hajdy i rozmowy o biedakach
Dosłownie kilka rzeczy działa na Galena Wyatta, jak czerwona płachta na byka, i jedną z nich jest właśnie to, że ktoś mu mówi, co on ma robić. Bo on kurwa przecież wie. Przecież jest prezesem i to on tutaj wydaje polecenia, rozkazy, a nie ktoś jemu. Może dlatego on się zaraz tak spiął, zmrużył powieki i te niebieskie tęczówki wbił w Cherry, bo źle mu to zabrzmiało. A gdzie jakieś proszę, a gdzie czy mógłbyś? Tylko
nie odzywaj się do niej, rzucone jak jakiś zakaz, nakaz, po-le-ce-nie.
-
Bo co? - mruknął -
i co to w ogóle za... nie odzywaj się do niej - wywrócił oczami -
a jeśli się odezwę to co? Mam się nie odzywać, bo mi zabroniłaś Cherry? Nie możesz mi rozkazywać, bo nie jestem Twoim pracownikiem skarbie, ani nie wiem... Twoją, kurwa, zabawką - zdenerwowała go, tym razem ona jego, a nie on ją. Bo może i Galen kochał Cherry, no ale na pewno nie pozwoli jej sobą rządzić. Jakby inaczej to ubrała w słowa, to może by jeszcze ją zapewnił, że tego nie zrobi, a tak... Tak się tylko uniósł. I nawet to jej kolejne pytanie nie ostudziło emocji, nawet wypowiedziane tak cicho i niepewnie.
-
Tak - i tyle, nic więcej. Powiedział jej, że ma narzeczoną, chociaż Pilar to już wiedziała, ale tego postanowił Cherry nie tłumaczyć. Tak samo i tego, że wcale jakoś nie poczuł ulgi, a wręcz przeciwnie. Chociaż przecież postawił na szczerość.
Może dalej by się nakręcał, ale Galen to jednak potrafił w jednej chwili się zdenerwować, a w drugiej już nad sobą panować, bo to było coś, czego on się nauczył w Northexie, więc kiedy ten temat zszedł na konsole, to on tylko przewrócił ślepiami, tylko westchnął ciężko.
-
To co ja tam będę robił? - bo skoro nie mógł brać ze sobą konsoli. Tylko, że on tam wcale nie jechał sobie grać w gry, jakby miał pięć lat, tylko robić śledztwo, więc może jednak będzie miał co tam robić. Zresztą... oni z Cherry to zawsze mieli co robić. Kiedy ona powiedziała, że podsłuchują ich z jego telefonu, to Galen podniósł go do góry, na wysokość twarzy.
-
Co? Seks maraton cały weekend? Cudowny pomysł Cherry, wchodzę w to - powiedział głośno i wyraźnie, spojrzenie zawieszając na Charity, a potem się do niej uśmiechnął, oblizał wargi, bo to był też dobry pomysł, w to też Galen by wszedł bez zastanowienia. Schował telefon do kieszeni.
-
I myślisz, że znajdzie się ktoś, kto cały weekend będzie chciał słuchać jak krzyczysz moje imię? - zapytał i przysunął się do niej. Bo jednak Galena kręciła taka wizja, wizja jakiegoś szalonego weekendu, kiedy oni robiliby to na okrągło, w różnych pozycjach, na różne sposoby, a to jego imię padłoby tyle razy, że może wystarczyłoby mu to do końca życia. A jednak... Nie tym razem.
-
Ale jesteś... niegrzeczna Cherry - rzucił i znowu strzelił oczami, ale prawda jest taka, że Galena to by do czegoś takiego nie musiała długo przekonywać, namawiać. Wystarczyłoby mu, że robimy to i koniec, on by w to poszedł i nawet się nie zawahał. Ale on właściwie ze wszystkim tak miał. Zastanawiał się później, ślepo idąc we wszystko. Dusza odkrywcy, człowieka ciekawego świata. Jedziemy nad jezioro robić śledztwo, tyle wystarczyło, a on już wszystko planował. Maraton musiał poczekać.
Chociaż może mogliby to połączyć? Przyjemne z pożytecznym. Ale z drugiej strony co to by było za śledztwo, kiedy oni by nie wyszli w ogóle z tego domku? Bez sensu.
Kiedy powiedziała, że kupią telefony i karty, żeby nie mogli ich powiązać z nowym numerem, to Galen pokiwał energicznie głową, bo to był dobry pomysł. No i Galen lubił nowe telefony, jak dziecko, które dostaje taki nowy bajerancki gadżet. Tylko może do takich ciuchów z Wallmartu to on nie powinien kupować jakiegoś najlepszego, najbardziej wypasionego telefonu? Raczej coś tańszego? Z zamyślenia wyrwały go dopiero słowa Cherry, uniósł jedną brew.
-
Jakich najbliższych? Do Ciebie nie mogę pisać? - zapytał, bo przecież Galen to wcale nie miał bliskich. Miał tylko Cherry. Może ze dwoje przyjaciół, do których jednak wcale tak często nie pisał. Dla niego to nie był żaden problem. Tak samo oddelegowanie na weekend tych firmowych rzeczy, to też nie było wyzwaniem, w końcu często to robił. Kiedyś. Jak jeszcze był imprezową wersją siebie.
Taką wersją, która często się droczy, tak więc teraz, kiedy Cherry mu to wypomniała, to przewrócił ślepiami.
-
To nawet droczyć mi się nie można? - zapytał, a potem się pochylił do niej, żeby palcem dźgnąć ją w czoło, ale później przejechał nim niżej po jej nosie -
lubię jak się złościsz i wyskakuje ci tu taka żyłka, a potem marszczysz nos - bo Galen rzeczywiście to lubił. On w ogóle lubił emocje, jakieś takie gadanie, które potrafiło je wzbudzić. Tylko że z Cherry, to najczęściej kończyło się dramatem życia, a to już było trochę za dużo. Zdecydowanie wolałby się z nią podrażnić, tak jak teraz. Nawet tego kuksańca przyjął z jakimś takim ciężkim westchnieniem, ale też uśmiechem.
Tak samo uśmiechnął się na jej kolejne słowa i nawet sięgnął do jej policzka, żeby zgarnąć z niego jakiś niesforny kosmyk, założyć go jej za ucho.
-
Bezludne wyspy mają to do siebie, że nie ma tam tubylców... Ani ludzi wcale, Cherry - powiedział i pokazał jej czubek języka, bo on jak chciał, to też potrafił łapać za słówka. To też był w tym całkiem niezły.
Nie myślał jednak o tym za długo, bo wtedy Cherry powiedziała, że jedyne o czym myślałyby kobiety, to jego klata i niebieskie oczy. I Galen już się wcale nie zastanawiał nad tym, czy na bezludnej wyspie były by jakieś kobiety, bo jego wyobraźnia podpowiadała, że by były, dużo i wszystkie zakochane w jego oczach o tej barwie oceanu. Aż przeczesał palcami te swoje miękkie włosy odgarniając je do tyłu. No przecież Galen zdawał sobie sprawę z tego jak wyglądał i często to wykorzystywał, ale jednak kiedy Cherry mu tak słodziła, to miło to połechtało jego ego, aż spojrzał znowu na nią tymi swoimi niebieskimi oczami, a jeden kącik jego ust uniósł się do góry, kiedy tak się do niej przysuwał, znowu. Coraz bliżej.
Jak tak dalej pójdzie, to oni rzeczywiście zamiast planować ten wyjazd to zaczną jakiś maraton.
-
Stanik z kokosów? - powtórzył po niej i odruchowo spuścił wzrok na jej biust, przechylił na bok głowę -
też dobrze, ale jednak... jeden, mały figowy listek bardziej działa na moją wyobraźnię - tylko ciekawe gdzie ten listek Galen sobie wyobrażał. Na pewno w jakimś newralgicznym punkcie. Na czole może? Na tej jego ulubionej żyłce?
I kiedy ona tak pytała zirytowana, czy jadą, czy nie, to znowu Galen przyglądał się jej badawczo, jakby szukał tej żyłki na jej czole, ale jej nie było. Jeszcze.
-
No jedziemy - powiedział w końcu, bo jednak on był tego pewny, może to nie będzie jakaś wycieczka marzeń. Jakaś podróż życia... Chociaż, to akurat nie wiadomo, bo miała to byś jednak ważna wyprawa. Coś takiego, co może zaważyć na jego być, albo nie być. Bo przecież tam się okaże, czy to jednak możliwe, czy to mogła być Morgan?
I kiedy on tak o tym rozmyślał, rozważał, czy to mogła być ona, czy nie, to Cherry jednak musiała poruszyć ten temat samochodów. Oczywiście, że Galen znał to spojrzenie, i te ręce skrzyżowane na piersi, doskonale to znał, tak jak tę żyłkę na czole. W sumie nie byli ze sobą jakoś długo, a jednak już zdążyli się o sobie tyle dowiedzieć, tyle nauczyć.
-
Ja lubię samochody Cherry, tak jak Ty lubisz buty - wywrócił oczami, chociaż może też było trochę prawdy w tym, co powiedziała. Trudniej było go namierzyć, kiedy on się woził co weekend innym autem... Mógł też tak zmieniać hotele, to by był nienamierzalny. A on zawsze te panienki zabierał do swojego apartamentu, głupiutki Galen.
I z tym porównaniem jej do matki, też od razu poczuł, że strzelił sobie w kolano. A potem poczuł pod żebrami jej łokieć, aż stęknął.
-
No... - zaczął i chciał powiedzieć, że jego matka też ma takie teksty i poglądy, ale wtedy dostał jeszcze raz w śledzionę i wypuścił powietrze z płuc ze świstem -
już zawsze będziesz nazywać moją matkę wywłoką? Co to w ogóle znaczy Cherry? - zapytał w końcu, bo przecież Galen to jednak dość długo w ogóle nie przeklinał, wychodził z założenia, że pochodzi ze zbyt dobrego domu, żeby używać takich słów. A jednak teraz czasem wyrwało mu się to soczyste kurwa. Zmarszczył brwi na jej kolejne słowa.
-
I co to znaczy, że prowadzisz bardzo higieniczny tryb życia? - dopytał, bo Galen chyba prowadził kiedyś bardzo mało higieniczny... Z tymi panienkami, z którymi zabawiał się na każdym jednym blacie swojego apartamentu, a potem na przykład w tym samym miejscu robił sobie kanapkę. Chociaż Galen rzadko jadł kanapki. No i Lucita jak wpadała do niego do mieszkania, to w pierwszej kolejności dezynfekowała blaty. Więc może jednak też bardzo higieniczny tryb życia prowadził?
Zanim jednak zapytał Cherry, czy tak, czy nie, czy prowadził też ten higieniczny tryb życia, to ona już pytała o ten dres i te auta.
-
A jakimi samochodami jeżdżą Twoi pracownicy? Byłaś kiedyś na parkingu? - zapytał, ale przecież wiedział, że nie, bo pewnie jej tak samo, jak jemu podstawiali samochód prosto pod drzwi wejściowe. No ale Galen był, bo kiedyś odprowadzał do auta Meenę i ona jeździła właśnie takim samochodem, który mógł kosztować tyle co dresy Cherry. Już miał powiedzieć, żeby sobie kiedyś poszła zobaczyć, ale znowu zmiana tematu, a on znowu dostał łokciem w bok. Skrzywił się.
-
Zrobisz mi siniaki Cherry, jak się chcesz pobawić w jakieś zapasy, to możemy od razu iść do łóżka - stwierdził zaczepnie, ale wtedy ona powiedziała, że już lepiej, żeby ona pojechała sama, a Galen aż parsknął -
już to widzę. Benteleyem w dresie za kilka tysięcy, kurwa... Pomyśleliby, że Jennifer Lopez zgubiła się podczas jakiejś trasy koncertowej i robiliby sobie z Toba zdjęcia - wywrócił oczami. I tyle by się dowiedziała. Nic. Kiedy tak zaczęła, że ten Dodge jest ładny, to Galen uniósł brew, bo on sobie pewnie wyobrażał takiego bardziej w stylu Ala Bundy'ego, jakiś Dodge Plymouth Duster, a Charity to na pewno Challengera, chociaż w tym drugim wyglądali by trochę... jakoś klasycznie?
Aż się zamyślił i dopiero kolejne słowa Cherry sprowadziły go na ziemie.
-
Tylko seks Ci w głowie Cherry - powiedział to Galen Wyatt. Który na pewno miał w głowie też inne rzeczy, ale prawda jest taka, że dzisiaj miał. A Charity to już chyba miała tylko jego klatę i te niebieskie oczy.
-
Bo już widzę jakbym wlazł Ci do łóżka brudny... Przecież byś mnie wywaliła, jak Tobie kubek w zlewie przeszkadza - znowu strzelił oczami, bo już też zdążył poznać Cherry od tej strony, tej pedantycznej, przez którą musiał chować kubki od razu do zmywarki i wieszać marynarkę na wieszak, a nie na krzesło. Nie wierzył w to, że pozwoliłaby mu się ubrudzić, pewnie chodziłaby za nim na takim festiwalu z nawilżanymi chusteczkami, żeby był czysty. Kiedy powiedziała o tym festiwalu, to spojrzał jej wyzywająco w oczy.
-
Dobra, jedźmy, lubię festiwale, na jakiegoś Burning Mana, od razu skoczymy do Vegas - teraz to jemu oczy aż zabłyszczały, bo to by było chyba za piękne. Galen może i był przyzwyczajony do tych swoich koszul od Armaniego, ale on lubił czasem dać się ponieść i takie imprezy mu to dawały. Jak ten festiwal karaibski, kiedy on się tam bawił przebrany za banana, było wspaniale.
Na ten kurs bycia zwykłym człowiekiem, to aż parsknął śmiechem. Trochę trwało zanim się uspokoił przykładając dłoń do ust, tak dość kulturalnie.
-
Kurs bycia zwykłym człowiekiem? - powtórzył, ale to zaowocowało tylko tym, że znowu parsknął śmiechem. Czy w ogóle robili takie kursy? Galenowi i Cherry mógłby się przydać. Tak jak Cindy kurs obsługi kawiarki.
Może się wszyscy razem gdzieś zapiszą, do jakiejś wyimaginowanej szkoły absurdu?
-
A to my nie jesteśmy zwyczajni? - zapytał, chociaż to też brzmiało absurdalnie, jak oni zwyczajni? Kiedy oni, jakby ich teraz wziąć i sprzedać, to można by pewnie zarobić na jakiś domek na przedmieściach.
Albo domek w dziczy, taki jak właśnie rezerwował im Galen. Bez ogrzewania, bez pościeli, bez ręczników. Pełen... no luksusowo to tam wcale nie było.
A jednak Galen i tak był zadowolony, cieszył się jak dziecko, bo po pierwsze załatwił to wszystko sam, co w ogóle dla niego już było dość wyjątkowe. Bo zazwyczaj robiła to za niego sekretarka. A po drugie to jednak wycieczka. Zanim jeszcze wrócił do Cherry to przykleił na lodówce tę karteczkę z tymi ważnymi informacjami, pościel, ręczniki, palenie w kominku, brak śniadań. Trochę szyfr, ale chyba jednak to zrozumieją. Ruszył w stronę sypialni, a wtedy Charity zapytała, czy mogą wrócić do tych ważniejszych rzeczy. Tylko Galen nie wiedział do końca, co teraz jest takie najważniejsze... Może jednak te ręczniki?
Chociaż kiedy już znalazł się obok Cherry, kiedy położył ją na pościeli, kiedy się nad nią pochylił i zaciągnął bajecznym zapachem jej mocnych perfum, to od razu poczuł, jakie to są rzeczy. Poczuł biegnący po plecach przyjemny dreszcz, kiedy tak pochylał się do jej szyi. Kiedy muskał jej delikatną, gładką skórę ciepłymi wargami. Wsunął ręce pod materiał jej sukienki, zacisnął palce na udzie i tym razem pochylił się do jej ucha... i zapytał o tą pościel i ręczniki. Tylko, że Cherry zamiast mu odpowiedzieć, to jakoś się jakby obraziła, podparł się na ręce i spojrzał na nią, te niebieskie tęczówki wbijając w jej ciemne oczy.
-
Cherry to jest bardzo ważna kwestia, bo musimy zrobić listę zakupów zanim pojedziemy do Wallmartu - stwierdził poważnie, ale Charity już zdejmowała z niego koszulę, a to sprawiało, że Galen coraz bardziej się w ogóle nie mógł skupić na czymś innym, niż na niej. A zwłaszcza kiedy jej ciepłe, pełne usta wylądowały na jego szyi...
Chociaż na te śpiwory dla dwóch osób uniósł jedną brew.
-
Jest coś takiego? - zapytał i już chciał wstać, żeby to wygooglować, ale Cherry powiedziała, żeby zajął się nią. No i Galen się zawiesił, ze spojrzeniem utkwionym w jej twarzy. Chociaż ona już zaraz znowu całowała jego szyję i szczypała skórę zębami, co go kręciło. Chociaż jeszcze chwilę walczył ze sobą, czy jednak zająć się tym wyjazdem, czy nią. To w końcu to błagalne
proszę Galen wygrało.
-
Ale mnie... nakręciłaś - powiedział i już dłużej nie czekał. Chociaż jeszcze w głowie pojawiła się taka myśl, że może mogliby zamówić zestaw jakiegoś podróżnika i tam by było wszystko, łącznie z tymi ręcznikami w tabletkach, które zalewa się wodą. Galen widział takie rzeczy, kiedy oglądał survivalowe filmiki, a czasem oglądał.
Ale to była jedna tak myśl, która już jednak nie opuściła jego ust, bo te zaraz znalazły ciepłe, pełne wargi Cherry.
-
Skoro tak ładnie prosisz... - mruknął prosto w jej rozchylone zmysłowo wargi, a później połączył je w pocałunku, mocnym, pewnym, zachłannym -
lubię... kiedy... mnie... prosisz - powiedział, miedzy kolejnymi pocałunkami patrząc jej w oczy, te piękne, brązowe, w których widział już ten specyficzny błysk. Jego dłoń bezczelnie wdarła się pod materiał jej sukienki, przejechał nią wyżej, marszcząc go na jej udach. Zahaczył palcami o koronkę jej majtek. Ale ich nie ściągnął, bo się jeszcze z nią droczył, kiedy kładł ją na tym materacu i kiedy rozpinał guziki jej sukienki, jeden po drugim, sprawnie, jedną ręką. Szybko się z tym uporał i szybko ją z niej ściągnął. Podparł się na rękach i kolanach, żeby pocałunkami zjechać niżej, po jej szyi, po obojczyku, dekolcie i na biust, którego jednak jeszcze nie oswobodził z tej cienkiej koronki, bo Galen to jednak lubił taką zmysłową bieliznę. Jego usta musnęły rozgrzaną skórę na jej brzuchu, a potem niżej, w okolicach pępka, i jeszcze niżej. Szarpnął zębami za koronkę, ale wciąż jej nie zdjął. Przejechał językiem, po tym punkcie, w którym ona chciała go teraz najbardziej...
I wtedy coś mu przyszło do głowy, podniósł ją żeby na nią spojrzeć.
-
Ciekawe czy w Wallmarcie znajdziesz taką bieliznę? - rzucił, a widząc minę Cherry, to tym razem zaczepił palcami o koronkowe majtki i ściągnął je z niej energicznym ruchem. Rozchylił jej uda robiąc sobie między nimi miejsce. Pochylił się, a jego ciepłe wargi najpierw musnęły rozgrzaną skórę na jednym jej udzie, później na drugim, coraz wyżej. Przesunął palcami po jej biodrze, żeby zacisnąć je na pośladku, żeby sobie ją podsunąć jeszcze bliżej. Czuł w każdym jej rozedrganym mięśniu, jak ona już bardzo go pragnęła, i z taką premedytacją się z nią droczył. W końcu jednak oparł sobie jej udo na ramieniu, tak, że kiedy się nad nią pochylił, to ona dała mu do siebie lepszy dostęp i złożył mokry pocałunek, tam, gdzie tego chciała.
Cherry Marshall