Uśmiechnął się od razu kiedy powiedziała o tej pandzie rudej, czemu na to nie wpadł? Przecież mógł.
-
Śpi i je - powtórzył po niej, a zaraz skinął głową -
brzmi fajnie - co prawda jemu pewnie by się to szybko znudziło, ale z drugiej strony to brzmiało jakoś tak bezstresowo, sympatycznie... Chociaż mniej sympatycznie zabrzmiała ta druga część, aż zmrużył na moment oczy.
-
I taka jesteś? Słodka, ale potrafisz pokazać na co cię stać? - czy obce dziewczyny pyta się o takie rzeczy? Donnie pytał. Ale on pytał o wszystko. Lubił wiedzieć, lubił słowne zaczepki. I kiedy powiedziała o tym kruku, to aż wystawił czubek języka słuchając jej słów.
-
To też brzmi dobrze, wojna i śmierć - chociaż przecież to brzmiało tragicznie, kto by się z tego powodu cieszył? I do tego, że nie był zbyt lubiany? Dlatego zaraz się zreflektował kolejnymi słowami -
no... bo ja dopiero w tym wcieleniu jestem lubiany - uśmiechnął się do niej jakoś lekko, ale miło, a miał ładny uśmiech, jak na kogoś, dla kogo wojna i śmierć brzmi dobrze. Może rzeczywiście ten uśmiech nadawał się do tego, żeby go narysować?
Chociaż jakby ktoś zapytał o to Donnie'go, to on by stwierdził, że na pewno nie, bo jest słabo fotogeniczny. Nie lubił robić sobie zdjęć.
Na jej kolejne słowa powstrzymał się, żeby nie parsknąć.
-
Tak mówisz? Jestem taki mroczny? A ty bez żadnego mrugnięcia okiem stoisz i rozmawiasz ze mną w parku, albo jesteś taka odważna, albo szalona - teraz to już parsknął śmiechem, krótko, szczerze. Jakoś nigdy nie utożsamiał się z gościem z Kruka, ale z jego dziwną, niezdrową fascynacją śmiercią, może powinien? Może sobie następnym razem to puści w tle jak będzie pisał nekrologi?
Zaraz już z pełną powagą nawijał jej o tym, że jest słabym naukowcem, a później, że może jej pokazać lepsze miejscówki. Skinął głową kiedy się zgodziła, i jeśli naprawdę on zostanie tutaj do wiosny, to będzie musiał je jej pokazać...
Jeśli w ogóle jeszcze kiedykolwiek się do niej odezwie, bo Donnie był dobry w nawiązywaniu znajomości, w zagadywaniu obcych. Za to tragiczny w utrzymywaniu kontaktów. Zawsze zapominał zadzwonić, napisać, odezwać się. Ale skoro jej obiecał pokazać te lepsze miejsca, to może nie zapomni? W najgorszym wypadku odzywając się do niej znowu na wiosnę.
-
Trochę książek na jego temat przestudiowałem, ale określenie kutas nie pojawiło się w żadnej - znowu się uśmiechnął, znowu wbijając w nią te intensywnie zielone tęczówki, podobało mu się to, że kompletnie się nie znali, a już sobie gadali jakby nigdy nic o kutasach. Co prawda tym określeniem racząc samego mistrza da Vinci, ale to wciąż było śmieszne. Może nawet jeszcze bardziej.
Na to czy kradnie te telefony, czy nie, wzruszył tylko ramionami. Nie kradł. Ale czy był kutasem, to się chyba jeszcze musiała przekonać. Może bardziej go poznać, bo Donnie był trochę specyficznym gościem.
Zaraz już pytał jej o ten skrót
Mars, a kiedy mu o tym powiedziała, że go nie lubi, to aż postawił oczy.
-
Dlaczego? Brzmi zajebiście, pasuje ci - musiał stwierdzić, chociaż zaraz przechylił na bok głowę -
Marseille, Marsi… Też fajnie... - chciał jej jeszcze zapytać jak wszyscy się do niej zwracają, bo on wtedy mógłby inaczej, bo lubił się wyróżniać. Uścisnął jej rękę i skinął głową na kolejne pytanie -
głównie Instagram, ale stronę też mam, pewnie ci wyskoczy jak mnie wpiszesz, czasem też... sprzedaję zdjęcia do gazet, albo jakiś artykułów, może były w jakiś publikacjach naukowych - zaczął się głośno zastanawiać, ale wątpił w to. Robił dziwne zdjęcia, no chyba, że to by były jakieś dziwne badania, to kto wie?
Uśmiechnął się znowu na jej kolejne pytanie, no bo przecież jeszcze sobie nie wymyślił w razie czego, ale na szczęście nie musiał odpowiadać, chociaż już nabrał powietrze w płuca i by jej sprzedał pewnie jakąś niewiarygodną historię, kolejną. Oddał jej telefon i dał swój, w międzyczasie to pozrzucał jej te zdjęcia, zerknął też jak się zapisała u niego. Fajnie, będzie wiedział o kogo chodzi.
I kiedy już powymieniali się numerami, kiedy temat zdjęć był skończony, a Donnie nawet się zamierzył, żeby się pożegnać, to wtedy ona powiedziała to
to co, jesteśmy umówieni, a on od razu wypalił.
-
Na randkę? - tylko, że zaraz parsknął śmiechem -
dobra, żartowałem. Tak - nawet skinął głową, a potem chwycił aparat w palce, bo chyba najwyższa pora zrobić jeszcze kilka jakiś zdjęć? Nawet zrobił krok w tył.
-
Dobra to... do wiosny... Mars - powiedział i już nawet się odwrócił, ruszył przed siebie, ale jeszcze się zatrzymał, jeszcze odwrócił przez ramię -
albo do momentu, kiedy się zdecydujesz, że chcesz jednak, żeby kiedyś twoja podobizna zawisła w Luwrze - mrugnął do niej jednym okiem, a później pomachał i w końcu sobie poszedł. Dwa razy się jeszcze za nią obejrzał. Dwa.
koniec
Marseille Newton