Zazwyczaj nie zaczepiała nieznajomych.
Już wystarczająco użerała się z ludźmi na porządku dziennym, prowadząc wiecznie ciągnące się przesłuchania, w których każdy jeden był
niewinny, a każdy kolejny szarpał się na lewo i prawo lub próbował uciekać. I pomyśleć, że wybrała robotę w kryminalce, bo
będzie mogła w ciszy prowadzić śledztwa. Jej niedoczekanie. Bo ludzi dookoła było wiecznie pełno, dlatego chociaż w barze miała nadzieje na chwile spokoju.
Nie chciała go uderzyć.
W ogóle nie chciała z nim rozmawiać.
Dlatego kiedy wzruszył ramionami i mruknął krótkie
luz, Pilar również odwróciła się do swojej szklanki. Ujęła chłodne szkło w dłonie i zastukała o nie kilkakrotnie paznokciami, żeby chociaż w najmniejszym stopniu zagłuszyć te wbijające się pod czaszkę melodię.
Dopiero gdy usłyszała to
jebać święta, przekręciła głowę, przyglądając mu się z uwagą.
Jakaś nowość. Miła odmiana. Bo tu wszyscy dookoła naprawdę wydawali zachwycać się z tym chłamem, podrygując do znanych melodii i fałszując pod nosem. Kurwa, nawet jakiś facet w drodze tutaj chciał zgarnąć ja do tańca, gdy przechodziła obok jarmarku. I super, tylko czemu do
tego gówna? Gówna, które — jak nieznajomy słusznie zauważył — leciało co roku.
—
Dzień lamy też jest kurwa co roku, a jakoś ludzie nie chodzą i nie plują na innych przez cały, jebany dzień — zauważyła bez większych emocji, również zerując resztki Cuba Libre, które ostało się w szklance, czując, jak przyjemna gorycz osuwa się po gardle. —
A szkoda. Przynajmniej byłoby ciekawie — bo nie? Jakby tak człowiek mógł chociaż raz w roku, w imię lam, kompletnie bezprawnie pluć po ludziach bez jakichkolwiek konsekwencji. To dopiero byłaby
magia świąt, możliwość wyzbycia się złych emocji i przysłowiowego
dania sobie po mordach. Pilar miała kilka takich osób, które z chęcią by omelała. Dobra, może kilkanaście. Kilkadziesiąt?
Obserwowała uważnie, jak chłopak macha na barmana i zamawia kolejną kolejkę. Sama chciała zrobić to samo, jednak nieznajomy okazał się szybszy. W pierwszej chwili ściągnęłą brwi, jakby chciała z tym dyskutować, jednak po chwili jedynie wzruszyła ramionami, obracając się nieznacznie na stołku w stronę barmana.
—
Ona potrzebuje — potwierdziła, kiwając delikatnie głową, a potem jeszcze nachyliła się w jego stronę. —
I potrzebuje też, żebyście przełączyli to gówno — spróbowała. Chociaż kurwa spróbowała. Chuj że już z piąty raz próbowała go przekonać, ale jeśli będzie potrzeba była gotowa robić to aż do zamknięcia. Szczególnie, że drinków też już wlała w siebie solidną ilość, a to znaczyło tylko jedno — wstydu nie miała w sobie za grosz.
Opadła jednak na krzesło, ponownie zawiedziona, a na kolejne słowa chłopaka prychnęła, spoglądając w jego ciemne oczy.
—
Jak już chcesz się zakładać, to chociaż wymyślmy coś mniej oczywistego — nachyliła się w jego kierunku, mrużąc oczy. Bo co to za zakład, że zaraz poleci pieprzone
Last Christmas? To tak, jakby Pilar miała się teraz założyć, że lada moment przyjdzie barman z ich drinkami. No kurwa
szok. Chciała do tego jeszcze dodać, że do gardła to ona akurat od reniferów i magicznych elfów wolała sobie wciskać inne rzeczy, ale przecież nie znali się jeszcze na tyle dobrze, żeby pozwalać sobie na tego typu żarty. W sumie to nie znali się wcale. Nawet swoich imion.
To jednak nie przeszkadzało mu w zadaniu Pilar kolejnego już pytania, na które przewróciła oczami i spojrzała na niego z rozbawieniem.
Czy masz spinę tylko z Mariah Carey?
—
Jeszcze z Bublem — wzruszyła ramionami, odsuwając się nieznacznie, kiedy w końcu barman pojawił się z ich zamówieniem. Podziękowała mu skinieniem głowy, a z głośnika — jak na zamówienie — polecał sam zainteresowany. —
Nie lubię pięknego, magicznego czasu — powtórzyła dokładne jego słowa, upijając większy łyk. —
Bo co tu do lubienia? Wszyscy są przesadnie mili, miasto świeci się jak psu jajaca, wszędzie dookoła każą ci tylko wybaczać, nawet jeśli nie masz na to ochoty, a do tego wciskają kit o jakiś zasranych cudach, których nikt nigdy nie widział na oczy. I co to w ogóle za bullshit o spędzaniu czasu z rodziną? A jak kurwa nie masz rodziny? Pierdolona dyskryminacja — odpaliła się, wymieniając coraz to kolejne powody, dla których powinno się
jebać na święta i wszystko z nimi związane, czując, jak znowu wszystko w niej zabuzowało. Ze złości, z poirytowania i jebanego Michaela Buble, który właśnie mruczał im nad uszami
Holly Jolly Christmas. —
A ciebie kto skrzywdził, że tak ich nie lubisz? — dodała po chwili, przyglądając mu się uważnie. Bo chyba taka była zależność, nie? Szczęśliwi ludzie kochali święta i ubieranie choinki, podczas gdy tacy jak oni zamieniali się w zieloniutkie Grinche.
Hunter Jang