Galen był dobry, gdzieś tam głęboko, i mógł udawać ile chciał, że nie, ale jakby nie był to nie byłby sobą, byłby kompletnie inny. I to właśnie ten pierwiastek, tego dobra, sprawiał, że Wyatt był jakiś taki ludzki. Dupek w drogich garniturach, ale z ludzką twarzą. I to jeszcze taką ładną.
I z tymi niebieskimi oczami, którymi znowu strzelił w sufit, kiedy podniosła na niego głos, kiedy tak mu mówiła, że
nie jest potworem.
Bo Galen nim nie był, chociaż czasem się nim czuł, czasem kiedy ta Cherry powtarzała mu po raz któryś, że jest okropny, że się w ogóle nie liczy z jej uczuciami, to on się tak czuł, jakby był jakimś potworem. I trwał przy niej i siebie krzywdził, i zastanawiał się co z nim jest nie tak, że on się tak nie umie poświęcić jak ona?
I tu znowu się pojawiały takie myśli, że może to rzeczywiście w nim tkwi problem, bo z nim zawsze przecież jakiś był. On już za dzieciaka był
niewystarczający, a później było tylko gorzej. Bo później jego ulubiona rozrywka to było to szokowanie, robienie wszystkiego na przekór jego rodzicom. Aż zrobił tak na przekór, że prawie się zabił. I to był jakiś przełom, bo oni wtedy w ramach ratowania go, jako to koło ratunkowe rzucili mu ten prezesowski stołek. I to był ten jakiś taki dobry, mimo wszystko, rozdział jego życia, bo on się wtedy starał. Bo on się poświęcał tej firmie, i nawet ktoś go tam zaczął doceniać, bo miał lepsze pomysły niż jego ojciec, był bardziej wygadany, bardziej nowoczesny. Był kurwa
lwem. Który zmienia kobiety jak rękawiczki, ale był na
szczycie.
A potem pojawiła się Cherry, która go tak stłamsiła, uwiązała i jednocześnie te całe kontenery.
I Galen Wyatt zaliczył bardzo bolesny upadek z samego szczytu. Ale czy ktokolwiek w ogóle zdawał sobie z tego sprawę? No właśnie nikt, bo Galen nie pokazywał słabości. Może tylko przed Pilar ją pokazał, trochę. Wtedy w Quebec gdy opowiadał o swoim dzieciństwie, a potem w Wendys.
-
Przestań Pilar oboje wiemy, że jak się żyje tak jak Ty, czy jak ja, to bycie dobrym, czy wrażliwym, to nie są pożądane cechy - bo nie były. Dobry to może być nauczyciel, miły, dobry i kochany. A wrażliwa pisarka, albo jakaś kwiaciarka. A prezes Northex Industries na pewno taki nie może być. Dobry i wrażliwy, nie w świecie, w którym za takie cechy mogliby go zjeść, zniszczyć w jednej chwili. W policji chyba też to nie było tak bardzo wskazane.
Może Galen nie musiał na każdym kroku udawać i czasem nawet pokazanie się z tej lepszej strony było dozwolone, ale jednak to nie było też takie proste. Tak jak proste nie było zmienienie wszystkiego w jednej chwili, ruszenie za porywem serca, nie dla Galena, nie w jego świecie, w którym rodowy pierścionek na palcu Charity Marshall był pewnego rodzaju kontraktem.
A tak się zarzekał, że to ich uczucie nie będzie umową, że nie wezmą ślubu tylko dlatego, że ona miała taką umowę ze swoim ojcem, a sam to zrobił. Sam wsunął jej na palec coś, co wiązało go przy niej jakimiś niewidzialnymi pętami. Bo kurwa w świecie elit, w świecie szybkich samochodów i tej nieprzyzwoitej forsy, to takie zerwanie zaręczyn nie jest wcale takie proste, odbija się echem.
Klatka piersiowa unosiła mu się w niespokojnym oddechu, a oczy wciąż utkwione były w jej twarzy. Cherry taka była, zaborcza, do tego stopnia, że ona naprawdę uważała, że Galen tylko z nią może być szczęśliwy, z nikim innym. A może nawet sam nie mógł być? Bo przecież ona była tym jego
szczęściem. Widać teraz było w jego oczach jakim szczęściem. W tym smutnym spojrzeniu.
Te słowa
to faktycznie, zajebista jest ta twoja przyszła żona, odbiły mu się echem pod czaszką, a po plecach aż przeszedł dreszcz. Bo może rzeczywiście to nie w Galenie leżał ten cały problem? I on już się nawet zaczął nad tym zastanawiać, ale później padły te kolejne słowa. Kolejne pociski, zrzucone prosto z serca.
I teraz to Pilar się miotała, a Wyatt nie ruszył się z miejsca nawet o milimetr stał przed nią. Stał i jej słuchał.
-
No i dlaczego tego nie zrobiłaś? Wiesz, że jakbyś to zrobiła, jakbyś pozwoliła mi wtedy do Ciebie przyjechać, to ja też bym w to wszedł, a Ty... oddałaś kluczyki i się pożegnałaś. Pożegnałaś się tak, jakby to dla Ciebie nic zupełnie nie znaczyło - aż spuścił głowę, zamknął na moment oczy. On wtedy przy samochodzie też chciał to zrobić, chciał ją pocałować, zrobiłby to nie zważając na konsekwencje, ale jak... kiedy ona go wtedy od siebie odepchnęła, kiedy jasno dała mu do zrozumienia, że to koniec. Zanim jeszcze wybuchł ten ogień, to ona sama to zgasiła. I Galena też, zanim on jeszcze zapłonął. A Wyatt z tym swoim szacunkiem do kobiet, no przecież on by jej nie zmusił. Nie błagał jej. Nie prosił się. On uszanował jej decyzję. Nie to nie. On rzucił propozycję, razem z kluczykami swojego Porsche, a ona odmówiła. Dla niego to było proste.
I chociaż przecież on potem tak dużo o niej myślał, tak się zafiksował na jej punkcie, do tego stopnia, że kiedy on miał ten zawał, a kiedy przed oczami zamiast twarzy jego narzeczonej, to stanęła mu Pilar i te jej pierdolone kurczaki, to przecież o wszystkim powiedział Cherry. Gdyby to nic nie znaczyło, to by nie powiedział. To by o niej nie myślał.
A potem w tym szpitalu, chciał sobie wszystko w głowie poukładać, a ona znowu przyniosła mu tego kurczaka i znowu siedziała przed nim taka, a nie inna. Że chociaż ta cała aparatura nie wywaliła poza skalę, to to jego serce na pewno biło szybciej.
Zawsze przy niej biło. Teraz też.
Tylko, że teraz to już może wcale nie powinno?
Bo Galen już chyba przegapił swoją szansę. Zmarnował ją, bo nie umiał zawalczyć. I chyba to go tak jeszcze bardziej zdenerwowało, rozjuszyło. Bo przecież jak było trzeba to on walczył, umiał. A jeśli o nią chodzi to się tak poddał. To wybrał tą łatwiejszą opcję, wybrał powinność. A nie jakiś poryw serca. Bo jego serce przecież było chore.
Bo jego serce zawsze było niezdecydowane.
Zbrakowane.
I on też był oszustem, ale przede wszystkim, to Galen oszukiwał siebie. I siebie też ranił. Wmawiając sobie pewne rzeczy.
Wmawiając sobie, że może jednak on powinien z Cherry stworzyć ten związek, zostać jej mężem, żeby było jak w bajce, o księciu i księżniczce, o pięknym, wielkim weselu, wielkim domu i dzieciach, całej gromadce.
Aż go zemdliło na te myśli, bo on wcale nie tego chciał. Bo on chciał tę ognistą dziewczynę, która stała przed nim, która dostrzegła w nim coś, to dobro. Tylko, że na to już było za późno, bo on nie umiał o nią zawalczyć. Bo Galen nie był w ogóle jak Madox, bo on wszystko miał podane pod swój książęcy nos, na złotej tacy. Kobiety też. To one przychodziły do niego, a nie on latał za nimi. Bo to był Galen Wyatt w swojej złotej klatce z kłamstw i niedopowiedzeń, na których on budował wszystko. I związek z Cherry też na tym budował, na kłamstwach, na niedopowiedzeniach.
Bo on chyba nie umiał inaczej.
Nie umiał być szczery, bywał, momentami, w krótkich momentach bywał. Jak wtedy kiedy się otwierał przed Pilar. I może jakby on z nią wyjechał na te jebane trzy dni, to też by się otworzył. Ale nie wyjechał.
Ale nie naciskał na kolejne spotkanie. A mógł.
Mógłby, gdyby nie przejmował się tak bardzo Cherry. Aż kopnął w tą skrzynię zanim od niej odszedł, i jeszcze jedno to pełne żalu spojrzenie w jej piękne oczy. Tylko do kogo on mógł mieć teraz ten żal?
Chyba tylko do siebie. I Galen nie był głupi. Wiedział o tym, że to on to wszystko koncertowo zepsuł, że to on przegapił szansę.
Kucnął i oparł łokcie na kolanach, przejechał palcami po tych swoich miękkich włosach. I to była taka chwila, w której on musiał te myśli zebrać, ułożyć je znowu w tym całym chaosie. Uporządkować, zanim wstał i zanim znowu obejrzał się w jej kierunku.
-
Powiedz mi tylko dwie rzeczy Pilar. Teraz jesteś szczęśliwa? - zapytał, a jego niebieskie tęczówki, znowu zatrzymały się na jej twarzy.
Bo czy była? Czy jakby była, to by tutaj dzisiaj do niego przyszła? Bo jakby Wyatt był szczęśliwie zakochany to by tego nie zrobił. Ale może nim kierowały jednak zupełnie inne pobudki? On już sam nie wiedział, gubił się. Bo Galen nigdy nie był dobry w uczucia. On zawsze musiał je przetrawić i teraz też to jeszcze wciąż trawił.
-
Nie mam już żadnej szansy? - patrzył w jej oczy, jakby to w nich szukał odpowiedzi. Chociaż dla niego wystarczyłoby jedno słowo, jedno tak, albo jedno nie. Tak jak wystarczyłoby mu wtedy, żeby ona powiedziała, tak przyjedź jutro po samochód, zamiast żegnaj Galen.
Pilar Stewart