Uniósł brew na te fajerwerki, tego się po niej nie spodziewał. Zabawa z fajerwerkami zupełnie nie pasowała do Charity Marshall, którą on znał, którą musiał namawiać na gigantyczne bongo, a później...
Później to się okazało, że jednak nie znał jej wcale.
-
Musisz bardziej uważać - rzucił tylko zerkając na to jej ramię, na którym blizny mu pokazywała.
To nie była zła rada, bo skoro Cherry rzeczywiście teraz stawiała na takie zabawy, na jednonocne przygody, na przeżycia, to może powinna uważać? Zwłaszcza, że już nie było obok niej takiego Galena Wyatta, który w najczarniejszym scenariuszu podałby jej rękę.
Przeszłość.
Nabrał mocniej powietrze w płuca na to jej
chcę żebyś był szczęśliwy, on też bardzo tego chciał. Liczył na to, że szczęście znalazł przy jej boku. Ale się przeliczył, ręce wsunął do kieszeni spodni, a niebieskie tęczówki też spoczęły gdzieś na posadzce, jakby nagle była bardzo interesująca, dla nich obojga.
Zaraz jednak znów patrzył w jej duże, brązowe oczy. Kiedyś bardzo mu się podobały. Duże, brązowe, błyszczące oczy, które wpatrzone były w niego, gdy...
-
Dzieci mnie lubią - stwierdził na jej słowa, bo coś w tym było, kiedy jeździł do domów dziecka, też dobrze dogadywał się z dzieciakami. Z Cassie też całkiem przyjemnie spędzał czas. Było to
miłe, zważając na to, że ostatnio miał w swoim życiu jakoś tak mało rozrywek, a dzisiaj mogli oglądać tą fontannę z czekolady, lodowe rzeźby, wszystko to z tą dziecięcą
fascynacją, która udzielała się też jemu.
Chociaż zaraz udzielił mu się ten
posępny humor Cherry, jemu to wcale tak łatwo nie przyszło. Był nawet taki moment, że stał po drugiej stronie mostu, gotowy z niego skoczyć, bo tak to bolało. Bolało tak, że nie pomagała nawet droga whisky. Ale pomogły mu kolejne, piękne, brązowe oczy, tak w niego wpatrzone.
Zupełnie tak, jak te oczy Cassie, kiedy już stali przy tych biletach do wesołego miasteczka. Tylko, że kiedy odezwała się Charity, to Galen aż strzelił tymi niebieskimi ślepiami w sufit, bo Cherry rzeczywiście się nie umiała bawić...
Chociaż może czasem umiała?
-
Trochę tak... - stwierdził przytakując Cassie, że Cherry to
nudziara, ale myślami wrócił do tych chwil, kiedy oni się wcale nie nudzili. Do Lanzarote, do tych ich zaręczyn, albo jak kupowali nowe auto i zrobili sobie wycieczkę za miasto.
Dobrze, że ten głos z głośników jego też przywołał do porządku, poszli na salę licytacji. Galen liczył, że te przebiegną jakoś spokojnie, chociaż ta
randka z hydraulikiem sprawiła, że zerknął z ukosa na Cherry, nie mógł się powstrzymać, no po prostu nie mógł, bo przecież kiedyś tak to lubił, jej dogryzać, zanim jeszcze stracił dla niej głowę.
-
Cherry może licytuj, przepchnie ci rurę - powiedział ciszej, tak w nawiązaniu do tych jej
niezobowiązujących kutasów, może nawet dodałby coś jeszcze, ale zaraz Cassie pytała już
co to hydraulik i Galen zerknął na nią, a później na starszą Marshall, która już zaczęła jej tłumaczyć. Rzeczywiście
nuda...
Chociaż jak dziewczynka powiedziała o tym
klocku, to Galen parsknął, aż musiał zasłonić usta dłonią, bo tego się nie spodziewał. I może
klocki nie powinny bawić wielkiego pana prezesa, ale go to rozbawiło. A później jeszcze ta
wielka kałuża kupy, aż zaśmiał się cicho.
-
Tak dokładnie tym Cassie - powiedział i zerknął ponad dziewczynką na Cherry -
trochę gówniana robota - rzucił zanim zdążył ugryźć się w język, ale zaraz uniósł jeden palec tłumacząc jej -
chociaż gówno to brzydkie słowo, damy go nie używają, klocek jest lepsze - znowu parsknął, aż jakaś damulka z rzędu przed nimi się na nich obejrzała. A Galen tylko wzruszył ramionami, jemu akurat nie przeszkadzało, że będą o nim gadać. Zawsze gadali.
Kiedy Cassie ucieszyła się na kolejną licytację, to zerknął znowu na Cherry, a później skinął głową na pytanie małej
czy na pewno może.
-
Co tylko chcesz Cassie - powiedział, ale ona już unosiła tabliczkę. Ktoś jeszcze podbił stawkę, ale Wyatt zachęcił dziewczynkę kolejnym skinieniem głowy. W końcu wygrali licytację i wycieczkę konną z piknikiem, za jakieś kilka tysięcy. Nie dużo wcale, a przynajmniej Galen zamierzał więcej przeznaczyć na te licytacje.
Jako kolejny na podeście pojawił się ten komplet biżuterii ze
Słońcem i Gwiazdami.
Galen zerknął na Cherry, a później pochylił się do Cassie.
-
A czy teraz mogę ja? - zapytał dziewczynki, a kiedy skinęła główką mówiąc coś, że ta biżuteria jest piękna i oddała mu tabliczkę to Galen ją podniósł.
-
Cherry podbijesz stawkę? - zapytał tym razem zerkając z ukosa na starszą Marshall. Ktoś za ich plecami zrobił to pierwszy, ale Galen zaraz zareagował i znowu podniósł tabliczkę.
-
Cherry pasowałby ci ten wisiorek! - pisnęła Cassie i aż wstała z krzesła, żeby lepiej zobaczyć, przesunęła się do przodu, pozostawiając to krzesło między nimi puste.
Cherry Marshall