Nie powinna była stawiać mu tego drinka, jeśli nie chciała mieć z nim więcej kontaktu. Nie miał pojęcia co zachodziło wtedy w tej inteligentnej główce, ale to wszystko nie trzymało się po prostu kupy. Nie stawia się drinka komuś z kim nie chce się rozmawiać. Tym bardziej nie stawia się drinka komuś, kiedy jest się z innym facetem na randce. Jeśli chciała i zamierzała go nienawidzić, jak na siostrę zranionej byłej narzeczonej przystało, trzeba było wziąć tego drinka w dłoń i po prostu wylać mu go w twarz. Nie przejść od razu do bliżej nieokreślonego tekstu, który mógł być odczytany na wiele sposobów, ale żadnym z nich nie było coś rażąco negatywnego. To brzmiało jak ich klasyczne przekomarzanki i tak też odpowiedział. Nie, to nie prawda. Podszedł bo miał na to ochotę. Przestać się w końcu droczyć i po prostu powiedzieć co myśli. Może nie do końca wszystko, ale chociaż część. Dlatego nie rozumiał o co się w tym momencie do niego piekliła.
Zauważył natomiast jak wzdrygnęła się gdy ją dotknął. Nie robiła tego wcześniej. Ani lata temu ani tym bardziej kilkanaście minut temu, kiedy dotykał jej włosów. To trochę go bolało. Zrobił w swoim życiu kilka przykrych rzeczy, lecz nigdy nie chciał by w jakikolwiek sposób się go bała czy czuła się nieprzyjemnie w jego towarzystwie. Posłusznie zabrał swoją dłoń i nawet zrobił pół kroku do tyłu.
-
To nie były farmazony Mara. - powiedział nieco ciszej -
Mogą tak dla Ciebie wyglądać, ale na pewno takie nie były. - jego tęczówki tylko potwierdzały jego słowa gdy patrzył w jej oczy.
-
A jeśli musisz wiedzieć co to było to odrobina zazdrości z odrobiną za dużo alkoholu. - odwrócił od niej na chwilę wzrok drapiąc się po karku w nieco niezręcznym geście.
Nie było łatwo się do tego przyznać. Teraz przychodziły te mniej pożądane skutki uboczne picia alkoholu. Prawdomówność. Coś, na co w tych naprawdę ciężkich tematach nie decydował się za często. Tym bardziej odkąd zdecydowała się wyjść za swojego męża. Cóż, już byłego męża. Wcześniej z tą prawdomównością nie było tak ciężko. On mówił prawdę, po prostu sposób, w jaki to mówił często mogła odczytać jako żart, a on po prostu nie wyprowadzał jej z błędu żeby nie komplikować jeszcze bardziej ich relacji. Dzisiaj natomiast złapała go w dość niefortunnym momencie. Przynajmniej dla niego.
-
Ouch. - tylko tyle mógł powiedzieć na jej cięty język -
W takim razie po co stawiałaś mi tego drinka? Skoro nie chciałaś ze mną rozmawiać. - przechylił lekko głowę patrząc na nią pytająco.
Jeśli on zdobywał się na szczerość może i ona będzie w stanie? Nie rozumiał jej podejścia. Nie rozumiał tego, co robiła wcześniej ani teraz. A chciał zrozumieć. Chciał wiedzieć, co chodzi jej po głowie. Czym się kieruje. Przede wszystkim czego od niego do cholery oczekuje. Przeprosin? Czego innego mogła chcieć? Co więcej mógł dla niej zrobić?
Jej kolejne słowa natomiast zabolały. Nie próbował tego nawet ukryć. Nie powinno, a jednak bolało. Nie oczekiwał od niej niczego. Sam też wiedział, że nie ma za dużo do zaoferowania, ale usłyszeć to tak bezpośrednio? Z wyrzutem, z żalem? Bolało. Widział, że to nie wszystko, co chciała powiedzieć. Było coś jeszcze. Widział to w jej oczach. W tym jak stała. Jak na niego patrzyła. Zawsze był w stanie wyczytać z niej więcej niż chciała. Nie wiedział tylko czy na pewno chciał to robić tym razem.
-
Wyjechałem ponieważ mój projekt się skończył. Praca wzywała mnie gdzie indziej. - próbował wytłumaczyć, ale wiedział, że to nie jest cała prawda -
Nie wspierałem też twoich decyzji. Zwłaszcza jeśli chodziło o wybór partnera, ale wtedy uważałem, że dobry przyjaciel tak nie robi. Wspiera drugą osobę niezależnie od wszystkiego, a ja nie potrafiłem, więc nie byłem dobrym przyjacielem. - westchnął cicho zdając sobie sprawę, że jest jeszcze jeden szkopuł, którego jej nie mówi, ten gdzie po prostu ciężko patrzyło mu się na to jak wybiera kogoś innego zamiast niego, zawsze kogoś innego.
-
Nie byłaś jedną z tych studentek. Dopiero co Ci to powiedziałem. - pokręcił głową jakby go nie słuchała, albo po prostu nie do końca rozumiała.
-
Nie potrzebujesz nikogo do życia Mara. Wybierasz sobie osoby, które chcesz w nim mieć. To ich przywilej. Jeśli ja go nie mam... Po prostu naciśnij ten przycisk, a ja postaram się żebyś już mnie nigdy więcej nie zobaczyła. - powiedział starając się ukryć tę nutę smutku oraz pewnej urazy, jednak w tym wszystkim nie odrywając od niej swoich oczu.
Może to właśnie ona pomoże mu podjąć decyzję, co dalej. Jeśli naciśnie ten przycisk wszystko będzie dla niego jasne. Pora wyprowadzić się z Toronto. Zmniejszyć jakąkolwiek szansę na ich spotkania. Kto wie. Może w tym wszystkim ten wyjazd rzeczywiście poukłada mu w głowie.
Mara Lakefield