34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Bo Ty jesteś ważna - dokończył, ale ona mu wtedy zaczęła wyrzucać, że jest nienormalny, pojebany jakiś. Tylko, że Madox taki był, inny, bo kto normalny żył tak jak on zawieszony miedzy dwoma światami. Kto normalny tyle przeklinał i tak często się bił, jakby pięści rozwiązywały wszystkie sprawy?
No chyba nikt.
Tylko, że on cały czas się łudził, że to jej nie przeszkadza, że go pojebało, bo ją też. Więc kiedy ona mu tak zaczęła to wypominać, zaczęła go pchać, to on zrobił ten krok w tył, znowu wypuścił głośno powietrze z płuc, a te jego brązowe oczy patrzyły w te jej równie intensywnie, też ciskały jakieś gromy, chociaż może nie. Bo on to bardziej był chyba zły na siebie, bo może jednak dla niej też był zbyt pojebany? A może dlatego, że wywalił ten telefon? Bo obejrzał się na bok, kiedy pchnęła go znowu.
- Myślałem, że to już kurwa mamy ustalone... że nie jestem normalny - bo Madox nie był tym gościem, który mógł ją zaprosić na randkę do filharmonii, ani nawet tym, który mógł ją zabrać na jakiś bożonarodzeniowy bankiet, czy drogą kolację, albo powozić swoim bajecznym Porsche. Bo z nim nawet głupia wycieczka za miasto prowadziła w szczere pole, gdzie w jakiejś zaspie leżał jego telefon, a oni kłócili się po środku niczego.
- To co mam zrobić? - zapytał i to kompletnie szczerze, bo Madox już nie wiedział co ma zrobić, bo on też nigdy wcześniej nie musiał się ukrywać z żadnym swoim związkiem, bo nigdy nie zadawał się z psem. Ale też nigdy wcześniej tak nie straciła głowy dla żadnej swojej dziewczyny, że go do niej ciągnęło cały czas. Jak on mógł się z nimi widywać raz w tygodniu i mu wystarczało, nie tęsknił, bo miał Emptiness, bo klub był zawsze najważniejszy. A jeśli chodzi o Stewart to nic nie pomagało.
Ona też nie pomagała, kiedy tak na niego warczała i chociaż cofał się cały czas, tak, że prawie wylądował w rowie, aż obejrzał się przez ramię, to w pewnym momencie stanął. Dobrze, że ona też już zaniechała tej walki, bo teraz musiałby się zaprzeć, albo znowu ją do siebie szarpnąć. Przechylił na bok głowę trawiąc te jej słowa, bo może on rzeczywiście tak czasem myślał? Że może jednak on nie potrafi jej tego pokazać? Ale kurwa no jak mógł bardziej? Bardziej się chyba nie dało niż w tym dzikim Medellin, albo niż ostatnio w klubie.
- Wiesz co myślę... - zaczął i nawet chciał zrobić krok w jej kierunku, ale to on przyciągnęła go bliżej, aż uderzył w nią z impetem i musiał złapać za ramię, a może po prostu chciał to zrobić? Pochylić się nad nią, kiedy znowu powiedziała mu to gówno wiesz. Wywrócił oczami, które później i tak odszukały tych jej obłędnie intensywnych tęczówek, w których teraz palił się prawdziwy dziki ogień.
- No... Nie wiem co Ci siedzi w głowie Pilar... - zaczął powoli - ale chyba wiem co w sercu - dodał patrząc jej prosto w oczy. Bo jemu tak się wydawało, że wtedy w tym Medellin to oni poczuli podobnie, to przecież oboje się w sobie zakochali, oszaleli na swoim punkcie. I ona już była jego, a on jej.
I Madox to już rzeczywiście na resztę miał wyjebane, resztą się wcale nie przejmował, ale on tak żył. Egoistycznie przecież, nie patrzył na wszystkich dookoła, tylko na siebie, a teraz też na nią. I co zważając na jej bezpieczeństwo powinien jej unikać? Powinien o niej zapomnieć?
Ale jak? Jak on nie potrafił.
- Nie myśl tyle Pilar, tylko czasem pozwól sobie czuć - znowu jej to powiedział, to co powiedział jej wtedy w Medellin, bo Madox właśnie tak robił. On wszystko robił na czucie, drinki, sprawy półświatkowe, klubowe, i uczucia przede wszystkim.
On nie zastanawiał się co do niej czuje, nie rozkładał tego na czynniki pierwsze, nie rozważał czy to dobrze, czy całkowicie źle, tylko to czuł. Tyle.
- Ty jesteś z policji, a ja jestem kretem, w każdej chwili komuś może przyjść do głowy, żeby odstrzelić któremuś z nas łeb - chyba pierwszy raz na gliny powiedział policja, a nie psy - no i co potem powiesz na moim pogrzebie, że Madox to ten gość, którego bałaś się kochać? Kurwa, Pilar przecież Ty się niczego nie boisz. Przecież Ty... - nie dokończył, bo akurat gdzieś tam w zaspie odezwał się dzwonek jego telefonu, jakaś latynoska piosenka i chociaż Madox jeszcze przez moment stał w miejscu patrząc w jej duże, piękne oczy, chociaż jego palce jeszcze przez chwilę zaciskały się na jej przedramieniu. I chwilę naprawdę walczył ze sobą, żeby jej do siebie nie przyciągnąć, gwałtownie, tak jak czuł, to finalnie przeklął pod nosem.
- Mierda, jesteśmy spóźnieni - mruknął i odwrócił się w kierunku tej zaspy, z której dochodziła ta muzyka. Przeskoczył przez rów i zaczął szukać tego swojego telefonu w śniegu, ale nie było to takie łatwe, bo on już ucichł, a do tego Madox zdeptał już cały ten śnieg.
- Ja pierdolę, gdzieś tutaj - mruknął pod nosem, ale w pewnym momencie to on już stał po środku okręgu wydeptanego w śniegu. Równie dobrze to mógł ten telefon wbić już butem głęboko pod zaspę. Nie przemyślał sprawy.

Pilar Stewart
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ona też myślała, że mieli wszystko ustalone. Że oboje wracając z malowniczego Medellin wtedy w samolocie zgodzili się na pewne pewne ustalenia. Że chociaż żywili do siebie silne uczucie, przynajmniej spróbują się o tego odciąć, postawić bezpieczeństwo i dobro sprawy nad własne zachcianki. Tylko on od początku robił wszystko, by to utrudniać. Zaczynając od smsów, których przecież mieli nie wymieniać, po to, co zrobił w Emptiness, a kończąc na dzisiejszej wizycie. Igrał z ogniem i teraz też miał do czynienia z równie ognistą Pilar, która wręcz przed nim płonęła.
Stewart zazwyczaj była nienaganna jeśli chodziło o ukrywanie emocji — chowała się za idealnie przydzianą maską, która pozwalała jej kontrolować sytuacje, niezależnie od tego, w jakim bagnie by się nie znalazła. A przy nim? Przy nim kurwa kompletnie głupiała. Nie dość, że sama już nie wiedziała, co chciała, to jeszcze w żadnym stopniu nie potrafiła trzymać nerwów na wodzy. Wybuchała, krzyczała i wiecznie tylko trącała go w klatkę piersiową, próbowała od siebie odepchnąć, a jednak zawsze kończyła przyciągając go z powrotem. Bo chociaż ona tak desperacko potrzebowała, by Madox zachował dystans, w głębi serca wcale tego nie chciała.
Nie myśl tyle Pilar, tylko czasem pozwól sobie czuć.
Aż strzeliła oczami. Znowu to zrobił. Znowu próbował jej wmówić, że wystarczyło czuć. Że myślenie było kompletnie zbędne i człowiek mógł się tylko opierać na tym, co dyktowało serce. Chyba kurwa w filmach. W normalnym życiu to wcale nie było takie proste, a już na pewno nie z jej zawodem. Bo gdyby Stewart kierowała się tylko sercem i przysłowiowym czuciem, Ruby już by nie żyła. Skończyłaby z kulką w głowie, a Pilar miałaby kolejną krew na rękach, bo kurwa poczuła, bo w tamtej chwili, gdy Madox osuwał się na chłodnym barze, Stewart jedyne, co chciała zrobić, to zabić sukę. Ale użyła g ł o w y.
I tutaj też chciała to zrobić. Potrzebowała więcej myśleć, a nie czuć. Tylko jak? Jak ona miała to zrobić, gdy miałą go tak blisko? Gdy jego obłedny zapach otulał zmysły, spojrzenie elektryzowało, sama bliskość kompletnie otumaniała, a każde kolejne słowa, jakie wypowiadał trafiały prosto w jej duszę. Chwytały za serce w sposób, który przed Medellin Pilar nawet nie sądziła, że jest możliwy. Miał racje; bała się go kochać. Tak kurewsko się bała.
Dla ciebie to wszystko jest takie kurwa proste — warknęła w końcu, przyglądając mu się uważnie i przyciskając ciało do jego. — Myślisz, że wystarczy kurwa czuć i to wszystko tak po prostu będ… — nie dokończyła, bo nawet nie było jej dane. Bo jego zasrany telefon postanowił się odezwać oczywiście w najmniej odpowiednim momencie, kiedy oni byli w samym środku dyskusji. Przytrzymała go za ramię, gdy zerwał się, by po niego iść. — Nie. Nigdzie nie idziesz. Pierwsze dokończymy ro… — i poszedł. No kurwa poszedł. Znowu zostawiając ją w pół słowa. Mierda. I jak oni mieli kiedykolwiek dojść do jakiś sensownych wniosków? Jak mieli rozwikłać ten konflikt i wiecznie powracający temat, kiedy ona jak zdarta płyta mówiła o tym, że to wcale nie było takie proste, a on za nic jej nie słuchał, pierdoląc na okrągło tylko o czuciu. O tym zasranym czuciu, które doprowadzało ja do szału.
Madox!! — krzyknęła, jakby to cokolwiek miało dać, kiedy on już stał w szczerym polu, kompletnie zasypanym grubą warstwą śniegu. Serce waliło jej w piersi tak mocno, że Pilar przez moment miała wrażenie, że nawet zapięta kurtka nie powstrzyma go przed wyrwaniem się w jego kierunku. Ruszyła przed siebie, przyjmując jeszcze więcej chłodnego puchu do wnętrza butów, chociaż i tak śnieg nie miał szans z jej rozgrzanym do czerwoności ciałem.
Mam czuć i co? — znowu zaczęła, znajdując się tuż za jego plecami. Aż musiała przyspieszyć, żeby wyjść mu naprzeciw. — I wszystko się kurwa magicznie ułoży? Tak po prostu? Od jebanego czucia?! — krzyknęła, przyglądając mu się uważnie, gdy już stanęła z nim twarzą w twarz. Wbiła ciemne spojrzenie w jego piękne, czekoladowe oczy, a serce ponownie wyrwało do przodu. Jakby na potwierdzenie tych słów d o m a g a ł o się od niej odpowiedniej akcji. Wyzywało rozum na pojedynek, siejąc w jej głowie jeszcze większy chaos. I chyba w pewnym momencie na moment faktycznie wygrało, bo to czucie tak intensywnie odbijało się w jej czaszce, że Pilar w następnej chwili przyległa do Noriegi tak mocno i niespodziewanie, że stracił równowagę i oboje wylądowali w śniegu. Wpiła się w jego usta bez najmniejszego opamiętania, spijając słodki, doskonale znany smak, nawet na moment nie przejmując się lodowatym puchem, który w ułamku sekundy wdarł się pod kurtkę. Oderwała się od niego dopiero wtedy, gdy już autentycznie nie mogła oddychać. — Zrobiłam, co czułam. I co? I teraz kurwa nagle wszystko będzie dobrze?! — wydyszła agresywnie, ledwo łapiąc powietrze, osadzając każde słowo na jego rozchylonych wargach. Bo przecież to tak kurwa nie działało. No tylko wtedy telefon Noriegi znowu zadzwonił, informując o swoim położeniu… Jakiś znak od losu, że jednak coś mogło być okej?

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Według Madoxa sytuacja była dynamiczna, zmieniała się. I nawet jeśli oni coś sobie ustalili przy powrocie z Medellin, coś, że się od tego odetną? To jednak po tej akcji w klubie, kiedy wyznali, że ten tydzień dla ich obojga był tak męczący, bo za sobą tęsknili, to już wszystko się zmieniło. Już nie musieli znowu tego sobie robić.
A może musieli?
On już sam nie wiedział co powinien, co musiał... Ale i tak on zawsze robił to, co chciał po prostu.
A chciał się z nią spotkać i chciał z nią być, może? Wbrew wszystkiemu. Jak w jakimś pierdolonym filmie, w którym i tak na koniec ktoś umiera, a ktoś inny cierpi. Może. Ale co z tego? Kiedy zanim się skończy, to ten film i wzrusza, i porywa, i jest w nim wszystko. Bo w tym ich uczuciu też było wszystko. Ale najwięcej to jednak było jakiś przeciwności losu, które spadały im na głowę, jedna po drugiej.
I teraz też ten dzwoniący telefon, ale prawda jest taka, że ktoś na nich czekał, ktoś, kogo Madox nie chciał zawieść, i chociaż Pilar była dla niego najważniejsza. Wszystko by dla niej poświęcił, to on też jednak czasem potrafił zachować się odrobinę... odpowiedzialniej?
Mniej egoistycznie niż zwykle.
Może to ta magia świąt, a może jednak coś było w tym, że Noriega nie był taki zły na jakiego się kreował? Ciut lepszy.
- Bo to jest proste, robisz coś, albo nie robisz, ale potem nie żałuj, że nie zrobiłaś - rzucił jeszcze zanim się jej wyrwał. Bo Madox wolał coś zrobić i żałować, że to zrobił, niż, że się nie odważył. Nienawidził tego, żałować, że czegoś nie zrobił, skoro mógł.
Ale on przecież taki był, nigdy nie stał z boku, nie patrzył, tylko działał. I mógł powtarzać, że on dla obcych się nie poświęcał, bo po co? Ale robił to, reagował. Tylko on czasami nie umiał po prostu wybrać tej dobrej strony, czasami wybierał źle. Chociaż w większości przypadków i tak jego wyczucie jakoś działało prawidłowo.
- Cały czas rozmawiamy i co z tego mamy - mruknął tylko, jak już zrzucił z ramienia jej rękę, bardziej nawet do siebie niż do niej. Bo oni wracali do tematu, ale wciąż jakby stali w miejscu, wciąż jakby zatrzymywali się na tym, że nie mogą, że nie powinni. A gdzie kurwa jakieś spróbujmy? Co będzie to będzie. Zobaczymy.
On chciał zobaczyć.
I w pewnym momencie zobaczył w śniegu ten swój telefon, który jednak później zniknął pod zaspą, kiedy Madox prawie na niego wlazł. Już przerzucał śnieg gołymi rękami, ale kiedy krzyknęła jego imię, to podniósł głowę, ale później odwrócił się w drugą stronę, bo coś mu tam mignęło w śniegu.
- A od nieczucia się układa? Jak nad tym siedzisz i myślisz, to się magicznie kurwa układa? - rzucił, ale nawet się na nią nie obejrzał, tylko, że ona znowu wyrosła przed nim. Już miał ją przestawić, żeby sięgnąć za tym swoim telefonem, bo wydawało mu się, że on właśnie leży za jej plecami, ale kiedy jego palce znowu spoczęły na jej ramieniu, a ciemne tęczówki odszukały jej duże, otoczone kurtyną czarnych, chociaż teraz odrobinę zaszronionych rzęs, to znowu przepadł. A potem to Pilar go ubiegła, bo on też w końcu chciał ją do siebie przyciągnąć, ale była szybsza, zaskoczyła go przy tym, więc się zachwiał i wylądowali w śniegu, który Madox czuł już nie tylko w rękawach, ale i pod kołnierzem, ale zupełnie mu to nie przeszkadzało, gdy poczuł na swoich wargach te jej gorące, pełne usta, których smak mu chodził po głowie od kiedy tylko ją dzisiaj zobaczył. Od razu jego zmarznięte palce wylądowały na jej zaróżowionych od mrozu policzkach, wplotły się w ciemne oszronione kosmyki, kiedy ją do siebie przyciągał, kiedy nie pozwolił jej się oderwać, aż do utraty tchu, aż w głowie znowu nie zakręciło się w ten dziki, przyjemny sposób.
Kiedy się odsunęła, to on znowu do niej sięgnął głową, znowu do niej szarpnął, jak wtedy kiedy był przywiązany, tak, jak to jego serce też szarpało się do niej, jakby było na jakiejś uwięzi. Dopiero kiedy się odezwała, to spojrzał jej w oczy, i tylko raz między tymi słowami musnął jej wargi swoimi.
- I tak nie będzie, to co za różnica? Żeby było to byśmy musieli się wyprowadzić do Hiszpanii i otworzyć tam, nie wiem... sklep z upominkami? - wzruszył ramionami, tak, że mogła to poczuć, kiedy przyciągnął ją mocno do siebie, na siebie - ale przynajmniej będzie... przyjemnie? Nie będzie tak kurwa, bolało? - znowu musnął wargami jej usta, ale wtedy gdzieś nad jej głową zadzwonił ten telefon i Madox po niego sięgnął zrzucając Pilar w śnieg. Od razu odebrał przykładając go do ucha.
- Wiem... Już jadę. Może daj im kolację Ginny i powiedz, że jak wszystko zjedzą... Będę za piętnaście minut - rzucił jeszcze do słuchawki i się rozłączył, a potem telefon wsunął do kieszeni kurtki - jak się nie pospieszymy, a ty nie dociśniesz gazu, to nie wyrobimy się w piętnaście minut - mruknął, a później to już zbierał się ze śniegu i wyciągał do niej zmarzniętą dłoń - wrócimy do tej rozmowy? - zapytał, kiedy już stała obok niego, kiedy otrzepywał śnieg z jej kurtki - gdzie masz czapkę?

Pilar Stewart
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cały czas rozmawiamy i co z tego mamy.
Właśnie problem leżał w tym, że oni nie rozmawiali. Tutaj każde z nich po prostu k o m u n i k o w a ł o swoją stronę — ona swoje i on swoje. Pilar wiecznie powtarzała, że nie powinni, bo to niebezpieczne, podczas gdy on zarzekał się, że i tak to będzie robić, bo przecież trzeba czuć i sobie pozwalać na miłość. I chuj. Rozmowa powinna polegać na chociaż próbie dotarcia się. Spróbowania zrozumienia tej drugiej strony i wystosowania jakiegoś kompromisu, który chociaż w minimalnym stopniu zadowoliłby oba stanowiska.
I może faktycznie oni przez moment oboje się na to zamknęli — ona nie chciała nawet słuchać o jakichkolwiek wyjątkach od reguły, on zaś miał na wszystko wyjebane i kompletnie nie zważał na konsekwencje. A gdyby tak usiedli i to przegadali? Gdyby rozłożyli to na czynniki pierwsze i poszukali chociaż niewielkiej luki, jakiegoś rozwiązania? Może nie poszłoby im to tak źle. W końcu żadne z nich nie było głupie, potrafili kombinować, przezwyciężać przeciwności na porządku dziennym, to niby dlaczego tutaj miało się to nie udać?
Chciała dać temu szansę. Naprawde chciała. Dlatego już po chwili rzuciła się na niego, powodując przy okazji bliskie spotkanie ze śnieżną zaspą. Wszędzie miała ten przeklęty śnieg — na karku, w butach, pod bluzką i nawet pod stanikiem, chociaż jak się tam dostał, wciąż nie miała pojęcia. Nawet w najmniejszym stopniu jej to nie przeszkadzało, bo pocałunek, jaki między sobą wymienili był na tyle ognisty, że gdyby tylko mógł, wypalił by połowę śniegu z tej polany. I kiedy Pilar w końcu się od niego oderwała, kiedy spojrzała w jego piękne, czekoladowe oczy, a dłonią musnęła szorstki policzek, uświadomiła sobie, jak źle jej było bez niego. Jak bardzo tęskniła do przyspieszonego bicia serca, jego smaku, zapachu i bliskości, która działała na nią jak nic innego na tym skurwiałym świecie.
Uśmiechnęła się delikatnie na tekst o przeprowadzce do Hiszpanii.
W sumie nie brzmi to źle — wzruszyła ramionami, przyglądając mu się uważnie. — Będziemy sprzedawać magnesy i mieszkać zaraz przy plaży… — rozmarzyła się na moment, przysuwając do niego jeszcze bliżej, tak, że teraz pomiędzy każdym staniem mogła składać na jego ustach przelotne pocałunki. — Kupilibyśmy sobie jakiś mały domek z ogrodem. Zabrali Sombre. Pili drinki z palemką. Znaleźli znajomych, którzy tak dla odmiany nie chcą nam wsadzić kulki w łeb… — mogłaby tak wymieniać w nieskończoność, w zimnie i chłodzie, ze śniegiem w majtkach i kompletnie zmarzniętymi dłońmi, leżąc na nim wygodnie i muskając raz po raz jego rozgrzane usta. Usta, do których tak kurewsko tęskniła. O których śniła po nocach, a które teraz musiała znowu tak blisko, tuż przy swoich.
Tylko nawet ta chwila — jak każda inna dobra — nie mogła trwać za długo, bo już po chwili znowu odezwał się telefon i tym razem Madox nie miał zamiaru go zignorować. Zrzucił z siebie Stewart jednym, zwinnym ruchem, a Pilar jedynie poczuła jak każda wolna przestrzeń w jej ciuchach wypełnia się śniegiem.
Dzięki — mruknęła pod nosem, chociaż nawet nie drgnęła. Leżała sobie w cieplutkich drobinkach lodu, czując, jak wszystko topi się na jej wciąż rozgrzanej skórze. Nawet machnęła kilka razy nogami, próbując zrobić coś na wzór aniołka ze śniegu, tylko nim dołożyła do tego ręce, Noriega już był przy niej, szarpiąc do pionu.
Powiesz mi w końcu gdzie jedziemy? — przyjrzała mu się uważnie, przy okazji strzepując nadmiar śniegu z tyłka. — Kto to Ginny? — pytania mnożyły się w jej głowie i chociaż miała kilka opcji w głowie, które była gotowa tu i teraz sprezentować, wtedy on zapytał czy wrócą do rozmowy z wcześniej. Pilar aż zamrugała, spoglądając na niego zaskoczona. Czy oni naprawdę byliby w stanie usiąść jak dorośli ludzie i porozmawiać? Dojść do kompromisu? Chciała tego. Dlatego skinęła głową na jego słowa, przy okazji malując na twarzy ciepły uśmiech.
Chciałabym — rzuciła cicho, jednak wystarczająco słyszalnie, a potem ujęła jego brodę, by złożyć na ciepłych ustach ostatni przelotny pocałunek. Krótką obietnice tego, że ona również była gotowa o tym porozmawiać, a nie tylko stawiać warunki. Proszę bardzo jak dorośli ludzie rozwiązywali spory.
Biorąc pod uwagę, że według Madoxa nie mieli już za dużo czasu, wrócili szybko do auta, jednak nim Noriega zdążył wsiąść po stronie pasażera, Pilar szarpnęła go za ramię i pchnęła na tylne drzwi.
A i jeszcze jedno — przytrzymała go biodrami, przysuwając twarz do tej jego. — Jeszcze raz nazwiesz mnie tragicznym kierowcą, to przysięgam, Noriega, będziesz zapierdalał z buta z tą choinką przez las — zagroziła mu, a minę miała w stu procentach poważną. Chociaż jakby się przypatrzeć, to jednak były tam pewne przeniki uśmiechu. I może jeszcze by coś dodała, ale przecież nie było czasu a i mi się znaki kończą, więc załadowali się do auta i w końcu ruszyli w odpowiednim kierunku, nieco przekraczając prędkość. Minimalnie.


Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To będzie trudne, ta rozmowa miedzy nimi, bo oni mieli tak silne charaktery, tak bardzo bronili swoich racji, a jednak Madox był naprawdę gotowy spróbować. Pierwszy może raz w życiu, bo zazwyczaj to przecież on tak właśnie robił, stawiał swoje racje, wymagał i koniec. Nie było miejsca na szukanie złotych środków, bo zawsze musiało być tak, jak on chciał.
I dzisiaj też to miało iść według jakiegoś tam jego planu, chociaż nie szło, już od początku nie szło, a teraz tym bardziej, kiedy już leżeli w tym śniegu. Tylko z tym akurat Madox był w stanie się pogodzić, bo to też było jak najbardziej w jego stylu, brać to, co przynosił los, to co się działo i wyciskać do cna, może stąd ten śnieg pod jej stanikiem, bo on już w tym pocałunku, sięgał zimną jak diabli dłonią na jej rozgrzany brzuch, pod materiał chyba wcale nie koronkowej bielizny.
Kąciki jego ust uniosły się ku górze, kiedy stwierdziła, że ta przeprowadzka do Hiszpanii nie brzmi źle, a kiedy powiedziała o tym domku przy plaży, to on znowu szarpnął się do niej, żeby musnąć wargami te jej, bo w zasadzie jemu też ta plaża chodziła po głowie przecież. Słuchał jej słów i nawet był sobie w stanie to wyobrazić, a nigdy nie umiał. Bo on całą swoją przyszłość wiązał z Emptiness, z tym, że kiedyś ten klub będzie jeszcze piękniejszy. Kiedyś tam.
Ale w tej chwili to jednak piękniejsza wizja, to były te drinki z palemką i ci znajomi, którzy nie chcieliby ich zajebać.
- A nauczyłabyś się gotować? Bo jeśli tak, to nie uwierzę w takie bajki - wytknął jej czubek języka, ale zaraz pocałował ją zachłannie. Tylko, że później już usłyszeli tą latynoską muzykę i Madox sięgał po telefon, a jednak na to dzięki Pilar posłał jej jakieś przepraszające spojrzenie, wbijając ciemne tęczówki w jej oczy. Przeprowadził tą krótką rozmowę, a później już stawiał Stewart do pionu, chociaż zerknął jeszcze na to odbicie pozostawione na śniegu.
- Rogów mu brakuje - rzucił, ale ona wtedy znowu zaczęła pytać dokąd jadą, a później o Ginny, i Madox się spiął, żeby nie parsknąć śmiechem. Na usta cisnęło mu się też kilka głupich żartów, między innymi, że to matka jego dzieci, czy coś, ale ugryzł się w język, a później ugryzł Pilar w wargę, znowu muskając delikatnie jej usta swoimi.
- Zobaczysz za piętnaście minut, okej? A jak chcesz to możemy się pobawić w zgadywanki, bo pewnie pani detektyw już ma w głowie jakąś wizję - uniósł jedną brew z delikatnym uśmiechem. Który też nie zniknął wcale, gdy ON zaproponował, że wrócę do tej rozmowy. Chociaż Madox tak nie lubił takich rozmów, że aż go skręciło w środku, a jednak widząc ten jej uśmiech, to zaraz puściło, to dla tego jej uśmiechu gotowy był przeprowadzić dziesięć takich rozmów... No dobra, jedną, na początek.
Chociaż kiedy znowu go pocałowała, to może nawet już dwie. Dwie poważne rozmowy w tym roku kalendarzowym.
Już miał wsiadać do samochodu, ale Pilar go szarpnęła i walnął plecami w tylne drzwi, jego ciemne tęczówki znowu odszukały jej pięknych, czekoladowych oczu, kiedy tak mu powiedziała, że jeszcze jedno i on się przez chwilę zastanowił o co jej chodzi. A gdy mu to powiedziała, to znowu się powstrzymał, żeby się nie roześmiać, głośno, więc minę miał dziwną.
- Dobra. Chodź zajebisty kierowco - i kiedy tak przysunęła twarz do tej jego, to on w jednej sekundzie zniszczył ten cały dystans między nimi, te kilka centymetrów, znowu jeszcze raz zaczepnie muskając jej wargi. Nie uważał jej za złego kierowcę, za dobrego, ale przecież jej tego nie powie. Zwłaszcza, że musieli już trochę nadgonić.
Madox znowu wsadził swój telefon w stojak, tylko, że on już po chwili zgasł, bo jednak był przemoczony.
- Ja pierdolę, muszę go wsadzić do ryżu - stwierdził i zerknął na Pilar z ukosa, bo oczywiście, że on nie miał tutaj ryżu, ale może ona miała, skoro się nim żywiła?
Zamiast do ryżu wsadził go jednak do wewnętrznej kieszeni kurtki i zasunął. Przez chwilę chciał ją poprosić o jej telefon, ale w końcu machnął ręką.
- Dobra zawróć tutaj, i w tamtą drogę - pokazał jej jakąś boczną dróżkę, którą minęli - tam już cały czas prosto - chociaż droga nie była jakaś super uczęszczana i trochę zaśnieżona, to jednak przejezdna. Jeszcze.
Bo na szybie zaczęły się osadzać duże płatki śniegu, który teraz prószył malowniczo, aż Madox pochylił się do przodu, żeby spojrzeć w niebo.
- Zajebiście, ciekawe jak stąd później wyjedziemy, jednak trzeba było postawić na sanie - mruknął i znowu odwrócił się do Pilar, bo zanim jeszcze dojechali, to Madox znowu sięgnął do tych toreb, które miał z tyłu, a po chwili wyciągnął z nich czapkę Mikołaja i jakieś czułki w kształcie śnieżynek, pokazał je Pilar - rogów nie mieli, zresztą taka dziewczyna ze stoiska powiedziała mi, że prezenty rozdaje Mikołaj i Śnieżynka, więc robisz dzisiaj za Śnieżkę Stewart - chuj, że Śnieżka i Śnieżynka to wcale nie to samo, dla Madoxa mogło być. Założył na głowę tę czapeczkę, w różki wcisnął Pilar we włosy.
- Hermoso - rzucił wesoło.

Pilar Stewart
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pilar też nie lubiła poważnych rozmów. Nie była do nich przyzwyczajona, a szczególnie do takich, które tyczyły się bezpośrednio niej. Z drugiej strony co się dziwić, kiedy jedyne poważne konwersacje, jakie odbywała z ludźmi w życiu prywatnym, to kiedy dawała im kosza i próbowała jakoś grzecznie wyjaśnić, że nie bawi się w związki i wolałaby, żeby tak zostało.
Rozmowy na komisariacie, przesłuchania — to była już zupełnie inna bajka. Tam czuła się jak ryba w wodzie, ale przecież wtedy nie musiała rozmawiać o swoich uczuciach. Tam liczyły się suche fakty i manipulacja. Chociaż dla Madoxa była w stanie to zrobić — była gotowa postawić się w niekomfortowej sytuacji i przedyskutować co powinni z tym wszystkim zrobić. Może dojdą do jakiś wniosków. A może znowu po prostu się pokłócą. Trzeba będzie spróbować i się przekonać.
Teraz jednak nie było na to czasu, bo przecież musieli się śpieszyć, żeby dojechać na czas… no właśnie, gdzie? Gdzie on mógł ją ciągnąć? Przeszło jej przez myśl kilka pozycji, szczególnie biorąc pod uwagę tą wielką choinkę i paczkę ozdób. Wspomniał też prezenty, więc można było wnioskować, że pewnie było to coś związanego z dzieciakami? Aż westchnęła głośno. Pilar lubiła dzieci, ale kurwa, ten klimat świąt naprawdę działał jej na nerwy.
Odpaliła samochód i zawróciła zgodnie z instrukcjami Noriegi. Od razu wcisnęła gaz do dechy, co jakiś czas zaglądając jak telefon na stojaku powoli umiera z powodu zalania. Aż prychnęła głośno, gdy wspomniał ryż.
Nie patrz tak na mnie. Tutaj nie trzymam ryżu — przewróciła oczami, kręcąc głową z niedowierzaniem. Bo co on myślał? Że Pilar nagle wyciagnie wielką paczkę długoziarnistego ryżu albo jakiegoś innego basmati z tylnego siedzenia? Jego niedoczekanie, chociaż… — Ale w domu mam z dwa kilo — dodała po chwili, spoglądając na niego wymownie. Tak, był to pierwszy raz, kiedy to ona dała jasno do zrozumienia, że jeszcze dzisiaj będzie mile widziany u niej w mieszkaniu. Bo przecież mieli pogadać, tak? Gdzieś musieli to zrobić.
A co do tego gotowania… — wróciła na moment do tematu z polany, kiedy taplali się w śniegu i rozmawiali. — Jeszcze kiedyś cię zaskoczę — rzuciła z delikatnym uśmiechem i spojrzała na niego przelotnie. Pilar nienawidziła gotować, była w to chu-jo-wa, a jednak miała taką cichą chęć czegoś się nauczyć, ugotować coś, by sprawić mu przyjemność. Może nie będzie to nic wielkich lotów, ale może chociaż jakiś dodatek to pieprzonego ryżu?
Chociaż teraz mieli zupełnie inne priorytety, a śnieg, który nagle zaczął prószyć intensywnie wcale nie pomagał. Pilar starała się ile mogła, by zniwelować spóźnienie, jakie sobie narobili tym nagłym postojem i szukaniem telefonu, i chociaż wycieraczki pracowały na pełnych obrotach, widoczność była mocno chujowa. A jakby tego było mało, Madox wyciągnął z pudła coś czego obawiała się od chwili, w której załadowali się do auta…
No chyba sobie żartujesz — aż przewróciła oczami, kiedy założył jej na głowę opaskę z jebanymi śnieżynkami. I do tego takimi dzwoniącymi, które wydawały z siebie dźwięk za każdym razem, gdy Pilar chociaż minimalnie ruszyła głową. — Nie no, kurwa, bierz to ode mnie — uniosła rękę i jednym, zwinnym ruchem ściągnęła z siebie to ustrojstwo. Rzuciła je Madoxowi na kolana, przyciskając nogę do gazu.
Czemu on ją do tego zmuszał? Dlaczego nie potrafił uszanować faktu, że ona nie trawiła całej pieprzonej magii świąt? Z drugiej strony, skąd miał wiedzieć? Westchnęła głośno, wypuszczając z ust kolosalną ilość powietrza.
Nie lubię świąt, Madox — zaczęła w końcu, wbijając spojrzenie przed siebie. — Osiemnaście lat w bidulu jedyne co robiliśmy na święta to dodatkowe okrążenie wokół ośrodka i czasami za dobre zachowanie dostawało się starego piernika. Wiesz ile zębów na nich złamałam? Trzy. A poza tym… — zacisnęła palce mocniej na kierownicy. Nie lubiła opowiadać o swojej przeszłości, raczej tego nie robiła, a jednak przy nim może mogła sobie pozwolić? Może powinna? Skoro budowali między sobą coś więcej niż tylko bajeczny seks? Oparła głowę o zagłówek, prostując ręce. — W pierwszy dzień świąt zawsze były wizytacje rodzin, które były w trakcie adopcji. Brali je na jarmark, kupowali gorącą czekoladę i inne gówna, o których potem każdy nawijał jeszcze tydzień po powrocie. Nawet brali je do domu na ubieranie choinki. A ja ten czas spędzałam na schodach z książką albo pod łóżkiem. Wiec kurwa jebać święta, jebać czas przebaczenia, jebać gorącą czekoladę, jebać przesłodzone jarmarki i tą opaskę w śnieżynki też kurwa jebać — może dla kogoś, kto nigdy nie był zamknięty przez większość życia w czterech ścianach domu dziecka, to wszystko wydawało się cholernie błahe, ciężkie do wyobrażenia, a jednak dla niej to wcale nie było nic. Bo dla dziecka, które nigdy nie doświadczyło miłości, święta kojarzyły się jedynie z samotnością i zawodem. I tym właśnie były dla Pilar. I jeśli Madox chciał chociaż w jednym procencie zmienić jej zdanie, musiał się naprawdę kurewsko postarać.


Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniósł jedną brew, kiedy powiedziała to, że w domu ma ze dwa kilo ryżu, nie dlatego, że dziwiło go po co jej aż tyle ryżu, tylko dlatego, że tym razem go zaprosiła i nie było gadania, nie Madox nie możesz, albo zastanowimy się, albo zobaczymy, ale pewnie nie, bo tak nie można. Bo my nie możemy. Aż przez głowę mu przemknęło, że może jednak da się ją namówić, na cokolwiek...
Z jej kolejnymi słowami kolejna brew skoczyła mu do góry.
- Zawsze mnie zaskakujesz, ale jakbyś coś ugotowała i nie pocięła sobie przy okazji palców, to nie wiem... Musiałbym się chyba oświadczyć, więc uważaj Stewart - to nie tak, że Madox szukał sobie żony, która potrafi gotować, w ogóle nie szukał. Miał to w dupie właściwie, bo już raz był taki głupi i kupił pierścionek za wszystkie oszczędności, a potem wyjebał go do tej Medellińskiej rzeki, w której utopiła się Donia Carmen, czy jakaś tam. Drugi raz nie zamierzał robić z siebie pośmiewiska, błazna.
Chociaż w tej Mikołajkowej czapce wyglądał śmiesznie, a jednak pasowała mu nawet do tej ciemnej brody, której nie przystrzygł specjalnie, żeby dzisiaj wyglądać bardziej mikołajkowo.
- Ho ho ho, ktoś tutaj dzisiaj jest bardzo niegrzeczny i dostanie chyba rózgą po tyłku - powiedział udając głos Mikołaja i posłał jej wymowne spojrzenie, ale zaraz złapał te różki śnieżynki i wcisnął je sobie na czapkę, poruszał głową, żeby zadzwoniły - chuj, będę Mikołajo-śnieżynką, a Ty będzie mi po wszystkim zazdrościć - oczywiście, że jej nie wyjaśnił czego, bo nie zamierzał zanim nie dotrą na miejsce. Słuchał za to jej słów z ciemnymi oczami utkwionymi w jej profilu, sięgnął nawet ręką do jej dłoni, żeby położyć ją na niej w jakimś pokrzepiającym geście, a później chwycił jej palce w swoje i ściągnął na moment jej dłoń z kierownicy, żeby musnąć jej knykcie wargami, a na koniec jeszcze szczypnąć zębami. Bo jednak te pokrzepiające gesty Madoxa to były zgoła inne niż delikatne głaskanie Galena Wyatta. I te słowa, które zaraz opuściły jego usta też były inne. Bo kurwa on się tu przecież nie będzie rozczulał, jego święta też zawsze były... średnie. Dwa razy przesiedział je nawet w pace, raz w Kolumbii i raz w Toronto.
- Ale już nie jesteś małą Pilar, która w święta chowa się z książką pod łóżkiem, więc pora wziąć się w garść Stewart i powiedzieć, nienawidzę tych jebanych świąt, ale ktoś dzięki mnie może mieć je trochę lepsze. Co myślisz? - zapytał i przysunął się do niej ponad skrzynią biegów, a potem tę jej rękę, której palcami wciąż się jeszcze bawił, oparł sobie na karku, przesunął nią po nim pod tę mikołajkową czapkę - no i... już nie jesteś sama, a jakbyś jednak chciała wleźć pod to łóżko, to pamiętaj, że ja wlezę tam do Ciebie - jeszcze na moment spojrzał jej w oczy, kiedy się do niego odwróciła, ale zaraz jego ciemne tęczówki padły na okno - hamuj! - krzyknął i Pilar w ostatniej chwili nacisnęła na hamulec aż znowu nimi szarpnęło, ale zdążyła zareagować, bo wyrósł przed nimi jakiś zaśnieżony znak - ja jebię, chyba spadło z góry - bo to był taki szyld, który odpadł znad bramy, w którą wjeżdżali i teraz dyndał niebezpiecznie nad samochodem.
Sierociniec Słoneczko - głosił znak. Madox może nie spędził dzieciństwa w bidulu, ale trochę wiedział jak to jest. Chociaż Madox przecież wcale nie lubił dzieci, ale kiedyś dawno temu poznał Ginny, która pracowała w opiece socjalnej i może nawet chciał z nią wyskoczyć na drinka, a ona zamiast do klubu zabrała go tutaj, no i on tutaj przyjeżdżał prawie od tych dziesięciu lat. A dzisiaj zamierzał tutaj zabrać Stewart, chociaż... Co jeśli jakieś traumy powrócą? Madox jednak wychodził z założenia, że trzeba z nimi walczyć, zostawić za plecami to co było, a brać z tego co jest teraz. On tak robił. Nie myślał wcale o zeszłych świętach, które spędził sam w Emptiness ze swoim psem, bo może w tym roku będzie inaczej? Już dostał kilka zaproszeń na jakieś świąteczne spędy, ale w sumie on czekał jeszcze na jedno konkretne.
- Dobra, przytrzymam to, a Ty przejedź, a potem im to naprawię - powiedział i wyskoczył z samochodu, a potem już w tej mikołajowej czapce skakał, żeby sięgnąć tego znaku i jakoś go rozbujać, a potem złapać tak, żeby Pilar mogła pod nim przejechać. Udało się.
Mogła wreszcie zaparkować przed obdrapanym budynkiem sierocińca, o którym chyba zapomniał świat, bo budynek wyglądał źle, chociaż okna poprzyozdabiane były ozdobami, robionymi przez dzieci. W jednym mieniły się kolorowe lampki i kiedy Madox stanął koło Pilar, to właśnie w niej spojrzał.
- O mają choinkę - stwierdził, ale jakoś wcale się nie zniechęcił, bo już po chwili dawał Stewart te paczki z ozdobami i prezentami, a sam szarpał się z drzewkiem.
Kiedy weszli do środka okazało się, że ta ich choinka jest z plastiku, ma chyba ze sto lat i wygląda jakby ktoś ją przeżuł i wypluł, czyli jednak...
Choinka Madoxa zrobiła wrażenie.
Tak jak zresztą i oni, bo kiedy dzieciaki ich zobaczyły, to nawet nie skończyły kolacji.
- Madox!

Pilar Stewart
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Droga chociaż zaśnieżona wcale nie była taka ciężka. Pomimo wzniecającej się śnieżycy, udało im się spokojnie dojechać do odpowiedniej miejscowości, a przy okazji jeszcze porozmawiać w świętym spokoju. I to, że Stewart podzieliła się z nim częścią swojej historii wcale nie było podyktowane poszukiwaniem współczucia — już dawno pogodziła się z tym, co się stało i jak bardzo połowa jej życia została zmarnowana — Pilar chciała jedynie uzasadnić mu swoją niechęć do świąt. Bo może faktycznie nie była już małą Pilar, która przesiadywała samotnie na chłodnych schodach, ale jednak wciąż tą samą Pilar, która nienawidziła świąt.
Chociaż kiedy on tak powiedział o tym, że już przecież nie była sama, że Madox chętnie dołączyłby do niej pod wspomnianym łóżkiem, przy okazji całując jej dłoń, poczuła w sercu niemały uścisk. Wzdłuż kręgosłupa momentalnie zawędrował ciepły prąd, powodująć, że palce, które wcześniej spokojnie osadzały się na jego szorstkiej skórze, nagle zacisnęły się mocniej. Spojrzała na niego przelotnie i już chciała rzucić w jego kierunku kilka równie ciepłych słów, już otwierała usta, tylko wtedy on krzyknął donośne hamuj i Pilar nie zastanawiając się nawet sekundy, zrobiła co jej kazał.
I całe kurwa szczęście, bo jeszcze kilkanaście centymetrów, a turkusowa Toyota miałaby bliskie zderzenie z metalowym znakiem, który wyrósł niespodziewanie z nieba.
Ja pierdole — tylko tyle zdążyła z siebie wyrzucić, oddychając ciężko po tym, jak pas ponownie i w pełni agresywnie wbił się w jej żebra. W następnej chwili już obserwowała, jak Madox wyskakuje z samochodu, żeby zabrać się za podnoszenie znaku, przy okazji przyglądając się napisowi na szyldzie. Czuła gdzieś pod skórą, że mógł ją zabrać gdzieś do dzieci, jednak nie miała pojęcia, że będzie to akurat jakiś zaniedbany sierociniec za miastem.
Uśmiechnęła się delikatnie pod nosem, po czym zaparkowała na jednym z wolnych miejsc tuż przy budynku. Pilar często bywała w bidulu w centrum Toronto, w którym sama się wychowała — pomagała w wolne dni, niekiedy stawała na zmywaku, a w te inne, spokojniejsze, czytała dzieciakom książki. Kiedyś nawet zapisała się na oficjalny wolontariat, jednak przez typ pracy jaki prowadziła, nie była w stanie odpowiednio się zaangażować.
Czyli te prezenty i cała ta szopka z drzewem… — zaczęła spokojnie, wychodząc z auta i przyglądając mu się uważnie. — To wszystko dla dzieciaków z bidula? — dopytała głupio, bo przecież już doskonale znała odpowiedź. Może po prostu chciała to usłyszeć z jego ust? Tak jak w tamtej chwili pomimo tego, że już byli spóźnieni, gdy tylko Madox podszedł do auta, Pilar zarzuciła mu ręce na szyję i przyciągnęła bliżej, sama opadając plecami na karoserię samochodu. — ¿No se suponía que eras un mal gángster?A ty nie miałeś przypadkiem być złym gangsterem? Spytała, przyciągając go jeszcze bliżej i wplatając chłodne palce pomiędzy blond włosy. Tyle razy powtarzał jej, że przecież był zły, że wcale nie miał tak dobrego serca, jak się jej wydawało, a tu prosze — kupił dzieciom z sierocińca prezenty i pieprzoną choinkę, by zaznały chociaż trochę szczęścia. Na taki uczynek nie byo stać nawet nie jednego dobrego człowieka. Aż zadrżała, kiedy przysunęła twarz do tej jego, a następnie złożyła na ciepłych wargach czuły pocałunek.
Czy było jej głupio, że wcześniej tak zrzędziła? Może. Czy miała zamiar mu o tym powiedzieć? Absolutnie nie. Ten pełen wdzięczności pocałunek musiał mu wystarczyć. Poza tym i tak nie mieli czasu na cokolwiek więcej, bo przecież byli już s p ó ź n i e n i.
Zgarnęła pudło z ozdobami i torby z prezentami, podczas gdy on zajął się choinką, a już po chwili stali w środku, odstawiając wszystko na bok i zdejmując oprószone śniegiem kurtki, chociaż w środku wcale nie było tak ciepło. Budynek sierocińca Słoneczko nie był w najlepszym stanie — ze ścian schodziła tapeta, schody skrzypiały pod najmniejszym naciskiem, a w powietrzu unosił się nieprzyjemny zapach starości, chociaż przecież dookoła biegały same dzieci.
Jeden chłopczyk nawet podbiegł prosto do nich, czając się i próbując zajrzeć do toreb, które Pilar ustawiła pod ścianą.
A co jest w środku? — zapytał ciekawsko, zarzucając rączki za plecy i spoglądając na Pilar wielkimi oczami. — Prezenty?! — aż podskoczył, przyglądając się jej uważnie, na co Stewart jedynie uśmiechnęła się szeroko.
Ale tylko dla grzecznych dzieci — odpowiedziała, przykucając tuż przed chłopaczkiem. Mógł mieć może z sześć lub siedem lat, o czym mogły świadczyć pierwsze dziury po mleczkach.
Ja byłem bardzo grzeczny! — wypiął dumnie pierś. — Nawet dzisiaj pomogłem przy śniadaniu i złapałem DWA pająki, chociaż dziewczyny strasznie krzyczały. Ja się nie bałem, więc je dla nich złapałem i wyniosłem za drzwi. A ty byłaś grzeczna?
No pewnie, że tak — odpowiedziała praktycznie od razu, poprawiając niesforny kosmyk, który osunął się po jej twarzy.
A ty byłeś?! — tym razem chłopak spojrzał na Madoxa, przyglądając mu się uważnie. — I czemu masz opaskę na czapce?

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Nie... To dla Ciebie... - odpowiedział na to jej pytanie i może nawet powiedziałby coś jeszcze, ale Pilar już zarzucała mu ręce na szyję i przyciągała go do siebie. I tu rzeczywiście nie chodziło o te dzieciaki, chociaż o nie też, ale Madox mógł tutaj przyjechać sam, jak zwykle, bardziej mu chodziło o nią. Może o to, żeby jej pokazać, że ona już nie jest tą małą Pilar z bidula, chociaż wciąż tą samą. Ale kurwa. Ona teraz może już te święta spędzać zupełnie inaczej niż na schodach, albo pod łóżkiem. I może nawet sprawić, że one się dla kogoś odmienią, dla tych dzieciaków na przykład. Albo dla takiego jednego właściciela klubu z centrum.
Od razu oparł dłonie na jej biodrach przyciskając ją mocniej do tego samochodu.
- Soy un gangster muy malo - jestem bardzo zły gangus, mruknął i pochylił się nad nią i nawet szczypnął zębami jej wargę, i już nawet miał się odsunąć, ale wtedy Pilar wplotła palce w jego włosy, a później go pocałowała, czule, jakoś tak ciepło, nie ogniście jak zwykle, inaczej. I Madox jeszcze przez chwilę stał i patrzył w te jej duże, brązowe oczy, przechylił na bok głowę.
- Me encantas - uwielbiam Cię, rzucił kiedy już się od niej odsuwał, bo tak, byli już spóźnieni.
Co od razu oznajmiła Ginny, kiedy tylko weszli do środka.
- Ale mam choinkę i pomocnika - wytłumaczył się Madox i od razu obejrzał na Pilar, która jednak już stała obok z jakimś chłopcem. I chociaż Madoxa w tym czasie szarpała za nogawkę już mała Dory, z którą często układał puzzle, to on zagapił się na Stewart. Dopiero gdy dziewczynka zapytała go czy ma dla niej te puzzle z lalką Barbie, które jej obiecał, to kucnął, żeby wziąć ją na ręce.
- Na pewnie, musiałem jechać do Mikołaja, żeby mu wyjaśnić jak one wyglądają - rzucił z poważną miną. Zły gangus Madox musiał wyjaśnić Mikołaja, nawet to do niego pasowało. Kucnął z Dory koło chłopaczka, z którym rozmawiała Pilar.
- Danny na pewno nie był grzeczny - wtrącił się Madox, ale dzieciak już pytał się Noriegi czy on był, na co Madox pokręcił głową - bardzo niegrzeczny... chyba należy mi się rózga - zerknął na Pilar z ukosa, ale Dory złapała się za policzki - na pewno nie Madox, naprawiłeś nam bajki i dałeś grę, to grzecznie z Twojej strony - Madox parsknął, bo chyba to rzeczywiście z jego strony całkiem grzecznie. A na pytanie Danny'ego o opaskę sięgnął do swojej czapki.
- Bo w sumie miałem być pomocnikiem Mikołaja i Śnieżynki, bo nie mogła tutaj dzisiaj przyjechać, ale może nią być Dora - i zdjął tę opaskę, żeby włożyć ją dziewczynce na główkę, całkiem delikatniej niż wtedy, gdy wciskał ją Pilar. Mała się roześmiała, a potem cmoknęła go w pokryty czarnym zarostem policzek.
- Wow, nie wiem czy sobie zasłużyłem - Madox uśmiechnął się szczerze, a później postawił dziewczynkę na ziemi, bo powiedziała mu, że idzie pokazać dziewczynkom, ale Madox ją zatrzymał i jeszcze sięgnął do tych paczek, żeby wyjąć pierniczki, które dostał od sąsiadki Pilar, trochę ich zjadł, ale było ich tam jeszcze mnóstwo, bo staruszka miała gest - to jako Śnieżka możesz im dać pierniczki - powiedział, a kiedy dał je już Dorze, to jeszcze sięgnął po jednego, bo na wierzchu leżał ludzik z odgryzioną głową, którego Madox nie skończył, bo wysiadał już za Pilar. I teraz też odwrócił się do Stewart, żeby jej tego pierniczka zaproponować, ale jak nie chciała, to sam go zjadł, ze smakiem. Do Danny'ego podeszło jeszcze kilku chłopaczków w różnym wieku i Madox zaczął z nimi zbijać piątki.
- Madox masz nową fifę? Mówiłeś Mikołajowi? Zagramy później? - krzyczeli jeden przez drugiego, a Noriega wzruszył ramionami - nie wiem, okaże się, ja wszystkie listy mu przekazałem, ale to zależy czy byliście grzeczni - znowu się uśmiechnął i odepchnął butem torbę, w której rzeczywiście miał tę grę - zjedliście wszystko? Bo zaraz idę sprawdzić - dodał Noriega, a Danny krzyknął, że już idzie jeść, a za nim poleciała reszta dzieciaków. Zostali na chwilę (marne 1k znaków ) sami z Pilar, bo Ginny też poszła sprawdzić jak kolacja. Dzieci nie było dużo, kilku chłopców, kilka dziewczynek, raczej takie kilkulatki. Madox obejrzał się przez ramię, a potem stanął przodem do Stewart.
- Wymęczą nas - mruknął i znowu zrobił krok w jej kierunku, a później rozsunął kurtkę i na tej jego białej, normalnej koszulce, nie kolorowej koszuli, bo dzisiaj był jakiś taki incognito przecież, wykwitła na boku czerwona plama, po tym jak ten jebany pas wbił mu się w tę ranę. Madox strzelił oczami.
- Ja pierdolę... - mruknął i zdjął kurtkę, żeby ją rzucić na jakiś wieszak, a potem odwrócił się do Pilar tym bokiem - bardzo to widać? Jest źle? Może wygląda jak nadruk? - zapytał, chociaż jak na jego oko wyglądało to trochę kiepsko, ale dzieci się może nie skapną?
Lepiej by było jakby miał na sobie jedną z tych swoich kolorowych koszul, to wtedy plama byłaby niewidoczna. Ale nie miał. Do tego nawet nie miał nic na zmianę.

Pilar Stewart
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Znała go już trochę.
Wiedziała, że za maską niewzruszonego życiem właściciela elitarnego klubu chowało się o wiele więcej, niż mogło się ludziom wydawać. Mało kto poznał go tak dobrze jak ona, widział jego rodzinny dom, usłyszał te wszystkie historie z dzieciństwa, marzenia o wielkiej karierze i planach na życie. Pilar z pierwszej ręki widziała i doświadczyła te wszystkie piękne cechy jego charakteru, gdy raz po raz się przed nią odkrywał, gdy wstawiał się za słabszymi, troszczył o nią i walczył, jak nikt nigdy wcześniej.
Znała go trochę, a jednak w takich chwilach jak ta — kiedy pokazywał jeszcze więcej wielkiego serca i chęci pomocy innym — czuła się, jakby odkrywałą go na nowo. Dokładała kolejny klocek do wielkiej układanki, która tworzyła jego obraz w głowie Stewart. I ten obraz na aktualną chwilę wyglądał… bardzo dobrze.
Przyjrzała mu się uważniej, gdy przykucnął przy niej i Dannym, wdając się w dyskusje o tym, kto był grzeczny, a kto nie i dlaczego w tym wszystkim Madox jednak wcale nie zasłużył na żadną rózgę. Czy była zaskoczona faktem, że nie była to jego pierwsza wizyta w tym miejscu, że bywał tu o wiele częściej? Z jednej strony tak, bo przecież nigdy wcześniej jej o tym nie wspomniał, a z drugiej to tylko pokazywało, jak wiele jeszcze o sobie nie wiedzieli. I może to nieco ckliwe, nieco do nich nie podobne, ale w tamtej krótkiej chwili, Stewart poczuła taką kurewską potrzebę, by wiedzieć o nim wszystko. By poznać go od każdej możliwej strony — z tym co dobra ale i złe. By móc fascynować się tym, jaki był i co jeszcze siedziało głęboko zakorzenione w jego duszy i sercu.
Tak się na niego zapatrzyła, że ominęła ją połowa rozmowy o śnieżynce i świętym Mikołaju. Otrząsnęła się dopiero w momencie, gdy Dora pobiegła do innych dzieci, a Madox zaoferował jej piernika. Ledwo ruszyła głową w prawo, by grzecznie odmówić, a Noriega już wciskał sobie ciastko do ust, mrucząc pod nosem i oblizując wargi, podczas gdy dookoła wyrosło jeszcze z pięciu chłopaczków, wypytujących Noriegę o grę.
Mikołaj ma dla was fife? — otworzyła szeroko oczy, zarzucając ręce na biodra i spoglądając po twarzach chłopaków. — To musi was chyba lubić — aż spojrzała w ciemne oczy Madoxa. Czy on naprawdę kupował im tu aż takie prezenty? Aż pożałowała, że nie wiedziała wcześniej, gdzie jechali, może wtedy Pilar też mogłaby dołożyć cegiełkę do tych prezentów i dodać coś od siebie.
A ty wiesz, co to fifa? — zapytał Danny, przyglądając się jej spod przymrużonych powiek i ze zmarszczonym czołem. — Przecież jesteś DZIEWCZYNĄ.
I co z tego, że jestem? — dopytała zainteresowana, nachylając się w jego stronę.
Dziewczyny nie grają w gry — aż skrzyżował dłonie na piersi, by pokazać, jak bardzo pewny był swoich przekonań.
Ah tak? — sięgnęła do kieszeni po telefon. — W takim razie pewnie nie chcesz zobaczyć mojej kolekcji kart Fantasy z unikalnymi piłkarzami… — cmoknęła pod nosem, podnosząc się z parteru, faktycznie udając obojętność, tylko wtedy Danny szarpnął ją za skrawek koszulki, krzycząc głośno JAK TO?! i POKAŻ. Nawet jego koledzy, którzy przysłuchiwali się tej rozmowie również podeszli bliżej. I faktycznie im pokazała. Bo przecież Pilar wiecznie obcowała wśród facetów, grywała w gry na porządku dziennym, a nawet robili sobie na komisariacie rozgrywki w Fifę i zajęła w nich dumne czwarte miejsce.
Pokazała im kilka kart i chociaż chłopaki wcale nie chcieli odchodzić, Ginny szybko przywołała ich do porządku i zawołała do jadalni. Wyprostowała się, rozciągając zastały kręgosłup.
Od razu wymęczą — wyrzuciła ręce w górę, wyciągając się jak struna, aż koszulka odsłoniła jej nagi brzuch. I nawet chciała coś dodać, że przecież dzieciaki były super, a potem jeszcze coś na temat tych drogich prezentów, że chętnie mu się dołoży, tylko on wtedy rzucił to ja pierdole i Pilar w sekundę zerwała się z miejsca i ruszyła w jego stronę.
Kurwa, Madox — bardziej niż plamą przejęła się jego stanem. Jak ona mogła w ogóle zapomnieć o tej ranie? Kiedy to się stało? Jak rzuciła go na śnieg? Jak hamowała? — Trzeba ci zmienić opatrunek — oznajmiła praktycznie od razu, tylko on wtedy zapewne szybko wybił jej to z głowy, bo przecież nie mieli tutaj żadnych gazików i chociaż można by poprosić Ginny, Noriega nie chciał robić problemu. Za to Pilar kazała mu obiecać, że jak tylko wrócą do mieszkania, to pierwsze co zrobi, to zmieni mi ten przeklęty opatrunek. A co do plamy…
Nie jest aż tak źle… — skrzywiła się, robiąc pół kroku w tył, by przyjrzeć się temu z dystansu. — Jakby tak zamknąć jedno oko i przymrużyć drugie… — mruczała pod nosem, próbując znaleźć jakiś pozytywny kąt patrzenia na sytuację, nieskutecznie. — Nie no, kurwa, jest tragicznie — poddała się, wyrzucając ręce w górę i już po chwili podeszła do niego, łapiąc za materiał. — Nie ma opcji, że to teraz spierzemy — po pierwsze krew już była zaschnięta, a po drugie plama zrobiła się całkiem duża, więc Madox skończyłby z jeszcze bardziej ubabraną koszulką.
Niby nie było wyjścia z sytuacji, niby trzeba było się pogodzić z plamą i po prostu łudzić, że nikt nie zauważy, tylko Pilar nie byłaby sobą, gdyby chociaż nie spróbowała coś na to poradzić. Rozejrzała się po pomieszczeniu, przeszła kawałek po korytarzu, zaglądając do salonu, by po chwili odwrócić się do Noriegi z impetem.
Jak bardzo lubisz tą koszulkę? — spytała, wbijając w niego ciemne spojrzenie, w którym on bez problemu mógł zobaczyć te diabelskie dziki błyski kurwiki. I chociaż to pytanie było łudząco podobne do tego, które on zadał jej w malowniczym Medellin, Pilar wcale nie miała zamiaru jej szarpać. — Chodź — machnęła na niego ręką i sama pierwsze weszła do salonu. — Nie wiem na ile to wyjdzie, ale… — wskazała na stos markerów w koszyku tuż przy oknie. — Warto spróbować — wzruszyła ramionami. Lepszego pomysłu i tak nie mieli, a poza tym, to była tylko biała koszulka i tak już upierdolona tak na dobrą sprawę, więc bardziej zniszczyć się jej nie dało.
Ujęła jego dłoń, ciągnąc go w stronę okna i tej żałosnej plastikowej choinki, na widok której jedynie przewróciła oczami. A potem już łapała za markery, wybierając najlepsze kolory.
Naciągnij ją i trzymaj, o tak — poinstruowała go, pokazując pod jakim kątem powinien napiąć materiał, a potem już nawet bez jakiejkolwiek dyskusji zaczęła po nim bazgrać. Picasso z niej był raczej średni, ale coś tam umiała namalować. I w tym przypadku zrobiła na jego koszulce wielkiego, krzywego Mikołaja w czerwonej czapce, którą przeciągnęła w taki sposób, że wielka plama z krwi wyglądała jak pompon. I jak twarz wyszła jej całkiem niezła, tak z oczu wyszedł tak wielki zez rozbieżny, że finalnie musiała dorobić Mikołajowi czarne okulary przeciwsłoneczne.
Świetnie, teraz to nawet Mikołaj wygląda jak gangus — stwierdziła, przyglądając się temu dziełu sztuki. — Może jeszcze mu kurwa jointa w ustach dorobimy? — ale przynajmniej wielka plama z krwi już wcale nie rzucała się w oczy.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#26”