ODPOWIEDZ
34 y/o
For good luck!
163 cm
prawniczka / bizneswoman Cobalt Legal Strategies
Awatar użytkownika
Turn The Lights Off
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Saffron wybrała na spotkanie jedną z eleganckich knajpek w centrum Kingsway. Toronto było już w pełni zimowe, śnieg skrzypiał pod butami, a witryny sklepów lśniły świątecznymi dekoracjami. W środku lokalu panował stonowany półmrok. Przytłumione światło odbijało się od polerowanego drewna, szkła i mosiężnych detali. Obsługa uwijała się sprawnie, a w tle sączyła się spokojna (i według Saffron nudna) muzyka. Miała na sobie klasyczny karmelowy płaszcz, który zdjęła przy wejściu, oddając go konsjerżowi. Pod spodem elegancka, wydekoltowana sukienka w ciemnym kolorze. Zatrzymała się na chwilę, rozglądając się po sali. Kilka stolików było już zajętych, głównie przez pary i niewielkie grupy. Nie brakowało świątecznych dekoracji. Zima w Toronto potrafiła być surowa, ale grudniowe wieczory miały w sobie coś "magicznego". Kominek, gorąca herbata i oglądanie filmów... Może nie wyglądała na taką, która by to robiła, to miała słabość do tego kulturowego wyobrażenia. Z racji swojej wiary nie świętowała Bożego Narodzenia tak jak pozostali, ale bardzo lubiła ten klimat.
Kelner zaprowadził ją do zarezerwowanego wcześniej stolika. Spojrzała na kartę win, bardziej z przyzwyczajenia niż z realnej potrzeby wyboru. Miała jeszcze chwilę przed przyjściem Bena. Z zasady powinna zignorować jego istnienie za brak obiecanego odzewu, co uraziło jej dumę, ale znalazła się w sytuacji, gdzie nie mogła wybrzydzać. Długo nad tym myślała i sporządziła listę kandydatów na podstawie kontaktów w telefonie i jakimś cudem nadal miała tam numer Peregrine'a. Czy czasami w złości go nie skasowała? Utkwił w jej pamięci głównie dlatego, że żywiła do niego małostkową urazę. Nie lubiła być ignorowaną, a co gorsza zapominaną. Miał zostać szufladką z podpisem Nowy Jork, ale gdy spotkała go na sądowym korytarzu i to na dodatek jako reprezentanta kancelarii, którą mu polecała... Irracjonalnie ją to zezłościło. Potem widzieli się jeszcze kilka razy, przelotnie zamieniając słowo, lecz pozostawała zimna jak królowa lodu. Aż do teraz, gdy zadzwoniła (miał szczęście, że odebrał po pierwszym sygnale) i zaproponowała kolację.
Jeśli się nie pojawi to zamierzała urządzić mu piekło na ziemi. Spojrzała na zegarek. Miał dosłownie pięć minut, nim jego nieobecność zacznie się klasyfikować jako spóźnienie. Zamówiła wino, dyskretnie przeglądając się jeszcze w lusterku. Czerwona szminka była na swoim miejscu.


Benjamin Peregrine
mavielous
patrzenie w tęczówki
35 y/o
For good luck!
186 cm
prawnik Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Na ten moment przeprowadzka zdawała się nieść za sobą więcej pozytywów niż negatywów. Zmiana otoczenia oraz pozbycie się z otoczenia toksycznych osób pozwoliło mu odetchnąć. Pierwszy raz od naprawdę dawna nie czuł na sobie presji rodziny. Ich niekończącego się niezadowolenia i wiecznych oczekiwań, których nie dało się zaspokoić. Przeprowadzka do Toronto pozwoliła mu się od tego odciąć. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów był sam ze sobą. Z początku to uczucie spokoju mimowonie go pochłonęły. Delektował się nowo odkrytą "wolnością", ale dość szybko zauważył, że coś mu w tym wszystkim nie pasowało. Nie potrafił jednak stwierdzić, o co dokładnie mogło chodzić. Nie chciał bowiem dopuścić do siebie świadomości, że po prostu nie potrafił żyć normalnie. Tak długo przebywał w chujowych warunkach, że teraz było mu najzwyczajniej w świecie dziwnie, gdy nie musiał się z tym wszystkim użerać. Pustkę tę miwowolnie zapełnił pracą. Brał na siebie tak dużo obowiązków, że po prostu nie miał kiedy myśleć o czymkolwiek, co nie było sprawami sądowymi. Wciąż się nie rozpakował, ale biurko w firmie zawsze bylo zawalone teczkami. Metoda ta zdecydowanie nie była zdrowa, ale z pewnością skuteczna.
Trzeba tutaj jednak zaznaczyć, że poza ryzykiem wypalenia zawodowego oraz zabałaganionym mieszkaniem, niosła ze sobą jeszcze inne problemy. Największym z nich było totalne zaniedbanie relacji i znajomości ze strefy prywatnej. Bo chociaż większość znajomych zostawił za sobą, to wciąż było kilka osób, z którymi kontakt utrzymywać mógł. Doskonałym tego przykładem mogła być poznana kilka miesięcy wcześniej Saffron. Ich drogi przecięły się na jednym z wielu sympozium, które organizowane były w Nowym Jorku. Zaczęło się od krótkich rozmów, zaproszenia na kawę, a później... cóż. Ich znajomość okazała się nad wyraz burzliwa. Spędzili razem kilka wyjątkowo przyjemnych dni, a gdy konferencja się skończyła, kobieta wróciła do Toronto. Zostawiła mu jednak swój numer z prostym przekazem, mieli zostać w kontakcie. Absolutnie mu to nie przeszkadzało, bo wpadła mu w oko, ale chaos związany z przeprowadzką sprawił, że mimowolnie o tym zapomniał. Poskutkowało to tym, że mimowolnie ją zghostował.
Żeby dodać sytuacji niezręczności, to własnie za jej sprawą złożył podanie do firmy, w której aktualnie pracował. Gdyby tego było mało, nie tak dawno temu spotkał ją na sądowym korytarzu. Już z pierwszych slów dalo się od niej wyczuć chłód i wycofanie. Było to nieco przykre, ale nie mógł jej też za to winić. W końcu to on był tutaj winny. Pomimo tego chłodnego powitania próbował ją zagaić przy kilku kolejnych sytuacjach, ale zawsze kończyło się na krótkiej wymianie zdań. Ewidentnie nie była już zainteresowana. Przynajmniej tak sądził jeszcze do dzisiejszego popołudnia. Dostał od niej bowiem niespodziewany telefon oraz zaproszenie na kolację.
Zgodził się bez większego namysłu. Nie chodziło już nawet o to, że mu się podobała. Po prostu nie chciał zostawić tego w taki sposób. Zjebał i chciał ją chociaż przeprosić. Liczył, że dzisiaj będzie miał ku temu okazję, ale z drugiej strony, hm. Nie do końca wiedział, czego powinien się spodziewać po tym spotkaniu. Na pierwszy rzut oka mogła wydawać się niewinna, ale Benjamin wiedział, że są to jedynie pozory. Idąc na spotkanie liczył się z tym, że wchodzi prosto w paszczę lwa, ale po prostu nie chciał przepuścić tej okazji. Było mu naprawdę głupio, a poza tym naprawdę dobrze spędzało mu się z nią czas.
Na umówionym spotkaniu pojawił się na kilka minut przed czasem. Planował przyjechać szybciej, ale dość skutecznie zablokował go korek przy wyjeździe z sądu. Nerwowym ruchem wszedł do środka, wręczając płaszcz konsjerżowi. Szybko poprawił lekkie wgniecenia na koszuli, po czym zerknął na zegarek. Trzy minuty. Okey, mogło być gorzej.
Rozejrzał się po lokalu i dość szybko zlokalizował Saffron. W pierwszym odruchu lekko się zawahał, zastanawiając się, czy na pewno chce się w to pakować. Zaraz jednak ochłonął i ruszył pomiędzy stolikami, docierając do ostatecznego celu na dwie minuty przed czasem. Podświadomie zastanawiał się jednak, czy nie lepiej by dla niego było, gdyby zjawił się tutaj godzinę przed. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że ta rozmowa nie będzie łatwa. Niezależnie od tego, o czym mieli rozmawiać.
Saffron, miło cię wiedzieć — rzucił, stając przed nią z lekkim uśmiechem. Ubrany był odpowiednio, elegancko. Gustowna, szyta na miarę marynarka, a pod nią czarna koszula. — Wyglądasz zjawiskowo — dodał, po czym, jeśli kobieta podsunęła mu rękę, cmoknął ją lekko w wierzch dłoni. Sam z siebie oczywiście tego nie sugerował, bo nie był aż tak wielkim samobójcą.
Gdy mieli już za sobą pierwsze powitania, usiadł na swoim miejscu, naprzeciwko niej. Lekko się poprawił, po czym rzucił jej nieco dłuższe, bardziej wnikliwe spojrzenie. — Zanim zaczniemy, chciałbym cię przeprosić. Nie chcę się tutaj zasłaniac przeprowadzką czy pracą. Po prostu nawaliłem. Biorę na siebie całą winę. Powinienem był zadzwonić. — Czuł, jak lekko drżą mu dłonie, ale jednocześnie poczuł ogromną ulge. W końcu mógł to z siebie wyrzucić i chociaż wziąć mogła kazać mu iść do diabła, to przynajmniej mógł chociaż spróbować.
Cholera, w tej sukience wyglądała naprawdę dobrze.

Saffron Zimman
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
34 y/o
For good luck!
163 cm
prawniczka / bizneswoman Cobalt Legal Strategies
Awatar użytkownika
Turn The Lights Off
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Uniosła wzrok dopiero, gdy zbliżał się do stolika. Zmierzyła go spojrzeniem, odnotowując ubiór, a także fakt, że nadal miał w sobie to coś. Trochę tak, jakby się spodziewała, że w przeciągu kilku tygodni zbrzydł i poczuje zawód. Przywołała uprzejmy uśmiech i powstała, podając dłoń, którą pozwoliła ucałować. Szarmanckość wymierała, a ona nie miała serca, aby dobijać jej pozostałości. Komplement przyjęła za oczywistość, Peregrine nie był pierwszym i nie ostatnim mężczyzną, który je wygłaszał. Dokładała szczególnej staranności w dbaniu o siebie i nie kierowała się wyłącznie chęcią p o d o b a n i a innym. Kiedy usiedli, obserwowała go uważnie, kryjąc spojrzenie pod rzęsami.
P r z e p r o s i n y… Tego się nie spodziewała. Ani tonu, ani faktu, że wypowiedział je od razu, bez kluczenia. Przez ułamek sekundy poczuła, jak coś w niej mięknie - irytująco ludzkie uczucie - ale natychmiast je stłumiła. Inaczej przygotowywała się do tej kolacji. W jej wyobrażeniu było wszystko, od udawania, że wcale nie mieli się kontaktować, po zaprzeczanie. Przeprosin nie wzięła pod uwagę. Ludzie rzadko przepraszali, jeśli już to tylko dla jakichś korzyści lub po przymusem. Czy Benjamin przepraszał, bo tak wypadało? Sięgnęła do pustego jeszcze kieliszka, aby zająć czymś dłoń i pobawić się jego nóżką.
— Doceniam przeprosiny — powiedziała w końcu — Miło wiedzieć, że ma się przed sobą dżentelmena.

Pojawił się kelner z zamówioną butelką wina, którą rozlał na dwa kieliszki po prośbie Saffron. Lubiła czerwone Cabernet Franc i nie potrzebowała wcześniejszej degustacji. Uniosła kieliszek, upiła łyk wina, jakby rozmowa była jedynie dodatkiem do wieczoru, nie jego sednem. Nie zamierzała wyjawiać swoich uczuć, tego, że wbrew własnym oczekiwaniom, czekała na jego telefon i wracała myślami do Nowego Jorku. Milczenie z jego strony tylko ją przekonało, że angażowanie się w jakąkolwiek relację jest g ł u p i e. Nie lubiła tak się czuć, bo to było bliskie poczuciu, które towarzyszyło jej przez całe dzieciństwo.
— Uznajmy, że... — pochyliła się minimalnie do przodu, wystarczająco, by światło podkreśliło linię jej dekoltu — Co było w Nowym Jorku, tam zostaje. Toronto to idealna okazja na nowy początek. Stąd zaproszenie na kolację. Zamówmy coś. — skinęła na kelnera stojącego nieopodal. Dla siebie zamówiła lekką sałatkę z grillowanym kurczakiem.
— Przyznam, że nie spodziewałam się spotkać cię w Toronto. Stany okazały się za małe?



Benjamin Peregrine
mavielous
patrzenie w tęczówki
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”