Kiedy ktoś mówi do ciebie
co jest, kurwa?!, to nigdy nie oznacza nic dobrego, a jeszcze po hiszpańsku... Madox doskonale o tym wiedział. Wiedział też pewnie, że Pilar się będzie wściekała, że on sobie łazi po szpitalu i szuka podwózki, i znalazł... Tylko, że on w tym swoim
stanie nieważkości, to właściwie wiedział i nie wiedział. Nie docierało po prostu. Chociaż to
¡¿Qué carajo?! - dotarło. Aż zatrzymał się w pół kroku i jak wcześniej był taki rozochocony, żeby jechać do niego i kontynuować imprezę, to w jednej chwili ta cała ochota się z niego ulotniła.
Już otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale wtedy odezwała się ta druga brunetka, a później zaraz Stewart, za niego. Nawet dobrze, bo ona w tym swoim
on nigdzie z tobą nie jedzie, była taka stanowcza, że Madoxowi aż się oczy zaświeciły.
-
Maravilloso -
cudowna, mruknął do siebie pod nosem, tylko, że oczywiście zaraz coś mu wypadło i on się już odwracał, żeby to podnieść, ale tak naprawdę mu się tylko wydawało, bo... w marynarce miał na plecach ogromną dziurę na wylot i cały czas w ogóle miał wrażenie, że coś gubi. Zgubił płaszcz.
Zanim on się zdążył zorientować, to dziewczyny już rozmawiały sobie w najlepsze, Madox nawet sobie pomyślał, że może się zakuplują i we trójkę pójdą dalej pić rum, ale chyba nie...
Bo zaraz padło to
lala, i to skierowane do Pilar, aż Noriega uniósł jedną brew.
Lala, ciekawe.
Madox zrobił wielkie oczy, kiedy ta
loko szika zaczęła opowiadać co on do niej powiedział, a na koniec parsknął śmiechem. Tak jej mówił?
Bardzo możliwe, bo właściwie on już nawet nie pamiętał po co tutaj przyjechali, a co dopiero co opowiadał tym wszystkim ludziom po kolei, blondwłosej pani doktor, albo pielęgniarce przy kontuarze, od której chciał wydębić kroplówkę. Tej dziewczynie też do końca nie wiedział co mówił, ale sięgnął w jej kierunku i poklepał ją lekko po ramieniu.
-
Nie mów do niej lala, bo może ci zajebać - powiedział dość poważnie, a później się zatoczył. Jego ciemne tęczówki padły na sylwetkę Pilar, na jej twarz,
piękną, ale jakoś tak zmarszczoną, że Madox nie mógł wcale z niej wyczytać, czy ona jest na niego jakaś zła, czy jednak wciąż jeszcze zatroskana? A to wszystko pewnie dlatego, że mu się obraz trochę rozmazywał. Zaraz jednak Stewart się odezwała, do tego jeszcze jakoś tak
beznamiętnie, że Madox nabrał w płuca mocno powietrze, zmrużył powieki i przez dłuższą chwilę myślał o co jej może chodzić. A przede wszystkim to...
-
Wkurwiła się? Jest wkurwiona? - oczywiście chodziło mu o Pilar, ale pytał się tej
sztuki, tylko zaraz już machnął ręką, chociaż ona coś tam zaczęła gadać, że nie będzie tutaj stała jak
słup, więc albo się ruszą, albo... -
no to spierdalaj - to były jej słowa, chociaż Madox powiedział je na głos. To znaczy powtórzył po niej chyba?
Mogli nie palić jeszcze z Cherry na dokładkę tego blanta, bo on teraz to był jednocześnie wyczilowany, ale też nawalony. A do tego włączył mu się jakiś tryb imprezowania do rana, szkoda tylko, że on nawet ustać w miejscu nie umiał, bo jeszcze może wciągnął po drodze jakąś kreskę i nim bujało na boki. Ale opcja jeszcze była taka, że to po prostu cały świat się tak bujał.
-
A kto? - zapytał, kiedy Pilar powiedziała to, że
poczeka aż ktoś inny będzie potrzebował transportu -
ale ja potrzebuję - wskazał na siebie palcem, a później przesunął wytatuowanymi palcami po tej zniszczonej marynarce i aż go otrzepało, bo jednak na dworze było zimno. A on wciąż nie znalazł swojego płaszcza.
-
I potrzebuję policji, bo mnie okradli - dodał zaraz i wsadził ręce do kieszeni spodni, a w jednej z nich znalazł też te swoje papierosy. W drugiej telefon i zaczął zaraz je tak przekładać z jednej kieszeni do drugiej, a potem jeszcze do marynarki, bo wcale tego nie kontrolował. Nie kontrolował też tego, że on już wydeptał w śniegu dookoła Pilar jakiś okrąg. Ani też tego, że myśli to mu znowu gdzieś odpłynęły daleko stąd, albo może blisko?
Kiedy Pilar sięgnęła ręką z papierosem do swoich ust, to Madox ją za tą rękę chwycił, zatrzymał się bardzo blisko i spojrzał jej w oczy, a te jego to były czarne i szklące, jakby rzeczywiście był w jakimś innym świecie, swoim własnym może.
-
Włosy jej się zapaliły - pokiwał głową, bo nagle mu się przypomniało, ale zaraz znowu machnął ręką -
ale już jest u niej ojciec, to możemy jechać - dodał i jeszcze przesunął palcami po jej dłoni -
ale jesteś hot - bo on to akurat był zmarznięty, tylko, że chyba nawet tego nie czuł, bo jednak w żyłach wciąż krążył alkohol, a do tego jeszcze jedna, albo dwie, inne substancje. Zanim jeszcze Pilar się ruszyła, to on opierał się ręką o murek i wisiał nad nim.
-
Zaraz się porzygam - stwierdził, ale później się wyprostował -
nie, jednak nie - mdliło go jakoś dziwnie, może to na wspomnienie tej wątróbki? W ogóle czemu on o niej teraz myślał?
-
Cherry - wypalił nagle, bo znowu mu się przypomniały te fajerwerki, sięgnął do swoich pleców, żeby przełożyć palce przez dziurę w marynarce. Zajebiście. Będzie musiał za nią zapłacić.
Pilar Stewart