24 y/o
CHRISTMASSY
178 cm
junior software engineer at AG Industries
Awatar użytkownika
PC freezes? Oh well... let's go outside and throw snow balls at each other
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Stones skinął głową, a po chwili sięgnął po swojego drinka.
- Dziękuję. Ja Tobie życzę... żebyś nie miała problemów i była szczęśliwa. - powiedział, uderzając swoim szkłem o szkło Ophelii, po czym wziął kilka łyków drineczka. On całkowicie poważnie wziął do siebie słowa o klątwie i pewnie byłby zaskoczony, gdyby usłyszał, że kobieta nie rzuciła ich na poważnie. Poza tym, jego stan z każdym łykiem trunku ulegał zmianie, łącznie z postrzeganiem rzeczywistości.
Spojrzał z powagą na Ophelię i przełknął dość głośno ślinę.
- Podobno jakiejś sekty... ale nie sprawdzałem, czy faktycznie, czy tylko ktoś tak rzucił, by mnie przestraszyć.- odparł zgodnie z prawdą. Chodziło mu po głowie wykonanie researchu, lecz z powodu.... zdarzenia jakie miało miejsce, miał inne sprawy do ogarniania, które zwyczajnie przyćmiły chęci sprawdzenia.
- A w zeszłym miesiącu, widziałem czarnego kota. Może też i on stoi za moim pechem? - oczywiście Eric nie wierzył w przesądy, ale na coś trzeba było zwalić tę serię niefortunnych zdarzeń. Ogólnie ten wspomniany kociak tak uroczo siedział, że Stones uwiecznił go robiąc mu zdjęcie telefonem i wrzucił na swojego instagrama.
- Najlepiej truskawka i malina, ale wiśnią absolutnie nie pogardzę. - odpowiedział zgodnie z prawdą. Ogólnie wszelakie czerwone owoce wraz z owocami leśnymi należały do jego ulubionych. W lecie gdy kupował lody gałkowe, najczęściej wybierał albo owoce leśne, albo właśnie malinę/truskawkę.
- Oo, to może ponownie się zjawię. - odparł, bo w sumie do takiego Jingle Bells by poskakał (a szczególnie zremiksowanej wersji).
- Dress code będzie wymagany? - spytał, by po prostu być przygotowanym i w razie co, nie przyjść w zwykłym stroju. Zaczął toczyć ze sobą wewnętrzną walkę, czy lepiej byłoby przyjść przebranym za mikołaja, renifera, czy po prostu w świątecznym swetrze. Zawsze też, mógł przyjść ubrany jednokolorowo tłumacząc, iż przebrał się za bombkę.

Ophelia Attwood
OIIA OIIA
do ustalenia/dogadania
36 y/o
For good luck!
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji
czas narracji-
postać
autor

Była o krok od parsknięcia śmiechem na tak wyrażone życzenia, ale w zasadzie były one najlepszymi życzeniami jakie mogła otrzymać. Na pewno były dużo lepsze niż klepane z pamięci formułki i skupiały się na tym, czego pragnęła od życia. Niektórzy mogli twierdzić, że bycie wiecznie szczęśliwym mogło być nudne, ale mogłaby przytulić do piersi jedynie ten rodzaj kłopotów, które wprowadzały do jej życia odrobinę rozrywki i wzbogacały je w pewien sposób.
- Dom należący do satanistów? Skąd żeś go wytrzasnął? - zapytała całkowicie poważnie, bo nawet nie przypuszczała, że takie miejsce istnieje w Toronto.
Chociaż może nie powinna się temu dziwić. Było to ogromne miasto i praktycznie wszystko mogło się w nim zdarzyć. Może i mieszkała w nim już od kilkunastu lat, ale dalej nie znała wszystkich jego zakamarków i sekretów. Wątpiła, aby ktokolwiek je znał. Wielkie metropolie miały to do siebie, że pozostawały do końca niezbadane.
- Nie zrzucałabym winy na kota - odparła, bo akurat w ten przesąd całkowicie nie wierzyła. - Wiesz, że ludzie z powodu tego durnego przekonania o pechu nie chcą adoptować czarnych kotów?
Sama nie miałaby z tym problemu. Nie miała jednak pojęcia jak Hamlet mógłby zareagować na obecność drugiego kota, gdyby tylko zdecydowała się na przygarnięcie kolejnego futrzaka o czarnej sierści. Zawało się, że doskonale odnajdywał się jako jedynak.
- Pewnie coś się znajdzie - obiecała i przyzwała do siebie gestem barmana, gdy tylko ten był wolny, aby zrelacjonować mu preferencje Erica.
Wiedziała, że mogła mu zaufać w tej kwestii. Była pewna, że mógł wymyślić nawet jakiegoś drinka, który nie znajdował się w oficjalnym menu tylko po to, aby się wpisać w preferencje swojego klienta. Musieli dać mu tylko odrobinę czasu i wolną rękę. Na pewno jednak mieli jakieś owocowe syropy i smakowe wódki, które mogłyby stworzyć ciekawą mieszankę.
- Nie jest wymagany, ale na pewno mile widziany. Dobrze byłoby tu mieć bardziej świąteczną atmosferę - zapowiedziała, bo jednak nie mieli zamiaru cofać na wejściu wszystkich, którzy zrezygnowali ze świątecznego przebrania, ale parkiet z pewnością prezentowałby się o wiele lepiej, gdyby znajdowały się na nim mikołajowe czapki, rogi reniferów czy elfie dzwoneczki.

Eric Stones
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
24 y/o
CHRISTMASSY
178 cm
junior software engineer at AG Industries
Awatar użytkownika
PC freezes? Oh well... let's go outside and throw snow balls at each other
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Ja... to jest bardzo dobre pytanie. - powiedział, wracając pamięcią do tamtego dnia, gdy postanowił albo raczej miał ochotę połazić po opuszczonych domach.
- Ogólnie było tak, że kilka razy obejrzałem urbexy no i naszła mnie ogromna chęć by samemu połazić po opuszczonych miejscach. Tak więc gdy miałem nieco wolniejszy wieczór, wybrałem się do opuszczonego domu, gdzie była dziewczyna... no i ona mnie uświadomiła, do kogo tenże dom należał. - wyjaśnił zgodnie z prawdą, przypominając sobie Mię, która ponoć była tam, ponieważ w grę wchodził zakład. - W sumie jak tak teraz myślę, to mogła... mnie po prostu wkręcać. Nie zrobiłem researchu więc nie wiem, czy faktycznie coś tam się w tamtym budynku odwalało. - dodał, wzruszając ramionami. Miał to zrobić lecz przez żal, smutek i rozpacz, całkowicie wypadło mu to z głowy. Teraz w sumie może lepiej mi pójdzie łażenie po opuszczonych miejscach... no, szczególnie po alkoholu.
- Ojej... serio? Nie wiedziałem. - serio nie wiedział, że ludzie przez przesąd woleli nie adoptować kociaków o czarnym umaszczeniu. - To z rudymi pewnie jest podobnie? - spytał, choć nie sądził, by towarzyszka znała raporty adopcyjne ze schronisk - w sumie to Eric nawet nie miał pojęcia, czy coś takiego było prowadzone i udostępniane. Chyba, że pracowała w jakimś schronisku dodatkowo...
- Ekstra! - wykrzyczał radośnie, klaszcząc w dłonie i nie mogąc się doczekać tego wyjątkowego specjału, wykonanego dla niego. Czuł się tak, jakby miał otrzymać zaraz wcześniejszy prezent z okazji świąt, a oczy mu świeciły jak diamenty.
- Zapamiętam. Będziesz może któregoś dnia? - spytał, bo może przyszedłby wtedy kiedy Ophelia i kto wie, może razem by się nawet pogibali do zremiksowanych, świątecznych hitów. Stones nie miał nic przeciwko.

Ophelia Attwood
OIIA OIIA
do ustalenia/dogadania
36 y/o
For good luck!
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji
czas narracji-
postać
autor

Coś czuła, że trafiła na naprawdę interesującego jegomościa. W końcu nie każdy gość klubu opowiadał jej o tym jak to chadzał sobie po domu, który kiedyś należał do satanistów. Normalnie założyłaby, że po prostu facet za dużo wypił, bo w sumie inaczej sądzić nie mogła, ale postanowiła po prostu wsłuchać się w jego fascynującą opowieść.
- Dobra... Co to była za dziewczyna i co to był za budynek? Co ci opowiadała? - dopytała, bo w zasadzie nie wyjaśnił jej praktycznie niczego.
Liczyła na to, że dowie się czegoś, co mogłoby nią wstrząsnąć i zapewnić dreszczyk emocji, a tu takie rozczarowanie. Powinien powiedzieć jej coś naprawdę wartościowego, a nie takie ogólniki.
- Serio, ale nie słyszałam nic o rudych. Jasne ludzie nie lubią rudzielców, ale raczej ograniczają to do ludzi, a niekoniecznie do kotów. Nie ma o nich jakiś mocnych kulturowych przesądów - odpowiedziała, bo ciekawostka, na którą natrafiła w internecie nie mówiła nic o kotach innej maści.
Z jednej strony nie powinna ufać wszystkiemu, co widnieje w internecie, ale z drugiej miało to jak najbardziej sens biorąc pod uwagę to jak napiętnowane potrafiły być czarne kociaki. Ileż to razy słyszało się o tym, że przynoszą pecha i należy uważać, aby nie przecięły ci drogi? Mało tego podobne wierzenia istniały w wielu zakątkach świata.
- Jestem tu praktycznie codziennie - odparła z uśmiechem, gdy tylko chłopak zapytał czy będzie w klubie w dniu imprezy.
Niekoniecznie jednak można było ją spotkać na parkiecie. Bardziej w jednej z lóż lub kręcącą się w okolicy baru czy zaplecza jeśli nie znajdowała się akurat w swoim gabinecie, w którym doglądała wszelkich formalnych spraw związanych z klubem.

Eric Stones
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
24 y/o
CHRISTMASSY
178 cm
junior software engineer at AG Industries
Awatar użytkownika
PC freezes? Oh well... let's go outside and throw snow balls at each other
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Eric westchnął głośno, nie spodziewając się, że będzie musiał opowiadać o dziewczynie o której próbował za wszelką cenę zapomnieć, bo tak po prostu postanowiła go unikać.
- A taka jedna... mówiła, że była tam bo się założyła z przyjaciółką, że da radę spędzić całą noc w opuszczonym domu. - powiedział, przypominając sobie słowa Mii i będąc w szoku, że pomimo wypicia już tylu procentów po tym spotkaniu, dalej je pamiętał, jakby było wczoraj. - Co do samego domu, to nic szczególnego nie mówiła - powiedział, wzruszając ramionami. - poza tym, co tam się działo i kto się tam spotykał. Jasne, na podłodze i ścianie było coś tam nabazgrane a ja czułem, że jest tam chłodno ale nie wiem, czy uznawać to za pewniak. - kontynuował, bo doskonale wiedział, że nie każdy znak był rysowany przez kogoś, kto przynależał do jakiegoś zgromadzenia/stoarzyszenia itp. Niektórzy to robili tak o, bo o tym pomyśleli lub chcąc przestraszyć innych. - Ogólnie też miałem zrobić research na jego temat ale zapomniałem... - odparł zgodnie z prawdą. Znaczy połowiczną prawdą.
- Podać Ci adres? - spytał, mając rzecz jasna na myśli adres tego opustoszonego domu. - Tylko uważaj, bo niektórzy lubią się tam bzykać. - dodał, pamiętając co miało miejsce, zanim razem z Mią opuścili tamto miejsce. Aż parsknął śmiechem, bo totalnie nie spodziewał się takiego obrotu spraw.
- Pewnie zastanawia Cię dlaczego się zaśmiałem, już tłumaczę. Kiedy wyglądałem przez okno, zauważyłem kogoś, a wtedy w mediach było głośno o pewnym mordercy. Czym prędzej zwialiśmy przez okno ale okazało się, że do tegoż gościa dołączyła jakaś laska a z domu zaczęły dochodzić dość... charakterystyczne dźwięki. - dokończył, choć wtedy gdy zauważył tego gościa, było mu średnio do śmiechu, szczególnie, że nie spodziewał się nikogo w tamtych rejonach.
Stones skinął głową.
- Fakt. Masz rację. Co innego przypisywać kotu nieszczęście a co innego po prostu uważać, że skoro rudy to wredny. - stwierdził, zgadzając się z Ophelią.
- Masz kota? Albo ogólnie jakieś zwierzątko domowe? - spytał, bo skoro już o kotach rozmawiali, to chyba mógł zadać takie pytanie. - Ja mam rybkę. - odparł zgodnie z prawdą.
Uśmiechnął się, słysząc, że Ophelia praktycznie codziennie była obecna w tym klubie.
- O, czyli jest szansa, że jeszcze na siebie wpadniemy. - powiedział, zabawnie poruszając brwiami i podnosząc szklankę,
- Za nasze następne spotkanie. - i po tym toaście wziął kilka większych łyków drinka.

Ophelia Attwood
OIIA OIIA
do ustalenia/dogadania
36 y/o
For good luck!
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie miała pojęcia kim była ta dziewczyna, o której Eric jej opowiadał. Niemniej opowieść o tym spotkaniu i szczegóły dotyczące domu satanistów nie brzmiała zanadto przekonująco. Sama nie uwierzyłaby od razu jakiejś nieznajomej z randomowego opuszczonego domu w tak niezwykłą historię.
- Może cię wkręcała? Albo ją też też ktoś wkręcał - stwierdziła krótko, popijając powoli swojego drinka. - To jest Toronto. Tutaj często jest zimno, a opuszczone budynki zazwyczaj mają jakieś graffiti.
Może było to aż nadto racjonalne podejście jak na uduchowioną artystkę, ale skoro były to jedynie słowa jednej dziewczyny, a nie faktyczna miejska legenda lub coś podobnego to można było przyjąć, że była ona zmyślona. Nie wykluczała jednak opcji, że faktycznie w Toronto znajdował się jakiś nawiedzony dom lub miejsce spotkań jakichś dziwnych mrocznych kultów. Tylko niekoniecznie był to akurat ten dom.
- Możesz podać... Niekoniecznie chcę tam pójść, ale może w wolnej chwili zrobię research jak będzie mi się nudzić - odpowiedziała, bo nie widziała przeszkód w tym, aby zorientować się w tym, co i jak wyglądało.
Ophelia w swoim życiu widziała już wystarczająco wielu pijanych ludzi, aby nie przykładać większej wagi do tego parsknięcia śmiechem. Mógł być w końcu z tych, których bawiło dosłownie wszystko. Równie dobrze mogło mu się przypomnieć coś śmiesznego albo uznał brzmienie jakiegoś słowa za zabawne. Niemniej Eric postanowił jej wyjaśnić skąd wzięło się jego rozbawienie.
- Pamiętam. Jakiś seryjniak zwiał - potwierdziła. - Czyli mówisz, że wasz chwilowy horror zamienił się w peep show?
Mimo wszystko chyba była to nawet ciekawa historia, która zawierała w sobie interesujący plottwist. Tylko, że wpierw jakoś musiała go z chłopaka wyciągnąć, aby mogli wspólnie pośmiać się z tego całego wydarzenia.
- Mam kota - przytaknęła na pytanie o zwierzaka. - Szary kocur. Wabi się Hamlet.
Nie dbała o to, co inni mogli sądzić na temat wyboru kociego imienia. Mogło być nieco pretensjonalne dla niektórych i za bardzo wydumane, ale jej się podobało. Zwłaszcza, że tworzyli naprawdę zgrany duet.
- Jeśli tylko będziesz wracać do Tranzac to jest na to spora szansa - odpowiedziała, uderzając w jego szklankę swoim kieliszkiem. - Za następne.
Musiała przyznać, że chłopak był dosyć pocieszny i w pewien sposób poprawił jej humor. Może właśnie potrzebowała takiego towarzystwa?


Eric Stones
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Tranzac Club”