-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Czuję się dobrze sama ze sobą - potwierdziła szybko. - Po prostu czasami… - zrobiła pauzę i zastanowiła się nad tym, co dokładnie chciała przekazać - czasami niektóre rzeczy fajniej jest robić z kimś. I diabelski młyn zawsze wydawał mi się właśnie jedną z tych rzeczy - dokończyła. Mówiła szczerze, choć chyba sama na moment zapomniała, że samotność w tej sytuacji wcale nie była głównym clou, tylko jej brak pieniędzy.
- W takim razie mamy dogadane - obdarowała Galena szerokim uśmiechem, bo skąd mogła wiedzieć, że idea niespodzianki wcale mu nie pasowała? Trzeba przyznać, że świetnie to po sobie ukrył, bo nawet Nelly, która dość dobrze czytała z ludzi, niczego nie zauważyła. A może wcale nie doszukiwała się podejrzeń, będąc podekscytowaną faktem, że mężczyzna przystał na jej propozycję? Kto wie, najwyraźniej traciła przy nim cząstkę swojej czujności.
- Mój szef nie jest groźny - z rozbawieniem pokręciła głową. - Jest raczej zadufany w sobie i egoistyczny. Liczy się dla niego tylko zysk, a nie ludzie - sprecyzowała, żeby jej towarzysz nie miał przed oczami sylwetki jakiegoś zbira ze złotym łańcuchem na szyi i ciałem pokrytym wątpliwej jakości tatuażami.
- Nie wiem, czy w Ameryce Południowej byłoby lepiej, nigdy tam nie byłam - właściwie, to nie była nigdzie, poza Kanadą. Bo za co, z kim i kiedy? - Ale nie zaprzeczyłeś, że nie jesteś porywaczem, więc teraz zaczęłam się zastanawiać, czy zadawanie się z tobą jest w ogóle bezpieczne - dokończyła, a na jej ustach majaczył figlarny uśmieszek.
- Powiedz mi jeden fakt o sobie, który sprawi, że przestanę martwić się o swoje życie - postanowiła pociągnąć go za język. Czy w rzeczywistości miała przy nim choć cień obawy? Absolutnie nie. Widziała w życiu tyle dziwnych osób, że mało co było w stanie przyprawić ją o gęsią skórkę. No może pająki. Ale tylko te duże i włochate!
- Żeby znaleźć się na najlepszej, to niestety będziesz musiał się trochę bardziej postarać - odpowiedziała. I nawet to puszczanie oczek i głębokie patrzenie w oczy nie da mu tak szybkiego awansu. Tak, trzeba przyznać, że głębia jego niebieskich tęczówek hipnotyzowała Nelly, która za każdym razem podtrzymywała kontakt wzrokowy i nie czuła się nim speszona, czy przytłoczona. Zawsze lubiła niebieskie oczy, bo jej - ciemnobrązowe - wydawały się takie zwyczajne i nudne. A niebieskie? Każde były inne i miały w sobie jakiś pierwiastek wyjątkowości, co bardzo się jej podobało.
Niczym zaczarowana wpatrywała się w panoramę miasta. Wiedziała, że przejażdżka trwa tylko krótką chwilę, więc chciała nacieszyć się tym widokiem na zapas. Co jakiś czas tylko wskazywała palcem na coraz to nowe miejsca, które udało jej się wypatrzeć, nie będąc świadomą, że przez ten czas Galen przyglądał się dla odmiany jej. Dopiero pytanie o widoki z jej mieszkania przywróciły ją na ziemię. Odkręciła się w stronę mężczyzny.
- Na pewno nieporównywalne do tych. Mieszkam na szarym blokowisku i jedyny widok, jaki mam, to na zapuszczony trawnik… i inny blok - zmarszczyła nos, bo nie było w tym nic fascynującego. Aczkolwiek, może to pomogło Galenowi lepiej zrozumieć jej ekscytację, bo w przeciwieństwie do niego, nie miała tego na co dzień.
- Nie byłam, ale słyszałam, że jest tam bardzo pięknie. Może kiedyś - wzruszyła ramionami. Absolutnie nie przewidywała, by w najbliższym czasie się tam wybrała, ale może kiedyś nadarzy się odpowiednia okazja. Kto wie?
- Niewiele widziałam w Toronto. Jestem tutaj dopiero sześć miesięcy i właściwie, to nie miałam zbyt wiele czasu na zwiedzanie - wyznała. - No i nie miała przewodnika, ale wydajesz się mieć odpowiednie kwalifikacje, więc możesz nim zostać - dodała i szturchnęła zaczepnie Wyatta łokciem w bok.
Galen L. Wyatt
-
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
Żyć trochę inaczej, w zgodzie ze sobą, tak, żeby ten pieprzony film który wyświetla się przed oczami tuż przed śmiercią był trochę lepszy niż tanie porno, wymieszane ze słabą komedią.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkisątyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- I nie masz ich z kim robić, z nikim się... nie spotykasz? - może nie zadaje się takich pytań nowopoznanej dziewczynie? Ale z drugiej strony Galen zawsze był dość bezpośredni. I czasami te pytania, które stawiał też były trochę... nie na miejscu. Ale kto pyta nie błądzi, prawda? A Wyatt nie lubił marnować czasu na błądzenie, lubił mieć postawione sprawy jasno.
- A jak Cię złapię? Przyjdę po Ciebie na jarmark i zabiorę Cię na randkę? - zapytał dość poważnie, no bo to, że są dogadani to też dla niego było jasne i Galen nie rzucał wcale słów na wiatr. Ale tak się złożyło, że nie miał ze sobą ani telefonu, ani portfela, ani zegarka. Kolokwialnie rzecz ujmując był goły i wesoły, chociaż goły to nie do końca, bo nawet miał szalik i czapkę, tę którą dał Nelly.
Galen wypuścił z płuc powietrze ze świstem, kiedy opisywała swojego szefa, zadufany w sobie i egoistyczny, brzmi znajomo, aczkolwiek Wyatt nie gonił za pieniędzmi za wszelką cenę, ale to może dlatego, że on je miał? Miał ich tyle, że mógł sobie wypełnić nimi cały basen, pewnie olimpijski.
- Szefowie tacy są, mój to też buc - stwierdził. Ciekawe który ten szef? Chyba, że mówił o sobie, i teraz będzie udawał, że pracuje w Northex na jakimś niskim stanowisko, jako gość od niszczarki może? Albo Chris... cokolwiek on tam robił.
- Ale... mają tam lamy, i empanady, tequilę, dla mnie brzmi fajnie - uśmiechnął się, gosposia Galena pochodziła z Meksyku i gotowała mu różne rzeczy kuchni meksykańskiej, więc on w ich jedzeniu akurat był zakochany, w ogóle w tym klimacie. I może nawet już zacząłby wywód na ten temat, godzinę opowiadał Nelly co warto zobaczyć, zjeść i odwiedzić, ale przecież udawał, że kompletnie się na tym nie zna. Ale kiedy zasugerowała, że mógłby być porywaczem, to przejechał dłonią po tych swoich miękkich włosach.
- A wyglądam na porywacza? Teraz są coraz ładniejsi dla podpuchy? - bo oczywiście Galen uważał się za ósmy cud świata, czego jak czego, ale pewności siebie to nie można mu było odmówić. Nigdy. Jako Gasprad też.
Na ten jeden fakt zmrużył na moment niebieskie oczy. Jeden fakt o Galenie Wyattcie, który czyni z niego człowieka. Normalnego.
- Co roku w drugi dzień świąt gram w bingo w domu seniora, specjalnie przegrywam... Porywacze chyba tak nie robią nie? - zapytał patrząc jej w twarz. Nie skłamał, Galen rzeczywiście miał taką tradycję, święta spędzał sam, czasem na jakiś przyjęciach, czasem z jakimiś swoimi chwilowymi przyjaciółkami, ale ten drugi dzień świąt spędzał ze znajomymi staruszkami, co prawda sam tam fundował świetny świąteczny obiad i prezenty, ale do tego już postanowił się nie przyznawać.
Przechylił na bok głowę.
- A Ty co robisz w święta Nelly? - kolejne pytanie z serii tych osobistych, ale przecież on też jej powiedział dość osobisty fakt, więc chyba miał prawo oczekiwać rewanżu? Galen uważał, że ma.
- Lubię się starać - uśmiechnął się szeroko, szczerze, bo taki był Galen dawał z siebie zawsze sto dziesięć procent, wszystko i więcej. I tym razem też pewnie tak będzie. Zwłaszcza gdy on się zawieszał na tych jej dużych, brązowych oczach. Galen miał słabość do ciemnych oczu. Ostatnio dla tak wielu stracił głowę. Dużych, błyszczących, brązowych, kobiecych oczu.
On tych swoich nie oderwał od niej nawet na moment, a kiedy powiedziała mu o tym widoku ze swojego okna, to musiał się powstrzymać, żeby nie unieść jednej brwi. To ludzie tak mieszkali na szarych blokowiskach? A gdzie tam odźwierny, piękny, marmurowy hol? Siłownia i basen?
- Ale... chociaż masz blisko do sąsiadów - starał się w tym dopatrzeć jakiś plusów. On na przykład kiedy jeszcze mieszkał w willi Wyattów nie miał w ogóle sąsiadów. Teraz w apartamentowcu niby tak, ale i tak ich nie znał.
Kiedy powiedziała, że nigdy nie była w CN Tower, to Galen oczywiście miał już w głowie cały plan jak ją tam zabiera. Na tą obiecaną randkę może? Czy to w ogóle miała być randka? Według niego pewnie tak, ale on miał... nieco zaburzony światopogląd.
Na te jej kolejne słowa uśmiechnął się delikatnie. Galen Wyatt - przewodnik po Toronto, ciekawie to brzmiało. Zwłaszcza, że on obracał się w zupełnie innym świecie. Będzie się musiał do tego przygotować, ale przecież on lubił wyzwania.
- No to teraz masz to u mnie jak w banku, wycieczkę po Toronto - kiedy szturchnęła go łokciem to na moment spuścił niebieskie tęczówki na jej dłoń, ale już po chwili one znowu odszukały jej brązowych oczu - zapiszesz mi gdzieś swój numer? Ale nie mam gdzie - sięgnął po kieszeniach, które były puste.
Nelly Rowley
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Z nikim się nie spotykam - potwierdziła. Dosłownie z nikim, bo przyjechała tu sama, a przez ciągłą pracę nie miała czasu chodzić w miejsca, gdzie potencjalnie można było poznać nowych ludzi i zawiązać, chociażby, przyjaźnie. Bo chyba nie trzeba było wspominać, że między nią a Jackiem nie było szansy nawet na koleżeństwo? - Jesteś tym zaskoczony? - zapytała po chwili, przechylając głowę lekko na bok i wlepiając w Galena swoje brązowe oczy.
Kolejne pytanie, które padło z jego ust sprawiło, że brew Nelly automatycznie powędrowała do góry. Słowo randka brzmiało dość poważnie i zostało użyte po raz pierwszy. Właściwie nie powinno być niczym zaskakującym, ale powiedziane głośno miało dla Corneli inne znaczenie, niżeli wtedy, gdy tylko przemykało w jej myślach.
- Wydaję mi się, że nie powinnam ci podpowiadać, skoro obiecałeś mi niespodziankę - odpowiedziała z zadziornym uśmieszkiem. Zdążyła się już upewnić, że będzie wiedział, gdzie jej w razie potrzeby szukać, więc teraz liczyła na jego kreatywność. Nie chciała sobie odbierać elementu zaskoczenia, ale może jednak warto było znać chociaż dzień? Chciałaby przecież wyglądać odrobinę lepiej, niż dzisiaj.
Popijanie empanady tequilą w towarzystwie lamy brzmiało super, ale było totalnie nierealistycznie dla Rowley. Odwzajemniła uśmiech i chyba nawet trochę zbyt intensywnie pomyślała o tej empanadzie, bo była głodna jeszcze zanim Galen na nią wpadł, o czym teraz przypomniały jej mocniej pracujące ślinianki.
- Wiesz, bycie przystojnym może być elementem zasadzki - wzruszyła ramionami. Miało to nawet całkiem sporo sensu, w końcu gdyby był brzydki, to nawet przez myśl by jej nie przeszło, żeby pomóc mu stworzyć okazję do przeprowadzenia porwania.
- Serio? To mega urocze! - wydęła usta dokładnie tak, jakby właśnie zobaczyła przed sobą słodkiego szczeniaczka. Chyba nie spodziewała się takiej odpowiedzi, ale jej ciężko byłoby wymyślić coś podobnego na poczekaniu, więc uznała, że mówi prawdę. - Hmmm… Prawdopodobnie naleję sobie lampkę wina, zrobię jakiś mac and cheese i będę oglądać nowy sezon stranger things - zastanowiła się parę sekund przed odpowiedzią, bo szczerze powiedziawszy totalnie zapomniała o tym, że święta wypadałoby jakoś świętować. Jej naprędce wymyślony scenariusz był jednak bardzo prawdopodobny i na dodatek dość wygodny. Zero wychodzenia z mieszkania, zero świątecznych piosenek i zero ludzi pytających dlaczego grzane wino jest u nich takie drogie.
,,Lubię się starać’’ zabrzmiało trochę jak obietnica czegoś ekscytującego. Podobało jej się to. Podobało jej się wszystko, co działo się tego wieczoru. Była wdzięczna, że nie spędzała go sama, że poszła wreszcie na diabelski młyn i że mogła pogadać z kimś normalnym, przy kim czuła się swobodnie. Pierwszy raz czuła się na tym przeklętym jarmarku nieco... zaczarowana, ale słysząc słowa swojego towarzysza, nie wytrzymała i parsknęła śmiechem, wybijając się na moment z tej magicznej atmosfery. Szybko zakryła usta dłonią, próbując ukryć szeroki uśmiech odsłaniający równe zęby.
- Przepraszam, dawno nie słyszałam czegoś równie zabawnego - wytłumaczyła się. Bo… on żartował, tak? Była przekonana, że tak właśnie było. Nikt kogo znała, nie uznałby bliskości sąsiadów w bloku za atut. - Masz bardzo wysublimowane poczucie humoru, Gaspardzie - dodała, w dalszym ciągu patrząc na niego śmiejącymi się oczami.
- A ty jaki masz widok? Poczekaj, daj mi zgadnąć, hmm… - przez kilka sekund przyglądała się mężczyźnie badawczo, jakby takie rzeczy była w stanie odczytać z jego twarzy. - Widzę cię chyba w domu gdzieś na obrzeżach. O! I musisz być tam dużo roślinności. Wyglądasz mi na takiego, co lubi przesiadywać na świeżym powietrzu - zgadywała w najlepsze, próbując po minie Galena odczytać, czy zmierza w dobrym kierunku, czy wręcz przeciwnie. Nie miała zbyt wiele wskazówek. Znali się zbyt krótko, by jej wróżby mogły się sprawdzić, czego była oczywiście świadoma.
- Cudownie! - klasnęła w dłonie. Miała nadzieję, że on zapamiętywał te wszystkie obietnice, którymi rzucał na lewo i prawo, bo Nelly była bardzo pamiętliwa i skrzętnie notowała je w swojej głowie.
A czy ona miała gdzie zapisać mu swój numer, skoro nie miał przy sobie telefonu? Przygryzła dolną wargę i zaczęła nad tym intensywnie myśleć. W pewnym momencie sięgnęła do swojej torebki i chwile w niej grzebała, by finalnie z samego dna wydobyć konturówkę do ust.
- Podciągnij rękaw - poleciła i chwyciła lewą dłonią za dłoń Wyatta, przekręcając ją do góry nogami. Następnie pochwyciła między zęby zatyczkę od kredki i na wewnętrznej części przedramienia napisała mu swój numer.
- Proszę - powiedziała zaraz po tym, jak skończyła swoje dzieło, jeszcze przez moment na nie patrząc, by następnie złapać kontakt wzrokowy z mężczyzną i puścić jego rękę. - Tylko uważaj, bo szkoda by było, gdyby jakaś cyferka się zmazała - powiedziała z łobuzerskim uśmiechem, chowając kosmetyk z powrotem do torebki.
Galen L. Wyatt
-
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
Żyć trochę inaczej, w zgodzie ze sobą, tak, żeby ten pieprzony film który wyświetla się przed oczami tuż przed śmiercią był trochę lepszy niż tanie porno, wymieszane ze słabą komedią.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkisątyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Tak... - powiedział szczerze - ale to nawet lepiej dla mnie - dodał od razu i uśmiechnął się delikatnie. Skoro z nikim się nie spotykała, to mogła mieć więcej czasu dla niego, proste. Chociaż Nelly była śliczna, te jej duże, ciemne oczy, otoczone kurtyną czarnych rzęs, pełne usta i uśmiech. Wyatta naprawdę dziwiło to, że jeszcze nie spotkała na tym jarmarku swojego księcia z bajki.
Ale może los tak chciał? Czekał właśnie na niego? Tylko, że Galen dzisiaj wcale nie mógł być księciem, tylko jakimś Gaspardem, aż wywróciła oczami na te myśli.
Chociaż z drugiej strony było to całkiem przyjemne, że ona patrzyła mu w oczy, uśmiechała się, i to wcale nie dlatego, że on był tym Galenem Wyattem.
Uśmiechnął się znowu, kiedy powiedziała, że nie powinna mu podpowiadać, skoro to ma być niespodzianka. Może i tak, może teraz Galen powinien wymyślić całą super randkę, bez podpowiedzi, i do tego z zaskoczenia. Jako Wyatt na pewno by ją wymyślił, on mógł sobie pozwolić na wszystko...
A Gaspard, na co mógł sobie pozwolić Gaspard? Jeszcze nie wiedział. Zgodził się z nią za to skinieniem głowy, kiedy powiedziała, że bycie przystojnym może być elementem zasadzki, to fakt, że jednak lepsze szanse miał jakiś przystojny porywacz. Ale Galen z tymi swoimi niebieskimi oczami i mięciutkimi włosami chyba nie wyglądał na takiego, chociaż... Mógłby być typem porywacza, który bierze duże okupy i za to sobie później kupuje szampon z jednorożca, żeby wyglądać lepiej i lepiej kusić. Błędne koło się zamyka i nawet się wszystko składa. Aż się nad tym zamyślił przez moment, bo Galen często odbiegał myślami i tworzył sobie jakieś irracjonalne scenariusze w głowie. Dopiero kiedy powiedziała, że to jego bingo w domu seniora jest urocze, to niebieskie tęczówki spoczęły znowu na jej twarzy.
- A wiesz jak ci staruszkowie się cieszą? To naprawdę fajne, zwłaszcza gdy... - zawiesił się na moment, bo chciał już powiedzieć, zwłaszcza, gdy własna rodzina ma cię w dupie - nie masz własnej rodziny - ale tak chyba było łatwiej, na ten moment. Kiedy powiedziała mu jak będą wyglądać jej święta uniósł jedną brew.
- Brzmi... fajnie - stwierdził, bo u niego pewnie w tym roku będzie podobnie, chociaż on zamówi sobie coś drogiego do jedzenia, naleje whisky i będzie pewnie wybierał nowe auto, które kupi sobie sam na gwiazdkę, bo od narzeczonej już raczej nie dostanie, skoro się rozstali.
Trochę to smutne, bo Galen co roku jednak te święta obchodził z kimś, przy choince, przy kolacji przy świecach, prezentach tak drogich, że pewnie Nelly opłaciłaby za to czynsz przez rok.
A w tym roku to wszystko mu się posypało, nie wyszło. Dla niego to też zapowiadały się samotne święta, zwłaszcza, że Stewart mu odmówiła nawet balu, ale wcale jej się nie dziwił. Ale przecież mógłby zaprosić Nelly na ten cały bankiet, otworzył już usta, ale zaraz je zamknął, chyba jednak nie mógł, bo to nie był bankiet Gasparda, tylko Galena Wyatta.
Kiedy zaczęła się tak śmiać z tego, co powiedział, to może Galen powinien się obruszyć? Bo on przecież powiedział to jakoś tak szczerze, ale ten jej śmiech był zaraźliwy i on też parsknął śmiechem, krótko, ale szczerze. Nie znał się na blokach, nie znał się na tym jakie relacje buduje się w takich blokowiskach, więc postanowił nie drążyć tego tematu.
Dopiero na jej pytanie jaki on ma widok, i kiedy tak zaczęła zgadywać, to znowu jego niebieskie tęczówki odszukały jej pięknych, brązowych oczu. Podobała mu się ta wizja, może to przez tą kraciastą koszulę, która miał na sobie? Ale zupełnie odbiegała od wizji Galena Wyatta, który miał apartament w samym centrum, na samej górze, a czas na świeżym powietrzu spędzał tylko podczas porannej przebieżki, albo kiedy szedł do biura.
- Zgadłaś - powiedział mimo to i uśmiechnął się szeroko, Gaspard mógł w zasadzie mieć ten domek na obrzeżach, czemu nie?
Kiedy klasnęła w dłonie z tym cudownie na ustach, to Wyatt znowu się uśmiechnął, on też był słowny, i skoro jej to obiecał, to tak musi być. Przyglądał jej się, kiedy szukała czegoś w torebce, a kiedy poprosiła, żeby podciągnął rękaw, to od razu to zrobił. Przechylił na bok głowę notując w niej te cyferki, które mu zapisywała, bo akurat Galen miał pamięć do liczb, raporty zawsze mówił z pamięci, wystarczyło, że przeczytał je kilka razy.
- Będę go strzegł, a jak tylko dorwę się do telefonu, to do Ciebie napiszę - powiedział i jeszcze puścił jej oczko, zanim odwrócił od niej spojrzenie niebieskich oczu, zanim delikatnie opuścił rękaw, żeby nie zmazać żadnej cyferki, chociaż już miał je też w głowie. Kiedy oni sobie tutaj tak siedzi i rozmawiali, to diabelski młyn zrobił już pełne koło i trzeba było wysiadać, więc Galen się zerwał, żeby oczywiście pomóc Nelly wyjść z wagonika. A kiedy już stali przed karuzelą, to Wyatt jeszcze raz zawiesił niebieskie tęczówki na jej twarzy.
- Przejdziemy się, a może Cię gdzieś odprowadzę? - zapytał.
Nelly Rowley
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Uwielbiam seniorów, serio - powiedziała szczerze. Często wracała myślami do swoich dziadków od strony mamy i za każdym razem żałowała, że tak niewiele czasu mogła z nimi spędzić. A gdy Wyatt dodał o braku rodziny, na twarzy Cornelii pojawił się ledwo zauważalny, smutny grymas. Gdy tylko się o tym zorientowała, szybko przekuła go w blady uśmiech, choć tym razem jej oczy nie szły w parze i pozostały smutne. Nie zdawał sobie sprawy, jak dobrze to znała. Jak dobrze wiedziała, co to znaczy być sama jak palec i jak cholernie ciężkie to było do przetrawienia. Co prawda Nelly pogodziła się już ze swoim losem i teraz całą energię starała się zużywać na ogarnięcie swojego życia, bez roztrząsania przeszłości, ale cóż - bywało ciężko.
Zdziwiła się lekko, gdy Galen stwierdził, że jej wizja spędzenia świąt brzmi fajnie. Była w końcu tak bardzo inna od tego, jak ludzie zazwyczaj celebrowali ten czas. A może nie tylko ona była tutaj Grinchem? Cóż, gdyby mogła cofnąć się na ten jeden dzień do swojego dzieciństwa, gdy wszyscy byli jeszcze w komplecie, to pewnie zrobiłaby to z pocałowaniem ręki. Ale nie mogła, więc pozostało jej się cieszyć tym, co miała.
Obdarzyła mężczyznę szerokim uśmiechem, gdy potwierdził jej luźne przypuszczenia. Aż sama się sobie dziwiła, że tak dobrze jej poszło, ale może faktycznie całkiem nieźle potrafiła czytać ludzi? Trochę mu zazdrościła. Domek na obrzeżach z pięknym ogrodem to było istne spełnienie jej marzeń. Bardzo odległych marzeń. Takich porównywalnych do wygranej w jakiejś super loterii.
Poczuła lekkie ukłucie smutku, gdy ich wagonik zjechał na sam dół, a koło się zatrzymało. Gdyby ktoś zaproponował jej jeszcze jedną przejażdżkę, to zgodziłaby się bez najmniejszego zawahania, ale niestety nic takiego nie nastąpiło. Skorzystała z pomocy Galena przy wysiadaniu i na odchodne jeszcze raz popatrzyła na wielkie koło za nimi.
- Jeżeli jeszcze nie zamarzłeś na kość, to możesz odprowadzić mnie na autobus. Przystanek jest tu zaraz, niedaleko - postanowiła skorzystać z propozycji. Do domu miała jeszcze kawałek drogi, a jeżdżenie na co dzień taksówkami było poza jej budżetem, więc musiała się ratować komunikacją. Nie wspominając już nawet o tym, że nie miała prawa jazdy, ani tym bardziej samochodu.
- Przepraszam, że tak na ciebie nawrzeszczałam. No wiesz, wtedy na początku. Zazwyczaj jestem trochę bardziej przyjazna przy zawieraniu znajomości - odezwała się po chwili spaceru. Nie miała z tego tytułu wyrzutów sumienia, bo nadal uważała, że to on na nią wpadł, ale wolała to wyjaśnić.
Gdy dotarli na przystanek, Nelly zauważyła nadjeżdżający autobus.
- To mój, muszę zmykać - powiedziała pośpiesznie, chwilę wcześniej mrużąc oczy i próbując odczytać numery. - Dziękuję za dziś ii… do zobaczenia? - popatrzyła na mężczyznę pytająco, po czym odkręciła się na pięcie i przez otwarte drzwi wskoczyła do środka.
/koniec
Galen L. Wyatt