Tak po prostu.
Nie oczekiwała wiele, a sama świadomość, że mogła na treningach nosić coś, co miałaby od niego, była wystarczająca. Mogła potraktować zwykłe, pięciopalczaste strzępki skrojonego materiału jako swój talizman. Sentymentalne odwołanie, które pozwalałoby myśleć, że ma jakąś część, która przypominałaby o jego obecności. Teraz miała naszyjnik, który od niego otrzymała, ale biżuterię i tak musiała zdejmować na treningach – czy to na lodzie, na siłowni czy w sali gimnastycznej.
Dlatego nie podsunęła mu innego pomysłu, a przypomnienie o tym, że to i tak będzie dla niej jako dodatek. Gratis, bez którego mogłaby się obejść, ale który zamierzała docenić, bo był od niego.
A on był
lepszy niż jakieś rękawiczki.
—
To prawda — przyznała żywo, ze skrzącym się, czułym rozbawieniem w spojrzeniu. Wiele cech, które miał i które czyniły go nim, a nie kawałkiem materiału, pozwalało mu zdetronizować w kategorii wspomnianą część ubioru. Tę i każdą inną.
Doceniała jednak, w tym wszystkim, tę ciepłą lekkość, z jaką to wszystko przyjmował. A była uważna, i teraz, jak i wcześniej, kiedy odpowiadała mu na pytania szerzej i głębiej, zahaczając o wartość tej relacji dla niej. On tego mógł nie wiedzieć, ale ona uważnie go obserwowała, próbując wyczuć jego nastrój i to, czy moment był odpowiedzi, a przede wszystkim – czy on byłby w stanie przyjąć tego typu rzeczy.
Już otworzyła usta, by mu potaknąć – owszem, to było jedyne, co chciała, jeśli już w ogóle
musiała coś chcieć – ale ubiegł ją, przedstawiając wierną imitację jej osoby. Przechyliła delikatnie głowę, w rozbawieniu, przyglądając mu się podczas tego krótkiego performensu, by następnie nawet zaklaskać mu dwa lub trzy razy.
Jedyne co by poprawiła, to sposób w jaki adresował sam siebie w roli Soojin. Bardzo, bardzo dawno temu przestała na niego mówić Hunter; ledwie dowiedziała się, jakie ma prawdziwe imię. Instynktownie wybierała właśnie je; nie dlatego, że do niego większość, jeśli nie wszyscy, mówili do niego Hunter, a ona miała potrzebę wyróżniania się na ich tle. Ale przez to, że to był jego rdzeń. Jak również przez to, że nigdy nie pouczył jej, że ma tak nie robić.
—
Wszystko, co potrzebuję, już mam — odpowiedziała.
Nie musiała mieć stu różnych par spodni i ocieplaczy na łyżwy; nie musiała mieć szafy pełnej polarowych koszulek z długim rękawem i bluz sportowych. Ale rękawiczki mogła zmienić – obecne i tak były już trochę wysłużone. Sukienki czekały na okazję, na sezon i turnieje
Ale przede wszystkim – wszystko, czego potrzebowała, miała – bo miała jego z powrotem. Miała też swobodę i możliwość poznawania świata. Więc, upraszczając – miała życie.
Umilkła, pogrążając się w zamyśleniu, wpatrując się gdzieś w przestrzeń w widocznej zadumie. Aż w końcu niespodziewanie przystanęła.
—
Hyunwoo-ya, jest w sumie jeszcze coś, co chciałam ci powiedzieć — odezwała się, gdy po cichym, głębokim oddechu, zdawała się przekonać samą siebie, by poruszyć temat. I kiedy już zwróciła na niego swoją uwagę, poczuła ciężar w żołądku; jak gdyby jednak pożałowała, że go zaczepiła.
Ale skoro powiedziała już A, to wypadałoby powiedzieć już B.
—
W zasadzie chciałam ci to powiedzieć już dawno temu, ale odkładałam to i odkładałam, bo trochę bałam się twojej reakcji. — Zasadniczo wciąż jej nie była pewna, ale nie tak dawno temu postanowiła, że wolałaby go dłużej nie oszukiwać i dać do zrozumienia, że stał jej się bardzo bliski. Obawiała się, że to może być za szybko, że uzna to jako nastoletnie hormony i emocje, przez co nie będzie to traktowane poważnie.
Zacisnęła palce na rękawie własnej kurtki, zaciągając go dalej, niż to konieczne w stresie. Spojrzenie uciekło jej gdzieś na bok, kiedy ona naprędce składała w głowie sposób, w jaki chciała mu to przekazać.
—
Po prostu chodzi o to, że — zaczęła, ciszej niż planowała —
o to, że może już zauważyłeś, albo i nie, ale ja już dawno przestałam cię widzieć tylko jako kogoś, z kim po prostu jestem. — Ścisnęła mocniej materiał pod palcami, próbując odnaleźć w sobie na tyle odwagi, by spojrzeć mu prosto w oczy. Dopiero, gdy to zrobiła, podjęła dalej. —
Stałeś się dla mnie kimś znacznie więcej, Hyunwoo-ya. A kiedy to zrozumiałam, to zrozumiałam też, że — zawahała się, wewnętrznie popychając samą siebie w przepaść o niewdzięcznej nazwie ‘teraz albo nigdy’ —
że cię kocham. — Całość domknęła jeszcze ciszej, ledwie szeptem, którego nic nie było jednak w stanie zagłuszyć. To tak jakby nagle cała dzielnica umilkła i wstrzymała oddech, razem z nią, tylko po to, aby nic nie mogło zabrać Hunterowi ciężaru tego wyznania.
Hunter Jang