Po ponad piętnastu godzinach w podróży, jednej przesiadce na lotnisku w Chicago i łącznie dwunastu spędzonych w powietrzu Milo zaczynał kwestionować wszystkie swoje decyzje podjęte w tym życiu, które doprowadziły go do tego momentu. Przemielony przez żarno bramek i uwieszony ramienia Gauthiera tak, jakby tylko on trzymał go jeszcze na nogach (i przy zdrowych zmysłach) wyglądał jak ktoś, kto zobaczył prawdziwe piekło i nie spał od dwóch tygodni, co właściwie by się zgadzało; sesja w tym roku była wyjątkową kurwą i Rivera czuł w kościach, że uzyskany wynik przyjdzie mu zapłacić w niedługiej przyszłości jakąś przykrą walutą.
一 O mój boże, czy ty to widzisz? 一 Milo zatrzymał się nagle przed tablicą zaraz obok kantoru; neonową zielenią uśmiechała się do nich ikona słońca i optymistyczne piętnaście stopni powyżej zera. Poczciwa, wypłowiała sportowa torba zjechała mu radośnie z ramienia, ale w porę złapał ją zanim gruchnęła o posadzkę - miał w niej laptopa, który nie zasługiwał na takie traktowanie. Rivera obrócił głowę w stronę Gauthiera i uśmiechnął się jak pokutnik, który właśnie doczekał końca kary. Jego twarz rozjaśnił uśmiech prawie tak jasny jak wesołe emoji ze słoneczkiem na tablicy. 一 Przyzwoite temperatury, nareszcie.
Zgrzytnięcie zamka brzmiało jak rozpoczęcie nowego akapitu w ich przy długiej podróży, zdaniem samego Milo, ten fragment miał być o wiele przyjemniejszy niż wcześniejsze. Rozpięta puchówka wypuściła na wierzch trochę łaciatego swetra, widocznie w tym roku Rivera postawił na random.
一 Oh… 一 Okręcił się wokół własnej osi poklepując po kieszeniach; telefon zawibrował mu wściekle w kieszeni raz, później drugi. 一 Y qué es esto? Ktoś po nas podjedzie, co to za nowość? 一 Lekko zmarszczył brwi studiując dwie krótkie wiadomości: Podejdźcie pod przystanek koło Taco Bell. - Niebieski Chevrolet, nie przegapisz.
Zerknął pytająco na Dylana, tak, jakby ten dysponował odpowiedzią na mnożące się pytania. Przeżuł policzek, zmarszczył lekko nos, poprawił sobie torbę na ramieniu i pokręcił głową, upychając komórkę w płytkiej kieszeni. Kim był, żeby wybrzydzać?
一 Okay, mam nadzieję, że to nie Estella prowadzi. Jeżeli myślisz, że to ja jeżdżę jakby mnie pojebało, to pozwól, że cię uświadomię: to od niej się tego nauczyłem.
Uśmiechnął się szeroko, czując, jak wraz z postawieniem stopy na znanym terytorium zaczyna mu wracać wigor i samopoczucie.
一 Chodź, nienawidzę lotnisk. 一 Chwycił go za rękaw podejmując decyzję o ruszeniu się z miejsca za nich obu, bo im bardziej zdawał sobie sprawę z powrotu, tym bardziej zaczynała roznosić go energia. Chciał mu pokazać wszystko - od ich małej latynoskiej dzielnicy z El Suspiro przycupniętym na przeciwko, po trasę na wybrzeże, gdzie chociaż trzeba było podjechać kawał drogi autobusem, Milo uważał, że warto.
Po odstaniu kwadransa na nieczynnym przystanku, gdy nie potrafił już dłużej zabawiać Gauthiera cyklem opowieści dziwnej treści na temat okolicznych parterowych domów i kościoła Baptystów widocznego zza azjatyckiej knajpy, Rivera odstawił delikatnie torbę pod zdezelowaną ławkę, ściągnął z siebie puchówkę, zwinął ją i odłożył po czym obie dłonie wsunął sobie we włosy chcąc zaczesać je do tyłu. Zupełnie, jakby odprawiał rytuał mający na celu wywabić odrobinę cierpliwości z rezerwy.
一 Mam nadzieję, że nie spowodowała wypadku. Nie, nie jest głupia, wie, że końcem grudnia dopinają budżet i wystawiają mandaty za kichnięcie, na pewno nie, może… 一 mamrotał do siebie chodząc w kółko. 一 Albo w połowie drogi zapomniała dokąd jedzie. Miałbyś coś przeciwko, gdybyśmy jednak… no, me estás cotorreando… co do…?
Niebieski Chevrolet, który podjechał na zatoczkę prosił się co prawda o renowację, Milo aż palce drgnęły na widok lekko przekrzywionego zderzaka, myślami był już głęboko pod maską. A potem podniósł wzrok wyżej, z ustami otwartymi do podjęcia krzykliwej dyskusji i, co było zwykle jej nieodzownym elementem, podnosił dłonie. Tylko, że na miejscu w jakim spodziewał się zobaczyć Estellę siedział ktoś inny.
Przez moment Milo nie wiedział na kogo patrzy, olśnienie spłynęło na niego tak, jakby ktoś strzelił go na odlew prosto w pysk.
一 D-Diego…?! Co do… kurwa, od kiedy stać nas na Impalę?
Łataną bo łataną, ale nie był ślepy. Wiedział jaką wartość nawet i te z gorszym przebiegiem osiągały na rynku.
Obrócił się w stronę Gauthiera i mimo, że jego nadwątlony podróżą umysł ospale łączył pewne fakty (jak to, że cholerny Diego Camarena rozrósł się jeszcze bardziej), chwycił go za skraj plecaka zachęcając, by pozbył się bagażu.
一 Od kiedy, człowieku małej wiary i wzrostu, zająłem się robotą. 一 Camarena wychylił się i otworzył drzwi od strony pasażera, cały śniady, z dwudniowym zarostem i spojrzeniem, które topiło serca wszystkich dziewcząt w Lemon Hill. Niegdyś i jego. 一 A to jest, jak rozumiem…?
Milo zatrzymał się w połowie wrzucania swojej zabiedzonej torby przez otwarte drzwi na tylne siedzenie po czym spojrzał z cierpkim grymasem w stronę Diego.
一 Dylan. Dylan Guthier. Dylan-Ten-Dylan? Dylan-Mój-Chłopak? Dylan-Estella-Wspominała?
Po minie Diego zrozumiał, że musiało wylecieć mu drugim uchem.
Rivera westchnął cierpiętniczo, otarł sobie skroń nadgarstkiem dłoni i chyba chciał coś jeszcze zakomunikować bo uchylał wargi, ale widok autobusu zmierzającego na zatoczkę w teorii wykreśloną z rozkładu jazdy zachęcił go do wciśnięcia Gauthiera na tył, gdzie sam również upchnął się i zatrzasnął drzwi.
Odjechali z piskiem opon, przy duszącym zapachu cytrynowego odświeżacza powietrza i zwietrzałych papierosów, przy trzeszczącym radiu i Camarenie zerkającym kontrolnie w lusterko od czasu do czasu.
一 Coś wspomniała 一 rzucił z jednym ramieniem przewieszonym luźno przez oparcie pustego fotela obok kierowcy. 一 Diego Camarena, Diego-Po-Prostu i… Diego-Szanuj-Moją-Tapicerkę, joder, Milo!
Rivera wydał z siebie jakieś urażone stęknięcie; nie był autorem tej przyklejonej do fotela gumy, chciał ją tylko odkleić. Przestał, gdy gwałtowny zakręt w prawo niemal poskładał ich z tyłu.
一 Diego-Jeżdżę-Gorzej-Niż-Milo 一 dopowiedział złośliwie, wiedząc, że pewnie w innych okolicznościach dostałby z łokcia między żebra. Zamiast tego przycisnął się chętniej do Gauthiera i widząc, że mijali właśnie starą ceglarnię, wskazał mu ją palcem. 一 Jeśli chcesz, to wciąż pamiętam jak dostać się do środka. Mógłbym pokazać ci gdzie rozbroiłem swój pierwszy alarm, poza tym stąd dobrze widać gwiazdy. W sensie, że z dachu.
Skupiony na opuszczonym kompleksie za oknem i w nierealnej próbie przedstawienia Dylanowi wszystkiego co kochał w Sacramento na raz nawet nie zauważył jak Diego zacisnął mocniej usta.
一 Aha, w ogóle El Suspiro nadal stoi?
一 Stoi 一 Camarena potwierdził krótko, manewrując na skrzyżowaniu. 一 Wciąż mają...
一 Zabiorę cię tam jutro. Koniecznie. Albo nie, zabiorę cię dzisiaj. Mają najlepsze taco i horchatę, hmm? Możesz... 一 Milo nachylił się nisko, by czubkiem nosa nie do końca planowo (samochód znów szarpnął dziko z nimi w środku) trącić go w płatek ucha. 一 Możesz to uznać za randkę. Przedświąteczną, jeżeli się zgodzisz.
Dylan Gauthier
