31 y/o
Welkom in Canada
170 cm
marszand, art dealer w Maison Aurélien
Awatar użytkownika
You were my town
Now I'm in exile, seeing you out
I think I've seen this film before
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaśmiała się, bo dokładnie tego się spodziewała. Dokładnie takiej reakcji i trochę też dlatego właśnie o tym wspomniała – dla rozluźnienia atmosfery. Dyskusja na temat wyższości (lub nie) komiksów nad jej maziajami była zdecydowanie mniej krępująca niż ta o jego zaletach. Odwróciła uwagę od tego, co powiedziała w pierwszej kolejności, bo cóż… prawienie komplementów – nawet jeśli nie były spektakularne – nie było najlepszym pomysłem w przypadku mężatki. Cały czas się łapała na tym, że była rozdarta… z jednej strony chciała tu być, chciała czuć się z nim swobodnie, chciała się dobrze bawić, a z drugiej z tyłu głowy miała zakodowane zasady, których starała się w życiu przestrzegać. Poczucie obowiązku było silne i nie tak łatwe do wyłączenia. A chciałaby! Chciałaby je wyłączyć… chciałaby wreszcie zrobić coś dla siebie, nawet coś głupiego, a przy tym nie myśleć o konsekwencjach.
Chociaż… trochę nie myślała o konsekwencjach, gdy zapraszała go na noworoczną imprezę w kancelarii. Bo pamiętała ich ostatnią wspólną służbową imprezę, gdy spędzili w swoim towarzystwie znacznie więcej czasu niż powinni i niż wypadało. Pamiętała złość Percy’ego, gdy w końcu wybuchł a tamten wieczór wszedł na tapet.
- Oczywiście, że zaproszenie… – zaproszeni byli wszyscy pracownicy Philips&Gardner, ale nie każdego informowała o tym osobiście. Ba… z żadnym z nich na ten temat nie rozmawiała. Prawdopodobnie nawet jej mąż nieszczególnie był tym zainteresowany, a sam wieczór traktował jako jeden z wielu i jako pewnik… znowu będzie miał okazję brylować w towarzystwie z żoną u boku. Chyba.
- Też bym nie była… spotykać się po godzinach pracy z tymi wszystkimi ludźmi z biura? Z ludźmi, których się nawet nie lubi? Nawet ja jak pomyślę o tych kilku godzinach słuchania żartów Atkinsa to zaczynam wątpić. – kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu, bo cóż… sama podchodziła do tego trochę inaczej, ale zdawała sobie sprawę, że te wszystkie służbowe imprezy networkingowe musiały być cholernie męczące – Mimo wszystko bardzo miło byłoby cię tam spotkać. Poza tym dobrze tańczysz… chętnie to jeszcze powtórzę. – nawet narażając się na kolejną awanturę. Naprawdę nie rozumiała dlaczego to robiła – Możesz to dodać to tej listy swoich zalet. – dodała pół żartem, pół serio i uśmiechnęła się do niego ładnie znad szklanki z alkoholem, którego upiła niewielki łyk.



Harold Carnegie
35 y/o
Welkom in Canada
191 cm
adwokat w carnegie & cortlandt llp
Awatar użytkownika
trochę czaruś, trochę gbur, ale w przeważającej części adwokat skoncentrowany na tym, by w szyldzie kancelarii znalazło się w końcu jego nazwisko
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby zapytała go o zdanie, odpowiedziałby najpewniej, że niepotrzebnie przejmowała się zasadami. Niepotrzebnie poświęcała uwagę temu, na czym oparte było każde małżeństwo, ponieważ on kompletnie nie wierzył w jego sens. Nie znosił uwiązania i był przeciwnikiem wszelkiego rodzaju związków, ponieważ uważał, że były one niesamowicie ograniczające.
Domyślał się jednak, że ona mogła podchodzić do tego inaczej. Nie bez powodu pozwoliła, aby Percival wcisnął jej na palec obrączkę, a to musiało oznaczać, że miała w sobie przynajmniej minimum romantycznej duszy. Prawdopodobnie więc postrzegała te sprawy inaczej, jednak Harold nie był osobą, która mogłaby ją o to wypytywać. Nie chciał zresztą, ponieważ wypytywanie o ich małżeństwo wydawało się przekroczeniem pewnych granic.
Tak samo nie uważał jednak o tym, że ze sobą przebywali.
Uniósł jedną brew ku górze, uważnie przysłuchując się jej słowom. Nie lubił firmowych imprez, choć zwykle pokazywał się na nich, ponieważ tak w y p a d a ł o. W ten sposób mógł podtrzymać relacje z klientami i zadbać o to, aby pragnęli do niego wracać, a przecież na tym naprawdę mu zależało. Nie znaczy to jednak, że bywał na nich od początku do końca. Zaglądał tam na tyle, na ile było to konieczne, a później w odpowiednim momencie wybywał. Do tej pory nie miał powodów, by robić pod tym względem jakiś wyjątek.
Pomyśl sobie, że dla ciebie jest to t y l k o tych kilka godzin na imprezie — zażartował, wyginając kąciki ust w zaczepnym uśmiechu. Omiótł jej sylwetkę spojrzeniem, a później pociągnął kolejny łyk alkoholu z własnej szklaneczki. — Możemy dobić targu — zasugerował i nieznacznie wzruszył ramieniem. Skoro chciała, aby pojawił się na imprezie, zamierzał to zrobić i bez jakiegokolwiek zobowiązania z jej strony, jednak mimo to nie był w stanie odpuścić sobie takiej okazji ku temu, aby ugrać coś dla siebie.
Poruszył zaczepnie brwiami jeszcze na krótko przed tym, jak zdecydował się ponownie podjąć temat. — Skoro aż tak bardzo mam się poświęcić po to, żebyś mogła znowu ze mną zatańczyć, musisz mi obiecać, że po tym dasz mi się zabrać do innego miejsca. Takiego, w którym rzeczywiście da się potańczyć — zasugerował, a jego usta wykrzywiły się w jeszcze wyraźniejszym grymasie.
Ostatecznie przecież chciał dać jej tylko to, czego sama od niego oczekiwała.
zt.
Georgina Gardner
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
ODPOWIEDZ

Wróć do „#3”