Była pewna, że była gotowa.
Ba, tak na dobrą sprawę, nie myślała już o tym, jako o większym akcie, przełamaniu pewnej fizycznej i metaforycznej bariery, a jedynie widziała w tym ciąg dalszy. Kontynuację, której instynktownie już chciała i nie mogła się doczekać, w swojej przedłużającej się ekstazie.
Odwzajemniła więc pocałunek, gdy tylko dał jej na to okazję. Bez zawahania, bez oporu i bezwstydnie. Czuła, jak pojedyncze dreszcze, leniwie zbiegają po jej ciele, niczym odległe już echo orgazmu, który osiągnęła. Sięgnęła dłońmi do jego pleców, zaraz przesuwając je na jego ramiona i kark, bezładnie sunąc po jego muskulaturze.
Wyczuła jego napiętą obecność, napierającą na nią. Odpowiedziała instynktownie, własnym ruchem bioder. Nienachalnym, a jednocześnie zniecierpliwionym. Wiedziała, że chciała tego i nawet nie zastanawiała się już nad tym, czy nie wypadnie źle. Po prostu była ciekawa. Nawet się nie obawiała, bo jej jedyną obawą była ocena, a nie ból przy defloracji. Starała się też, od samego początku, nie nastawiać na wielkie eksplozje i fajerwerki, uprzedzona wiedzą z Internetu, ale im więcej jej dawał przedsmaku tego, tym bardziej była zafrapowana.
Szelest, najpewniej opakowania od prezerwatywy, tylko utwierdził ją w tym, jak blisko była tego kolejnego kroku.
Przestała jednak go całować, kiedy wyczuła, jak powoli w nią wchodzi. Jej oddech zadrżał niekontrolowanie, a ona sama zagryzła wewnętrzną część policzka, kiedy on przełamywał naturalną barierę w jej ciele. Nie trwało to długo, nie było nawet bolesne, ale to wszystko powitało ją tak dziwną mieszanką odczuć. Zderzeniem przyjemności i dyskomfortu, wywołanego zmianą w jej konstrukcji.
To chyba były te fajerwerki i eksplozje, a raczej ich brak, na które miałaby się przygotować.
Była zmieszana, ale nie zrezygnowana. Nie była też rozczarowana. To było nowe, a jej ciało i umysł chyba potrzebowały czasu, by ocenić, jak się z tym czuła.
Dopiero jego głos ściągnął ją na powrót do rzeczywistości i do samej chwili.
Z pewnym wahaniem, ale bez przestrachu, odpowiedziała:
—
Tak.
Ani nie kłamała, ani też nie była pewna, czy mówi prawdę. To wszystko było dla niej nowe. I mimo fizycznych ekscesów, biologicznie niekomfortowe.
Dopiero wtedy uświadomiła sobie, że miała paznokcie, choć krótkie, niemalże wczepione w jego skórę na karku i to od dłuższego czasu. Poluzowała więc swoje napięte palce, zaraz rozmasowując krótko jego mięśnie, jakby w ramach przeprosin.
—
Chcę, abyś mi pokazał, co jest dalej — powiedziała, z większym przekonaniem. Była wciąż ciekawa, choć z niepogodzonymi, sprzecznymi uczuciami. Wierzyła jednak, że dalej mogło być lepiej, a ten pierwszy raz, ta odczuwalna zmiana, nie powinna wpływać na jej ocenę sytuacji czy podejście do tematu seksu.
Miała wrażenie, że w tej prośbie zabrzmiała dość drewniano i znów pojawiło się to uczucie, że nie chciała go rozczarowywać. Dlatego, ze względu na niego (i na porady z Internetu, chwała), nie chciała rezygnować, tylko chciała poznać, co jest więcej.
Zbiegła spojrzeniem po jego twarzy, kiedy zaczął się w niej poruszać, czując jak jej napięcie, z każdym kolejnym jego ruchem, powoli odpuszcza, aż w końcu autentycznie się rozluźniła. Przymknęła więc oczy, pozwalając mu i sobie odpłynąć w tym wszystkim. Z następnymi pchnięciami czując więcej tego, co
chyba powinna czuć.
Zacisnęła nieco mocniej palce na mięśniach jego pleców, gdy nieco przyspieszył. Posłusznie też pozwoliła mu zadrzeć jej nogę, według uznania.
Pewnie później będzie testował, ile dały jej zajęcia z gimnastyki i łyżwiarstwa. I może tym w końcu kiedyś zgarnie punkty, bo mogła mieć nadzieję, że swoich wywłok nie mógł tak naciągać.
Czując go w sobie głębiej, westchnęła niekontrolowanie, głośniej, odruchowo zaciskając się na nim. Była teraz w takim stanie, że nawet pocałunki na jej szyi zdołały ją poparzyć, a jego oddech rozbijający się na jej uchu, był jak żywy ogień. Zwłaszcza, kiedy niósł taką zachętę.
Miała wrażenie, że przyłapał ją i rozpracował to, co wcześniej robiła. A wcześniej nie chciała być zbyt głośna, nie wiedząc czy będzie brzmiała
dobrze, ani czy jemu się to w ogóle podobało (bo w Internecie pisali…). Słysząc jednak jego słowa, postanowiła wyzbyć się dla niego kolejnego, własnego oporu. Przestać walczyć ze sobą, by zdławić wszystko to, co pchało jej się na usta, a nie było oddechem.
W miarę jego ruchów, w miarę tego jak pieścił ją, znów stopniowo budując napięcie w niej, oddychała głębiej, wkrótce pozwalając by oddech nie był tak
bezdźwięczny. Pojedyncze, subtelne, niegłośne jęknięcia przebiegały przez jej gardło, pozwalając jakiejś części tego ciśnienia znaleźć ujście. Sama zaczynała się układać pod nim tak, by móc go poczuć w całości w sobie.
Hunter Jang