Czuła, w swej spazmującej ekstazie, jak jej partner przeszedł do mocniejszej ofensywy, niedługo później samemu stając się tak samo bezbronnym, jak i ona. Przynajmniej na te kilka, stanowczo zbyt krótkich, ale zdecydowanie błogich chwil. Czuła też jego mocniejszy ucisk na swoim własnym ciele, ale w tej chwili nie miało to większego znaczenia. Wynagradzał jej to widok spełnionego chłopaka, chociaż ciężko było mówić o jakiejkolwiek jej zasłudze – przecież nie zrobiła absolutnie nic, a w pełni mu się podporządkowała i sama wymagała kierowania sobą.
Wymagała od siebie dużo, nierzadko zbyt wiele jak na swój własny poziom doświadczenia lub jego brak, ale taka była już od początku. Zachwiana i oczekująca po sobie perfekcji we wszystkim.
Poczuła, jak rozluźnia on swój chwyt na jej ciele i pozwala jej swobodnie zalec na kanapie. Przesunęła się tylko tak, by mogła wygodniej leżeć, choć ciężko było mówić o wygodzie, kiedy tysiąc myśli tak nagle uderzyło do jej głowy. Wcześniej przytłumiona podnieceniem samoświadomość powróciła. Czysta i upierdliwie wyczuwalna.
W odpowiedzi na jego pytanie jedynie kiwnęła głową, czując, że nie byłaby w stanie wypowiedzieć nic na głos.
Być może powinna była powiedzieć coś więcej. Szkopuł jednak tkwił w tym, że prócz ściśniętego gardła, nie miała nawet pojęcia, co jeszcze mogłaby dodać. Kiedy spadła na nią rzeczywistość, czuła się, mimo wcześniejszych doznań, nieswojo.
Obserwowała go w ciszy, kiedy kierował się do śmietnika, dopiero zaczynając odczuwać, jak realne to wszystko było i jak realna była jej decyzja, którą podjęła. Nie żałowała jej, to na pewno. Ale wszystko było nowe, a ona wcale nie przeszła wielkiej przemiany, gdzie wyzbyłaby się całkowicie wstydu. Jej własna nagość, ten chłód odczuwalny na skórze, wciąż ją krępowały. Teraz, po wszystkim, znacznie bardziej.
Pozwoliła się objąć bez żadnego sprzeciwu.
Poczuła jego wargi na czubku swojej głowy. Ten drobny gest był dla niej ważny, bo taka właśnie niewielka czułość pozwalała jej myśleć, że podjęła słuszną i przede wszystkim – dobrą – decyzję. Że naprawdę nie chodziło tylko o to, aby oddać mu swoje ciało i na tym koniec.
— Dziękuję. — Krótko, z drobnym, choć niewymuszonym uśmiechem. Takim, który był naturalny, a jednak nie rozbawiony. A na pewno zmieszany, co zdradzało ją z pewnością bardziej, niż planowała. Zdała sobie chyba z tego sprawę, dlatego podjęła: — Ale chciałabym wziąć prysznic. — Dlatego, że się lepiła od mieszaniny jej potu, ale także dlatego, że wciąż miała realne i wyraźne znaki defloracji na sobie. To był też sposób na ucieczkę. Na chwilę dla siebie, żeby mogła w spokoju przeprocesować to, co w niej zaszło i wciąż zachodziło.
Aby możliwe przestała czuć się tak obco we własnym ciele.
Wyślizgnęła się z jego objęć, bardzo delikatnie, ale bez nagłości. Nie chciała, aby pomyślał, że próbuje od niego zwyczajnie uciec. To byłoby wyjątkowo niezręczne, nawet jeśli w pewnym sensie tak było – chodziło o to, by mogła chwilę pobyć sama ze swoimi myślami. I przestać być kompletnie nagą w jego obecności.
Nawet jeśli byli razem, nawet jeśli już
to zrobili, to wciąż mogła się wstydzić, gdy było już po fakcie.
Ulotniła się, w nadziei, że nie padnie więcej pytań, zanim sama sobie tego wszystkiego nie uporządkuje. Nie oswoi się z samą sobą, z tą zmianą.
Ale nie przedłużała swojej kąpieli niepotrzebne. Zmyła z siebie wszystkie ślady, jakie tylko mogła, a potem wyszła z kabiny, by wciągnąć na siebie nowe ubranie. Już tylko spojrzenie w lustrze na samą siebie i ciche westchnienie dzieliło ją od wyjścia z łazienki. Oddech, który miał przywrócić ją do normalności. Do rzeczywistości, którą sama, świadomie przyjęła.
Ktoś mógłby powiedzieć, że dramatyzuje, ale przecież była tak młodą dziewczyną. I dla niej było to jednak wielkie przeżycie. Mało filmowe, ale w pełni szczere i takie, którego nie żałowała, gdyby ją o to spytać. Ale jednocześnie takie, które wymagało od niej czasu. To była jednak zmiana.
Gdy opuściła łazienkę, dotarło do niej, że nie do końca wiedziała, jak powinna się teraz zachować.
Normalnie wydawało się być logiczną odpowiedzią, ale teraz nic nie wydawało się normalne. I musiała sama stwierdzić, co faktycznie było.
Wróciła do salonu, który najpewniej przestał już wyglądać jak scena
zbrodni i dotarła do Huntera (pal sześć czy ubranego lub nie), by bez słowa wcisnąć mu się na kolana i wtulić, trącając nosem jego szyję.
Hunter Jang