Oczywiście że Madox nie wiedział co jest niemożliwe, bo nie wiedział, że Seeley ma na imię Arthur, dla niego mógł równie dobrze mieć na imię Zasraniec, bo Arthur to takie dość klasyczne imię, nie pasowało mu jakoś do niego. Wbił tylko spojrzenie w Pilar jakby czekał na jakieś wyjaśnienia, jakieś oświecenie, bo najwidoczniej ona już do czegoś doszła, a on się wciąż zastanawiał czy Travis go zdradził, czy Ruby popierdoliło doszczętnie. Może to jakiś szok spowodowany tym szarpaniem? Ale przecież z tą dziewczyną nie dało się inaczej rozmawiać, jak nie krzyczała, to się chowała, to rzucała oskarżeniami na oślep, przecież jakby Maddie się dowiedziała, że wskazała ją, to by ją chyba szybciej zatłukła niż Noriega.
On już nie mógł jej sięgnąć, bo znowu szarpała go Pilar, pokręcił tylko głową i podniósł rękę, jakby rzeczywiście chciał ją uderzyć, ale oczywiście, że tego nie zrobił, szarpnął się tylko, żeby go puściła i oparł się o to biurko, na które go popchnęła.
-
Kiedyś to zrobię Pilar - mruknął, ale nie wiadomo co musiałoby się stać, żeby ją uderzył. Raczej by jej nie uderzył, ale też... nigdy nie mów nigdy. Dwa dni temu też wcale nie myślał o tym, że dzisiaj będzie chciał zakatrupić Ruby. Dwa dni temu nawet przez myśl mu przeszło, że mógłby z nią wypić drinka.
Spojrzał w twarz Pilar, kiedy kazała mu dać telefon, no i w pierwszej chwili rzeczywiście po niego nie sięgnął.
-
Po chuj Ci mój telefon? - warknął przez zaciśnięte zęby, ale raczej nie po to, żeby wzywać policję. Kiedy go pospieszyła, to w końcu sięgnął do kieszeni i zacisnął palce na telefonie, tym ładnym nowym, kompletnie nie zniszczonym, na którym oglądała memy, ale z którego w sumie rzadko dzwonił, bo Madox miał dwa telefony, ale ten drugi odbierał zawsze. Dał jej ten telefon i odblokował odciskiem palca, a kiedy coś na nim wpisywała, to oczywiście opuścił głowę, żeby zobaczyć co. Northex Industries? Czyli Arthur pracował w Northexie? Jakby jakieś kropki zaczęły mu się nagle łączyć, gnida z Northexu, na pewno nie był to Galen Wyatt, to mógł być tylko ten obsraniec.
Podniósł głowę, żeby zawiesić wzrok na jej oczach, jakby szukał w nich jakichś odpowiedzi, ale ich tam kurwa nie było. Było za to coś takiego, że w jednej chwili poczuł, że teraz Pilar tutaj przejmuje pałeczkę. Spojrzał na Ruby krzyżując ręce na piersi, nie ruszył się od tego biurka, nawet lepiej usadził na nim tyłek.
Patrzył na Stewart, kiedy szarpnęła Ruby, kiedy tak ją przycisnęła do tej komody, aż jeden kącik jego ust uniósł się delikatnie ku górze, chociaż chyba wcale to dobrze o nim nie świadczyło. Ale Ruby się należało, powinna jeszcze dać jej w twarz, tak na oprzytomnienie. Kiedy pokazywała Ruby telefon, nie widział co na nim jest, zaraz jednak dowiedział się, że ta mała szmata znowu kłamała, bo Pilar pokazała mu zdjęcie Galena Wyatta, to nawet Madox wiedział jak wygląda. Połowa Toronto pewnie wiedziała, bo ostatnio sieć obiegły jego ładne zdjęcia w związku z tą aferą z kontenerami, chociaż Wyatt musiał nieźle posmarować prasie i tylko jeden brukowiec pokazał go w kajdankach.
Czyli co Travisa też wrabiała? Najprawdopodobniej, szefa, Maddie i teraz Travisa. Madox nawet nie ruszył się z miejsca, kiedy Ruby próbowała się wyrwać, bo Pilar zareagowała bezbłędnie. Znowu się uśmiechnął. Jakby jej teraz ukręciła ten łeb, to chyba by się w niej zakochał.
To się jednak nie stało, bo Ruby w końcu znowu wskazała dobrą odpowiedź.
-
No i co Ruby, nie możemy tak rozmawiać? - zapytał zerkając zza Pilar na dziewczynę, a kiedy Stewart powiedziała, że to Seeley, to chyba już to wiedział, domyślał się. Dopiero teraz jednak skrzywił się jakoś tak i odchylił głowę do tyłu. Pozostawało pytanie dlaczego Seeley się na niego uwziął?
-
No to kurwa świetnie, myślisz, że to przez te osrane gacie, czy przez to, że pytałem o Marco? - zapytał unosząc jedną brew i wbijając wzrok w Pilar. Ale kiedy powiedziała o tej pozostałej dwójce, to się zamyślił, przejechał dłonią po twarzy. Todd Sandoval na pewno chętnie by go wjebał w takie bagno, w końcu kiedyś dali sobie po mordach, a Todda jeszcze pobili ochroniarze Madoxa, ale Tony Laine, jakoś nie pasował mu do tego obrazka, mieli całkiem dobre układy. Tony rozprowadzał w klubie te swoje prochy, a Madox udawał, że o niczym nie wie.
-
Zapytajmy o to Tony'ego - stwierdził i poderwał się z tego biurka, stanął obok Pilar, żeby znowu odszukać spojrzeniem jej ciemnych oczu -
to znaczy, ja go o to zapytam - dodał zaraz, bo jednak przy niej Laine na pewno nic by nie powiedział. Ale z drugiej strony ciekawe czy takiego Madoxa nie odstrzeli od razu, zanim cokolwiek mu powie. Musiał to jakoś dobrze zorganizować. Podniósł dłoń żeby rozetrzeć pulsy zastanawiając się gdzie ma ustawić to spotkanie z Lainem. Czy będzie chciał przyjść do klubu? A może już wcale nie są kolegami? Może wkroczyli właśnie na jakąś wojenną ścieżkę? Z drugiej strony Laine nie lubił się narażać, sprzedawał te swoje prochy i dobrze sobie z tego żył, to mu wystarczało, nie miał nigdy jakiś wygórowanych oczekiwań. Co się zmieniło?
-
Musisz mi tylko powiedzieć co taki Laine może zyskać, gdy zacznie sypać... Bo może da się go urobić - powiedział te słowa znowu przysuwając twarz do jej policzka, prosto do jej ucha, żeby jednak ta mała podsłuchiwaczka ich nie słyszała. Jeszcze przez chwilę nie odsunął się, tylko pozwolił sobie zachłysnąć się zapachem jej perfum, jej ciała, które teraz miało ten przyjemny zapach adrenaliny, która wciąż buzowała w żyłach. Jego płytki, ciepły oddech zawisł na jej szyi, na ten dłuższy niż powinien, moment.
W końcu jednak się odwrócił i pochylił w kierunku Ruby mrużąc oczy.
-
Ale co z nią zrobimy? - zapytał, chociaż bardziej to siebie niż Pilar, no bo jednak byli w jego klubie i co by się nie działo, on tutaj był osobą decyzyjną. Ale w zasadzie to nie miał pojęcia, nie chcieli jej zabić, ale puszczenie jej wolno też może nie było najlepszym pomysłem. Zresztą kiedy Madox tak na nią patrzył, to miał wrażenie, że ona jest już martwa, nawet nie dlatego, że leżała taka biedna na tej podłodze, tylko dlatego, że po prostu ją odstrzelą za to, że nie wykonała zadania. Chociaż... je wykonała, nawet za dobrze.
Westchnął ciężko, może jakoś tak jakby jej pożałował, kucnął obok Ruby i oparł jej dłoń na ramieniu, wzdrygnęła się, szarpnęła i chciała odsunąć.
-
Ciii, ciii bebé - zabrał rękę, ale nie wstał, utkwił wzrok w Ruby -
pójdziesz wolno, ale jeśli jeszcze cokolwiek odjebiesz, to Cię znajdę i tym razem będę sam... - rzucił nie spuszczając z niej wzroku, ale po chwili wstał. Stanął nad nią.
-
Jest też druga opcja, chyba trochę bardziej dla Ciebie korzystna dziecinko - Ruby zadarła głowę, żeby na niego spojrzeć. Może i była oszustką, była roztrzepana i nie panowała nad emocjami, ale nie była głupia. Dobrze to wszystko zaplanowała, gdyby nie Pilar to mogła go pogrążyć. Chociaż to w zasadzie nie był do końca jej plan, ale jednak z tym szyfrem sama go rozpracowała.
-
Będziesz pracować dla mnie, ale tym razem popełnij tylko jeden malutki błąd, a nie będzie wybaczenia. Wybieraj - chyba był zbyt łaskawy, ale prawda jest taka, że wolał mieć w załodze taką Ruby, po której już wiedział czego się spodziewać, niż kolejną małolatę, która będzie chciała go odjebać. Chociaż obiecał już sobie, że żadnych więcej osiemnastek.
Ruby usiadła na tej podłodze i chwilę myślała, kalkulowała te jego słowa. Wyjdzie stąd to od razu ją zabiją, tamci, dla których sprzedała szefa, a jak zostanie...
-
Nie zabiją mnie? - zapytała.
Madox wzruszył ramionami.
-
Nie w klubie - powiedział tylko, tak naprawdę to miał to gdzieś, ale jednak w Emptiness nie chciał więcej trupów, nawet Ruby.
-
A jak wyjdę?
-
Pewnie tak, ale mam to w dupie.
-
Nie wyjdę.
-
No to kurwa zapierdalaj za bar i mnie nie wkurwiaj.
Pozbierała się dość szybko, ale wyglądała źle.
-
Ogarnij się, żebyś nie straszyła klientów - rzucił za nią, a Ruby poleciała do drzwi ściskając w rękach ten swój czerwony fartuszek i wycierając nim twarz.
Pilar Stewart