Mało tego, że Noriega ostatnio zarobił kulkę, mało tego, że on już praktycznie mieszkał w klubie. Mało tego, że miał problemy z prawem. Wciąż mało problemów.
Siedział w gabinecie i od dwóch dni wertował wszystkie papiery, jakieś stare zamówienia, jakieś faktury, ewidentnie ktoś go tutaj robił... Ktoś go okradał po prostu, może Madox nie był najlepszym szefem klubu, ale robił to nie od wczoraj, za długo już siedział na tym stołku, żeby tego nie wychwycić. Może ktoś właśnie sobie pomyślał, że skoro ostatnio on ma tyle na głowie, skoro żyje jeszcze intensywniej niż wcześniej, to tego nie zauważy?
Zauważył. Chociaż nie dawał nic po sobie poznać, a kiedy ktoś do niego wchodził, to on sobie wtedy jakby nigdy nic siedział na telefonie i teraz też to robił. Kiedy jakaś barmanka weszła do niego, żeby poinformować go o nowym gościu.
Ostatnio miał bardzo wielu gości, policja wchodziła do jego klubu jak do siebie, a półświatek groził jego ochronie bronią, robiło się nieciekawie. Jak on miał nad tym wszystkim zapanować? Starał się, naprawdę się starał, już na bramce postawił swoich najlepszych ludzi, którzy mieli nie wpuszczać nikogo z bronią. Przecież oprócz tego, że tutaj bawiła się ta cała gangsterska śmietanka towarzyska, to wciąż przychodzili tu normalni ludzie, posłuchać muzyki latino, potańczyć sobie salsę...
Od kilka minut stał oparty o bar i obserwował brunetkę, która siedziała przy stoliku, na pewno nie przyszła tutaj tańczyć, muzyki też chyba nie chciała słuchać, mogła to przecież robić z powodzeniem u siebie w klubie. Po co więc przyszła?
Co sprowadzało tutaj Darcy Bowman?
Już ktoś go poinformował, że go szuka, ale Madox wcale nie poszedł do niej od razu, bo w pierwszej kolejności jakby nigdy nic wylądował za barem, żeby zrobić sobie drinka. Darcy już coś zamówiła, dostała już wysoką szklankę, więc teraz on potrzebował czegoś na rozluźnienie, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że on był coraz bliżej w tym swoim prywatnym śledztwie. Już nawet miał pewnych podejrzanych.
Podejrzanie też wyglądała mu Darcy, znał jej męża, Daniela, nawet na pogrzebie się pojawił z jakąś ładną wiązanką, bo Madox znał wszystkich ważnych ludzi. tych mniej ważnych zresztą też. Większość przychodziła do niego po informacje, zasięgnąć języka. A ona?
Jak będzie tutaj stał i się zastanawiał, to niczego się nie dowie, zrobił sobie cuba libre, wygładził kolorową koszulę, którą miał na sobie, palcami przeczesał jasne, krótkie włosy, które od jakiegoś czasu były jego znakiem rozpoznawczym, a przecież zmienił fryzurę dla niepoznaki, żeby nie rzucać się w oczy. Rzucał się jeszcze bardziej. Ale kiedy on tego nie robił? Charakterystyczne tatuaże, charakterystyczne pstrokate koszule, a teraz jeszcze te włosy.
Przysiadł się do niej bez żadnego pytania, odsunął sobie krzesło na przeciwko, a jego drink spoczął na stoliku, na teksturowej podkładce z logo klubu.
- Cześć Darcy, co słychać? - oparł łokcie o stolik i wbił w nią spojrzenie ciemnych tęczówek, jakby to rzeczywiście było jakieś spotkanie towarzyskie, miła rozmowa. Ale chyba nie w ich wydaniu.
Trochę im brakowało do kumpli, przyjaciół, którzy spotykają się bezinteresownie na drinku.
- Po co przyszłaś? - wypalił od razu, ale Madox nigdy nie lubił owijania w bawełnę, podchodów i gierek, zawsze był raczej... bezpośredni.
Darcy Bowman