Skoro było już za późno na to by powiedzieć, co tak właściwie łączyło go z Marą, pozostało po prostu zachowywanie się z godnością i rozumem dorosłego człowieka. Bo tak naprawdę co miał teraz powiedzieć swojej narzeczonej? Hej, kiedyś próbowałem poderwać Twoją siostrę? Nie miał żadnej linii obrony, niczego, co jakoś złagodzi ten cios, który prędzej czy później nadejdzie. Nie mogli tego ukrywać w nieskończoność, a zawarcie jakiegoś paktu o tym, że nic nie powiedzą było całkowicie niesmaczne. Nie zrobiłby czegoś takiego. Więc pozostawało albo się przyznać albo czekać aż to samo wyjdzie. Bo wyjdzie. Jej siostra nie była głupia, inaczej by się w niej nie zakochał, a przynajmniej tak sądził bo jak widać, miał pewne przeświadczenia ku temu, że było to jednak zauroczenie.
Zawsze wierzył w to, że kiedy w końcu się zakocha, nie będzie w stanie spojrzeć na żadną inną kobietę. Nie w ten sam sposób, w który patrzy na swoją przyszłą żonę. To jednak zostało obalone tak szybko jak znaleźli się we dwójkę na tarasie ich rodziców. Ich rodziców do cholery, a on patrzył się nie tylko w jej dekolt, ale też pośladki, czy usta w które tak, znów miał ochotę się wpić tak jak te wszystkie lata temu. Zatem tak... Zaczynał trochę powątpiewać w to, czy rzeczywiście kocha Connie.
W swojej pracy spotkał już wiele naprawdę chorych sytuacji, aczkolwiek to, co miał teraz w swoim życiu? Uważał, że biło większość z nich na głowę. Kto inny może powiedzieć, że zakochał się w młodszej siostrze studentki, którą kiedyś próbował poderwać, albo nawet stworzyć relację? To logicznie nie miało najmniejszego sensu. Znaleźć się teraz w salonie przymierzając z nią garnitury? Jeszcze mniej. Tym bardziej kiedy jego wzrok znów uciekał tam, gdzie zdecydowanie nie powinien. Już czuł, że to będzie cholernie długie popołudnie.
-
Więc co Cię tak pochłonęło, co? - zapytał wymownie rozglądając się po pomieszczeniu, w którym wyjątkowo nie było nikogo poza nimi.
-
W takim razie dziękuję. Nie musiałaś tego robić, więc... dzięki. - powiedział to szczerze spoglądając na nią w ten ciepły, miękki sposób, który nie zdarzał się tak często pomiędzy kolejnymi falami ich zadziorności.
Nie zamierzał wchodzić teraz zbyt głęboko w to, dlaczego zrobiła, jak zrobiła. Jej powody należały do niej. Nie chciał się doszukiwać czegoś, czego może tutaj nie być. Robił to zdecydowanie zbyt długo, kiedy byli jeszcze oboje na uczelni. Kiedy ktoś mówi Ci, że nie chce z Tobą być, najlepiej wierzyć tej osobie na słowo. Tym bardziej, kiedy teraz nic nie mogło nawet między nimi być. Ta nieco gęstsza atmosfera, ukradkowe spojrzenia... To właśnie tylko tyle. Ukradkowe spojrzenia.
-
Oh... Pamiętam. Tak samo jak tę czapkę z pomponem, którą chyba mam do dziś. - zaśmiał się cicho na wspomnienie tamtych świąt.
Tak, pamiętał doskonale jak na tej szanowanej uczelni był jednym z niewielu wykładowców, którzy świętowali właśnie w taki sposób. Przysporzyło mu to dużo plusów u studentów, a zwłaszcza studentek, więc jeśli chciała kiedyś odstraszyć swoje rywalki to niestety miało to nieco odwrotny skutek. Niemniej było to jedno z tych ciepłych i miłych wspomnień, które miał z tamtych czasów. Jego ciepły uśmiech tylko to potwierdzał.
-
Kurde, gdyby tylko uczyli tego na biologii, kiedy przechodziliśmy przez różnicę pomiędzy płciami. - przewrócił oczami i zaraz uśmiechnął się do niej żartobliwie znikając za chwilę za kotarą.
Dobrze było mieć chwilę za tą kotarą. Nie mógł powiedzieć, że przebywanie w towarzystwie Mary go stresowało, ale... Może tak trochę było? Ponieważ zdawał sobie sprawę, że nie jest dla niego tylko przyszłą szwagierką, a kobietą, którą nadal widzi właśnie jako kobietę. Czuł się przez to winny. Problem w tym, że winny zawsze czuł się po fakcie, a nie w trakcie. Wyszedł do niej w tym szarym garniturze i było... dziwnie. Jej wzrok nie tyle go peszył, co nieco pobudzał. Chciał jej się podobać, a nie powinien.
Gdy złapali kontakt wzrokowy przy przymierzaniu kolejnego garnituru nie był speszony. Poczuł przyjemne mrowienie w dole podbrzusza wiedząc skąd właśnie przyszło to spojrzenie. Przecież nie oglądała jego pleców. Uśmiechnął się do niej filuternie, nawet odchylając się w taki sposób by mogła zobaczyć nieco więcej jego ciała. Jego wzrok natomiast starał się mówić - to Ty patrzysz. Przecież nie musiała. O wiele prościej było zająć się scrollowaniem w telefonie, prawda?
-
Problem techniczny. Pomożesz? - zapytał spoglądając na nią w lustrze gdy odsłoniła materiał kotary -
Metka cholernie mnie drapała, chciałem ją poprawić, ale właśnie... - uśmiechnął się do niej rozbrajająco kiedy zastała go bez spodni, marynarki, za to w koszuli, która była ściągnięta z jego pleców, aczkolwiek materiał opiął się na jego bicepsach w taki sposób, że nie mógł go ściągnąć w tradycyjny sposób.
Mara Lakefield