A najgorzej, że właściciel Emptiness zamierzał na te kilka dni wyjechać, chyba będzie musiał sprawę jeszcze przemyśleć, z drugiej strony jak zostawi tu Maddie, to powinna dać sobie radę. Maddie była tępa, ale była też wścibska, upierdliwa i uwielbiała czepiać się drobnostek, to ona była tym wkurwiającym cieniem szefa, który pilnował porządku, ale dzisiaj jej też nie było. Dzisiaj Emptiness było jak jakaś dzicz pozbawiona króla, pozbawiona... królowej? Dzika dzicz, w której ludzie dostawali małpiego rozumu, jak na przykład Ruby z tym swoim telefonem na policję.
Otworzył usta i może nawet miał jej przysięgać, chociaż... powiedzmy sobie szczerze, że jego przysięgi można rozbić o kant... stołu? Madox kłamał bez najmniejszego drgnięcia powieki. Nie powiedział jednak nic, gdy stwierdziła, że
chujowo wykonuje swoją pracę, na ostatnim spotkaniu wykonywał ją cudownie, a dzisiaj już tragicznie. Chociaż, czy można się z tym kłócić, skoro na podłodze wciąż leżał ten trup z otwartymi oczami. Czemu kurwa nikt jeszcze nie zamknął mu oczu?
Nabrał powietrze w płuca i wypuścił je nosem, mogła to poczuć na twarzy, ciepłe powietrze, szybki, głęboki oddech. Wkurwiła go, delikatnie mówiąc. Emptiness działa od lat, ale jeszcze nikt do tej pory nie wszedł mu na zaplecze i nie zabił kogoś z jego broni, póki nie wypytywał o jakiegoś handlarza narkotyków, czy tam kobiet, który podobno był martwy. To przecież nie była jego sprawa, tylko Galena Wyatta, mógł się do tego nie wtrącać, a teraz nie dość, że będzie musiał sprzątać, to będzie musiał szukać zdrajcy i jeszcze do tego uważać, żeby jego nie odstrzelili następnego.
-
No i co Stewart wolałabyś tu stać nad moim trupem? O co Ci kurwa chodzi? - mruknął tylko, też nie był zadowolony, był wściekły.
Klub sypał mu się w rękach, nie mógł na to pozwolić. Był dyskretny, tak mu się wydawało, szedł tymi samymi ścieżkami co zawsze, po cichu, bez rzucania się w oczy, a i tak ktoś był krok przed nim.
Zrobił kilka kroków w przód, a później odwrócił się znowu patrząc na Pilar, może to ona komuś się wygadała, a może ten cały Galen Wyatt, skoro z nim współpracowała, a facet zadawał się z Cherry, musiał być zdrowo popierdolony.
No i jeszcze Stewart tak go broniła, czym ten Galen Wyatt tak się wyróżniał, że takie kobiety stały za nim murem, Madox będzie musiał to sprawdzić.
Ale teraz zastanawiał się nad czymś innym, nad tym kodem do sejfu, nawet Maddie go nie znała. Nikt go nie znał, oficjalnie, bo nieoficjalnie jebnięty Madox Noriega czasem wyjmował z niego różne rzeczy przy gościach. Ktoś mógł go zapamiętać, nawet Maddie go zapamiętała. Prawie, bo brakowało jej jednej cyfry, o którą czasem grali z Madoxem w karty, ale Maddie zawsze przegrywała.
Teraz też Maddie okazała się słabo przydatna, powinien ją wyjebać i znaleźć sobie lepszego menadżera, ale z drugiej strony Maddie była przy nim kiedy Emptiness było jeszcze spelunką, a nie tak porządnym klubem. Nie pozbyłby się jej.
Kiedy Pilar powiedziała, że pójdzie z Maddie, to Madox wzruszył jedynie ramionami.
-
Naprawdę mogę tam wyjść? Łaskawa Pani, to dla mnie za wiele - rzucił i teatralnie wywrócił oczami parskając do tego, Maddie zachichotała -
nie traktuj mnie jak swojego psa Pilar, bo jesteś u mnie - warknął, ale kucnął przy zwłokach, tylko najpierw zamiast przeszukać mu kieszenie, to w końcu zamknął mu te oczy i się przeżegnał. Marco mógł być mendą, ale teraz to już był trupem...
Później pewnie i tak Noriega przeszukał mu kieszenie.
Maddie poszła przodem jakimś takim wesołym krokiem, jakby szła na grzyby, albo na ryby, albo jak ta jakaś dzieweczka, co szła do laseczka. Może liczyła, że to jakiś kochanek Pilar i będzie miała darmowe przedstawienie, no i nie pomyliła się za wiele.
Stanęła z boku, oparła się o bar i słuchała tej wymiany zdań między Pilar, a Daltonem. Niby oglądała swoje paznokcie, niby nie zwracała uwagi, ale kiedy Dalton powiedział, że się zmartwił, to wbiła w niego wzrok. Taki ładniutki i taki głupiutki - pomyślała sobie Maddie.
A kiedy Dalton powiedział, że tęsknił, to aż wstrzymała powietrze i teraz patrzyła na Pilar, gdyby stała obok, to pewnie by ją popchnęła w jego ramiona.
-
Nie bądź taką zimną suką Pilar, tęsknił za Tobą... - mruknęła Maddie pod nosem, ale bardziej do siebie niż do nich, a potem... się ewakuowała, bo z daleka zobaczyła swojego szefa, a dzisiaj był w takim humorze, że nawet tępa Maddie wiedziała, że lepiej mu się nie narażać.
Madox stanął za Pilar w momencie, w którym padło to zdanie
bo teraz z nim się pieprzysz, w środku się trochę zdziwił, bo nie do końca jeszcze łapał o co tutaj chodzi, ale nie dał tego po sobie poznać, nawet brew mu się nie ruszyła, po prostu stanął za Pilar w jakiejś czarnej koszuli z logo klubu, którą znalazł na zapleczu, bo ta jego była cała upierdolona we krwi. więc musiał ją zmienić.
Stał tak blisko, że Stewart znowu mogła oprzeć się plecami o jego klatkę piersiową, mogła mu dać też jakiś znak, czy się z nim pieprzy, czy nie. Przechylił na bok głowę patrząc na tego faceta, kojarzył go, rozmawiał z nim kiedyś, ale za cholerę nie mógł sobie przypomnieć jego nazwiska.
-
No i to jest dla Ciebie jakiś problem... Nick? - w ostatniej chwili sobie przypomniał jego imię, Madox jednak miał dobrą pamięć do imion i do twarzy. Chociaż ta Nicka jakoś za specjalnie się nie wyróżniała, Maddie powiedziałaby, że jest ładna, dla Madoxa była po prostu przeciętna, ciężka do zapamiętania.
Żeby jeszcze trochę zdenerwować Nicka, albo po prostu podkręcić atmosferę, to sięgnął dłonią do ramienia Pilar, oparł na nim palce, a później zjechał nią na dół, do jej dekoltu, żeby przyciągnąć ją do siebie i zaznaczyć jego terytorium.
Nick zerwał się z krzesła i zrobił krok w ich kierunku i teraz stali wszyscy blisko siebie, a Pilar między nimi.
-
Zabieraj łapę - rzucił Nick i rękę oparł na broni pod marynarką.
Cu-do-wnie. Jeszcze tego brakowało, żeby jakiś Romeo z odznaką groził mu tutaj bronią, bo sobie obrał za swoją Julię, Stewart. Przecież jak się zaczną szarpać, to zaraz się tutaj zjawi stado glin. Nie potrzebowali tutaj psów, bo na zapleczu wciąż leżał Marco... W zasadzie Madox też nie potrzebował już Pilar, skoro odwołała to zgłoszenie, to teraz zostało tylko pozbyć się ciała i udawać, że nic się nie wydarzyło. Liczyć, że ktoś mu wybaczy...
Nie no kurwa, nie mógł na to liczyć, bo jak ten ktoś się dowie, że go dzisiaj nie zamknęli, to będzie się go chciał pozbyć w inny sposób. Pilar była mu jednak potrzebna, żeby teraz to Madox był krok przed tym całym zabójcą.
Nie zabrał ręki, ale zamiast tego, Maddie która ich bacznie obserwowała i wyłapała gest Daltona dała znać ochronie i po chwili koło Nick wyrosło dwóch rosłych gości, którzy też mieli spluwy, a przede wszystkim ze dwa metry wzrostu i bary szerokie jak dwudrzwiowe szafy.
-
Nick, nie chcemy tu dzisiaj jakiejś krwawej vendetty z powodu Twojego złamanego serduszka - rzucił Madox wywracając przy tym oczami, a potem powoli zabrał wreszcie rękę, nawet zrobił krok w tył, zostawiając Stewart tak między nimi, w dość równej odległości. Spojrzał ponad jej ramieniem na Nicka.
-
Pilar jest dużą dziewczynką, niech sama stwierdzi kto się lepiej pierdoli i będziemy mieć to z głowy - jej kochanek, niech ona to rozwiązuje, no chyba, że goryle Noriegi mają mu rzeczywiście spuścić łomot, tylko, że później te zeznania, a dzisiaj nie mają kamer, kto uwierzy takiemu gabinetowi osobliwości, że Nick taki śliczny, dobrze ubrany policjant pierwszy sięgnął po broń i dlatego został spacyfikowany? No nikt.
Pilar Stewart