31 y/o
Welkom in Canada
170 cm
marszand, art dealer w Maison Aurélien
Awatar użytkownika
You were my town
Now I'm in exile, seeing you out
I think I've seen this film before
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tegoroczne święta miały słodko-gorzki smak. A przecież lubiła święta! Zawsze miała wrażenie, że w tym okresie ludzie są jacyś tacy bardziej znośni, świat wydaje się ładniejszy, jej ojciec mniej pracował, a przy okazji była to jedna z niewielu okazji, gdy nie wszystko w ich domu musiało być od linijki. Miała same pozytywne wspomnienia.
Tylko teraz nie mogła pozbyć się wrażenia, że jej życie zaczyna się sypać jak domek z kart. Nie wiedziała już na czym stoi, nie miała pojęcia, co powinna z tym zrobić i nie była pewna, czy w ogóle powinna coś z tym robić. Może… może powinna po prostu odpuścić?
Dlatego, gdy podczas świątecznych zakupów wpadło jej w ręce (ekhm… samo nie wpadło, szukała tego z pełną premedytacją) coś, co przypomniało jej ten jeden wieczór, który spędziła w towarzystwie Harolda – nie roztrząsała, nie zastanawiała się jakie to może nieść za sobą konsekwencje i co to w ogóle znaczy, że o nim pomyślała. Po prostu przygotowała jeden dodatkowy prezent i miała nadzieję, że nie zrobi z siebie kompletnej idiotki, gdy mu go wręczy.
Największy świąteczny kurz już opadł, ludzie zaczynali powoli wracać do rzeczywistości albo wręcz przeciwnie – bardziej skupiali się na Nowym Roku niż na czymkolwiek innym. Ona tkwiła gdzieś pośrodku - nie potrafiąc zdecydować, czy najchętniej wróciłaby do tego, co miała, czy postawiła swoje życie na głowę w myśl zasady Nowy Rok, nowa ja.
Odpuść. Płyń z prądem… niech się dzieje!
Kolejny raz powtórzyła to sobie w myślach niczym mantrę i zaparkowała auto pod budynkiem, w którym mieszkał Carnegie. Wyrzuciła z głowy jakiekolwiek wątpliwości, z siedzenia pasażera zabrała ładnie zapakowany prezent i pewnym krokiem ruszyła do środka. Na dobrą sprawę nawet nie wiedziała, czy Harold będzie w domu… po prostu miała taką nadzieję. Przeczucie. Gdyby jednak się nie udało – i tak zamierzała zostawić prezent pod drzwiami mężczyzny.
Serce zabiło jej mocniej i poczuła stres dopiero w momencie, gdy nacisnęła dzwonek i nastąpił ten moment oczekiwania. Szlag. Może jednak nie powinna? Zanim jednak zdążyła się wycofać – albo chociaż pomyśleć o ucieczce – drzwi od mieszkania się otworzyły, stanęła twarzą w twarz z Carnagie i automatycznie się uśmiechnęła.
- Spokojnie, nie zamieniam się w stalkerkę… – rzuciła na dzień dobry i wyciągnęła w stronę mężczyzny elegancko zapakowane pudełko z kokardą – Po prostu jest to moje spóźnione… Wesołych Świąt, Hal. – nawet jeśli już było po świętach – To nic takiego… po prostu wiem jak lubisz sztukę, więc zdobyłam dla ciebie album z reprodukcjami sztuki współczesnej. – starała się zabrzmieć poważnie, ale drżący kącik ust mógł ją trochę zdradzić. Nie udało jej się go przekonać do sztuki i nie zamierzała tego robić na siłę. Za to była całkiem spostrzegawcza i miała dobrą pamięć… więc w pudełku czekał na niego wiekowy komiks z podpisem, który miała nadzieję, że mu się spodoba.



Harold Carnegie
35 y/o
Welkom in Canada
191 cm
adwokat w carnegie & cortlandt llp
Awatar użytkownika
trochę czaruś, trochę gbur, ale w przeważającej części adwokat skoncentrowany na tym, by w szyldzie kancelarii znalazło się w końcu jego nazwisko
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Choć w jego rodzinnym domu zawsze były one wyjątkowo c i e p ł e, Harold nie był zbyt dużym fanem świąt. Uważał je za zwykłe marnotrawstwo czasu, zwłaszcza odkąd sam nie składał wizyt w rodzinnym domu.
Rok w rok na ekranie jego telefonu pojawiały się dziesiątki nieodebranych połączeń i co najmniej kilkanaście wiadomości, których zadaniem miało być nakłonienie go do mniejszego uporu.
Nie uginał się, ponieważ wciąż było coś, co było dla niego znacznie ważniejsze, a tym była dla niego p r a c a.
I to właśnie w niej zagrzebany był po uszy, podczas gdy wszyscy w kancelarii delektowali się wolnym czasem. Ten zwolnił chyba wszędzie, włącznie z mieszkaniem Harolda, który we względnym spokoju mógł poświęcić się z e w n ę t r z n e m u zleceniu. Albo przynajmniej zapoznaniu się z nim ze szczerą dbałością, ponieważ możliwość jego przyjęcia nadal zależała od długiej rozmowy z Philipsem, z którą Carnegie nie wiązał wielkich nadziei.
Zastanawiał się natomiast nad tym, co zrobi, kiedy już usłyszy z jego ust n i e.
Teraz zresztą też pochłonięty był właśnie tą sprawą. Rozsiadł się na kanapie ze szklaneczką ulubionej whisky, po raz kolejny wertując wzrokiem otrzymaną dokumentację. W głowie ułożył już plan działania i dzisiejszego wieczora miał zamiar przelać go na papier, aby przy kolejnym spotkaniu przedstawić go potencjalnemu klientowi.
Od pracy oderwał go dopiero dzwonek do drzwi, który sprawił, że nos Carnegie zmarszczył się w niezadowoleniu. Nie lubił, kiedy mu przeszkadzano, ale mimo to dźwignął się z miejsca, aby otworzyć.
Miał wyłącznie szczerą nadzieję, że ten dzień nie okaże się na tyle katastrofalny w skutkach, aby za drzwiami zobaczył własną siostrę.
Do tego nie doszło, jednak widok, który tam zastał, odrobinę go jednak zaskoczył. Nie spodziewał się jej tutaj zastać, na pewno nie dziś i z pewnością też nie z prezentem, dlatego sam w ogóle się nie przygotował. Mimo to ucieszył się. Jej towarzystwo z jakiegoś powodu mu o d p o w i a d a ł o.
Usłyszawszy jednak wzmiankę o domniemanym prezencie, nie mógł zareagować inaczej, jak tylko spojrzeć na brunetkę z politowaniem. — W tym momencie powinienem zatrzasnąć ci drzwi przed nosem — skomentował i nawet wykonał nimi delikatny ruch, jakby to właśnie chciał zrobić. Ostatecznie jednak po prostu otworzył je szerzej.
Nie wiedziałem, że wymieniamy się prezentami — przyznał całkiem szczerze, nieszczególnie speszony z tego powodu. Może miał kiedyś doczekać się okazji na to, aby jeszcze jej się odwdzięczyć? — Ale mogę zaprosić cię na drinka — stwierdził i skinął głową w głąb mieszkania.
To powinno być o wiele lepszą ofertą niż jakikolwiek prezent, który wybrałby on.

Georgina Gardner
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
31 y/o
Welkom in Canada
170 cm
marszand, art dealer w Maison Aurélien
Awatar użytkownika
You were my town
Now I'm in exile, seeing you out
I think I've seen this film before
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie spodziewał się jej, nie miał prawa… ale i tak uważała, że całkiem nieźle sobie poradził z zachowaniem kamiennego wyrazu twarzy. Prawie kamiennego? Przez ułamek sekundy miała wrażenie jakby stojący przed nią mężczyzna ucieszył się na jej widok, ale zaraz jednak skarciła się za tą idiotyczną myśl, bo dlaczego miałby, prawda?
- Za nietrafiony prezent? Przestań… od tego są święta! Zresztą takie bezosobowe prezenty zawsze można puścić później w świat. Sekretarka w waszej kancelarii ma w styczniu pięćdziesiątkę, jestem pewna, że się ucieszy! – rzuciła swobodnie, wzruszając lekko ramionami, jakby naprawdę cały czas mówiła o czymś, co mogło leżeć w kartonie. No cóż… nie leżało, ale nie mógł się o tym przekonać póki go nie otworzy, a Gigi naprawdę chciała zobaczyć wyraz jego twarzy, gdy to się stanie. Bo miała nadzieję, że to jednak nie był bezosobowy prezent, który można puścić później w świat i że sprawi mu tym chociaż odrobinę przyjemności. Polubiła go na tule, że zwyczajniej c h c i a ł a sprawić mu odrobinę przyjemności i świątecznej magii – I nie oczekuję niczego w zamian, więc faktycznie… mogłeś nie wiedzieć. Nie informowałam z odpowiednim wyprzedzeniem. – dodała przekornie, uśmiechając się pod nosem. Zresztą… wspólnie wypity drink też wydawał się być całkiem miłą formą rewanżu, więc tylko skinęła i skorzystała z zaproszenia – wchodząc do środka mieszkania. Nie potrzebowała dodatkowych zaproszeń, żeby się rozgościć i jak tylko zostawiła płaszcz – weszła do środka. Znowu automatycznie rozglądając się po wnętrzu, bo było to silniejsze od niej. Ciekawość jednak wzięła górę, czy coś się zmieniło od poprzedniego spotkania?
- Tym razem jednak zdaję się na twój wybór jeśli chodzi o alkohol. – uśmiechnęła się i wskazała na szklankę z drinkiem, którego sam sączył przed jej przyjściem. Jej uwadze nie umknęły też dokumenty… - Mam nadzieję, że nie przeszkadzam… wiem, że prawdopodobnie powinnam wcześniej zadzwonić i się zapowiedzieć, ale powiedzmy, że byłam w okolicy. – wcale nie, wcale nie była w okolicy. Tak jak wcale przypadkiem nie wybrała dla niego prezentu. Nie wszystkim jednak musiała się chwalić… ba! Tym nawet nie powinna, bo nie była pewna jak to o niej świadczyło – Nad czym pracujesz? – była prawie pewna, że to sprawa z kancelarii, być może nawet o niej słyszała, więc… nie czuła się szczególnie tym skrępowana.


Harold Carnegie
35 y/o
Welkom in Canada
191 cm
adwokat w carnegie & cortlandt llp
Awatar użytkownika
trochę czaruś, trochę gbur, ale w przeważającej części adwokat skoncentrowany na tym, by w szyldzie kancelarii znalazło się w końcu jego nazwisko
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy podołałby temu wyzwaniu, gdyby wiedział o nim wcześniej? Chyba niekoniecznie, ponieważ Harold nie miał w sobie ani krzty wyczucia, jeśli chodzi o przygotowywanie drobnych podarunków. Podobne kwestie zwykle wywoływały u niego przeogromną frustrację i ostatecznie zlecał je komuś innemu, dlatego w pełni odpowiadało mu to, że unikał wizyt w rodzinnych stronach, kiedy zbliżał się czas świąt. Dzięki temu nie musiał myśleć o prezentach, życzeniach bez pokrycia i ogromie pytań o to, jak się miał, na co zawsze odpowiadał, że ś w i e t n i e.
Uniósł jedną brew ku górze, a jego usta wykrzywiły się w wesołym grymasie. — Przy następnej okazji nie zapomnij wysłać kartki z przypomnieniem, chociaż… teraz może zapamiętam — stwierdził przekornie, unosząc nieco wyżej przyniesiony przez nią pakunek. Odruchowo też poruszył nim, jakby wydawane przez niego dźwięki mogły podpowiedzieć mu, co znajdowało się w środku.
Było to wyjątkowo d z i w n e, ale wcale nie czuł się z tym niekomfortowo. Zwykle nie odnajdywał się w takich sytuacjach i nie lubił, kiedy ktoś przynosił mu prezenty, jednak Georgina budziła w nim niezrozumiałe dla niego poczucie komfortu. Było to tym dziwniejsze, iż obecnie było jeszcze więcej powodów, dla których powinien trzymać się od niej z dala. Choćby dlatego, że była córką jego szefa.
Nie, przyda mi się przerwa — nie była to stuprocentowa prawda, ponieważ na głowie miał całkiem sporo, ale to najwyraźniej mogło zaczekać, kiedy do wyboru miał jej towarzystwo. — I naprawdę chcesz słuchać prawniczego bełkotu? — zapytał, czym prędzej zgarniając ze stołu papiery. Nie chciał, aby przypadkiem w oko wpadło jej to, czym obecnie się zajmował.
Pakunek z prezentem musiał więc chwilowo wylądować na stoliku, co nie znaczy jednak, że Carnegie nie planował do niego wrócić. W pierwszej kolejności zajął się jednak przygotowaniem kolejnej szklanki, którą napełnił alkoholem, aby chwilę później podać go Georginie. Dłonią wskazał miejsce na kanapie, a kiedy je zajęła, sam przysiadł nieopodal. I w końcu sięgnął po prezent.
Ciężko powiedzieć, czego się spodziewał, ale na pewno nie spodziewał się t e g o. Kiedy jego spojrzenie spoczęło na starym egzemplarzu komiksu, uczucie dziwnego ciepła rozlało się po jego wnętrzu. Georgina naprawdę prowokowała w nim odczucia, których do tej pory nie znał. — Gdzie go dostałaś? — zapytał, kartkując papierowy zeszyt. Dopiero po chwili dostrzegł znajdujący się na pierwszej stronie podpis, który sprawił, że zerknął na Gardner ze szczerym uznaniem. — Jest świetny, dziękuję — i mówił to s z c z e r z e.
Fakt, że się dla niego postarała, z jakiegoś powodu naprawdę sprawił mu przyjemność.

Georgina Gardner
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
31 y/o
Welkom in Canada
170 cm
marszand, art dealer w Maison Aurélien
Awatar użytkownika
You were my town
Now I'm in exile, seeing you out
I think I've seen this film before
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kartki z przypomnieniem… prychnęła przekornie i z wyraźnym rozbawieniem. Nigdy. Przenigdy nie byłaby w stanie się upomnieć o jakikolwiek prezent - od kogokolwiek i z jakiejkolwiek okazji. Mało tego. Zdecydowanie bardziej lubiła przygotowywanie prezentów dla innych niż ich przyjmowanie. Tym bardziej, że była tym trudnym przypadkiem, który miał wszystko. Albo mógł mieć wszystko… przynajmniej w tej kwestii materialnej. Cała reszta? Z całą resztą było dużo gorzej, więc to, że zaproponował jej drinka, czyli był gotowy spędzić z nią (kolejny) wieczór - znaczyło sporo. No i miło było nie siedzieć samej w dużym pustym domu. Towarzystwo Harolda było znacznie bardziej interesujące… i wyprowadziłoby jej męża z równowagi. Ekscytujące.
- Oczywiście, że chce słuchać prawniczego bełkotu… po pierwsze mówiłam ci, że nie jest mi tak obcy jak mogłoby się wydawać, a po drugie chyba nie słyszałam jeszcze prawniczego bełkotu w twoim wykonaniu. Jestem naprawdę pod warzeniem, że potrafisz go wyłączyć. - nie zanudzać, mieć inne tematy, ciekawość drugiej strony. Gigi w jego towarzystwie czuła się wysłuchana, a to nie zdarzało jej się często. Musiała sama przed sobą przyznać, że zachłysnęła się męskim zainteresowaniem… i to było niebezpieczne, ale jednocześnie nie potrafiła go sobie odmówić.
Tak jak tego drinka, nawet jeśli oznaczał on powrót do domu taksówką. Umoczyła usta w alkoholu i jednocześnie obserwowała jak mężczyzna rozpakowuje swój prezent. Przyjemny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa, a wargi wykrzywiły się w uśmiechu, bo od razu zobaczyła na męskiej twarzy zadowolenie. Trafiła. Czy było coś lepszego niż trafić z prezentem?
- Zaskoczę Cię, pewnie tego o mnie nie wiedziałeś, ale handluje sztuką - zażartowała w oczywisty sposób, bo akurat to była jedna z tych rzeczy, które wiedział od dawna - Wiec znam miejsca i ludzi. Wbrew pozorom można tam zdobyć nie tylko te idiotyczne maziaje, więc gdybyś potrzebował kiedyś czegoś wyjątkowego… z dowolnej kategorii - polecam się. Nie dorzuciłam wizytówki, ale wiesz gdzie mnie znaleźć. - dodała swobodnie i równie swobodnie się do niego uśmiechnęła. Przesunęła spojrzeniem po męskiej twarzy, wpatrywała się w nią może nawet odrobinę za długo i przy okazji naturalnie spoważniała - Cieszę się, że ci się podoba.



Harold Carnegie
35 y/o
Welkom in Canada
191 cm
adwokat w carnegie & cortlandt llp
Awatar użytkownika
trochę czaruś, trochę gbur, ale w przeważającej części adwokat skoncentrowany na tym, by w szyldzie kancelarii znalazło się w końcu jego nazwisko
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tym razem nie robił tego z wrodzonej z ł o ś l i w o ś c i. Nie zaprosił jej do środka dlatego, że chciał zagrać na nosie jej partnerowi, co z niezrozumiałych dla niego powodów zeszło na dalszy plan.
Ciężko zresztą myśleć o Percivalu, kiedy przed sobą miało się t a k ą kobietę. W dodatku żywiącą względem Harolda chyba minimum sympatii, skoro tak bardzo postarała się, aby sprawić mu przyjemność tym podarunkiem. Nie był przecież głupi i wiedział, że nie wpadł jej on w ręce przypadkiem.
To było w pełni zamierzone działanie, a w jego trakcie musiała myśleć o n i m. Czy nie na tym wcześniej mu zależało?
Cholera, posiadam tyle zalet, ale ze wszystkich tych rzeczy akurat to wywarło na tobie wrażenie? Na pewno nie moja przystojna buzia albo wrodzony czar? — zapytał przekornie, a jego usta wykrzywiły się w uśmiechu. Na większość kobiet właśnie to działało, ale jednocześnie nie sposób nie zauważyć, że większości kobiet nie oferował nic więcej. Nie interesował się nimi, a przynajmniej nie na poważnie, tocząc z nimi wyłącznie grę pozorów. Georgina miała jednak w sobie coś, przez co odrobinę się złamał. A może jednak nadal chodziło o jej męża?
Słuchał jej z łagodnym uśmiechem wymalowanym na twarzy, jednocześnie nie będąc w stanie oderwać spojrzenia od wesołego grymasu, który dostrzegał również u niej. Od samego początku był zdania, że to właśnie w takim wydaniu była najpiękniejsza, choć przecież w każdym innym też przyciągała męskie spojrzenia. Wiedział to, bo przecież poznali się w tłumie mężczyzn. Żaden z nich nie miał jednak takiego tupetu, aby wówczas do niej zagadać.
Zapamiętam — grymas na jego twarzy nabrał nieco bardziej zaczepnego wyrazu. Zaledwie na krótką chwilę, bo kiedy jej wyraz twarzy się zmienił, dokładnie to samo dało się zaobserwować u niego. Nadal jednak nie oderwał od niej spojrzenia.
Niemal tak bardzo, jak pierwotna właścicielka — przyznał, w dość wymowny sposób uciekając spojrzeniem na jej usta. Nie wykonał jednak żadnego kroku, o czym przesądzić mógł fakt, że przez tych kilka tygodni znajomości naprawdę zdołał ją polubić. Miał też do niej dostatecznie dużo szacunku, aby po raz pierwszy zwątpić w to, jak sam chciał się zachować.
Może ostatecznie wyhodował sobie sumienie?

Georgina Gardner
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
31 y/o
Welkom in Canada
170 cm
marszand, art dealer w Maison Aurélien
Awatar użytkownika
You were my town
Now I'm in exile, seeing you out
I think I've seen this film before
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

On nie myślał o jej mężu, a ona… ona chyba powinna. Jednocześnie jej ciało się buntowało. Doskonale wiedziała, że Percy wpadłby w szał, gdyby się o tym dowiedział. O tym, że u niego była, że zjedli kolację, że miała dla niego prezent i znowu zjawiła się na progu jego mieszkania… robiła wszystko, czego robić nie powinna. Gdzieś z tyłu świadomości ciągle miała obraz ciemniejących w złości tęczówek Percy’ego, gdy tylko zasugerowała, że mogłaby go zdradzić.
Tylko, czy faktycznie by mogła?
Z drugiej strony czym było… to?
Zaśmiała się z jego żartu, kręcąc lekko głową, bo cóż… nie można mu było odmówić ani jednego, ani drugiego. Ani przystojnej twarzy, ani wrodzonego czasu, którego pewnie stała się ofiarą. Jednocześnie czuła, że miał do zaoferowania znacznie więcej niż to. Ba! Była pewna, że miał do zaoferowania znacznie więcej niż to, o czym mówił - Ładna buzia i urok osobisty to coś, czym zaimponujesz wszystkim… lubię myśleć o sobie, że mam bardziej wyrafinowany gust i interesuje mnie trochę więcej. - zażartowała, ale wcale nie mijała się z prawdą. Ciekawił ją, chciała go poznać… chciała jego zainteresowania i wspomnie spędzonego czasu, Nawet jeśli miałaby to być rozmowa pełna prawniczego bełkotu. Mąż już dawno nawet o tym z nią nie rozmawiał - Plus nie wierzę, że to twoje największe zalety - dodała swobodnie lekko wzruszając ramionami, jakby mówiła o najbardziej oczywistej oczywistości.
Jednocześnie ani na moment nie przestała się uśmiechać, nawet gdy spoważniała i spuściła z tonu - lekki uśmiech nadal czaił na w kąciku jej ust. Bo przecież naprawdę się cieszyła i czy nie tym była właśnie ta cała magia świąt?
Znowu się zaśmiała…
- Niestety nie znam pierwotne… - urwała, bo nagle dotarł do niej sens jego słów, że to jednak nie był żart i że on wcale nie mówił o faktycznym właścicielu komiksu - Oh - czy jej się tylko wydawało, czy jej policzki nagle zaczęły dziwnie piec? Niemożliwe, nie miała przecież szesnastu lat, a Hal nie był pierwszym przystojnym facetem, któremu się p o d o b a ł a. Nie powinno to zrobić na niej takiego wrażenia - Chyba nie jestem najlepsza w przyjmowaniu komplementów. - i była brutalnie świadoma, że jest w tym strasznie niezgrabna. Upiła większy łyk alkoholu, jakby ten miał jej w tym jakoś pomóc i znów promiennie się uśmiechnęła do Carnegie - Wiec… co to za sprawa, że spędzasz nad nią święta? - równie niezgrabna próba zmiany tematu. Brawo!


Harold Carnegie
35 y/o
Welkom in Canada
191 cm
adwokat w carnegie & cortlandt llp
Awatar użytkownika
trochę czaruś, trochę gbur, ale w przeważającej części adwokat skoncentrowany na tym, by w szyldzie kancelarii znalazło się w końcu jego nazwisko
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

On również powinien wrócić myślami do pierwotnych planów. Te zaś oscylowały głównie wokół tego, aby się odgryźć. W niezbyt taktowny, ale za to całkiem skuteczny sposób zrobić coś, co mogłoby zaboleć Percivala równie mocno, jak jemu na odcisk nadepnął fakt, że to właśnie Gardner otrzymał upragniony przez niego awans.
W tej kwestii chyba nieco więcej zrozumiał po tym, jak poprzednim razem z ust Georginy padło coś, na co on najwyraźniej do tej pory pozostawał ślepy. Nie miał pojęcia, że Percy związany był z córką ich szefa, ponieważ nigdy szczególnie nie interesował się jego życiem osobistym, to właśnie w tym miejscu popełniając pierwszy błąd. Teraz, kiedy miał już tego świadomość, wszystko układało mu się w całkiem spójną całość.
Stawało się również czymś, od czego zwyczajnie powinien trzymać się z daleka.
Harold jednak nigdy nie był zbyt dobry w podejmowaniu słusznych decyzji, kiedy w grę wchodziły r e l a c j e. Potrafił świetnie wszystko wyważyć, gdy ograniczało się to do spraw służbowych, jednak poważniejsze znajomości kompletnie go przerastały. Nie miał na tym polu zbyt dużego doświadczenia i nigdy też nie chciał, aby ta kwestia uległa zmianie. Kolejny powód, dla którego powinien postawić na tym kreskę - nie dla niego były takie p r z y j a ź n i e.
Tylko czy rzeczywiście mogli to tak nazwać? Przy niej pozwalał sobie przecież na więcej, niż należało sobie pozwalać przy kimś, kogo chciało się nazywać przyjaciółką. Tego samego chciał zresztą w zamian, dlatego teraz ze szczerym zainteresowaniem słuchał jej słów. I najwyraźniej nie omieszkał pociągnąć jej za język. — W takim razie jakie one są twoim zdaniem? — zapytał i rozsiadł się wygodniej na kanapie, jedno ramię zarzucając na jej oparcie tak, aby w łatwiejszy sposób móc zwrócić się ku Georginie.
Sam nie wiedział, czego spodziewał się, kiedy atmosfera nagle zgęstniała, ale chyba nie był szczególnie zaskoczony, gdy dostrzegł wyraźny sygnał, że nie zamierzała przekroczyć żadnej granicy. Mógł być nieco rozczarowany, jednak tego nie dał po sobie poznać. Czegokolwiek od niego chciała lub nie, zamierzał to uszanować. — Nic nadzwyczajnego — przyznał, lekko wzruszając ramionami. — Zwykłe przejęcia spółek i trochę biznesowego bałaganu — dodał, nie wdając się w szczegóły, bowiem nie sądził, by naprawdę ją to interesowało. — Domyślam się, że twoje doświadczenia były ciekawsze. Odbębniłaś już te wszystkie świąteczne kolacje? — zapytał, unosząc ku górze jedną brew.
A choć wydawało się to nad wyraz błahe, był dość ciekawy tego, jak do tej kwestii podchodziła ona. Nie znali się przecież na tyle dobrze, by wiedział o niej nawet tak proste rzeczy.

Georgina Gardner
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
31 y/o
Welkom in Canada
170 cm
marszand, art dealer w Maison Aurélien
Awatar użytkownika
You were my town
Now I'm in exile, seeing you out
I think I've seen this film before
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu. Naprawdę chciał słuchać od niej o swoich zaletach? Gdy coś jej mówiło, że był ich całkowicie świadom? Więc nie odpowiedziała od razu, właściwie… właściwie zastanawiała się, czy w ogóle powinna odpowiadać. Obserwowała go i dumała, co powiedzieć… albo jak to powiedzieć?
- Masz dużo do powiedzenia, potrafisz zainteresować, potrafisz okazać zainteresowanie, całkiem swobodnie spędza się z tobą czas… no i świetnie gotujesz, Carnegie. – rzuciła rzeczami, które może nie były spektakularne, ale które dla niej były ważne i robiły na niej ogromne wrażenie, bo tego jej właśnie aktualnie brakowało. Chwilowo lub nie – ale miała braki i na to zwracała szczególną uwagę – Nie mówiąc o interesującym hobby. Wiesz… od komiksów do sztuki w tym bardzo tradycyjnym pojęciu wcale nie jest tak daleko. – zażartowała, oczywiście nawiązując do tego, co nudziło go najbardziej i do czego nie była w stanie go przekonać. I raczej po prostu chciała rozluźnić atmosferę, chociaż na moment… żeby nie przejął się tak bardzo komplementami na swój temat!
Tym bardziej, że te jego robiły dużo większe wrażenie…
Bo naprawdę nie wiedziała, co powinna z tym zrobić. Wstać i wyjść? Wcale nie chciała wstawać i wychodzić, właśnie dlatego zmieniła temat. Dlatego zapytała o pracę, o coś bezpiecznego… co nie mogło doprowadzić do katastrofy i przekraczania granic, których przekroczenia się bała. Których jakaś część jej chciała, ale strach wygrywał. Czasami chciałaby nie być takim strasznym tchórzem.
- Czy ja wiem, czy ciekawsze… – wzruszyła lekko ramionami i upiła kolejny łyk alkoholu – Ale jestem tym jednym dziwnym człowiekiem, który uwielbia święta… nie mam w sobie Grincha. – co było niespotykane, bo zauważyła, że duża część ludzi z ich pokolenia właśnie w tym kierunku poszła. A ona? Ich dom wyglądał spektakularnie, kupowała mnóstwo prezentów, które osobiście pakowała i jak sam miał okazję zauważyć – robiła to doskonale. Świąteczne przyjęcia również lubiła! – Zamierzasz pojawić się na noworocznej kolacji kancelarii? – zapytała z ciekawości, bo kancelaria jej ojca darowała sobie firmowe imprezy przed świętami… urządzali porządną dopiero po nowym roku! – Maczałam w niej palce. To moje guilty pleasure… wtrącać się ten raz w roku w firmę, z którą nie mam nic wspólnego, ale wtedy mogę porozstawiać ich po kątach. – i to ona decydowała, gdzie co będzie, kto będzie i jak będzie siedział. Wybierała nawet alkohol!


Harold Carnegie
35 y/o
Welkom in Canada
191 cm
adwokat w carnegie & cortlandt llp
Awatar użytkownika
trochę czaruś, trochę gbur, ale w przeważającej części adwokat skoncentrowany na tym, by w szyldzie kancelarii znalazło się w końcu jego nazwisko
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mogła być bardziej daleka prawdy, ponieważ wbrew temu, jakie wrażenie mógł sprawiać, Harold nie we wszystkich aspektach swojej osobowości był aż tak pewny swego.
Owszem, nie dałby sobie wmówić, że nie sprawdzał się na podłożu zawodowym. Wiedział, że był dobrym prawnikiem, za czym opowiadało się przede wszystkim to, jak wysoką miał skuteczność. Być może nie był doceniany przede wszystkim przez osobę, która miała ku temu największą sposobność, jednak to nie wpłynęło na zmniejszenie jego przekonania o tym, jak dobrze sobie radził. Zwiększyło się natomiast jego poczucie niesprawiedliwości, które po ostatnim spotkaniu z Georginą przynajmniej potrafił sobie wytłumaczyć.
Słuchał jej teraz uważnie nie dlatego, że miał ochotę się podbudować. Chodziło przede wszystkim o to, iż ciekawiło go to, jak widziany był jej oczami. Ciekawiło go to, co dostrzegała w nim d o b r e g o, i za sprawą czego była dzisiaj tutaj, choć najpewniej miała wiele innych, dość ciekawych rzeczy do roboty. — Mów, co chcesz, ale to jest o wiele lepsze od tych twoich maziai — stwierdził, unosząc nieco wyżej swój p r e z e n t. Zaczepny uśmiech, który wciąż malował się na jego twarzy, sugerował raczej, że wcale aż tak źle nie myślał o tym, co miał okazję obejrzeć w jej galerii.
Nie rozumiał tego, to nie miało nagle go zafascynować, ale mimo to był pod sporym tego wrażeniem. Sam bowiem potrafił narysować wyłącznie ptaka w kształcie pośladków.
Nie ciągnął jej jednak za język. Nie chciał bowiem wprawić jej w jeszcze większe zakłopotanie, a przecież widział, jak zadziałało na nią to, co powiedział chwilę wcześniej. Gdyby chodziło o kogokolwiek innego, prawdopodobnie by to kontynuował, jednak do niej najwyraźniej miał o wiele więcej szacunku.
Czy był zaskoczony jej wyznaniem? Chyba niekoniecznie, ponieważ to odkrywało przed nim kolejną rzecz, którą tak drastycznie się różnili. To zauważył już wcześniej, ale jednocześnie nie sprawiło to, iż doszedł do wniosku, że między ich dwójką nie było żadnej nici porozumienia. Wbrew temu, co mogło się wydawać, miał wrażenie, że całkiem dobrze się rozumieli. — Mam rozumieć, że to zaproszenie? — zapytał przekornie, po czym odchylił się na kanapie tak, aby plecami wygodniej oprzeć się o jej oparcie.
Upił kilka łyków alkoholu i zakręcił w dłoniach szklanką, przez dłuższą chwilę to właśnie na nią spoglądając. — Mogę na takiego nie wyglądać, ale nie jestem zbyt wielkim fanem takich imprez — przyznał, dopiero po chwili podnosząc spojrzenie na brunetkę. — Ale jeśli tego chcesz, to tam będę — czy zrobiłby to dla niej? Tak i mówił o tym z pełną premedytacją, ponieważ chciał, żeby była tego świadoma.

Georgina Gardner
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
ODPOWIEDZ

Wróć do „#3”