Nie mogła odpowiedzieć na jego pytanie. Sama przecież nie wiedziała, co dokładnie powiedział Seeley, że dostał tak siarczyście po mordzie od Galena. Jedyne co Wyatt jej powiedział, gdy tak starannie czyściła mu knykcie morką chusteczką, to że nie było to nic dobrego i Pilar sama by go uderzyła. Cóż, to na pewno. Stewart chciała go bić nawet nie wiedząc, co powiedział, a co dopiero gdyby faktycznie to usłyszała. Seeley był gnidą. Zniszczonym człowiekiem do szpiku kości, który dawał sobą pomiatać jak marną marionetką i chociaż Pilar jeszcze nie wiedziała
kto pociągał za te sznurki, za punkt honoru postawiła sobie cel, by się tego dowiedzieć.
Kiedyś. Bo aktualnie zdobyła już wystarczajaco informacji jak na jeden wieczór, które będzie musiała sprawdzić. Plus liczyć na Madoxa, że uda mu się dowiedzieć, jaka była prawdziwa tożsamość Marco.
—
Macie tiktoka? — zaśmiała się, może nawet głośniej niż przewidywała. W sumie nawet by nie pomyślała, żeby sprawdzać takie rzeczy, a tu proszę. Może jednak Emptiness zdobyło właśnie nowego followersa. Chociaż na tablicy Pilar to i tak były głownie memy i historie kryminalne, o których rozwiazanie potrafiła wykłócać się godzinami z trollami w komentarzach. Ale to tylko wtedy kiedy nie mogła zasnąć po intensywnej zmianie. —
Tylko tą muzykę nie dawajcie za głośno przypadkiem, żeby dobrze było słychać dźwięki z kabiny — czy Pilar Steward siedziała właśnie w loży z Madoxem Noriegą i rozmawiała o tik-tokach w których dyrektor logistyczny Nothex dosłownie
sra pod siebie? Kurwa, jeszcze nie podjęła decyzji, ale to oficjalnie może stać się jej ulubioną wyprawą do Emptiness odkąd po raz pierwszy jej noga zawitała w tym klubie. I chyba nic długo tego nie przebije. No bo jak?
Rum z Medellí brzmiał
wybornie. Na moment nawet zastanowiła się, czy kiedykolwiek wcześniej piła coś podobnego. Cóż nawet jeśli, to nieświadomie. Miło, że Noriega postanowił podzielić się z nią tak wielką
specjalnością lokalu. I to na dodatek autorską kompozycją.
—
Nie jestem tu pierwszy raz — zaczęła praktycznie od razu, w odpowiedzi na jego słowa. —
Gdybyście chcieli mi coś dosypać już dawno byście to zrobili — wzruszyła ramionami, bo przecież doskonale oboje wiedzieli, że taka była prawda. Madox miał kontrolę nad tym lokalem od A do Z i jeśli chciał, żeby coś
miało miejsce tak właśnie się działo. Ale przecież to nie musiało powstrzymać ich od odrobiny zabawy, prawda? Bo to się właśnie działo, kiedy ta
pareja loca wchodziła ze sobą w jakiekolwiek interakcje.
Zmarszczyła brwi, gdy wciąż był taki tejemniczy. Nie chciał nic powiedzieć, a Pilar nie lubiła niewiadomych.
—
Za dwa tygodnie? — przez moment myślała, że się przesłyszała. Zamrugała kilkakrotnie, wbijając spojrzenie w Madoxa, ale on wydawał się czerpać z tej chwili garściami. —
Chyba żartujesz — serio. Bo chyba nie sądził, że Stewart pójdzie z nim gdziekolwiek w ciemno, nie wiedząc kompletnie na co się pisze. Kurwa, jeszcze jakby zaproponował jej to przystojny facet w okularach, pracujący w kawiarni, to
może by na to poszła, bo takiego mogło się stać, ale Madox? Człowiek, który pod przykrywką obracał się wsród największych gangusów w Toronto? —
Nie ma nawet takiej opcji, że podam ci moją decyzję zanim nie powiesz mi, co to za propozycja. Jestem szurnięta, ale nie głupia — bo jednak trzeba było myśleć racjonalne. Czy może nie? Przyjrzała mu się jeszcze raz i zastanowiła na moment, czy w ogóle mu ufała? Bo czy można było w pełni ufać komuś, kto balansował na cienkiej linii między policją, a półświatkiem? No kurwa nie. I niezależnie od tego jak bardzo
chciała na to pójść, musiała dostać
cokolwiek w zamian. Ale akurat o to na razie postanowiła się nie martwic. W końcu miała jeszcze całą noc i dwa tygodnie, żeby to z niego wyciągnąć.
—
Czy powinieneś? — wbiła brązowe oczy w te jego, jeszcze bardziej ciemne. —
Nie — krótka, treściwa odpowiedź. —
Ale też nie powinniśmy teraz ze sobą rozmawiać, a jednak rozmawiamy — stwierdziła z delikatnym uśmiechem na twarzy. Nie za dużym, bo wciąż jej głowa była przy tej
propozycji, której nie chciał jej powiedzieć.
Na moment schowała się za szklanką, przyjmując jego wyzwanie. Brzmiało uczciwie: złoty byk na dole szklanki Pilar — parkiet, u Madoxa — brak planów na weekend. Szanse pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Co mogło pójść nie tak? Ano na przykład wszystko, z chwilą, w której to on znajdzie zwierze pod swoim drinkiem. Tylko Pilar już przyjęła to wyzwanie, a przecież była słowną kobietą, nie mogła tak po prostu się wycofać. Wiec uniosła szkło po raz ostatni i zmoczyła usta alkoholem.
Faktycznie był
dobry. I mocny. Nawet bardzo mocny. W ułamku sekundy poczuła, jak pali ją gardło, a w tym samym czasie przyjemne ciepło napływa w okolice brzucha i przyprawia o ekstazę. Galen Wyatt stwierdziłby, że smakował
jak grzech, a Madox, że jak coś
czego żałuje się rano. Pilar czuła to wszystko. Razem. W jednej chwili.
I chociaż alkoholu w szklance nie było wcale na jeden łyczek, Stewart nawet na moment się nie zatrzymała. Pochłonęła alkohol w kilku łykach i wciąż czując na ustach przyjemne pieczenie, spojrzała na dół szklanki. Serce zabiło jej mocniej, a elektryzujący prąd przebiegł wzdłuż kręgosłupa. Podniosła wzrok na Madoxa. Jej spojrzenie było intensywne, a kąciki ust cisnęły się w górę w dzikiej satysfakcji.
Wstała z fotela dokładnie w tym samym momencie, w którym jej dłoń z hukiem odłożyła szklankę na stół. Następnie jednym ruchem przysunęła ją pod samo nos Noriegi, sama nachylając się tuż przed nim. Blisko. Tak, żeby mógł spokojnie zachłysnąć się zapachem jej perfum.
I czegoś jeszcze.
Słodkiego
zwycięstwa
Nachyliła się do jego ucha, jakby chciała mu powiedzieć coś
ważnego, jednak w ostatniej chwili, gdy jej usta praktycznie muskały płatek jego ucha, Pilar wyprostowała się i ruszyła na parkiet. Sama. Bez niego, ani tego zaproszenia, które jej obiecał.
Lekko chwiejnie, choć bardzo zwinnie, wyminęła inne stoliki i już po kilku chwilach stanęła na szklanej podłodze wsród kolorowych lamp. Muzyka z głośników grała najpiękniejsze, rytmiczne melodie, podczas gdy jej ciało automatycznie przystosowało się do tempa nadawanego przez bit, wprawiając biodra w ruch.
Uniosła sporzenie, łapiąc wzrok Madoxa z drugiego końca sali. Chociaż panował tam pół mrok, wciąż doskonale widziała te brązowe oczy. Wplotła dłonie we włosy, a następnie uniosła ręce w górę, poddając się muzyce. Można powiedzieć, że dedykowała mu ten
taniec. Każdy ruch. Nawet ten gdy zeszła niżej na nogach i zarzucając włosami, wyprężyła się w górę niczym struna, pociągnięta podczas grania.
Tylko czy Madox zasłużył na taki gest? Na takie solo przedstawienie? Bo jasne, pomógł z Seeleym i dostarczył jej wrażeń, ale potem nie chciał jej powiedzieć, co to za propozycja i tak jak on,
Pilar również umiała grać w gierki.
Przesuneła się dęlikatnie w lewo, przymilając do wysokiego mężczyzny, który już od chwili się jej przyglądał. Wystarczyło jedno spojrzenie, jeden delikatny gest głową, a już był przy niej. Otoczył jej plecy silną dłonią, a ciało Pilar przyciągnął do siebie. Mocno. W ułamku sekundy poczuła jego mięśnie na swojej klatce piersiowej i brzuchu. Ruszał się dobrze. Chociaż nijak miało się do do tego tańca z Madoxem. A Pilar cały czas to właśnie na niego patrzyła. Nawet kiedy wysoki latynos odwrócił ją plecami do swojego torsu i dłońmi wodził po jej brzuchu i biodrach, Pilar nawet na sekundę, nie spuściła wzroku z Noriegi. No tylko pytanie, czy miał zamiar coś z tym zrobić, czy aż tak mu nie zależało?
Madox A. Noriega