jego wieku, on musiał dalej walczyć o przetrwanie i żeby nie było, dał sobie z tym bardzo dobrze radę. Każdy miał swój bagaż, który musiał nieść. Ich był po prostu trochę cięższy,
lepiej wyposażony, chociaż głównie w noże i bandaże.
Za zbyt szybkie mówienie o rzeczach, których nie rozumie, został skarcony cichym cmokaniem i krótkim kręceniem głową. Być może przez chwilę zapomniał czego jeszcze, oprócz władania nożem, nauczył go Pablo. To prawda, że ich relacja nie wyglądała jak relacja z innymi braćmi, nawet ojcem. Również dlatego Pablo był teraz tutaj, a nie w domu lub miejscu pracy innych członków rodziny Rivera. Nigdy nie był mówcą, raczej unikał wielkich słów i długich zdań, chociaż nie dlatego, że nie miał nic do powiedzenia, a dlatego, że zdecydowanie bardziej wolał pokazywać swój tok myślenia odpowiednim osobom, jednocześnie ucząc go ich.
Dlatego jednocześnie słuchał i robił swoje, tak jak przywykł przez lata radzenia sobie najlepiej, jak potrafił. Przytyk, który tak naprawdę przytykiem wcale nie był, miał na celu zwyczajnie nazwać to, co należało w przyszłości zrobić lepiej. Co Milo być może będzie musiał kiedyś zrobić lepiej, kiedy sytuacja będzie dużo bardziej niebezpieczna, niż dziś.
一
Gdybyś wiedział, popełniłbyś ich więcej 一 odparł całkowicie neutralnym, ale twardym tonem, nazywając fakty po imieniu. To jednak prawda, że nie przyszedł się licytować ani nikomu nic wypominać. Wbrew pozorom uważał, że Milo radził sobie bardzo dobrze, mimo mniejszych potknięć, prowadził dobre życie. Na pewno lepsze, niż gdyby przed laty zamiast zostać w miejscu, kontynuowałby podróż z rodziną. Po tym, jak pociąg odjechał bez niego było tylko gorzej, ale tego wiedzieć nie mógł. Bo przecież… Nie obchodziło go to. I całe szczęście.
Kiedy zawiązał już bandaż, niezbyt dokładnie, ale wystarczająco, poruszył nadgarstkiem, obracając dłoń, a potem zgiął i rozprostował palce, sprawdzając na ile przeszkadza mu rozcięta skóra. Obrączka zalśniła kilka razy w świetle lamp na suficie i mężczyzna zerknął na nią przelotnie, uciekając myślami do męża, który nieświadomy jego dzisiejszej wycieczki, spędzał przedpołudnie w pracy.
Na jego czole pojawiła się lekka zmarszczka, gdy Milo znowu wyrzucał z siebie słowo za słowem, jakby walczył o złoty medal w ilości niepotrzebnie wyrzucanych z głowy myśli. Z drugiej strony nawet nie pomyślał, żeby go uciszyć, bo przyjemnie słuchało się jego głosu po tych wszystkich latach. Zawsze był tak wygadany? Uniósł kącik ust, spoglądając na ziemię, kiedy przypomniał sobie jaki był z niego zdeterminowany grzdyl, który osiągał cel nawet zalewając się łzami i krwawiąc z kolan.
一
Nigdy cię nie zgubiłem 一 powiedział cicho, ale na tyle głośno, aby Milo na pewno to usłyszał. Dopiero wtedy uniósł na niego wzrok i wbił go w twarz szczupłego chłopaka. Pablo patrzył intensywnie, pewnie i bez cienia strachu, dlatego często nie patrzył ludziom w oczy, głównie dlatego, żeby nie wprowadzać ich w niepokój lub żeby nie odczytali tego jako wyzwania.
Mówił prawdę. Nigdy nie zgubił Milo, co też różniło go od reszty braci. Nie w jego intencji leżało zostawienie go wtedy na dworcu, co w zasadzie było najlepszym, co mogło mu się przytrafić, więc i szybko odnalazł brata, ale postanowił nie wciągać go po raz drugi w świat, który by go zniszczył. Ani sentyment, ani tęsknota nie były wystarczającymi powodami, żeby nie dać Milo szansy na lepsze życie. To najcenniejsze, co mógł mu podarować, jednocześnie mając na niego oko. Z daleka.
一
Powiem wprost, żeby nie marnować ani twojego, ani swojego czasu. Nie przyszedłem tu dla ciebie, również nie dla mnie 一 oznajmił wychodząc powoli zza lady, jakby był u siebie, po drodze wysuwając z kieszeni spodni telefon. Oparł się pośladkami o drewniany blat i przekręcił urządzenie wyświetlaczem w stronę Milo, pokazując mu zdjęcie Rose. 一
Zrobiłem to dla niej. Jesteś jedyną 一 zaczął, robiąc chwilową pauzę, żeby podkreślić słowo
jedyną 一
rodziną małej, nie licząc jej rodziców. Pytała już o dziadków, wujków, ciocie, kuzynów, a ja z oczywistych względów nie jestem obecnie w stanie wytłumaczyć jej czemu nigdy ich nie widziała i mam nadzieję, że nie zobaczy 一 dokończył, zdradzając tym samym, że sam również odciął się od rodziny. 一
Chcę żeby cię poznała 一 dodał jeszcze, naturalnie dawkując informację, na początek przedstawiając to, od czego wypadało zacząć.
Milo Rivera