ODPOWIEDZ
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

23
We both know this isn’t a social visit.
Jakby jeszcze tego wszystkiego było mało...
Mało tego, że Noriega ostatnio zarobił kulkę, mało tego, że on już praktycznie mieszkał w klubie. Mało tego, że miał problemy z prawem. Wciąż mało problemów.
Siedział w gabinecie i od dwóch dni wertował wszystkie papiery, jakieś stare zamówienia, jakieś faktury, ewidentnie ktoś go tutaj robił... Ktoś go okradał po prostu, może Madox nie był najlepszym szefem klubu, ale robił to nie od wczoraj, za długo już siedział na tym stołku, żeby tego nie wychwycić. Może ktoś właśnie sobie pomyślał, że skoro ostatnio on ma tyle na głowie, skoro żyje jeszcze intensywniej niż wcześniej, to tego nie zauważy?
Zauważył. Chociaż nie dawał nic po sobie poznać, a kiedy ktoś do niego wchodził, to on sobie wtedy jakby nigdy nic siedział na telefonie i teraz też to robił. Kiedy jakaś barmanka weszła do niego, żeby poinformować go o nowym gościu.
Ostatnio miał bardzo wielu gości, policja wchodziła do jego klubu jak do siebie, a półświatek groził jego ochronie bronią, robiło się nieciekawie. Jak on miał nad tym wszystkim zapanować? Starał się, naprawdę się starał, już na bramce postawił swoich najlepszych ludzi, którzy mieli nie wpuszczać nikogo z bronią. Przecież oprócz tego, że tutaj bawiła się ta cała gangsterska śmietanka towarzyska, to wciąż przychodzili tu normalni ludzie, posłuchać muzyki latino, potańczyć sobie salsę...

Od kilka minut stał oparty o bar i obserwował brunetkę, która siedziała przy stoliku, na pewno nie przyszła tutaj tańczyć, muzyki też chyba nie chciała słuchać, mogła to przecież robić z powodzeniem u siebie w klubie. Po co więc przyszła?
Co sprowadzało tutaj Darcy Bowman?
Już ktoś go poinformował, że go szuka, ale Madox wcale nie poszedł do niej od razu, bo w pierwszej kolejności jakby nigdy nic wylądował za barem, żeby zrobić sobie drinka. Darcy już coś zamówiła, dostała już wysoką szklankę, więc teraz on potrzebował czegoś na rozluźnienie, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że on był coraz bliżej w tym swoim prywatnym śledztwie. Już nawet miał pewnych podejrzanych.
Podejrzanie też wyglądała mu Darcy, znał jej męża, Daniela, nawet na pogrzebie się pojawił z jakąś ładną wiązanką, bo Madox znał wszystkich ważnych ludzi. tych mniej ważnych zresztą też. Większość przychodziła do niego po informacje, zasięgnąć języka. A ona?
Jak będzie tutaj stał i się zastanawiał, to niczego się nie dowie, zrobił sobie cuba libre, wygładził kolorową koszulę, którą miał na sobie, palcami przeczesał jasne, krótkie włosy, które od jakiegoś czasu były jego znakiem rozpoznawczym, a przecież zmienił fryzurę dla niepoznaki, żeby nie rzucać się w oczy. Rzucał się jeszcze bardziej. Ale kiedy on tego nie robił? Charakterystyczne tatuaże, charakterystyczne pstrokate koszule, a teraz jeszcze te włosy.
Przysiadł się do niej bez żadnego pytania, odsunął sobie krzesło na przeciwko, a jego drink spoczął na stoliku, na teksturowej podkładce z logo klubu.
- Cześć Darcy, co słychać? - oparł łokcie o stolik i wbił w nią spojrzenie ciemnych tęczówek, jakby to rzeczywiście było jakieś spotkanie towarzyskie, miła rozmowa. Ale chyba nie w ich wydaniu.
Trochę im brakowało do kumpli, przyjaciół, którzy spotykają się bezinteresownie na drinku.
- Po co przyszłaś? - wypalił od razu, ale Madox nigdy nie lubił owijania w bawełnę, podchodów i gierek, zawsze był raczej... bezpośredni.

Darcy Bowman
33 y/o
Mark your calendar for Canada Day
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała zielonego pojęcia, czy to był dobry pomysł. Chociaż nie… wróć. Wiedziała, że to nie był dobry pomysł, ale chwilowo nie miała innego pomysłu. Jedyną alternatywą było porzucenie tego w cholerę, ale jakoś to odsuwała od siebie najbardziej jak się dało, bo zwyczajnie bała się tego stanu, w którym znowu byłaby nikim – nawet jeśli pieniądze, które miała teraz i pieniądze za klub przy dobrej inwestycji mogłyby jej pozwolić na wygodne życie bez martwienia się o przyszłość. Nie potrafiła się do tego zmusić i musiała znaleźć rozwiązanie swoich problemów.
Pytanie, czy to były tylko jej problemy? To była właśnie ta jedna myśl, która sprawiła, że postanowiła zaryzykować i wyjść ze swojej strefy komfortu. Bo nie oszukujmy się… Darcy Bowman nie chodziła po klubach dla przyjemności. Znaczy w ogóle nie chodziła po klubach. Bary, restauracje, puby… wszystko, ale nie kluby. Ten jej własny wystarczał jej w zupełności, a na dobrą sprawę już nawet nie pamiętała kiedy ostatni raz tańczyła i dobrze się bawiła. Takie trochę… inne życie? Albo już nie jej bajka?
Ale nie przyszła tu dla przyjemności. Zajęła stolik na uboczu, poprosiła o spotkanie z właścicielem – na całe szczęście nikt nie próbował jej wmówić, że go nie ma albo to niewykonalne, bo w to by nie uwierzyła… takie rzeczy zawsze są wykonalne. Za to wiedziała, że musi się uzbroić w cierpliwość. Na szczęście dzisiaj się nigdzie nie spieszyła.
Co słychać?
Kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu, bo to była zbędna uprzejmość i wiedziała, że ani ona nie miała ochoty odpowiadać, ani jego nie interesowała ta odpowiedź. Zmierzyła go wzrokiem, gdy usiadł naprzeciwko niej – Ładna fryzura, nowa prawda? – nie widywała go często… właściwie prawie wcale. Kojarzyła go jak przez mgłę, może nawet częściej z opowieści Daniela niż twarzą w twarz, ale… no cóż.
- I właściwie przyszłam… podziwiać konkurencję. – wzruszyła lekko ramionami i przesunęła spojrzenie od niego na salę, gdzie klubowe życie toczyło się swoim tempem – Jestem ciekawa jak ci idą interesy. Nie wiem, czy wiesz, że przejęłam The Fifth po Danielu… i chciałabym zrobić w nim porządek. – przede wszystkim uwolnić go od tych ciągłych wycieczek lokalnych gansta wannabe, którzy myślą, że wyrwanie klubu z jej rąk zrobi z nich kogoś ważnego. Miała jednak nadzieję, że nie będzie musiała tego mówić na głos, że spojrzenie, które wbijała w Madoxa było wystarczająco wymowne – Muszę zmienić ochronę, więc cóż… szukam nowych rozwiązań. Inspiracji. – bo sypianie z policjantem raczej jej nie pomoże.


Madox A. Noriega
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zawsze go interesowało co słychać u jego konkurencji. Może nie interesowało go życie prywatne samej Darcy Bowman, chociaż podejrzewał że jako świeżo upieczona, śliczna, wdówka, to życie towarzyskie mogła mieć imponujące. Może jednak trochę go to interesowało? Ale przecież wiedział, że nie będzie mu o tym opowiadała ze szczegółami.
W takim razie - nuda.
Nie interesowało go to.
Opadł plecami na oparcie krzesła i zarzucił nonszalancko nogę na nogę, rozsiadł się, jakby sugerował jej, że jest u siebie. No bo przecież był. Nawet przy jej stoliku, on wciąż był u siebie.
Na te jej słowa na temat jego włosów wywrócił oczami. Ale w zasadzie to była prawda, nowa fryzura - nowy Madox?
Niekoniecznie. Ale jakby ktoś pytał, to tak.
- Tak, a co? Podoba ci się? Przyszłaś po namiary na mojego fryzjera? - rzucił podnosząc swojego drinka do ust, chociaż nie wydawało mu się, żeby akurat po to tutaj zawitała. A Madox chciał wiedzieć po co, teraz, już.
On zawsze chciał wiedzieć. Wszystko.
Ciemne tęczówki zawiesił na jej twarzy. Czekając aż powie mu coś konkretnego, ale to co usłyszał...
Parsknął, ale zamiast coś powiedzieć, to upił jeszcze cuba libre, odstawił szklankę z hukiem na blat. Podziwiać konkurencję? Akurat w Emptiness było co podziwiać, co wieczór klub pękał w szwach, a do tego tutaj nie bawili się gangsta wannabe, tylko prawdziwe zbiry. A klub prosperował, dobrze prosperował i nikt Madox nie chciał ściągać ze stołka.
- Wiem - odpowiedział od razu, kiedy oznajmiła, że przejęła klub po Danielu, musiał wiedzieć. Przecież on dużo wiedział, więcej niż się wszystkim wydawało.
Chociaż zaraz uniósł jedną brew, posłał jej jakieś pytające spojrzenie.
- Co to znaczy zrobić porządek? - co ona chciała wyrzucać pamiątki po zmarłym mężu? A może w ogóle zmienić ten lokal w jakiś ekskluzywny klub dla panienek. Przecież Madox nie będzie zgadywał, nie znał jej. Opierał swoje domysły na ładnej buzi i tym intensywnym spojrzeniu.
- A co jest nie tak z obecną ochroną? - zapytał przesuwając palcem po swojej szklance z drinkiem - nie woziłaś się z jakimś właścicielem klubu bokserskiego? Nie mógłby ci podrzucić kilku karków na ochronę? - uniósł na nią spojrzenie. Madox wiedział więcej niż się wszystkim wydawało. Bo on gadał z ludźmi, słuchał ich, zapamiętywał takie pierdoły, które mogły mu się kiedyś przydać...
Jeśli ktoś by się jego pytał, czy sypianie z policją pomaga? Nie, kurewska wszystko komplikuje.
Mogliby sobie z Darcy pewnie porozmawiać na ten temat, skoro oboje wchodzili w tak bliskie relacje z psiarnią, ale o tym Madox chyba nie wiedział. A może wiedział, tylko jeszcze postanowił zachować to dla siebie?

Darcy Bowman
33 y/o
Mark your calendar for Canada Day
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zmierzyła go wzrokiem i lekko pokręciła głową, marszcząc przy tym lekko nos. Chciała pobawić się w konwenanse, zacząć od czegoś neutralnego, przez kilka sekund udawać, że przecież mogą porozmawiać o takich pierdołach jak to. Fryzjer. Ale nie potrafiła tak długo. Albo inaczej – nie chciała tak długo. Nie zamierzała w tym klubie i w towarzystwie Noriega spędzić więcej niż było to potrzebne. Im szybciej stąd wyjdzie – tym lepiej.
Nie groziła im wielka dozgonna przyjaźń. Ani żadna przyjaźń.
Wbijała w niego uważne spojrzenie, chłodne, pozbawione emocji… może jedynie kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu, gdy padło pytanie. Naprawdę miała mu tłumaczyć, czym było robienie porządku?
- To znaczy pozbyć się tych, którzy myślą, że przejmą jego interesy i będą się dobrze bawić w jego klubie. Moim klubie. Nie jestem naiwna myśląc, że jego interesy umarły razem z nim, ale nie interesuje mnie to… chcą się bić o władzę, wpływy i pieniądze, niech się biją, ale z daleka od mojego klubu i moich dziewczyn. – nie interesowała jej gansterka. Była żoną wystarczająco długo, żeby się napatrzeć, żeby widzieć jak to działa i po jak kruchym lodzie się wtedy stąpa. Polubiła swoje wygodne życie, gdy wreszcie o nic nie musi się martwić.
- Dużo powiedziane, a do tego przeterminowane. – wzruszyła lekko ramieniem i sięgnęła po szklankę z drinkiem – Pieprzyć się, a wozić to dwie różne rzeczy… plus nie mieszam interesów z przyjemnościami. – a do tego nie lubi być daleko w kolejce o czyjąś uwagę, więc pewne rzeczy nie miały prawa bytu. Po prostu. Tego jednak Madox już wiedzieć nie miał prawa, zupełnie jak o jej sypianiu z policjantem. Jeśli potrafili to ukrywać latami i nie dowiedział się o tym nawet jej mąż, teraz też nie zamierzała się tym martwić. Zabawne, bo może to była rzecz komplikująca, ale jednocześnie jedyna, o którą nie zamierzała się martwić.
- Więc… masz nazwisko kogoś, kto mógłby mi pomóc, czy nie chcesz się mieszać i udamy, że tej rozmowy nigdy nie było? – upiła niewielki łyk swojego drinka, a gdy spojrzała na Madoxa jej twarz nadal pozostawała neutralna. Trudno było po niej stwierdzić, czy jej zależało. A zależało!


Madox A. Noriega
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ciemne tęczówki zawiesił na swoim cuba libre, kiedy Darcy tak dokładnie zaczęła mu tłumaczyć czym jest to robienie porządków. Może wiedział, że jacyś gangsterzy mają chrapkę na jej klub, ale szczerze powiedziawszy miał to gdzieś. W dupie konkretnie. chociaż z drugiej strony, czy w Toronto potrzebny był kolejny klub, gdzie gangusy będą sobie pić wódkę po lożach i sypać koks na dekolty tancerek? Był już jeden. Aż zerknął gdzieś na sufit, jakby się właśnie zastanawiał, czy to się dzieje w lożach na górze.
- Takie masz problemy z utrzymaniem władzy Darcy? - teraz te jego ciemne tęczówki spoczęły na jej twarzy - no to musisz im pokazać, że to twój klub, a Daniel nie ma już nic do gadania... - pochylił się do przodu opierając łokcie na blacie stolika - no bo właściwie nie ma, nie? - jego ciemne tęczówki odszukały jej piękne, brązowe oczy. Nabrał powietrze w płuca i westchnął ciężko.
Chciało mu się w to mieszać? Czy nie chciało?
Może jakby Darcy Bowman nie była tak bardzo w jego typie, to już dawno by parsknął i sobie stąd poszedł? A może po prostu był ciekawy, kto jej tak źle życzy?
- Kto ci się wpierdala w interes? Nazwiska Bowman - teraz już zapytał poważnie, bo przecież nie wiedział. A że znał w mieście wszystkich, którzy się liczyli, to może tych, którzy robili jej koło dupy też?
Na te kolejne słowa wywrócił oczami i też sięgnął po swojego drinka.
- Szkoda, bo to znaczy, że skoro przyszłaś do mnie w interesach, to już się nie będziemy pieprzyć - tym razem to on wzruszył ramieniem. Ale Madox to sobie tak gadał. Musiał sobie pogadać, bo taki już był. Czasami gadał za dużo.
Podniósł szklankę i upił kilka łyków, a potem ją odstawił, koło podkładki, a później chodzi i narzeka, że na stolikach są ślady po drinkach, a sam to robi nagminnie.
Nagminnie też mieszał się w coś, w co nie powinien, i teraz też ciemne oczy błysnęły jakoś, kiedy znowu utkwił je w brunetce.
- Mam dużo nazwisk Darcy - zaczął i uniósł obie brwi, musiała to wiedzieć, że on ma wszędzie te swoje kontakty, wtyki - no i jak miałbym nie pomóc takiej pięknej kobiecie? - oparł policzek na nadgarstku jeszcze pochylając się w jej kierunku. Chciał coś wyczytać z jej twarzy, ale brunetka była nieugięta.
- A co ja z tego będę miał Bowman? Bo wiesz... Emptiness to nie organizacja charytatywna - musiała wiedzieć, każdy to wiedział, że Noriega załatwiał różne rzeczy, ale nic za darmo. Nic. Nawet dla niej.

Darcy Bowman
33 y/o
Mark your calendar for Canada Day
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prychnęła jednocześnie wywracając oczami. Od śmierci Daniela minęło wystarczająco dużo czasu, żeby wszyscy zdążyli się zorientować, że nie miał tam nic do gadania. Niektórzy jednak nadal nie mogli się z tym pogodzić. Częściowo rozumiała… to nie była typowa śmierć ludzi jego pokroju, nikt się do niej nie przyznał, nikogo nie złapali, nie było żadnych śladów i żadnych poszlak – zupełnie jakby był przypadkową ofiarą przypadkowego sprawcy. Albo kogoś naprawdę zdolnego. W każdym razie wywołało to niemałe poruszenie, bo jednak ciekawość brała górę. Od początku jednak musiała się użerać z tymi, którym wydawało się, że mieli jakieś prawo do klubu i do tego, co się w nim działo. Doszła do momentu, w którym naprawdę chciała zrobić z tym porządek. Ale nie szukała władzy… nie szukała jej poza własnym klubem w tym bardzo przyziemnym tego słowa znaczeniu. Chciała po prostu prowadzić dalej klub – nic więcej, nic mniej.
- Naprawdę masz mnie za głupią, Noriega? – głupią dzikuskę?! – Nie wiem jeszcze, czy mogę ci zaufać, dopiero robię rozeznanie i jak gdyby nigdy nic mam ci podać nazwiska ludzi, którzy nadepnęli mi na odcisk? – prychnęła ponownie, bo nawet ona wiedziała, że nikt nie lubi szastania nazwiskami na prawo i lewo, szczególnie tacy ludzie jak ci, z którymi się użerała. I tak, jednocześnie sama przyszła do niego po nazwisko. Ale nazwisko kogoś, kto mógł jej pomóc, a nie komu mogła podpaść, gdyby tylko w złej chwili o nim wspomniała. Dla niej była to ogromna różnica i wierzyła, że on też ją widział.
- Nie będziemy… jak widzisz łączenie pracy i przyjemności przynosi więcej problemów niż korzyści. – wzruszyła ramieniem, bo sama to ewidentnie połączyła, gdy weszła Danielowi do łóżka, chociaż miała wtedy swój cel. Sparzyła się i dzisiaj była mądrzejsza.
- I nie podejrzewam cię o inicjatywę charytatywną. Dobre chęci w ramach rozwijającej się przyjaźni… prędzej. Ale możesz po prostu podać swoją cenę. Jeśli efekt będzie zadawalający… zapłacę ją. – nie lubiła mieć długów. Z tego wychodziły jeszcze większe kłopoty niż z łączenia pracy i przyjemności.


Madox A. Noriega
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miał ją za głupią...
Chociaż może miał? Jak mogła nie radzić sobie w klubie? Przecież wystarczy pokazać, kto tam rządzi i wszystko pójdzie gładko. Może kobietom było trudniej? Madox zawsze mógł dać po mordzie temu, kto próbowałby mu bruździć w klubie, a Darcy?
- No to nie wiem, mam zgadywać? Iść do ciebie do klubu i zobaczyć, kto się tam kręci? A postawisz mi... drinka? - znowu wbił w nią spojrzenie ciemnych tęczówek. Dla niego za mało informacji, chciała robić porządki, bo ktoś jej wchodził do klubu, jak do siebie, ale przecież on musiał wiedzieć kto. Bo inaczej się rozmawiało z ludźmi pokroju... Daniela. A inaczej z taką patolą jak Noriega.
- Dobra - walnął ręką w stolik, aż ta jego szklanka z drinkiem zadrżała - to co mam ci powiedzieć Darcy? - jeszcze raz spojrzał w jej ładne, ciemne oczy, ale zaraz złapał swoje krzesło i bez żadnego skrępowania przysunął się z nim do niej tak, że teraz siedzieli ramię w ramię - ja bym na twoim miejscu zagadał do ruskich, ale jak z nimi masz na pieńku, no to wiadomo daruj sobie. U mnie jest trzech ruskich - przysunął się jeszcze bliżej i wskazał jej jednego ze swoich goryli, który stał przy drzwiach, wielki na dwa metry blondyn z tatuażem na szyi - ale ruscy ogólnie mnie nie lubią, więc na mnie się nie powołuj - przesunął palcami po swojej kolorowej koszuli, wygładzając ją. Madox nie dogadywał się z ruskimi, chociaż tych trzech pracowało w jego klubie od dawna, trenował też z nimi co wtorki boks.
Zerknął z ukosa na brunetkę.
- Ja najbardziej lubię Latynosów, na sali jest ich trzech, wtapiają się w tłum - takie były fakty, że do Emptiness najlepiej pasowali latynosi, taki klimat tutaj panował - a u ciebie? Nigdy nie byłem u ciebie w klubie - znowu przestawił krzesło, ale nie na przeciwko, tylko po jej prawej stronie. Nic nie powiedział na to łączenie pracy i przyjemności. Madox też ich nie łączył, i chociaż wszyscy uważali, że pieprzy się po kątach ze swoimi tancerkami, to wcale tego nie robił.
Za to na kolejne słowa zagwizdał.
- Rozwijającej się przyjaźni? Zaprosisz mnie na niedzielny obiad, czy wieczorek z winem? W ramach tej przyjaźni? - podparł policzek na nadgarstku, a palcami drugiej ręki postukał w blat stolika przyglądając się jej - nie chcę od ciebie forsy - stwierdził, bo on przecież nigdy nie chciał kasy, żył godnie z tego co generowało Emptiness, zresztą nie tylko klub. On zawsze szukał informacji, czegoś co mu się opłaci w dalszej perspektywie.
- Ale wiesz... Daniel robił interesy z różnymi ludźmi, z niektórymi ja też chcę robić - spojrzał na nią, chociaż Madox nigdy się nie bawił w poważną gangsterkę, to od jakiegoś czasu... Trochę więcej w tym grzebał.
Więcej niż powinien. Zdecydowanie.

Darcy Bowman
ODPOWIEDZ

Wróć do „Emptiness”