Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz Madox dostał w tym klubie w twarz, i to za niewinność. Ale tak już było, że czasem się wtrącił w dobrej wierze, jak dzisiaj na przykład, a pijane kobiety rozumiały go opatrznie. Może dlatego, że on po prostu wyglądał na jakiegoś... no na niezbyt
grzecznego, a dzisiaj z tą poobijaną gębą to może nawet na
zwyrola?
Pewnie nawet w ogóle by nie zareagował, bo ileż siły mogła mieć taka pijana Beth, chociaż... nawet się przyłożyła, no i przede wszystkim to trafiła w jakieś szwy. Więc to poczuł. I nawet przez moment myślał o tym, że jej odda, albo chociaż trochę poszarpie, tak dla zasady, że na niego tutaj się ręki nie podnosi, tylko, że już reagowała Maddie. A Madox słyszał taką historię, że ona się pobiła w przedszkolu swojego syna z jakąś kobietą, bo ta krzywo spojrzała na jej dzieciaka, Maddie była trochę nieobliczalna, a chyba już zwłaszcza kiedy chodziło o jej dzieci, które też pewnie aniołkami nie były, bo jeden z nich był chrześniakiem Noriegi… No i podobno idealnie się złożyło, bo był do niego bardzo podobny, pod względem charakteru oczywiście, to można sobie wyobrazić jakie to było grzeczne dziecko.
Chociaż Madox stał teraz bardzo grzecznie, nawet mocniej zacisnął palce na ramieniu Maddie, żeby dała spokój.
-
Maddie... - zaczął, ale wtedy też odezwała się Pilar, z tym soczystym
wypierdalaj na ustach. No i na to już musiał zareagować.
-
Vygnat' yeye -
wywalcie ją, powtórzył jeszcze raz do rusków. Chociaż jak ta Beth nazwała go
diabłem, to spojrzał na nią jakoś dziwnie. Tutaj to akurat mogła mieć trochę racji, trochę się na nim poznać. Bo Madox to przecież nie był tutaj tylko jakimś
właścicielem klubu. On tutaj robił interesy z całą półświatkową śmietanką towarzyską, a przede wszystkim to im dawał na to przyzwolenie, na swoje
czarne interesy. Cyrografy kurwa podpisane krwią, gdzieś tam w piwnicach. No
diabeł.
Może nawet Grigori wyprowadził by Beth, tylko zamachnęła się na nią Pilar, a on wtedy chwycił ją za rękę, tak samo jak Maddie, z jednej strony trzymał jedną, z drugiej drugą. A ten jego rosyjski koleżka Beth, którą zaraz odprowadzał do wyjścia. Całą na różowo.
Rusek chyba się nie spodziewał aż takiej reakcji Stewart, w pierwszej kolejności zerknął na szefa, ale Madox wcale nie był zdziwiony. Wręcz przeciwnie on chyba czuł, że to się tak może skończyć. Chociaż akurat Grigori wkroczył przecież dla jej bezpieczeństwa.
-
Ostav' eto, pozhaluysta -
zostaw, proszę, rzucił Madox i rusek rzeczywiście ją puścił, chociaż poprzeklinał po rosyjsku pod nosem, coś tam, że pierdolnięta i, że Noriega też, że siebie warci. Madox nie wszystko zrozumiał, bo on ten ruski kaleczył, ale kilka słów tak.
Chyba rzeczywiście oni byli siebie warci, bo Madox zaraz zrobił krok w jej kierunku, tylko ona już krzyczała na Maddie, i chociaż on w pierwszej chwili chciał się jej zapytać, czy słyszała, to finalnie wzruszył ramionami. No jednak Maddie to zawsze stała za nim murem, nawet teraz to pokazała, że mimo tego, iż jeszcze przed chwilą się nad nim wytrząsała, to przecież nie pozwoliłaby, żeby mu się stała krzywda. No i on też by nie pozwolił, żeby jej.
Od razu chciał ruszyć za Pilar na zaplecze, ale zanim to zrobił, to złapała go za ramię Maddie. Coś tam mu gadała, żeby przyłożył lód, no i oczywiście znowu, że będzie tego żałował, ale Madox to już jej zupełnie nie słuchał. Ani nawet wcale nie przejmował się tym, że jeszcze załoga Emptiness patrzyła na niego, jakby rzeczywiście mu się coś w głowie poprzestawiało. Bo może tak było?
Bo przecież zawsze klub był na pierwszym miejscu, goście, klienci, ci najważniejsi, z którymi przesiadywał w lożach. A dzisiaj nawet nie miał zamiaru tam zajrzeć, bo on już się wyrywał na to zaplecze.
-
Maddie zajmij się tym - poprosił ją tylko, ale zanim ona się na dobre rozkręciła z tym, że wszystko jest na jej głowie, to Madox się jej wyszarpnął i zniknął. A blondynka co... Narzekała, ale robiła swoje. Pilnowała interesu i pewnie nawet zajrzała do tych VIPowskich loży, żeby się trochę poprzymilać do ważniejszej klienteli, a zawsze to potrafiła.
Madox za to ruszył na zaplecze, po drodze zgarniając z baru apteczkę. Zamknął drzwi, ale zanim jeszcze do niej podszedł, to zapytał, bo musiał spróbować, chociaż spodziewał się odpowiedzi.
-
Na pewno nie chcesz wracać do domu? - bo jakby chciała, to on by to wszystko przecież rzucił i wrócił z nią. Wszystko dla niej rzucał, cały czas, a te sprawy się tylko gdzieś tam w tle nawarstwiały. Ale kto by się tym przejmował?
Na pewno nie on, bo on teraz się przejmował tylko Stewart. I już zaraz stał przy niej, blisko, tak, że mogła czuć na szyi jego ciepły oddech, kiedy się do nie pochylił i zacisnął wytatuowane palce na materiale jej koszulki.
-
Pokaż, ale uprzedzam, że nie jestem w tym tak dobry jak ty... - bo to zawsze ona go przecież opatrywała, a Madox chociaż jakieś tam zasady pierwszej pomocy znał, to i tak zawsze wyręczał się kimś innym, bo przecież on nie umiał delikatnie. On zawsze chciał szybko.
Ale teraz powoli podsunął materiał do góry, odsłaniając jej brzuch i te zadrapania, z których zaczęła się sączyć krew.
-
To ta blondynka? - zapytał, bo przecież nie widział, że to się stało kiedy upadła, a po nawiedzonej dewotce w sumie mógł się spodziewać wszystkiego.
Pilar Stewart