To jest bardzo ciekawa sprawa, czy większą ochotę miał się na Pilar rzucić ten
biedny Madox, czy ona na niego?
To chyba też było jakieś
niezmierzalne, chociaż w oczach Noriegi, to widać było ogień i on już nawet wyjmował te ręce z kieszeni, ale na całe szczęście ta piosenka się skończyła.
Tylko, że zaraz jednak się okazało, że to nie jest koniec zabawy, bo to ma trwać, składać się z wielu konkurencji i w ogóle zrobili sobie z tego jakiś triatlon. Bo te tańce to miał być początek. O ile Madox lubił się bawić, lubił tańczyć, to tutaj jakoś wcale nie odczuwał żadnej przyjemności, bo był niecierpliwy. I kiedy Pilar tak go kusiła, to jego aż w środku skręcało, do tego stopnia, że jak dostał ten balon, to tak go ścisnął, nieumyślnie jakoś, że on pękł z hukiem.
-
Jakiś trefny balon dostałem - poskarżył się i dostał nowy. Czerwony.
Nawet ładnie by im pasował, tylko, że ten też poleciał sobie gdzieś tam hen, kiedy Madox go kopnął. Nie to, że specjalnie, on mu spadł na nogę i zrobił to odruchowo.
Bo on już się nie chciał bawić. No i tutaj wracamy do tego, że jak Madox coś chce, to zawsze jest na odwrót, bo Pilar jednak chciała. I chociaż on w pierwszej chwili spojrzał na nią z wyrzutem, to później już wywrócił oczami.
-
Jeśli nie, to symuluje udar - rzucił na te jej słowa, że
może jak wygrają, to Marie da im chwilę spokoju. Była to jakaś motywacja, trzeba przyznać, ale chyba jednak większa to była oglądanie takiej zawziętej Pilar.
Madox trochę już wiedział o tym, że była uparta, lubiła drążyć, ale jeszcze nie miał okazji jej oglądać z takim duchem rywalizacji wymalowanym na twarzy. A musiał przyznać, że nawet mu się to podobało. On też lubił być najlepszy, chociaż tutaj nie miał akurat takiego parcia. Jutro i tak nikt o tym nie będzie pamiętał. A jednak kiedy ona powiedziała, że
muszą mieć ten punkt, chociaż nawet nie wiedział, co on daje, a później dała mu ten trzeci balon, różowy, to wywrócił oczami, ale się zgodził.
-
Dobra, skopiemy ci dupę Juan - rzucił, no bo jednak to też jakaś tam motywacja była, żeby temu kuzynowi skopać tyłek i ten cwaniacki uśmiech zniknął z jego twarzy. Zwłaszcza, że on teraz tak Pilar pożerał wzrokiem, a Madox tylko uśmiechnął się do Carmen i puścił do niej oczko, ale to dlatego, że ją znał z teatru. Chociaż nie widzieli się dziesięć lat, ale w zasadzie... on z wieloma osobami tutaj nie widział się dziesięć lat, a rozmawiał z nimi jakby ostatni raz widzieli się wczoraj. Taki chyba już tutaj mieli klimat, więc kiedy Madox został z tą Carmen, to chociaż westchnął jakoś ciężko zerkając za Pilar, to potem uśmiechnął się do niej i nawet zamienił z nią dwa słowa. Tylko, że zanim oni się na dobre rozgadali, to Carmen już wypinała w jego kierunku tyłek. Wiadomo, że Madox wolałby, żeby to był ten Pilar, który tak idealnie pasował do jego dłoni, aż jeszcze raz spojrzał w jej kierunku i posłał jakieś mordercze spojrzenie Juanowi, a potem wcisnął miedzy siebie i Carmen ten balon. Oparł dłonie miękko na jej biodrach, ale minę miał krzywą i Carmen to chyba zauważyła, bo powiedziała do niego coś cicho, a Madox strzelił tylko oczami, ale nic nie odpowiedział. I później kiedy Carmen zaczęła się bez ostrzeżenia pochylać do przodu, to ten balon prawie im upadł... Tylko, że Madox zareagował wypychając kolano do przodu, a później to trochę szarpnął do siebie Carmen, żeby jednak ten balon znowu wylądował między nimi jakoś tak stabilnie. Coś tam jej mruknął, że powinna go uprzedzić, a Carmen się zaśmiała i posłała mu przepraszające spojrzenie.
Tylko, że to jego to już był utkwione w Pilar, a potem nawet wymownie w Juanie, aż Madox pokręcił głową. Ale jednak coś tam wyczytał z jej ust, ale zamiast jej odpowiedzieć coś równie romantycznego, to on ułożył na ustach.
-
Musimy mieć ten punkt - i to były jej słowa, bo jakby nie musieli, to teraz mógłby jej chociaż dotknąć, a tak, to przesunął dłońmi po biodrach Carmen, jakoś zacisnął palce mocniej niż powinien, za co zaraz ją przeprosił, ale Carmen była w porządku i bardzo ładnie prowadziła ten balon, kiedy Madox musiał podnieść ręce, i oparł je sobie na karku, no bo nie za bardzo wiedział gdzie ma je oprzeć. Dopiero kiedy Carmen się o niego oparła, to ręce ułożył na jej brzuchu, a właściwie to ona sama je tam przesunęła i wtedy też coś powiedziała Madoxowi do ucha, aż zaśmiał się głośno, ale Carmen też to skwitowała śmiechem. A kiedy ta muzyka dobiegła końca, to nawet Madox chciał też ładnie podziękować Carmen, tylko, że Pilar już go ciągnęła za koszulę do siebie, a on chyba rzeczywiście czuł, że tam jest jego miejsce i tylko posłał Carmen jakieś ostatnie przelotne spojrzenie, a później to już zacisnął palce na pośladku Stewart, żeby ją przyciągnąć do siebie, bo on przecież tylko ją chciał mieć tak blisko.
-
Moje a nie Juana? - mruknął i chciał ją pocałować, ale wujek Emanuel już zbierał balony... Tylko Madox go nie miał, więc obejrzał się jeszcze na Carmen, a że się okazało, że ona miała z Juanem dwa, to jednego odbiła do nich, ale Madox go nie złapał tylko odbił głową i ten balon sobie gdzieś tam poleciał. Wujek machnął na to ręką, bo już im dawał jakiś kawałek sznurka i Madox zerknął najpierw na niego, a później na Pilar.
-
Tym to mogłabyś związać Dolores i może by się nie oswobodziła - stwierdził, a na słowa Pilar pochylił się w jej kierunku, żeby rzucić jej do ucha -
ale spróbuj, jak się nie wyswobodzę... To później będziesz mogła zrobić ze mną co chcesz, ale jak się uwolnię, to odwracamy role - jeszcze szczypnął zębami delikatnie płatek jej ucha. Madox najpierw się nie chciał bawić, a teraz podbijał stawkę, wiadomo, cały on.
Tylko, że kiedy Pilar go tak związała, szczelnie i mocno, a on poruszył rękami, to trochę już nie był taki pewny, czy ten węzeł uda mu się tak łatwo rozsupłać. Ciężko, mógł chyba jedynie liczyć na to, że te sznurki to jakieś znoszone sznurówki i po prostu je rozerwie.
I kiedy ona tak powiedziała, że
to chyba będzie jej ulubiona konkurencje, to Madox aż przełknął głośno ślinę. Bo może mógł się nie odzywać? Może jego nie będzie ulubiona?
Wbił te ciemne tęczówki w piękne, brązowe oczy Pilar i kiedy ona oparła dłonie na jego klacie, która teraz unosiła się już w tym niespokojnym rytmie, to Madox pochylił się do niej, jakby chciał ją pocałować, tylko ona w porę się odsunęła, a potem już sunęła opuszkami niżej zahaczając o te złote łańcuszki. I kiedy jej dłonie wylądowały na jego pasku, kiedy go tak szarpnęła do siebie, to on cały czas tam z tyłu rozpracowywał ten węzeł. Cały czas patrzył jej głęboko w oczy. A kiedy tak go przyciągnęła do siebie za tyłek, że na nią wpadł z impetem, to musiał naprawdę się trochę spiąć, żeby jej nie złapać w jakimś odruchu, ale na szczęście ona złapała się jego.
Przymknął na moment powieki, kiedy zbliżyła twarz do jego ucha, znowu ciężkie westchnienie wyrwało mu się z płuc, przez nos.
-
Pilar... - zaczął, ale nie skończył bo odchylił na bok głowę, gdy te jej ciepłe wargi wylądowały na jego szyi, gdy szczypała skórę zębami, a zaraz kontrowała to uczucie pocałunkiem. Dopiero kiedy zapytała o to
jak bardzo chciałbyś teraz uwolnić ręce, to schylił głowę, żeby jego usta znalazły się gdzieś na wysokości jej ucha.
-
Już je uwolniłem... - mruknął. Tylko, że teraz to naprawdę musiał zawalczyć ze sobą i popracować nad silną wolą, kiedy poczuł jej dotyk na swoim przyrodzeniu, które w sekundzie zareagowało pod jej dotykiem. I Madox też chciał zareagować i ją chwycić, a najlepiej to ją stąd wyciągnąć, zniknąć z nią gdzieś, ale się powstrzymał, chociaż na to jej jęknięcie, przeszedł mu po plecach ten przyjemny dreszcz.
Muzyka przestała grać, a on wbił te ciemne tęczówki w jej oczy, a później podął jej ten sznurek, który sam sobie rozwiązał.
-
Madox wygrał - powiedział powoli, przysuwając się do niej jeszcze bliżej, tak, że teraz to mogła już go poczuć na sobie, to jak bardzo go rozpaliła.
Tylko, że wtedy ktoś tam podłapał i powiedział, że Madox jeszcze nie wygrał, bo na parkiecie zostały jeszcze dosłownie trzy pary. Oni, Marie i Ticiano i jeszcze jakaś kuzynka Madoxa ze swoim chłopakiem. Juan odpadł. I bardzo dobrze.
Emanuel powiedział, że teraz już finał i to taniec, w którym jedno z nich musi zaufać drugiemu, bo zrobi się ciemno! Tylko, że wcale nie gaszą świateł, a każda z par dostała na oczy opaskę, Pilar i Madox oczywiście czerwoną, ale jedną. Bo okazało się, że tylko jedna osoba z pary ma mieć zawiązane oczy, a ta druga musi ją poprowadzić. No i Madox oczywiście chciał zawiązać oczy Pilar, już jej tę opaską zarzucił na szyję, ale wuj Emanuel uznał, że to jednak mężczyzna ma mieć zawiązane oczy.
Najpierw ręce, teraz oczy... Co jeszcze?
Madox już chciał coś powiedzieć, otworzył usta i miał rzucić coś zaczepnego, ale w końcu wzruszył ramionami.
-
Dobra, ufam ci Pilar - stwierdził i zdjął tą opaskę z jej szyi jednym pociągnięciem, tak że ten gładki materiał prześlizgnął się po jej skórze, nawet odwrócił się do niej tyłem, żeby jednak to ona zawiązała mu to na oczach.
Pilar Stewart