33 y/o
For good luck!
184 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Last Christmas
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Flavia Rosendale

Pamiętaj o skośnych oczach i żółtej cerze — parsknął krótko Lee, unosząc kąciki ust. Typowy Chińczycy. W ten sposób wiele osób ich nazywało. On nie do końca miał coś przeciwko. Nie wstydził się własnych korzeni, momentami był wręcz z nim dumny. Koreańczyk, obywatelstwo kanadyjskie, a jednak z wielką radością wracał do Seulu. Czuł, że to jego miejsce na Ziemi — ale przynajmniej się nie pocimy — jeden z niewielu plusów, o których można było mówić głośno. Ich pot nie pachniał. Enzymy działały inaczej, a z tego powodu nie musieli stosować dezodorantów. Same plusy. Nieprzyjemny zapach pojawiał się, dopiero po spożyciu dawki alkoholu, lub paleniu papierosów — skoro tak mówisz — wzruszył ramionami. Nie miał w kwestii kobiet nic do powiedzenia. Potrafiły być szalone, ale jemu nigdy to nie przeszkadzało. Wariatki robiły na nim prawdziwe wrażenie.
Tylko jeśli okazałaby się wyjątkowa — stwierdził spokojnym tonem, lustrując Flavię. To nie tak, że nie potrafił się zaangażować. Jego miłość do latania była w stanie pokazać to jednoznacznie. Uwielbiał zdobywać, piąć się po drabinie, byle móc dostać to, czego pragnie. Chciał nieba, miał je. Gdyby zapragnął kobiety, zrobiłby wszystko, by dostać ją w swoje ręce — tak samo szalona jak ja — dodał lekko rozluźnionym tonem. Uniósł ku górze kąciki ust. Uwielbiał szalone podróże, czerpał z nich satysfakcję. Nigdy tego nie ukrywał. Gdyby Flavia miała w sobie odrobinę tego, co on... może mogliby razem wznieść się do góry?
Powiemy o tym na koniec nocy — zaśmiał się pod nosem. Odbił jej własny tekst. Zapamiętywał to, co do niego mówiła. Momentami go fascynowała, chciał dowiedzieć się więcej. Tylko zatrzymywał się przed własną ścianą, nie potrafił się angażować.
Dla linii ważne, że zajmują się pasażerami — mruknął pod nosem. Rozumiał podejście linii, nawet nie denerwowały go w żaden sposób. Przyjmował to jako normę. Wśród pilotów znajdowali się też Ci, którzy za honor brali sobie ruchanie kobiet w każdym państwie. Był też temu winny. Tylko dla niego latanie faktycznie było czymś więcej. Rzadko kiedy spotykał osobę, która rozumiała go w tak samo pokręcony sposób — chociaż mogłyby mieć więcej oleju w głowie — mruknął pod nosem, kręcąc głową — a ty? Co widzisz w tej pracy? — dopytał, czekając na odpowiedź. Chciał ją usłyszeć, dowiedzieć się, co kryło się za tymi pięknymi, brązowymi oczyma — liczy się jedno... Uczucie wolności, gdy jestem ponad chmurami — nic dla niego nie było bardziej uzależniające. Wystarczyło unieść głowę, by zobaczyć jego świat. Kiedyś pragnął, by ktoś go rozumiał. Życie pilota nigdy nie było łatwe.
Niemożliwa jesteś — skwitował krótko, kręcąc głową. Mogli tańczyć, a on myślał jedynie o tym, co będą robili razem w jej, lub jego łóżku. Chciał poczuć pod opuszkami palców każdy centymetr ciała, móc go zbadać, dowiedzieć się, co dokładnie kryło jej ciało — mniej agresji, a więcej uczucia. Daj się ponieś — prychnął pod nosem. Nie miał zamiaru pozostać dłużny. Uwielbiał patrzeć w kobiece oczy pełne pożądania. Tego właśnie pragnął tego wieczoru. By spojrzała na niego w taki sposób.
Słyszał jej słowa.
Lubiła w niego wbijać szpileczki, a on traktował to jak wyzwanie. Nie miał zamiaru się powstrzymywać. Chcąc, czy nie chcąc, została jego króliczkiem, którego miał zamiar złapać tylko dla siebie. Przynajmniej na ten jeden wieczór pragnął, by zapomniała o istnieniu całego świata, a najlepiej o istnieniu niebios. Przyciągnął ją z powrotem blisko siebie. Czuł, jak serce zaczyna mu bić szybciej. Zdecydował. Nie wahał się przez ani jeden moment, by delikatnie musnąć jej wargi. Nienachalnie, nie niegrzecznie, stonowanie, jak prawdziwy dżentelmen, czekając na wyrok. Czy będzie chciała z nim przepaść?
30 y/o
For good luck!
166 cm
stewardessa w Air Canada
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

— No tak, najważniejszy argument — parsknęła. Sporządzili właśnie krótki obraz Azjaty w oczach niejednego, białego człowieka. Starała się nie generalizować, bo nie każdy oceniał ich właśnie w ten sposób. Sama również nie wstydziła się swojego pochodzenia, była wdzięczna za wszystkie plusy, które towarzyszą jej z racji tego, dokąd sięgają jej korzenie — bo po swoim ojcu mało co odziedziczyła, nie licząc oczywiście tej pewności siebie i uszczypliwości, jednak to było zdecydowanie nabyte. Nie bez powodu mówiło się, że z kim się zadajesz, takim się stajesz.
— Wyjątkowa jak niebo? — zasugerowała porównanie, które zdążyła już od niego wyłapać. Niezobowiązujące znajomości były fajne, jednak w pewnym momencie można było chcieć oczekiwać czegoś więcej; w końcu każdy lubił, gdy się o niego dbało, interesowało… skakanie z kwiatka na kwiatek nie gwarantowało tego, a nawet przyszłościowo mogło być rozczarowujące. Jej tryb życia był na tyle nieprzewidywalny, że wcześniejsze próby stworzenia czegoś stabilnego kończyły się fiaskiem. Irytowało ją to, ale koniec końców przypominała sobie, że była jeszcze młoda… względnie młoda. — Szalona jak ty… jeszcze razem zwariujecie — zaśmiała się cicho. W końcu to przeciwieństwa się przyciągają; można było mieć bardzo podobne charaktery, ale koniec końców zawsze była jednak cecha, kompletnie przeciwna, która tworzyła całą robotę.
Nie potrafiła się nie uśmiechnąć i nie pokręcić głową z jawnym rozbawieniem. Chwytanie za słówka mogło być drażniące, lecz jednocześnie było satysfakcjonujące — jakie może być lepsze potwierdzenie, że ktoś cię słucha? — Może szybciej, na koniec wieczoru? — zasugerowała, jakby zaraz miała rzeczywiście wziąć taksówkę i zostawić go kompletnie nie usatysfakcjonowanego.
— Niby tak, choć zawsze gdzieś pomiędzy siedzi jakaś osoba, która ma z nimi kontakt. I może się wkurzać na ich zachowanie — stwierdziła, wzruszając lekko ramionami. Znała przypadki, w których przełożona robiła na złość stewardessą i nie uwzględniała ich próśb. Dlatego też Flavia miała kilka zasad i nie paliła mostów, nie narzekała za dużo oraz przede wszystkim, nie robiła innym pod górkę. I tak żyło jej się dobrze, nie potrzebowała udziału w dramach, żeby czuć, że żyje. — Wolność, niezależność, spokój — zaczęła wymieniać to, co najbardziej kojarzyło jej się z pracą. — Relację z ludźmi. Poznaje się naprawdę wiele, różnych osób. Czasami pasażerowie są problematyczni, a czasami można trafić na wspaniałych ludzi, z którymi da się ot tak porozmawiać — wytłumaczyła. Spotykało się ich naprawdę wiele; niektórzy lecieli na wakacje marzeń, niektórzy ze swoją drugą połówką, niektórzy w żałobie. Inni ekscytowali się na myśl o locie, inni byli przerażeni, ale nie mieli wyboru — ona tylko mogła sprawić, aby była to ich najlepsza podróż. — Wtedy świat zdaje się żyć swoim własnym tempem. — Nie było tak bezpośredniego dostępu do telefonów, niektóre linie lotnicze oferowały internet na lotach długodystansowych, jednak atmosfera oczekiwania podczas kilkugodzinnego lotu była wyjątkowa.
— Bo? — zapytała, zastanawiając się, co takiego w niej niemożliwego. Fakt, że nie była pierwszą lepszą czy na wyciągnięcie ręki? — Agresji? Chyba sobie żartujesz. — Uniosła lekko brwi, patrząc na niego i niedowierzając. — Stwierdzam tylko fakty, żebyś nie był zdziwiony — dodała. Musiało to wybrzmieć, że to nie on rozdawał tu karty.
Mogła spodziewać się następnego kroku, a zwłaszcza gdy ponownie przyciągnął ją bliżej siebie i to chwilowe napięcie między nimi było wręcz namacalne. I nie tylko serce Ryana przyspieszyło swoje tempo, bo w tym jednym momencie Flavia myślała, że zabraknie jej tchu — może dlatego, że wstrzymała oddech, oczekując na jego dalsze ruchy. Delikatny pocałunek był czymś, czego zupełnie się nie spodziewała. Całego dolara postawiłaby na to, że zaskoczy ją namiętnością i nachalność, a zamiast tego dostała… test. I to jeszcze z dwiema poprawnymi odpowiedziami. Mogła wybrać? Z jednej strony chciała zobaczyć, na co go stać, a z drugiej… chciała pozostać przy swoich założeniach na ten wieczór, które teraz w myślach wyklinała. Nie odrzuciła go, nie zdzieliła z liścia, nie odepchnęła, zamiast tego wolno odwzajemniła jego pocałunek, nawet nieco go pogłębiając, lecz nie pospieszając tempa. Czuła nieznośne motylki w brzuchu — czyli to tak właśnie czuła się każda inna?

Ryan Lee
33 y/o
For good luck!
184 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Last Christmas
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Flavia Rosendale

Spojrzał na nią delikatnie zdziwiony. Jak dotąd często rozprawiał o niebie, za każdym razem mówił panienkom, jakie jest cudowne, piękne. Czarne niebo, na którym błyszczały piękne gwiazdy. Tego potrzebował od życia. Przechylił delikatnie głowę. Nigdy nie sądził, że mógłby znaleźć kogoś, kto byłby w stanie go zrozumieć.
Tak — odparł po kilku momentach ciszy, próbując ułożyć sobie sensowne zdanie w głowie. Nie spotkał jeszcze takiej, która zasługiwałaby na taki tytuł. Chociaż Flavia ma coś miała w sobie, coś co przypominało nocne niebo i go przyciągało do niej. Inaczej nie zabrałby jej do pięknego miejsca takiego jak to. Mogła być jedną z wielu, ale wśród tych wielu była jedyną, dla której nie podjechał do pierwszego, lepszego baru, nie sprawdzając miejscówki. Czy to nie oznaka wyjątkowości? — eh, szaleję tylko na widok wyjątkowych rzeczy i osób — westchnął ciężko, jakby to była najgorsza sprawa w jego życiu. Poniekąd nią była. Trudno było go zainteresować, ale kiedy to się działo, oczy zaczynały mu błyszczeć. Przy Flavii też to robiły, bo jako jedyna próbowała nie ugiąć się pod jego urokiem osobistym.
Chcesz ode mnie uciec? — spytał, słysząc o końcu wieczoru. Widocznie nie miała dla niego litości, albo dla samej siebie, bo odmówiłaby sobie cudownej nocy — sadystka — mruknął pod nosem. Flavia trochę ją przypominała. Próbowała mu utrudnić każdy możliwy aspekt randki, sprawić, że ego delikatnie mu się ugnie, a jemu... to imponowało. Chciał jej słuchać częściej, dowiedzieć się o niej czegoś interesującego i poznać nie tylko jej ciało.
Nieważne, czy ktoś ma misję czy nie — stwierdził Ryan Air jak profesjonalny pilot — i tak może wkurzać — on wkurzał. Przeleciał panienkę, a później zapominał o jej istnieniu, albo co gorsza o imieniu. W samolocie skupiał się na suchych faktach przed samym odlotem. Może proponował randki, a później zamykał się we własnym świecie — masz większy kontakt z ludźmi — stwierdził Ryan. On siedział w kabinie, nie rozmawiając z podróżującymi — ja dbam o wasze bezpieczeństwo — to poznawanie ludzi tak bardzo go nie dotyczyło jak stewardess — tak, zgadza się... — mruknął pod nosem Ryan, unosząc delikatnie wzrok na Flavię. Świat zwalniał, gdy był w powietrzu. Czas mógłby dla niego się zatrzymać. Nic nie było dla niego bardziej uzależniającej, za każdym razem tak samo kochał to uczucie.
Chwytasz za słówka i próbujesz mnie odrzucić — parsknął krótko. Zdążył wyczuć cały jej plan, normalnie kobiety w jego towarzystwie nie zachowywały się w ten sposób — nie będę, o ile nie postanowisz mnie zaskoczyć — odpowiedział, zawieszając na niej wzrok, na jej oczach. Mogła zobaczyć w nich fascynację, ale też pożądanie, które w nim wręcz kipiało na prawo i lewo. Chciał jej doświadczyć bardziej, mocniej. Poznać prawdziwą ją.
Serce biło mu tak szybko, jakby miało zaraz wyskoczyć. Czekał na jej reakcję. Był gotowy na ślad po jej dłoni na policzku. Uspokoił się, dopiero gdy odwzajemniła pocałunek. Wtedy już chciał móc ją poczuć w całości. Skosztować jeszcze bardziej jej słodkich, malinowych ust. Jeszcze bardziej pogłębił pocałunek. Gdy brakło mu tchu, odsunął się od niej na kilka milimetrów, wkładając jeden z niesfornych kosmyków włosów za jej ucho.
Chcesz jeszcze coś wypić, czy wolałabyś wrócić, Flavio? — spytał się spokojnym, stonowanym tonem. Trącił delikatnie ją nosem o nos.
30 y/o
For good luck!
166 cm
stewardessa w Air Canada
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Miała z tyłu głowy jego poprzednie partnerki, ale nie dostrzegała, że w tym wszystkim mogła być wyjątkowa. Nie robiła aż takiego researchu, nie wiedziała, że większość z nich była w kompletnie zwykłych miejscach — bo nie uznałaby dzisiejszej randki za coś zwyczajnego. Klimat tego miejsca mówił sam przez siebie i świadczył o swojej wyjątkowości, choć może nie interpretowała tego aż tak bardzo, jak mogło się wydawać?
— Dobrze wiedzieć. Może powinnam zapamiętać na przyszłość? — zasugerowała z rozbawieniem. Znała swoją wartość i wiedziała, że przyciągała mężczyzn. Nie każdego pociągała jej niedostępność, choć raz na jakiś czas znajdował się szaleniec, który podnosił rękawice i był w stanie spróbować zdobyć jej serce. Choć sława wyprzedzała Ryana, to jednak rozumiała, o co chodziło wszystkim kobietom, które tak za nim szalały; bo niewątpliwie miał urok osobisty, na który ciężko było być obojętną.
— Jeśli umiesz wystarczająco szybko biegać, to nie dam rady uciec — zauważyła. Randka mogła się skończyć, ale on mógł nadążyć za jej tempem i ją złapać po drodze. — Sadystka? Może faktycznie powinnam uciec, skoro tak bardzo cię krzywdzę. — Uniosła ku górze brew. To nie był sadyzm, to była próba przetrwania, która póki co przebiegała pomyślnie, skoro do teraz nie miał ochoty od niej uciec, tylko dalej jej się przyglądał… z zainteresowaniem, jeśli dobrze sądziła i była ciekawa, czy utrzyma się to do końca ich spotkania.
— Prawda. — Kiwnęła lekko głową. Jej zadaniem było sprawić, że każdy z podróżnych zapamięta tę podróż w miły sposób. Była wizytówką linii lotniczej, pierwszym frontem, bo nawet jeśli pogoda była niesprzyjająca, a podróż mało komfortowa pod względem warunków, na które nikt nie miał wpływu, to często pasażerowie patrzyli właśnie na stewardessy — i wiedziała, że nawet w mocno kryzysowych sytuacjach musiała opanowywać swoją mimikę, aby nie wszcząć niepokoju na pokładzie. — Każdy ma swoje zadanie podczas lotu, ale finalnie przynajmniej większość załogi wybiera ten zawód z pasji — stwierdziła; bo jaki inny może być wybrania akurat tego zawodu? Jeśli ktoś tego nie lubi, to powinien zostać na ziemi.
— Nie próbuję cię odrzucić, gdyby tak było to nie zadawałabym ci pytań i nie interesowałabym się — odparła. Jej odrzucenie byłoby wyczuwalne, bo nie wykazywałaby chęci rozmowy. Tu chciała poznań Ryana poza wariantem pilota podrywacza i miała wrażenie, że w niektórych momentach udawało jej się odkryć tę maskę i dostrzec coś, czego inne dziewczyny nie zdołały. — To się jeszcze okażę — stwierdziła ciszej, utrzymując z nim przeciągłe spojrzenie. Widziała w jego oczach coś więcej niż na początku spotkania i to wystarczało, aby nieco spuściła z tonu, później ulegając jego pocałunkom i chęci przekonania się na własnej skórze, czy ta gwarancja niezapomnianej nocy była rzeczywista. Trącenie nosem było niby banalne, a jednak na tyle wystarczające, że odurzona nim całym, była w stanie przekreślić swoje założenia i skoczyć za nim jak wszystkie.
Jak wszystkie.
— Wolałabym wrócić — stwierdziła, zagryzając lekko dolną wargę i po rozliczeniu rachunku byli już w drodze do hotelu, w którym się zatrzymali. Mieli pokój na tym samym piętrze, więc pożegnanie się nie było ciężkim orzechem do zgryzienia. Zatrzymali się pod jej drzwiami i Flavia poszukała w torebce swojej karty do drzwi. Spojrzała na niego, uśmiechając się delikatnie. — Wbrew temu, co myślałeś, nie próbowałam cię odrzucić. Ale dobrze jest mieć świadomość, że nie zawsze wszystko jest łatwe i przyjemne — rzuciła, rozpoczynając swoje pożegnanie, które na pierwszy rzut ucha mogło tak nie brzmieć. Zmniejszyła ich dystans o krok i stanęła na palcach, żeby cmoknąć go w policzek i nie odsuwając się za wiele, posłała mu krótki uśmiech. — Dziękuję za randkę, to był dobrze spędzony wieczór. A może mogłoby być jeszcze lepiej? Tak przez chwilę podpowiedział jej siedzący na jej ramieniu diabełek, więc szybko wyrzuciła go ze swojego umysłu i weszła do swojego pokoju, być może pozostawiając Ryana za drzwiami w lekkim oszołomieniu; choć powinien wiedzieć, że króliczka najtrudniej jest złapać blisko jego norki.

/zt.

Ryan Lee
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”