Doprowadzała go na skraj samokontroli. Naprawdę chciała go wykończyć.
Gdyby była przypadkową kobietą, już dawno by to zakończył. Ona jednak wiedziała, że ma nad nim pełną kontrolę. Nie mógł jej skrzywdzić. Nie umiał jej skrzywdzić. Nie w taki sposób, gdzie faktycznie miałaby cierpieć. Przynajmniej fizycznie, bo psychicznie nie mógł być już tego taki pewien. Nie ufałby sobie w tym temacie.
Teraz jednak rozchodziło się o fizyczność. O to, jak trzymała go w garści.
Była tego świadoma. Była pewna swojej przewagi. Nie mówiąc już o tym, że jego ciało samo informowało ją o tym, że robiła naprawdę dobrze. Że działała na niego i podniecała z każdym ruchem drobnej ręki. Z każdym liźnięciem języka i zaciskaniem gardła.
Odchodził od zmysłów. Skupienie się na drodze nigdy nie było tak ciężkie. Z jednej strony próbował ich nie rozbić na pobliskim drzewie, a z drugiej myślami uciekał tam, gdzie się jej odwdzięczał za podniesienie mu ciśnienia. Fakt, że nie miał kontroli nad tym co robiła, był z jednej strony niesamowicie irytujący, ale z drugiej dziwnie podniecający.
Serce waliło mu w piersi jakby za chwilę chciało przebić się przez żebra. Zaciskał mocno zęby, z całych sił opierając głowę o zagłówek. Gdy stali na światłach, przymykał oczy, skupiając się na tym rozpierającym odczuciu rosnącego podniecenia, które buzowało w jego żyłach. Jego palce ciasno zaciskały się na kierownicy i gdyby mogły, zapewne przebiły by się przez nią na wylot. Drugą dłonią wciąż trzymał Sennę za włosy, gdy niezrażona jego prowokacją i ostrzeżeniem, wciskała sobie jego twardą od podniecenia męskość do gardła.
Syknął pod nosem, czując jak niemalże pulsuje pod jej dotykiem.
Gdy sięgnęła do jego jąder, z jego ust wyrwało się siarczyste przekleństwo, a noga zbyt gwałtownie dodała gazu, przejeżdżając na czerwonym zdecydowanie zbyt późno. Wcisnął się w fotel, jak gdyby w ten sposób mógł odreagować całe to ciśnienie, które się w nim gromadziło.
Wypuścił ciężej powietrze, jak zwolniła swoje tempo, a jej język zaczął go drażnić po całej, naprężonej długości. Wcale jednak nie było lepiej. Te powolne, zmysłowe wręcz ruchy ssania i lizania były jak przedłużające się rozkoszne cierpienie. Czuł, że nie potrzebował wiele, aby dać upust podnieceniu. Senna doskonale wiedziała co robiła.
I wtedy znów wepchnęła sobie go do gardła. Kolejne przekleństwo przemieszało się z piosenką płynącą z radia. To miał być początek jego końca. Jego partnerka przyspieszyła i zaatakowała, a on wepchnął się mocniej w fotel, dociskając pedał gazu. Złapał ją od tyłu za kark, mocno wciskając palce w skórę, gdy tak intensywnie pracowała nad tym, aby dać mu spełnienie.
Gdy rosła jego frustracja, automatycznie stawał się brutalniejszy. Taki był schemat. Więc gdy był już na skraju, samemu nawet częściowo unosił biodra, aby wepchnąć się w jej gardło jeszcze głębiej, z drugiej strony dociskając ją dłonią. Kilka ostatnich ruchów było agresywne, niehumanitarne, aż w końcu docisnął ją do siebie, wpychając jej do gardła samego siebie. Głębiej niż wcześniej.
Zahamował autem. W tym samym momencie też skończył w jej ustach.
Przyjemne uczucie rozlewającego się ciepła i podniecenia. Serce mu waliło tak mocno, że miał wrażenie, że przebija się przez muzykę. Oddech miał ciężki, jakby właśnie przebiegł maraton, a oczy nieludzko pociemniałe od powoli uspokajającego się podniecenia.
Poluzował swoje palce z jej karku, powolnym ruchem przenosząc się na jej plecy. Dobrze, że miała rozpuszczone włosy, to nie będzie widać śladów po jego palcach.
—
Prawie nas zabiłaś — powiedział, gdy światło zmieniło się na zielone, a oni wciąż stali w miejscu. Nie było dużo aut, więc nikt nie mógł ich strąbić. A nawet jeśli… to oberwałby strzał w łeb.
Zerknął na nią kątem oka, gdy na mordzie kręcił mu się zmęczony, niemalże niewidoczny smirk.
—
Popraw włosy. Wyglądasz jak po zrobieniu loda — powiedział jakże romantycznie. Mógł dodać „zajebistego loda”, aby przy okazji był komplement. Jak na gentlemana przystało. Ale zadbał, aby przynajmniej nikt nie spojrzał na nią i nie podejrzewał, że przed chwilą zabawiała się w aucie.
Poprawił gacie i spodnie. Zapiął guzik i poprawił pasek, w tym samym czasie zielone znowu zmieniło się na czerwone światło. Nie żeby mu się spieszyło, zwłaszcza teraz.
—
Mam nadzieję, że wiesz co się stanie, jak wrócisz. — Wolał, aby była gotowa na konsekwencje swoich czynów, chociaż ostrzegł ją już wcześniej, więc zgadywał, że zdawała sobie sprawę, że po tym jak odbierze ją z wigilii, chętnie jej się odwdzięczy za ten satysfakcjonujący gest z jej strony.
Zielone.
Mieli zaledwie kilka minut do miejsca docelowego. Idealnie na ostatnie groźby.
Valkyrae Callahan