Taki właśnie był Madox, wiecznie w biegu, wiecznie w pędzie, w jakiejś pogoni za
czymś, chociaż on czasami sam nie wiedział co to takiego było. I kiedy Lynne mu mówiła, żeby się zatrzymał, to on tylko strzelał oczami. Tak jak teraz to zrobił, kiedy powiedziała, że to słowo jest dla niej dziwne.
-
Normalni ludzie go nie używają... pani doktor - mruknął, a te jego ciemne oczy znowu odszukały tych jej obłędnie niebieskich -
no chyba, że... - zamyślił się na moment opierając palec na wardze, jakby rzeczywiście się tak zastanawiał. Ale przecież Madox tak rzadko się zastanawiał nad tym co mówił. On po prostu gadał. Czasami za dużo.
-
Chciałbym Cię poczuć w każdej mojej żywej tkance?... Czy to brzmi źle? - zapytał i przechylił na bok głowę, może lepiej by to brzmiało po hiszpańsku, albo po francusku, już nawet miał o to pytać, ale wtedy ona powiedziała to
tissu, a jeden kącik jego ust uniósł się do góry. Ładnie to brzmiało, chociaż z jej ust, po francusku, wszystko jakoś ładnie mu brzmiało. Kiedyś. Bo teraz trochę strasznie, zwłaszcza te badania.
-
Za bardzo się Pani poświęca dla swoich pacjentów doktor Lennox - znowu pochylił się do przodu na tym niewygodnym krzesełku. Bo Madox nie umiał usiedzieć w miejscu, i nie umiał też trzymać języka za zębami, a czasem przecież powinien. Tylko, że kiedy ona mu tak pozwalała gadać, pozwalała mu na te słowne zaczepki, to jak on się miał powstrzymywać?
On mógłby tak całą noc. Kilka innych rzeczy też by mógł całą noc.
Kiedy blondynka zmarszczyła brwi słuchając tej jego opowieści, to on jakoś odruchowo te swoje spojrzenie na nie przeniósł, na te jej ściągnięte brwi. Bo Madox lubił emocje, a teraz widział je na jej twarzy.
-
Wyglądasz bardzo profesjonalnie taka skupiona - wtrącił, ale już za chwilę to on się starał skupić na tych jej kolejnych pytaniach. Znowu lądując plecami na oparciu, założył nogę na nogę, a ręce skrzyżował na piersi tak, że te jego tatuaże na ramionach napięły się.
-
Trzy dni temu. Ale to było w Kolumbii, byłem w szpitalu, ale byłem świadkiem na weselu, nie mogłem tam siedzieć Lynne. Dali mi jakąś kroplówkę i wysłali do domu - wyjaśnił powoli ze spojrzeniem utkwionym gdzieś w suficie, jakby było tam coś ciekawego, a tak naprawdę chodziła tam tylko jakaś leniwa mucha. Dopiero po chwili jego wzrok zjechał znowu na nią, znowu na te niebieskie, zjawiskowe oczy.
-
Rezonans? - powtórzył po niej -
brzmi jak coś, co trwa dłu-go - mruknął. Madox był trochę
bardzo nieodpowiedzialny, jeśli chodzi o szpitale. Przychodził tutaj, a potem znikał, kiedy okazywało się, że to wszystko ma potrwać dłużej niż sobie założył. I dzisiaj też już tak to trwało. I jakby to był jakiś inny lekarz, to on by już przecież wychodził. Ale do Lynne miał
słabość, zaufanie, więc mimo wszystko nie ruszył się z miejsca.
-
Nie straciłem... - zaczął, ale przez jego twarz przeszedł jakiś cień, bo nie był tego tak do końca pewny -
nie wiem, a to takie ważne? - najwidoczniej było, skoro o to pytała. Chociaż dla Madoxa nie było wcale, bo on się otrzepał i poszedł dalej bawić, kiedy mdłości już ustały. I to jak bawić... Tak, że jakby to opowiedział Lynne, to po pierwsze by się zarumieniła, a po drugie to stwierdziła, że jest nienormalny. Chociaż to może stwierdziła już dawno.
Aż jego płuca opuściło ciężkie westchnienie, kiedy znowu pomyślał o tym Medellin, dzikim. A myśli znowu wracały do tej dzikiej dziewczyny w czerwonej sukience.
-
Osły to są bardzo mądre zwierzęta - stwierdził z powagą, a później wypuścił mocno powietrze z płuc. Nie raz już dostał w łeb. A jednak jeszcze nigdy tak długo nie utrzymywał się ten ból głowy. Chociaż on sobie wciąż powtarzał, że to może stres. Wrócił bardzo zestresowany, bo wciąż myślami wracał do pewnej brunetki, a jeszcze na dokładkę dowalili mu w Emptiness. Bo przecież pod jego nieobecność nie mogło być spokojnie. To by się nie liczyło.
Kiedy tak wstała i podeszła do niego, to Madox podążył za nią spojrzeniem, a nawet odchylił do tyłu głowę, żeby na nią spojrzeć z tego swojego krzesełka. I kiedy tak rzuciła to
wstań, to on się trochę ociągał, ale w końcu to zrobił, poszedł za nią za parawan i uniósł zaczepnie jedną brew i już miał się znowu odezwać, rzucić coś, że specjalnie go tutaj zaprowadziła, żeby mieli odrobinę prywatności, ale tym razem ugryzł się w język. Bo może jednak trzeba było do tego podejść trochę poważniej?
Wypuścił z płuc powietrze nosem i mogła to poczuć na tej swojej ręce zaciśniętej na jego ramieniu, ten ciepły oddech. Nie powiedział jednak nic. Bo może rzeczywiście powinien się upewnić, że jednak kiedy dostanie znowu tacą, mango, albo czymś tam, w głowę, to nie padnie. Nie chciał jeszcze się kończyć, chociaż nie za bardzo o to dbał.
-
Już widziałaś moją głowę... - mruknął, ale siedział grzecznie, jak na niego nawet bardzo. Dał sobie zmierzyć tętno i ciśnienie, a kiedy już wstała, żeby obejrzeć tę jego głowę, to pochylił ją do przodu. Oparł czoło o jej brzuch, miękko, ale mogła to poczuć. Ale zrobił to, żeby mogła sobie z powodzeniem obejrzeć tego guza, którego miał nabitego na potylicy. Powiedzmy.
Zaciągnął się w płuca znajomym zapachem jej perfum.
-
No i co będę musiał tutaj zostać? - zapytał, bo to jednak było najważniejsze pytanie. Chociaż chyba gdyby mu powiedziała, że musi, to by to zrobił. Może i Madox szybko wypisywał się ze szpitala, to jednak Lynne zawsze miała do niego jakieś takie dobre podejście, do wielu rzeczy go potrafiła przekonać. I teraz też tak dość przekonywująco oglądała tego guza na jego głowie, ukrytego między tymi ciemnymi, zmierzwionymi włosami.
Aislynne Lennox