To było trudne, opowiadanie tej historii, a zwłaszcza chyba jej, było cholernie trudne, a jednak się na to zdobył, chociaż do ostatniej sekundy czuł wątpliwości, do tego oddechu, który nabrał w płuca tak bardzo łapczywie, gdy już skończył.
I dopiero ten jej czuły gest, to jak go przytuliła sprawiło, że te wątpliwości odeszły, że ustąpiły miejsca czemuś innemu. Bo był jej teraz tak bardzo wdzięczny, że od niego nie uciekła, nie oceniła go, że trwała przy nim. Chociaż przecież ją zawiódł, zawodził ją cały czas. I na pewno jeszcze wiele razy to zrobi. Bo Galen był... zawodowym zawodzicielem?
Tak wiele osób on w swoim życiu zawiódł, a najbardziej wtedy Morgan.
Wtulił się w nią, jakby chciał każdą komórką spiętego ciała chłonąć jej ciepło, jej bliskość. To, że była obok. Oparł brodę o jej głowę, przekręcił twarz i wtulił policzek w jej aksamitne włosy, zaciągając się w płuca ich zapachem, bliskim i znajomym.
-
Ale jej nie pomogłem -
nie zabiłeś jej Galen, ale... mógł się bardziej postarać, mógł zrobić to lepiej, bo Galen zawsze robił wszystko źle, a miał kurwa być najlepszy. Miał dawać z siebie wszystko, dawał, ale to wciąż było za mało. I wtedy też czuł, że dał z siebie za mało.
Powinni to zgłosić i powinni jej szukać, póki nie wyłowią z tej martwej toni jej ciała. Tylko, że ciało oznaczało, że ktoś zabił. A oni chyba potrzebowali wtedy wierzyć, że to się nie wydarzyło. Że to może był ten nieszczęśliwy wypadek? Wypadek.
Galen w to wcale nie wierzył, nawet przez chwilę w to nie wierzył. Teraz też nie uwierzył Cherry, kiedy to powtarzała.
-
Ale ja powinienem wcześniej zareagować, powinienem coś zrobić - tylko czy on mógł wtedy coś zrobić? Rozdzielić je? Nie pozwolić im się kłócić? Nie pozwolić im iść na ten pomost? Jakby to wszystko wiedział wcześniej, to on by nawet nie pozwolił sobie spojrzeć na Marcie w tym samolocie, nie pozwoliłby sobie zatracić się w jej oczach.
A jednak to zrobił, jednak pozwolił sobie na zbyt wiele i to ich zgubiło. A najbardziej zgubiło Morgan.
Chociaż przecież Wyatt długo po tym zdarzeniu też nie mógł odnaleźć siebie. Chciał się nawet po nim zabić, żeby wreszcie te pierdolone wyrzuty sumienia odpuściły.
Nie odpuściły, ale kiedy całe życie przeleciało mu przed oczami, to on wtedy stwierdził, że chce żyć.
Czy naprawdę, żeby Galen chciał żyć i chciał coś w tym życiu zmienić, to on musi się znaleźć na samym skraju? Musi prawie umrzeć?
-
Powinienem zrobić więcej, powinniśmy to zgłosić - powinni, ale się bali. Mieli przed sobą całe życie, ona swoje, a on swoje, życie przyszłego prezesa. Jakby to wyglądało? Galen Wyatt, który już i tak miał na sumieniu pełno skandali, który miał romans z własną profesorką... Mordercą. Tego jeszcze mu brakowało. Bycia mordercą.
Chociaż teraz czuł, że nim jest. Znowu.
-
Cherry... - zaczął i chciał jej powiedzieć, że nie musi się z tym z nim mierzyć, że nie musi być przy nim, a on w pełni to zrozumie, ale... czuł też, że jej potrzebuje, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Że bez niej może znowu nie dać sobie rady, tak jak wtedy nie dał. Tak jak wtedy chciał to skończyć w objęciach Śmierci, z których wyrwało go szybkie płukanie żołądka.
Nie chciał z tego powtórki, ale czuł pod skórą, że on znowu podąża tą samą mroczną i niebezpieczną ścieżką, że znowu płyną nią wszystkie jego myśli.
Do póki nie poczuł na karku jej ciepłych warg, tego delikatnego muśnięcia, niczym trzepot skrzydeł motyla, tak lekkie, że nawet nie był pewny czy było prawdziwe, a jednak przez całe ciało przeszedł mu znajomy prąd.
A to jej zapewnienie, że go nie zostawi było dla niego naprawdę dużo warte. Bo może... Kurwa. Może wreszcie Galen Wyatt nie będzie musiał sobie ze wszystkim radzić sam?
Toczyć samotną walkę z demonami przeszłości. Jeszcze przez chwilę trwał tak w jej objęciach, otaczając ją swoimi ramionami, skupiając się na biciu jej serca, które teraz uderzało tak blisko tego jego, niespokojnego... A może najspokojniejszego od zawsze? Bo wreszcie nie takiego opuszczonego?
W końcu jednak znowu się odezwał, chociaż to też nie było wcale łatwe.
-
Nie wiem czy to możliwe Cherry, żeby ten list napisała Morgan - jak mogła to zrobić, skoro nie żyła? A może żyła? Może jednak ona wtedy wcale nie została w tym jeziorze, a oni tylko... za słabo się postarali, za krótko jej szukali?
Z jednej strony chciałby, żeby to była prawda, żeby Morgan żyła, z drugiej... Bał się tego.
Jakby miał teraz spojrzeć jej w oczy?
Czego ona teraz chciała, po tylu latach?
Dlaczego kurwa wróciła?
Tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi. Żadnych odpowiedzi, tylko ten przeklęty, pomięty liścik, który mógł mu wysłać każdy, nawet Marcie, tylko, że...
Puścił ją, żeby sięgnąć do kieszeni, żeby wyjąć z niej portfel, a z niego małą karteczkę z wyblakłym już nieco napisem, niebieskim długopisem. Bo nagle go oświeciło, nagle mu się przypomniało... Tak wiele mu się przypomniało.
Dla Ciebie Galen.
Morgan
Sięgnął też po ten list, który wyrzucił, rozłożył go i tą karteczkę przyłożył do tego listu, żeby porównać te dwa podpisy. Morgan.
Były identyczne.
Cherry Marshall