-
Strażak, który nie dawno zawalczył o posadę kapitana jednostki, jest jaki jest, może delikatnie skrzywiony, w międzyczasie chciał się oświadczyć ale plan poszedł w łeb, wrócił do obiegu i romansów. Jak potrzeba to dorobi jako striptizer w strażackim strojunieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Sam pamiętał kto wyszedł z inicjatywą, czy to był Michael, a może młodsza siostrzyczka, ale dostał zaproszenie aby się zjednoczyli na święta. Z jednej strony może tego Reece potrzebował? Siedzenie samemu w pustym mieszkaniu jedząc chińczyka czy inne świństwa z Kevinem w tle, to nie było najmilsze. Wigilia w rodzinnym domu z rodzicami u boku to też nie szczyt marzeń dla dorosłego faceta, tym bardziej że pojawiłby się tam sam, już bez partnerki. Słodko-kwaśne komentarze? Sugestie ojca czy matki? Nie czuł się z tym dobrze, ale... stało się. Wybrał parę drobnych upominków dla każdego, do tego dobrał dobry alkohol dla męskiej strony i coś lekkiego dla Pań.
Jak już ustalili wcześniej wspólną godzinę na ten rodziny zjazd, tak Reece wpadł punktualnie zgodnie z regułami tej gry. Pamiętał zawsze o tym co za zasady panują w domu, co i jak wypada a czego nie, co by nie robić już od startu pod górkę. Miało być miło i miało być rodzinnie, no nie?
Michael Graham
Ruby J. Graham
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjipostaćautor
Tym razem jednak Ruby czuła się niepewnie. Wiedziała, że spotka się z braćmi, ale nie była pewna, czy rodzice dołączą do zgromadzenia. Ta niepewność wprowadzała w jej myśli lekki chaos. Z jednej strony cieszyła się na rozmowy z Reecem, który zawsze potrafił ją rozbawić, i z Michaelem, bardziej powściągliwym, ale równie bliskim jej sercu. Z drugiej strony zastanawiała się, czy obecność rodziców nie zmieni atmosfery i czy nie pojawią się stare napięcia, które czasem wychodziły na jaw przy świątecznym stole.
Ruby nigdy nie ignorowała rodzinnych wizyt. Nawet jeśli święta same w sobie nie były dla niej czymś wyjątkowym, to więzi rodzinne miały dla niej znaczenie. W głębi duszy wiedziała, że te chwile są okazją, by odbudować relacje, które przez lata studiowania i pracy w Oxfordzie zaczęły się rozluźniać. Czasem zastanawiała się, czy jej dystans do świąt wynikał z potrzeby prostoty, czy może z obawy przed sztucznością, którą często dostrzegała w dekoracjach, prezentach i wymuszonych uśmiechach. Nie chciała udawać, że święta są dla niej najważniejszym wydarzeniem roku...bo nie były. Ale chciała być obecna dla tych, którzy byli dla niej ważni.
W drodze na spotkanie Ruby rozmyślała o tym, jak zmieniły się ich życia. Reece, zawsze pełen energii, teraz miał własne plany i obowiązki. Michael, bardziej skupiony na pracy, rzadko dzielił się szczegółami swojego życia. A ona? Czuła, że musi na nowo poznać swoje rodzeństwo, zrozumieć, kim się stali. Może właśnie w tym tkwił sens tych świątecznych wizyt,nie w tradycji, nie w prezentach, ale w próbie odbudowania czegoś, co nigdy nie powinno zniknąć.
Kiedy dotarła na miejsce, poczuła znajomy zapach przypraw i pieczonego ciasta. W salonie stała choinka, wystrojona do prawdopodobnie każdego kąta. Przecisnęła się przez drzwi ze wszystkimi poradunkami dla każdego ledwo utrzymując równowagę. Kątem oka zauważyła jednego z braci. - Reece! - zawołała zakryta w całości pudełkami. Gdy udało jej się je ustawić bliżej choinki bez większej destrukcji otoczenia odstapnęła rozklądając się po okolicy. - Michaela jeszcze nie ma? - zapytała patrząc po kontach. - Dobrze cię widzieć. - dodała podchodząc do brata i dając mu delikatny uścisk ze swojej strony. Może nie chodziło o same dekoracje czy rytuały, ale o obecność i o to, że mimo różnic i upływu czasu wciąż potrafili być razem? Zrozumiała, że nawet jeśli rodzice się pojawią, nawet jeśli rozmowy będą trudne, warto było tu być. Bo święta, choć nie były jej ulubionym czasem, dawały coś, czego nie dało się kupić ani zaplanować.
Michael Graham
Reece Graham
-
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Nie naciskał dzwonka do drzwi, a wszedł po chwili zawahania, nie będąc pewien, czy wciąż powinien rościć sobie prawo do bycia domownikiem. Uznał, że woli w ten sposób, niż dostać zaraz lawiną pytań od matki, z serii ”co ty tak, jak obcy?!” i ogarnął wzrokiem przestronny, udekorowany świątecznie hol. Wiele lat temu sam chętnie biegał po rezydencji, zawieszając lampki i łańcuchy, czy śpiewając kolędy, dziś Boże Narodzenie kojarzyło mu się wyłącznie z mało wygodnym obowiązkiem.
— Mike! — rozległo się wołanie i z bocznego przejścia wyłoniła się drobna kobieta o farbowanych na miękki, jasny blond włosach, upiętych w finezyjny kok. Aksamitna sukienka miała kolor głębokiej, świątecznej czerwieni. — Kazałeś na siebie chwilę czekać. Wszyscy już są. — W jej głosie nie było surowej nagany, a matczyne, wyrozumiałe ciepło.
— Mamo — odpowiedział uśmiechem, zamykając Dorothy w ramionach. — Aż tak napięty grafik? Atrakcje są już przygotowane? — zaśmiał się, bo dzisiejszy wieczór miał być wyłącznie dla Grahamów, dla najbliższej rodziny, spędzającej czas w swoim towarzystwie. Żadnego pośpiechu, trudnych rozmów, mało komfortowych wyznań — mieli się bawić. A przynajmniej taki mglisty plan miał Michael, łudząc się, że wszystko pójdzie gładko.
— Reece, Rubelle, patrzcie, kogo nam przywiało! — Dorothy wprowadziła Michaela do salonu, ogarniając całą trójkę zadowolonym spojrzeniem; w końcu to niezwykle rzadka okazja, by mieć tę gromadkę w jednym miejscu. — Lucy zaraz przyniesie aperitif. Nie rozpijcie się za bardzo przed kolacją — zażartowała jeszcze, by zaraz zniknąć w głębi domostwa, zostawiając dzieci same.
— Czy wy też wietrzycie jakąś katastrofę? — zwrócił się Mike do reszty rodzeństwa, rozkładając ręce pytająco. Oglądał całkiem niedawno filmy z serii Knives Out, które zrodziły w głowie skojarzenia o tajemniczych morderstwach. Nie, oczywiście, że nie życzyłby sobie takiej historii w prawdziwym życiu, ale kim by był, gdyby nie zażartował? Uścisnął siostrę oraz brata, na tym drugim osadzając spojrzenie nieco dłużej. Rozstanie z ukochaną nie było doświadczeniem, które komukolwiek by polecał, zwłaszcza mając w pamięci, jak państwo Graham zareagowali na rozpad związku Mike'a z Zaylee. Nie dzielił się bratem współczuciem, na pewno nie chciał klepania po plecach, ani ukradkowych spojrzeń, więc zwyczajnie posłał mu blady uśmiech.
Do salonu wniknęła gosposia ze srebrną tacą i ustawionymi nań drinkami. Michael znów się zawahał, kiedy podsunięty pod nos poczęstunek owiał go mieszaniną słodko-gorzkich zapachów, po czym sięgnął po szklankę i skinął do Lucy głową. Skoro już zjawił się na rodzinnej imprezie, na trzeźwo jej nie przetrwa.
Reece Graham Ruby J. Graham
-
Strażak, który nie dawno zawalczył o posadę kapitana jednostki, jest jaki jest, może delikatnie skrzywiony, w międzyczasie chciał się oświadczyć ale plan poszedł w łeb, wrócił do obiegu i romansów. Jak potrzeba to dorobi jako striptizer w strażackim strojunieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Tutaj jednak miał swoje promyczki, matkę która była kobietą życia, jedną z najważniejszych do końca swych dni, a potem i siostrzyczkę, której chciałby znowu dokuczać ale i śmiać się jak za dawnych lat z głupot i tych wspomnień. Nie chciał więc wchodzić w to ze złą energią, a to co pozostawało w jego życiu beznadziejne, niech dzisiaj koczuje na wycieraczce przed drzwiami.
Wchodząc do środka oczywiście nie omieszkał pocałunkiem powitać rodzicielkę, już na wstępie rzucając jej wiązankę ciepłym życzeń oraz pozytywnej energii. Umiał w te całe wiązanki od zawsze, tak samo jak po prostu lubił tą energię od niej, nakręcenie które rozpromieniało już na samym wejściu. Sam szybko podrzucił podpisane prezenty w miejsce na to przeznaczone i zabrał się za zrzucenie zimowych warstw. Toronto swoją pogodą nie rozpieszczało, a Reece jak to on - nigdy nie był fanem zimy, bo nawet jeśli było mniej pożarów, to z kolei wypadków i kolizji w brud, nie mówiąc już o przygodach na zamarzniętych chodnikach.
- Ruby! Wyrosłaś? Wypiękniałaś? Wymądrzałaś? Wielkie W! - rzucił, ale zaraz tonął w jej ramionach, zaciągając się jej zapachem i ciepłem. Chyba sam nie rozumiał jak bardzo potrzebował takiej drobnostki, takiego choćby przytulenia na kilka sekund. Ten blask, który zgasł w jego życiu był jak brakujący puzzel do układanki, zagubiony i poszukiwany na już. - Nic jeszcze nie wiem, dopiero się zjawiłem i miałem zamiar szukać kapci. - dowcipny jak zawsze, ale uściskał siostrę przechodząc dalej w znajome kąty. Długo na wspomnianą zgubę nie musieli czekać bo i brat się za parę chwil zjawił. - Mamoo.. zapowiadasz go jak świętego Mikołaja.. - stwierdził, ale pewnie i tak podszedł do braciaka aby sprzedać mu solidny męski niedźwiedzi uścisk. To nie było nigdy udawane czy reżyserowane, ta więz między nimi chociaż zatarta przez lata na karku, wciąż była szczera.
- Byle choinka się nie spaliła! - szepnął, tak aby rodzicielka ich nie słyszała gdy się tak krzątała po okolicy i pojawiała się na powrót, a także znikała. W zasięgu wzroku brakowało mu ojca, a więc czyżby tu było coś na rzeczy? Rozwód po latach pożycia? Zakopała go w ogródku? Czy inna rewolucja francuska w takim wieku u nich? Tak czy inaczej on również nie odmawiał dobroci, tym bardziej będąc już w wieku odpowiednim do picia i dotrzymywania tępa męskiemu gronu. Na trzeźwo i z rodziną święta? Tylko człowiek wielkie wiary by wytrzymał!
Ruby J. Graham
Michael Graham