Bowie nie był sobą, przynajmniej w pewnym sensie. Od zajścia z Terrym czuł się, jakby to go złamało. W końcu odezwał się do rodziców, ale powiedział, że potrzebuje czasu dla siebie, a oni chyba przyjęli to całkiem spokojnie, może też dochodząc do wniosku, że powinien usunąć się w cień. Głównie przebywał u Jaydena, chociaż kilka razy wpadał do siebie, ale głównie tylko po to, żeby zgarnąć kilka rzeczy albo wymienić ciuchy. Odkąd pozwolił sobie na szczerość i wyznał Jayowi prawdę, dużo ze sobą rozmawiali, na przeróżne tematy, wyłączenie Instagrama Bowiego również było ich wspólną decyzją.
Vance przez kilka dni nie potrafił być sam i z perspektywy czasu miał nadzieję, że zbytnio nie przytłoczyło to Jaya, bo bywały momenty, całe godziny, podczas których nie mógł być nawet sam w drugim pomieszczeniu, nie mówiąc już o tym, że cały czas szukał kontaktu fizycznego, bo dopiero kiedy czuł że Jay był naprawdę obok, to czuł się bezpiecznie. Jego chłopak był jednak naprawdę wyrozumiały i może właśnie dzięki jego spokojowi, udało mu się powoli chociaż trochę odreagować.
W ciągu ostatnich tygodni Jayden musiał wyjechać na dwa dni w związku z jakimiś zawodami i Bowie nie potrafił usiedzieć sam na miejscu, więc pojechał spontanicznie na nielegalne wyścigi, a potem do klubu, ale wiele się tam nie wydarzyło, przynajmniej porozmawiał ze znajomymi i do tego w dosyć dyskretnym gronie, więc jakoś to przetrwał. Za to miał wrażenie, że na tym wyjeździe Baudeta wydarzyło się coś znaczącego, o czym ten nie chciał mu z jakiegoś powodu powiedzieć. Do czasu.
Kiedy już wyszło co się stało i Bowie dowiedział się o zawieszeniu jego oraz Terrence’a, poczuł bardzo nieprzyjemny ucisk w żołądku. W pierwszej chwili był zaskoczony, potem wściekły i na Terrence’a, na trenera Jaya i na samego siebie. To było niesprawiedliwe. Jay nie powinien ponosić takich konsekwencji, nie za to, co było winą Bowiego. Podczas, gdy Baudet się dąsał, Bowie znowu był milczący, snuł się jak cień samego siebie, czekając chyba na jakiś cud. Doszli do wniosku, że i tak polecą, łudząc się, że może zmiana miejsca jakoś ich pocieszy, bycie z daleko od tego bagna.
Kiedy siedzieli już w samolocie do Seulu, Bowie pomyślał, że może i będzie to jakaś zmiana, ale za to znajdą się właśnie tam, gdzie miały odbyć się mistrzostwa, w których Jay nie mógł wziąć udziału. To przecież jak tortura. Złapał go wtedy za rękę, ale nic nie powiedział, nawet na niego nie patrzył, myśląc tylko o tym, czy mógł zrobić cokolwiek, żeby mu pomóc i coś zmienić.
Myślał o tym często i intensywnie, gdzieś pomiędzy zameldowaniem się w hotelu, a pierwszymi wypadami do miejsc wartych zobaczenia. Nie potrafił się skupić, chociaż starał się momentami pokazać, że jest obecny i wszystko jest w porządku. Tak naprawdę nie było. Zapiął niecierpliwym ruchem skórzaną kurtkę i pociągnął krótko nosem. W Seulu było już dosyć chłodno, ale ta kurtka mu wystarczyła. Odgarnął czarne, dłuższe kosmyki włosów i zacisnął palce na dłoni Jayena, pozwalając się dalej oswajać. Polubił to.
Z zamyślenia wyrwała go kolejna seria wibracji w telefonie Jaya. Zerknął na niego z ukosa, przez chwilę zastanawiając się czy odbierze, czy jednak zignoruje, tak jak robił to w ostatnich dniach. Właściwie wcale mu się nie dziwił. W końcu sam ze swoimi starymi też nie chciał gadać. Przygryzł lekko dolną wargę, a kiedy Baudet się ocknął, spojrzał na niego odrobinę wyczekująco. Jakby chciał zmusić go do gadania.
一
Gorszy dzień? 一 zapytał ze słyszalną ironią w głosie. Westchnął ciężko, z miną niewyrażającą emocji i znudzonym wzrokiem przesunął po straganach z żarciem. 一
To już chyba powinno się nazwać gorszym okresem, wiesz? 一 rzucił, zanim nie ruszył w stronę budy z kluskami, ciągnąc za sobą chłopaka.
一
Dwie porcje 一 powiedział do Koreanki w średnim wieku, unosząc dwa palce wolnej ręki, gdyby miała problem z angielskim. Zapłacił, sięgnął po pudełka i jedno z nich podał Baudetowi razem z zestawem pałeczek. 一
Jedz, dobrze ci zrobi 一 mruknął, przesuwając się w bok, ab przysiąść przy niewielkim, stoliku dla dwóch osób. Był plastikowy i krzywy, ale wolał to, niż jeść idąc. Zerknął na łucznika przelotnie, mając nadzieję, że faktycznie weźmie się za jedzenie, tak jak on jadł, kiedy kilka tygodni temu namawiał go do tego Jay, bo muzyk nie chciał tknąć nawet wody, tak miał ściśnięty żołądek (jego własny pomysł zjedzenia pizzy tuż po incydencie z Terrencem skończył się rzyganiem i całonocnym bólem żołądka połączonym z mdłościami).
一
Intensywny 一 dokończył za niego zdanie o tym, jaki jest Seul, zanim nie oderwał jednej pałeczki od drugiej, nie potarł ich o siebie i nie zanurzył w kluskach, żeby po chwili wsunąć do ust pierwszą porcję ciepłego dania. Przez chwilę przeżuwał, zastanawiając się nad propozycją Jaydena. Przełknął jedzenie i przesunął językiem po wargach, zbierając resztkę sosu, po czym ciężko westchnął.
一
Nie wiem, Jay. Mam wrażenie, że to by było poddanie się. Nie chcę, żebyś się poddał tak, jak ja 一 oznajmił w końcu, zanurzając pałeczki w pudełku i na chwilę je tam zostawiając. 一
Chodźmy na te jebane mistrzostwa i jeżeli tylko ktoś będzie chciał nas wysłuchać, to o wszystkim powiem 一 dodał całkowicie poważnie, dopiero teraz unosząc wzrok na twarz sportowca. Zacisnął dłoń na pudełku z makaronem trochę mocniej, ale dalej wyglądało, jakby mówił całkowicie poważnie. Długo nie chciał o tym opowiadać, nikomu oprócz Jaya, ale zrobiłby to dla niego, wystarczyło jedno słowo.
jayden baudet