Z tak zaciętą miną, jaką ciemnowłosa właśnie ukazała Dominicowi, słysząc o incydencie z Jenkinsem, wyglądała doprawdy uroczo. To była jego wojna, ale w pierwszej chwili schlebiło mu, że przejęła się sprawą. Czyżby jej zależało na nim tak samo, jak jemu na niej? Gdy tylko taka myśl zakiełkowała mu w głowie, zganił się w myślach. Nieprzyjemna sytuacja z Jenkinsem wywołała w dziewczynie emocje najpewniej głównie dlatego, iż ona również miała na pieńku z tą miernotą. Nie powinien był doszukiwać się w tym niczego więcej. —
Taa, i wymienić fotel - zawtórował jej śmiechem. Oczywiście trochę koloryzował w tym przypadku, ale zrobiłby wszystko, by dobry humor Skye trwał jak najdłużej. Jej pełen wdzięczności uśmiech odwzajemnił własnym, choć za nic nie musiała mu dziękować - od tego był. Tak robili przyjaciele, prawda? Trwali w doli i niedoli, pomagali, jak potrafili, słuchali i wspierali. -
Och, Ty diablico! Chyba nie chciałbym mieć Cię za wroga - zaśmiał się na myśl o tym, co też wymyśliłaby w odwecie dla niego, gdyby spróbował jej się narazić. Na szczęście, na razie nie musiał się tym przejmować, a Jenkinsa wcale nie było mu szkoda. Dostałby za swoje. -
A myślisz, że czemu chcę zajrzeć do tego projektu? Też wolę mieć czyste sumienie. - Spróbował nieudolnie obronić się przed kuksańcem, a jego śmiech po raz kolejny poniósł się po pustej sali. Musiał przyznać przed samym sobą, że po ciężkim dniu nad własnym projektem strasznie brakowało mu takiej beztroskiej atmosfery i śmiechu, szczególnie
jej śmiechu. Jakby przez moment świat i otaczające ich problemy przestały istnieć. Mogli poudawać, że wszystko w końcu wydawało się być na miejscu.
Nie było. Mógł zapewniać Skye o swojej lojalności i wsparciu, ale tylko na tyle, na ile pozwalała mu przyjaźń. Jednak w słowach
Dla Ciebie wszystko kryło się znacznie więcej, niż mógł, niż
powinien wyznać. Kiedy tak patrzył na Skye, nagle naszła go obawa, że uda jej się to z niego wyczytać. Przerażały go konsekwencje i jednocześnie nachodziła go coraz śmielsza nadzieja, by właśnie tak się stało. Wmawiał sobie, że jeszcze wiele był w stanie znieść, w tym każdą reakcję dziewczyny, ale ile tkwiło w tym prawdy?
Na wspomnienie znanego przysłowia nieznacznie drgnął, a następnie ściągnął brwi. –
Nie byłbym tego taki pewien - stwierdził tajemniczym tonem. Bez wątpienia ją kochał. Okazywał to w każdym geście i słowie, w każdym spojrzeniu i dotyku. Łudził się przy tym, że tak wyglądała zwykła przyjaźń, bo i pierwszy raz tak poważnie przyjaźnił się z kobietą. Ale z każdym kolejnym spotkaniem z nią sam na sam, bez Josha i innych osób trzecich, coraz mniej przekonywały go własne argumenty.
Wystarczyło się do niej przysunąć i wziąć ją za ręce, by Dominic upewnił się, jak bardzo tkwił w błędzie, a przynajmniej z własnej perspektywy. Nie dało się być tak blisko ciemnowłosej i nic nie czuć. —
Mógłbym powiedzieć to samo o sobie - przyznał, nieznacznie unosząc kącik ust. Naprawdę lubił swoją pracę. Dawała mu tyle możliwości… oprócz tych oczywistych, pozwalała na przykład oderwać się od niepotrzebnych myśli. Ale też nieoczekiwanie stała się idealną wymówką na pozostanie w pobliżu Skye. Miał nieodzowne wrażenie, że jego instynktowne działania i śmiałość w końcu go zgubią, ale też nie przestawał stąpać po cienkim lodzie, jakby uzależnił się od adrenaliny, jakiej mu to dostarczało. Niestety, przestawał się tym sycić i znajdował się coraz bliżej granicy, by po chwili bezpiecznie się wycofać. Tak, jak zrobił to niespodziewanym pytaniem o Josha.
Gorycz, jaka uderzyła go w odpowiedzi, wywołała w nim nieprzyjemny ucisk w gardle. Momentalnie zacisnął szczęki, aż zarysowały się mocniej na jego twarzy. Wyglądało na to, że to, co wyczyniał Josh, bolało ją znacznie bardziej, niż przypuszczał, i coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że już niewiele mógł dla nich zrobić. Właściwie to część niego przestawała chcieć dalej pomagać temu związkowi. Po co ciągnąć na siłę coś, co samoistnie i tak zmierzało ku wymarciu? Skye zbyt wiele czasu i nerwów straciła przy Joshu, była zbyt piękna i inteligentna, żeby marnować się u jego boku. Najgorsze w tym wszystkim było to, że lata znajomości z przyjacielem wystarczająco pokazywały, iż Josh, mimo lepszej reputacji od blondyna, również potrafił wprowadzać trochę zawirowań, ale kiedy poznał Murray, sam przekonywał Dominica o swoim przeczuciu, że tym razem było inaczej i to czas na coś poważniejszego. Mieli już niemal trzydzieści lat, a ciemnowłosa wydawała się idealnym materiałem na coś więcej, dlatego postanowił kuć żelazo póki gorące. Reyes mu uwierzył, a teraz zaczął odnosić wrażenie, że przyjaciel ostatecznie się sparzył i przeliczył z własnymi fantazjami o ustatkowaniu. Joshowi eksperyment się nie udał, a Skye stała się w nim główną poszkodowaną. Blondyn czuł się temu współwinny i teraz niewiarygodnie ciężko patrzyło mu się na walczącą z emocjami kobietę.
Nie spodziewał się ruchu z jej strony. Każdą cząstką siebie chciał złapać ją za rękę i nie pozwolić się cofnąć, a nawet prosić o więcej, jednak w porę zacisnął dłoń na podłokietniku, by w sobie to zdusić.
Kurwa, Dominic, ogarnij się. Ona tego tak nie widzi. Pokręcił głową, próbując skupić myśli na tym, co mówiła.
—
Heej, nigdy nie przepraszaj za swoje emocje, okej? Masz prawo je czuć, zwłaszcza, kiedy Josh jest takim zjebem - starał się mówić łagodnym tonem, ale w ostatnich słowach dało się wyczuć nutę pogardy. Co prawda, Josh był jego najlepszym kumplem, ale jego zachowanie zaczynało przekraczać granice przyzwoitości. Reyes niemal prychnął, gdy dziewczyna ponownie wspomniała o swoim
chłopaku. Całkowicie źle go zrozumiała. —
Pieprzyć go. Miałaś się trochę odstresować, a skoro on jest tego zupełnym przeciwieństwem to do niczego nie jest nam potrzebny - stwierdził lekceważąco. Nie minął się z prawdą. To Josh powinien zadbać o dobre samopoczucie ciemnowłosej, a nie stanowić źródło jej problemów. W tym trójkącie stawał się więc zbędny. Dominic nie mógł jednak pozwolić, żeby Skye wróciła do pustych czterech ścian i została sam na sam z własnymi myślami. -
Skoro ustaliliśmy już, że nie masz planów na wieczór to teraz już masz. I nie przyjmuję odmowy - oznajmił tonem nie znoszącym sprzeciwu i obdarzył ciemnowłosą wymownym spojrzeniem, po czym wstał i wyciągnął do niej rękę. I mimo iż instynkt samozachowawczy bił na alarm, po raz kolejny w ciągu tego roku postanowił go zignorować. Wspólne wyjście jeszcze do niczego nie prowadziło, prawda?
Skye Murray