On się nigdy nie zastanawiał, czy Debbie miała na hotel, czy nie miała, czy wprowadziła się do niego, bo rzeczywiście w jego mieszkaniu czuła się bezpiecznie? Bo on jej już od razu proponował, że porozmawia z jej właścicielem. Może i nie łączyło go z McDowell uczucie tak
piękne i intensywne jak z Pilar, ale też przecież starał się dla nie bywać wsparciem.
Dla Stewart też chciał być, takim wsparciem jak wczoraj, kiedy wyszła ta cała dziwna sytuacja z Daltonem. Tylko, że oni wciąż na siebie warczeli, jakby byli jakimiś wrogami co najmniej.
Trzeba było rozładować całą tą sytuację, całe
te emocje. A Madox to często właśnie rozładowywał je w tym miejscu, w którym oni się właśnie znaleźli, ba, on już nawet kilka dni temu umówił się z Jackiem, że weźmie sobie klucze, żeby się tutaj ponapierdalać, co prawda miał to zrobić z Ericiem, ale jeszcze zdążą, nie dzisiaj to jutro, biorąc pod uwagę fakt, że jego kumpel, trener tych dzieciaków, gdzieś tam z nimi wyjeżdżał i Madox mógł tutaj bywać codziennie.
Zerknął na nią z ukosa na to
serio, ale akurat trzymał w zębach suwak i nic nie powiedział. Za to na te jej kolejne słowa odezwał się od razu.
-
A nie załatwia? Dla mnie napierdalanie często załatwia wszystkie sprawy - stwierdził. Co prawda miał jej jeszcze proponować jeden, inny sposób, na rozładowanie emocji, ale za niego to mógł naprawdę dostać w twarz i mogła się obrazić, w takim stanie w jakim wciąż była, czyli wciąż na niego zła.
Już odwieszał na wieszak swoją kurtkę, ściągał buty, żeby walnąć je pod ścianę.
-
Jak dla mnie możesz trenować nago, albo znajdź sobie coś? - rozejrzał się, przecież były tu jakieś szafki, nikt się nawet nie dowie, jak pożyczyła sobie jakieś szorty -
mam ci oddać swój dres? - szarpnął za sznurek od swoich spodni, bo może by jej oddał? Jak on by jej
wszystko przecież oddał. Już ściągał z siebie bluzę przez głowę, ale trochę się w niej zaplątał i podwinął ją razem z tą koszulką. W końcu się jednak udało i wylądowała na jakiejś ławce pod ścianą.
-
Przecież nie jesteś dzieckiem Pilar - nie tak wczoraj mówiła Daltonowi? Zresztą... powiedział Madox, który jak jakieś dziecko zaplątał się w bluzę, a potem zaraz jak jakieś dziecko już skakał sobie na macie, żeby się rozgrzać, tylko, że Pilar się wcale nie ruszyła.
Zaraz znowu stanął na przeciwko niej i utkwił w niej te ciemne tęczówki.
-
Co jest? Żadna moja była nie spuściła mi wpierdolu, będziesz pierwsza - specjalnie to powiedział i może nawet spodziewał się tego uderzenia, ale nie zrobił uniku, przyjął je, a potem nawet poruszył głową, żeby rozciągnąć jakieś spięte mięsnie na karku -
sła-bo - mruknął patrząc jej wyzywająco w oczy. A potem nawet zrobił krok w jej kierunku.
-
Bueno entonces muéstrame cuánto -
no to pokaż mi jak bardzo, znowu zrobił krok w jej kierunku, i tym razem przyparł ją już do ściany, ale tylko na moment. Na to ostatnie ogniste spojrzenie w jej piękne, czekoladowe oczy, zanim się odsunął. Zanim się odwrócił, zanim nie podszedł do worka, żeby kilka razy w niego walnąć, luźno, tak, żeby jeszcze trochę się rozruszać przed właściwym treningiem.
Jeszcze trochę rozciągania, ale wszystko w biegu, wszystko w ruchu, bo w międzyczasie Madox szukał już jakiś rękawic, albo owijek, znalazł jedną taką i rzucił nią w Pilar.
-
Vamos -
pospiesz się, bandaż się rozwinął po podłodze u jej stóp, ale Madox jakoś się tym nie przejął, bo on już jeden taki owijał sobie na ręce, ale znalazł też ochraniacz na głowę i wyciągnął go w kierunku Pilar -
¿Quieres? -
chcesz?, ale chyba nie chciała, więc Noriega chciał go wcisnąć sobie na głowę, tylko ten rozmiar dziecięcy się nie zmieścił na ten jego duży łeb, wrzucił go z powrotem do schowka. Zawinął bandaż na dłoni, ładnie, równo, poruszył palcami, trochę za ciasno, poluzował, a jeszcze dla sprawdzenia uderzył trzy razy w worek, prosty, sierpowy i niski. Może być.
Może Madox nie miał tak ładnych bucików jak Galen, a nawet dwie różne skarpetki, ale chyba miał trochę więcej pojęcia o ciosach, bo kiedy on już owinął sobie na ręce drugi bandaż, to znowu wyprowadził kilka ciosów w worek, poprawił kolanami i kopniakiem, poskakał jeszcze w miejscu patrząc na Pilar, on był już rozgrzany.
-
Do pięciu? Pięć razy wylądujesz na glebie, to jedziemy do ciebie po rzeczy i wprowadzasz się do mnie, co ty na to? - rzucił z pewną siebie miną, no bo jednak Madox czuł, że ma to już jak w garści. Na strzelnicy pewnie by go pokonała, no ale nie w walce wręcz. Mało kto był go w stanie rozłożyć na łopatki, jeśli odpowiednio się skupił. Musiał się tylko teraz skupić.
Co nie było takie proste, kiedy znowu na nią patrzył, ale jednak zamierzał to wygrać. Bo chciał, żeby ona rzeczywiście spakowała piżamkę, szczoteczkę do zębów i się do niego wprowadziła. Bez gadania. A to była chyba całkiem uczciwa propozycja.
-
Co pękasz Stewart? - cofnął się na matę i utkwił w niej czarne tęczówki, w jej twarzy, potrzebowała jeszcze więcej zaczepek? Miał nadzieję, że nie.
Pilar Stewart