Nie zastanawiał się nigdy jakoś wnikliwie nad tym dlaczego był taki, jaki był. Może zauważyłby wtedy, że nie do końca wspasowywał się w standardy społeczności, ale nie tak, jak myślał o sobie Milo. Może nawet był taką drugą skrajnością; nieodpowiedzialny, lekkomyślny i skomplikowany w swojej prostocie. Jego życie nie było jakoś specjalnie trudne, przynajmniej nie na pierwszy rzut oka, bo pod tym jak się kreował, było wiele na tyle skomplikowanych schematów, że pewnie sam ich nawet nie rozumiał. Terapia na pewno dałaby mu dużo, ale nawet nie pomyślał, że miałby taką rozpocząć, bo nie docierało do niego jeszcze, że wcale nie dorastał w normalnej rodzinie i normalnym środowisku. Nie porównywał się do innych, bo niby po co? Było, jak było, po co to drążyć?
Tak się zajął swoim małym poszukiwaniem skarbów, czy po prostu ciekawych rzeczy, że zapomniał o aparacie fotograficznym, adapterze i wszystkim, co tego dotyczyło. To, co go satysfakcjonowało wcale nie było skomplikowane, co pozwalało mu cieszyć się drobiazgami i to było w sumie coś, czego niektórzy mogliby mu pozazdrościć. On nie zauważał swojej prostoty, ale dzięki temu wieloma rzeczami po prostu się nie przejmował bo albo widział je inaczej, albo nie widział ich w ogóle. Co prawda czasami przysporzyło mu to problemów, kiedy już należało być poważnym, ale szybko przechodził po burzy do porządku dziennego, dzięki czemu nie wpadał w doły i depresje. A przynajmniej nie do niedawna, bo powoli chyba coś się zmieniało, a wszystko za sprawą relacji z Jaydenem, która w jakiś, jeszcze niezrozumiały sposób, wymuszała na nim dojrzewanie.
To był jednak proces bardzo powolny, więc jeszcze zazwyczaj wszystko było po staremu, tak jak teraz. Cieszył się chwilą, swoim zakurzonym kątem, w którym otaczały go interesujące rzeczy i zajmowały całą jego uwagę. Tajemnicza skrzynka okazała się przedmiotem, który pochłonął całą jego uwagę, dosłownie calutką. Mógłby teraz być gdziekolwiek i z kimkolwiek, bez telefonu, bez jedzenia i wody i absolutnie by się tym nie przejmował. Liczyła się tylko ta skrzynka, a dokładniej jej zagadkowa zawartość i fakt, że owa była dla niego na tamten moment niedostępna. Nie przywykł do tego, że
nie dostawał tego, czego chciał.
一
To zapytaj Liana… Albo nie, lepiej po prostu to jakoś otwórz. Jesteś chyba dobry w te różne metalowe części, kabelki i inne małe, dziwne rzeczy 一 zauważył, unosząc na niego krótkie spojrzenie, ale zaraz wracając do skrzyneczki i znowu obracając ją w dłoniach, chyba po raz setny. Niechętnie oddał ją potem Milo, bo jednak tego wymagała sytuacja i pochylony lekko cały czas obserwował co ten robi, dosłownie dysząc mu w kark. Przez chwilę zawiesił wzrok na spinaczu, który chłopak wyciągnął z kieszeni spodni. To niesamowite co ludzie za dziwne rzeczy potrafili ze sobą nosić. Bowie miał w kieszeni co najwyżej jakieś papierki, bo nigdy mu się nie chciało szukać kosza, a na ziemię nie wypadało wywalać, jeszcze by mu ktoś zrobił zdjęcie i nieszczęście gotowe.
一
I jak idzie? 一 zapytał, chociaż przecież doskonale widział
jak widzie. To było bardziej pospieszające, zniecierpliwione pytanie z serii
daleko jeszcze?. Wiercił się lekko, chociaż generalnie stał w miejscu, bo nie mógł opuścić przecież miejsca zdarzenia.
Uśmiechnął się, słysząc szczęk zamka, co świadczyło o tym, że Milo chyba się już udało to otworzyć. Na wzmiankę o czymś obrzydliwym znowu lekko się uśmiechnął, z nadzieją, bo właściwie to miał nadzieję, że będzie tam coś nieprzyzwoitego albo strasznego, generalnie coś, co wzbudzi bardzo dużo silnych, sprzecznych emocji. Przestąpił z nogi na nogę i uniósł trochę dłonie, żeby przejąć przedmiot kiedy będzie już otwarty i sprawdzić zawartość.
一
Oh 一 wyrwało mu się, kiedy jego wzrok padł na bransoletkę. Patrzył na nią przez chwilę z mieszaniną resztek ciekawości i delikatnego rozczarowania. Przesunął językiem po zębach, wyciągnął dłoń i ujął biżuterię, a potem uniósł ją bliżej oczu. Była ciężka, bardzo solidnie wykonana. Zerknął na wygrawerowaną nazwę marki, na numer kontrolny, a potem sprawdził zapięcie i zwrócił ją Milo.
一
Tiffany, srebro i szafiry, wartość około pięć tysięcy dolarów 一 powiedział bez jakiegoś wielkiego entuzjazmu, po czym wzruszył lekko ramionami. 一
Matka ma oddzielną garderobę na takie błyskotki. Bawiłem się nimi kiedyś, jak normalne dzieci klockami 一 dodał w ramach wyjaśnienia, po czym sięgnął po skrzynkę, aby sprawdzić czy na pewno nie ma w środku czegoś jeszcze, czegoś bardziej interesującego. Przyszło mu na myśl, że bransoletka może być kradziona, ale tego już nie powiedział na głos. W końcu i tak nie miało znaczenia. Kiedy okazało się, że nie było tam nic więcej, wpadł na pewien pomysł. A co, jeśli znajdzie inne takie skrzynki w przyszłości? Przecież nie będzie za każdym razem przychodził do Milo, żeby mu otwierał.
一
Nauczysz mnie tego? Wiesz… ze spinaczem 一 powiedział, znowu nabierając entuzjazmu, a skrzynkę odkładając gdzieś przed siebie na blat, na oślep. Już stracił nią zainteresowanie. 一
A potrafisz tak tylko te małe zamki, czy takie w drzwiach też? 一 zapytał zaraz, przysuwając się do niego bliżej i przyglądając się jego twarzy z ciekawością.
Milo Rivera