Mogła się spodziewać, że nawet coś tak głupiego i dla większości osób mało istotnego, jak zmiana tembru głosu będzie dla niego odpowiednim sygnałem. Czasami zapominała, że nie był zwykłą osobą z którą rozmawiała, a z człowiekiem, który analizował wszystko i wszystkim. Zwracał uwagę na szczegóły i to właśnie dzięki temu był tak skutecznym obserwatorem. To też w nim ceniła, tylko czasami wolałaby, aby nie dotyczyło to jej. W takim wypadku ciężej było ukrywać rzeczy, kiedy druga osoba wydawała się znać się… tak dobrze, aby wiedzieć kiedy kłamiesz czy kręcisz.
O tyle dobrze, że jej nie obserwował, bo pewnie wynalazłby kolejne rzeczy, nawet jeśli wydawało jej się, że jest doskonałą aktorką i świetnie się maskuje.
Nie odpowiedziała mu, bo przyszła Concetta, która postanowiła ją wygonić. Było to oczywiście zrozumiałe, dlatego Navi bez słowa wstała i opuściła pokój Giovanniego, aby skierować się do przydzielonej jej sypialni. Teraz, kiedy była świadoma tego, że
pan Salvatore żyje, a jego stan jest stabilny, mogła iść i faktycznie odpocząć. Doprowadzić się do stanu używalności. Była pewna, że Concetta o wiele lepiej zadba o niego niż ona, zwłaszcza ze swoim uporem i doświadczeniem w dbaniu… no, o rodzinę Salvatore.
Nie zamierzała mu przeszkadzać. Pierwsze co zrobiła, to poszła się położyć i zasnęła dość prędko, przytoczona emocjami dnia poprzedniego. Dzięki temu przespała prawie cały dzień, a gdy wstała, Concetta zadbała o jej posiłki. Nawet nie mogła kobiety zapytać o stan swojego byłego pracodawcy, ponieważ nie rozmawiały w ani jednym, wspólnym języku. Dogadywały się na migi jak było trzeba, a zwykle robiły to bez słów, bo kobieta przynosiła Koreance jedynie jedzenie.
Nie dało się jednak nie zauważyć gości, którzy pojawiali się w rezydencji. Kilku z nich mijała, gdy kierowali się do sypialni Giovanniego. I chociaż nie wiedziała o czym mówili, to czasami dało się usłyszeć podniesione głosy. Nie interesowała się jego interesami, ale było to kolejne spostrzeżenie, które zaszufladkowała w swoim umyśle, w dziale, który podpowiadał jej o tym, że coś tu nie pasuje. Nawet jeśli większość z gości wyglądała na eleganckich, to wzbudzali w niej różne odczucia, niekoniecznie przyjemne.
Można to nazwać babską intuicją, ale bardziej czujną. To już przez doświadczenie.
Nie narzucała się. Wiedziała, że Giovanni potrzebował odpoczynku, a także, jako człowiek wiecznie pracujący, musiał załatwić swoje rzeczy. Dopóki była świadoma, że był przytomny i każdego dnia silniejszy, to pilnowała własnego nosa, tylko czasami zerkając na kolejnych gości pojawiających się na posesji. Można to było uznać za jedno z nowych hobby. Tymczasowych.
Potrafiła sobie jednak znaleźć zajęcie. Concetta załatwiła jej książki za które mogła się wziąć, podczas korzystania z pięknej pogody za oknem. Siadała na wielkim tarasie, na bujanym fotelu i zanurzała się w fikcyjny, wykreowany świat, zajmując sobie czas wolny. Pracowała też w międzyczasie na komputerze, szukając między innymi inspiracji na internecie gdy chodziło o wystrój nowego lokalu. Chociaż miała początkową wizję, to miała nadzieję na znalezienie czegoś, co nawet częściowo ją odwzoruje zanim zrobi to projektant.
Nie mówiąc o tym, że dostarczono jej także szkicownik, na który przelewała wszystko to co widziała. Rysowała ołówkiem piękne krajobrazy, które widziała ze swojego balkonu, rozległe ogrody należące do posiadłości czy poszczególne sylwetki pracowników, którzy nieświadomie stawali się jej modelami, gdy rzucała się w wir własnej pasji.
Zajmowała się wszystkim tym, na co nigdy nie miała czasu w Korei.
Nie musiała się martwić o sprzątanie, pranie czy gotowanie, bo byli od tego inni ludzie. I nawet przyzwyczajała się powoli do tego, że ktoś krząta się przy niej, a nie ona przy kimś. To była miła odmiana od życia, którym żyła przez prawie trzydzieści lat.
Nawet nie zauważyła kiedy Giovanni wyjechał. Dowiedziała się o tym od Concetty, gdy ta pojawiła się w jej pokoju, aby dostarczyć świeży posiłek tuż przed tym, jak miała wyjechać na zakupy. Navi grzecznie podziękowała za jedzenie, a także propozycję podróży, woląc jednak zostać w miejscu, gdzie czuła się bezpiecznie. Po ostatnich wydarzeniach, wolała się specjalnie nie wychylać, przynajmniej jeszcze przez jakiś czas.
Usiadła jak zawsze na bujanym fotelu na szerokim tarasie, z lampką czerwonego wina obok. Schwyciła za swój zapełniony częściowo szkicownik i otworzyła go na czystej stronie, aby zacząć swój kolejny projekt. Tym razem była to winnica wraz z pracownikami, których częściowo widziała ze swojego miejsca. Obserwowała kątem oka jak auto wraz z Concettą odjeżdża.
Zniknęli. Została sama.
Odłożyła szkicownik i wstała ze swojego miejsca, aby wrócić do sypialni, a stamtąd skierować się na korytarz. Zatrzymała się przy drzwiach do prywatnego pokoju
pana Salvatore. Stała tam chwilę, wpatrując się w zamknięte drzwi jego sypialni. Wiedziała, że nie powinna. Wiedziała też, że to dokładnie to, co zrobi. Ciekawość była silniejsza niż rozsądek, a może po prostu nie chciała już dłużej żyć w niepewności.
Obejrzała się przez ramię i przeszła przez wejście do dobrze znanego jej już pomieszczenia. Wnętrze pachniało nim, tym samym zapachem, który zawsze towarzyszył jego garniturom i perfumom. Pokój był uporządkowany, niemal z chirurgiczną precyzją. Przesunęła dłonią po blacie biurka. Czystym. Zbyt czystym. Tylko laptop, którego hasła nie miała, oraz kilka dokumentów, wszystkie dotyczące firmy, z logiem, które widziała setki razy. To było jednak zbyt… normalne.
Zaczęła od różnych powierzchni. Przetarła palcami blat szafki, szukając czegokolwiek, co mogło zostać przeoczone. Zamek w szufladzie. Kartka, która wystaje odrobinę bardziej niż inne. Nawet kurz, a raczej jego brak, mógł być wskazówką. Giovanni nie był typem, który dopuszczał przypadek.
Przesunęła jakiś notatnik. Otworzyła go. Strony zapisane drobnym pismem, równym, surowym. Daty, godziny, kilka nazwisk. Potem szuflady. Ostrożnie, po kolei. Jedna po drugiej, by niczego nie przesunąć, nie zostawić śladów. Z każdym przesunięciem drewna w prowadnicy jej napięcie rosło. Czuła, jak palce drżą, choć starała się je kontrolować. Tak samo jak oddech.
Zajrzała za książki, dotknęła ich grzbietów, przesunęła kilka, żeby zobaczyć, czy za nimi coś ukrył. Potem przeszła do szafy. Marynarki wisiały jak w katalogu, a każda w równym odstępie, kolorem do siebie. Wsunęła dłoń do jednej z kieszeni. Pusta. Kolejna. To samo.
Westchnęła ciężej.
Nic. Same drobiazgi. Zegarek, paszport, pióro, rachunki. Wszystko, co mogłoby należeć do zwykłego człowieka. A przecież wiedziała, że on zwykłym człowiekiem nie był.
Giovanni Salvatore