Po raz pierwszy od tygodni obudziła się po jedenastej. Jak dla niej to równie dobrze świat mógłby się właśnie zawalić. Nie zwykła spać tak długo, zwłaszcza odkąd praktycznie mieszkała na uniwersytecie i w swoim laboratorium. Whitley zwykle nie pozwalała sobie na marnowanie południa w łóżku. Jednak gdy spędzała całe dnie – a często i noce – na badaniach w laboratorium, dzień i noc zlewały się w jedno.
Próbując zrobić śniadanie, co w standardach jej rodziny było wyczynem olimpijskim, otworzyła drzwiczki lodówki. W środku – zupełna pustka. No, może poza połową cytryny i otwartym mlekiem sojowym, które po powąchaniu nadawało się tylko do wyrzucenia. Westchnęła i wybrała się do jednego ze znanych jej supermarketów, zdecydowanie nie licząc na to, że spotka znajomą twarz. Szczególnie nie z lat licealnych.
Na początku nie wiedziała, jak się zachować. Mimo lat, jakie minęły, nadal darzyła go sentymentem. Jakby nie patrzeć, wciąż jej na nim zależało – może nie w takim samym stopniu jak kiedyś, ale jednak. Musiała przyznać przed samą sobą, że dobrze go wspominała. I z pewnością chciałaby utrzymać kontakt, który został zerwany poniekąd przez nią, choć w większości był to warunek rodziców.
W liceum, nie mając zbyt silnego kręgosłupa moralnego, poszła za ideologią rodziców, szczególnie ojca, który wymagał od niej i od rodzeństwa wysokich wyników akademickich. Gdy dostała się do Oksfordu, nie było nawet mowy o tym, by została w Toronto dla chłopaka. Równie dobrze mogliby ją wydziedziczyć i kazać żyć bez majątku. Nie tyle zależało jej na pieniądzach, co na rodzeństwie. Nie wyobrażała sobie bycia całkowicie sama. Pomimo różnicy wieku między nią a braćmi, nie widziała siebie poza rodzinnym gronem.
Te wszystkie rozterki, przez które musiała mentalnie przeskoczyć, były trudne. Nie chciała być postawiona w sytuacji, w której musiała wybierać: osoba, którą kocha, czy edukacja i jej miłość do akademii? Musiała wybrać między młotem a kowadłem. To nie było łatwe, ale zważywszy wszystkie „za” i „przeciw”, poszła za opinią ojca i wybrała Oksford. Tego samego dnia zerwała z chłopakiem – tym mężczyzną, który właśnie stał przed nią. Nigdy nie spodziewała się go zobaczyć. W sumie sama nie oczekiwała, że wróci na stare śmieci.
Umówili się do jednej z kawiarni, które zostały jej polecone. Była tu już kilka razy, więc barista, Paris, znał ją. Gdy weszła do środka, pomachała mu i usiadła przy stoliku bliżej ściany, przy oknie – zawsze lubiła spoglądać na ludzi przechodzących obok i obserwować, co dzieje się na zewnątrz.
–
Hej – odezwała się do niego, gdy podszedł do stolika i usiadł naprzeciwko.
–
Wiesz co? Poproszę białe americano z lodem – powiedziała, widząc, jak barista zapisuje jej i jego zamówienie, po czym odchodzi, by je zrealizować.
–
Szczerze mówiąc, odkąd zamieszkałam w Oksfordzie, nie jestem w stanie patrzeć na syrop karmelowy tak samo. Zdecydowanie za słodkie – dorzuciła z humorem, krzywiąc się na wspomnienie o syropie karmelowym.
Na wspomnienie o jego wyglądzie uśmiechnęła się, spuszczając wzrok, który po chwili uniosła z powrotem na chłopaka.
–
Ty też wyglądasz całkiem całkiem. Cokolwiek robisz, wydaje się służyć – powiedziała szczerze, przyglądając mu się uważnie. Pomimo lat wyglądał naprawdę dobrze. Musiała przyznać, że lata temu był przystojny, ale teraz… to się podwoiło.
Gdy obie ich kawy zostały dostarczone do stolika, Rubi podziękowała i wzięła pierwszy łyk. Na jej twarzy pojawiła się widoczna ulga. Uwielbiała mrożoną kawę – czy to lato, czy zima, nie miało znaczenia. Kawa z lodem była jej codziennością, odkąd zamieszkała w Oksfordzie. Specjalnie kupiła sobie mini lodówkę z jedną szufladą zamrażarki, żeby móc kupować lód i robić domowe mrożone kawy. Inaczej zbankrutowałaby kompletnie, mieszkając po prostu w kawiarni.
–
Co u ciebie słychać? Wiem, że to spotkanie może wydawać się bardzo przypadkowe, ale nie mam złych intencji. Chciałabym tylko przeprosić za swoje zachowanie. Nie powinnam była ulec rodzicom tak, jak uległam. Wiem, że może nie byliśmy idealni, ale chcę, żebyś wiedział, że naprawdę byłeś mi bliski – powiedziała cicho, bawiąc się słomką od kawy.
–
Nie oczekuję, że wrócimy po latach do tego, co było. Każdy z nas jest inny i nie oczekuję wiele. Jednak chciałabym, żebyśmy nie udawali, że się nie znamy. Nie chcę rozdrapywać starych ran i podejrzewam, że ty tak samo. Mimo wszystko chciałabym, żebyśmy się przyjaźnili – choćby ze względu na stare czasy.
Brakuje mi ciebie… znaczy, brakuje mi naszej przyjaźni – sprecyzowała Ruby
Dacey Finnegan