-
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Okres świątecznie minął jej zaskakująco spokojnie. Nie zastanawiała się nad tym, co stanie się później. Nadchodzący rozwód rodziców przyjęła wraz z rodzeństwem całkowicie spokojnie. Choć momentami łapała się na tym, że patrząc w niebo, myślała o pewnym prokuratorze. Zniknął z jej życia, a ona czuła delikatną nostalgię. Te kilka miesięcy wydawało się dla niej najbardziej spokojnym okresem. Mogli się nie zgadzać, kłócić, a finalnie i tak dochodzili do siebie. Może dlatego w jej sercu zostawiło to dziwną pustkę.
Powrót do pracy wydawał się być kolejnym kamieniem milowym na zakończenie roku. Dawno nie pracowała w kancelarii. Do większości spraw wolała przygotowywać się w zaciszu domowym. O ile sąsiad nie decydował się zrobić imprezy, siedziała w ciszy. Nikt nie wyprowadzał ją z równowagi, nikt nie zagadywał. Powroty do biura połączone były z dowiedzeniem się, co dokładnie w trawie piszczy. Choć Kovalski lubiła plotki, to nie za każdym razem chciała krążyć dookoła nich.
Razem z poranną kawą zaczęła przyglądać się nowej, głośnej sprawie. To morderstwo było dla niej zaskakująco tajemnicze, za mało poszlak, szybkie aresztowanie. Aż kipiała sprawa od błędów, na które Charlotte chciała móc zwrócić uwagę. Przymknęła na moment oczy, zastanawiając się, w jaki sposób powinna to ugryźć. Z rozmyślań wyrwał ją dźwięk telefonu służbowego i prośba o spotkanie z partnerem w kancelarii.
— Dzień dobry Panie Mecenasie Gardner — zaczęła, wchodząc do gabinetu. Niekoniecznie wiedziała, czego powinna się spodziewać. Może dlatego jeden z kącik ust jej drgnął. Lubiła pracować sama, idealnie domykała sprawy, a wezwanie na dywanik do szefa zawsze pachniało kłopotami — coś się stało, że zostałam wezwana? — może zażyczy sobie od niej kawę? Jako stażystka przeżyła etap przynoszenia ich całej kancelarii — chodzi o tą najnowszą pana Hexleya? — spytała finalnie, a jej usta ułożyły się we wąską linię. Pomoc przy takiej sprawie oznaczałaby brak zaufania względem jej osoby.
-
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Świeża sprawa morderstwa była jak strzał w kolano nadchodzących, wolnych dni. Percy już dawno zapomniał znaczenia spokojnych świąt i udanego Sylwestra. Czasami miał wrażenie, że równie dobrze mógłby w tej siedzibie zamieszkać.
Za oknami sypało śniegiem i trzeba było przyznać, że z tej wysokości krajobraz zaśnieżonego miasta robił naprawdę ogromne wrażenie. Dostrzegłby to, gdyby od dwóch godzin nie był wpatrzony w papierowe dokumenty rozłożone po całym biurku. Wyciszony telefon, laptop odpalony na potrzebne, dodatkowe informacje zawarte w plikach. Totalne skupienie.
Z zamyślenia wyrwało go dopiero pukanie do drzwi.
— Dzień dobry — odparł znad teczki, zerkając przelotnie na wchodzącą do pokoju adwokat.
Przez dłuższą chwilę nie odpowiadał, choć słyszał ją doskonale. Czy coś się stało? Stało się aż za wiele, ale o tym wiedziała już i ona. Przy tak grubej, a zarazem delikatnej sprawie, musieli mieć pewność, że wydarzenia będą szły po ich myśli. Trzeba było dopiąć wszystko na ostatni guzik. Nie było tu miejsca na błędy.
— Siadaj — powiedział wreszcie, wskazując na jeden z obitych skórą foteli, bardziej w rogu pomieszczenia.
Złapał dokumenty w dłoń i sam wstał od biurka, zajmując drugi fotel. Skupił na niej spojrzenie dopiero wtedy, gdy podał jej teczkę.
— Tak, chodzi dokładnie o tą sprawę. Jest świeża, głośna i zdecydowanie zbyt podejrzana. Przyniesie nam dużych strat na kilka lat, jeżeli się potkniemy. Dyrektor Manulife Financial oskarżony o morderstwo, słusznie lub nie, mamy go wybronić. Już teraz media robią swoje, za kilka dni może być dziesięć razy gorzej. To nie byle co. Rozumiesz więc chyba, że nie mogłem cię z tym zostawić w pojedynkę? — Ściągnął brwi. — W teczce są najnowsze informacje dotyczące aresztowania, którego rzecz jasna nie powinno być, uchylenie, parę dodatkowych poręczeń. A Hexley będzie tutaj za… — Spojrzał na swojego Rolexa. — Jakieś dwadzieścia minut.
-
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Charlotte zawsze była osobą, która działała profesjonalnie. Przez wpływy jej ojca zbyt często musiała udowadniać własną wartość. Wszyscy patrzyli na nią jak na nepotyczne dziecko z odrobiną pogardy, zazdrości. Mogła w sposób idealny wyjść z sądu, wygrywając sprawę. Tylko wszystko toczyło się o dużą większą cenę. Nowa sprawa miała być wyjątkowa. Pokazać klasę, pozwolić wyjść obronną ręką. Zamiast tego czekała, aż usłyszy, że to dla niej koniec.
— Dobrze — skinęła krótko głową, idąc w stronę fotelu. Wbiła wzrok w podłogę, starając się zapanować nad własnym oddechem. Brak kontroli był dla niej najgorszym stresorem. Zdążyła zapiąć linię obrony na ostatni guzik, by dostać złą wiadomość. To jej się spodziewała.
Wzięła teczkę, nie wypowiadając żadnego słowa. Tak mogła zapanować nad każdym aspektem dotyczącym sprawy. Udawać, że jeszcze była jej. Jedną z dłoni ułożyła na kolanie, by zatrzymać drżenie nóg. Z każdym słowem przełożonego w pojawiało się więcej pytań niż odpowiedzi.
— Zdaję sobie sprawę z ciężaru, jaki niesie ta sprawa — powiedziała lekko mechanicznym głosem. Nauczona pokory uniosła wzrok, by utrzymać kontakt wzrokowy. Mogła wyglądać na spokojną, udawać, że wszystko było w porządku. Na jej twarzy malował się delikatny, acz profesjonalny uśmiech, za którym próbowała zamaskować własną reakcję.
— Rozumiem, ale... — zaczęła ciut nerwowo jak na siebie. Sprawa Hexley'a była dla niej wyjątkowo ważna. Punktem w jej karierze mogącym udowodnić, na ile jest ją stać. Nabrała powietrza do płuc, próbując zadać najbardziej nurtujące ją pytanie — z kim mam pracować? — spytała, wbijając sobie paznokcie we wnętrze dłonie. Lekko przechyliła głowę, by ściągnąć brwi. Wyczekiwała odpowiedzi, niektórzy z jej współpracowników byli w stanie zgarnąć chwilę chwały, tak bardzo przez nią wyczekaną.
— Już czytam — jak powiedziała, tak zrobiła. Nauka szybkiego czytania nie poszła na marne. Zaczęła wertować dokumentację, by uchwycić najważniejsze szczegóły. Potrzebowała ośmiu minut, by móc dopełnić obraz sytuacji.
— Braki w dokumentacji, brak adwokata... Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność — jak na głośną sprawę zdecydowanie zbyt wiele uchybień. Wróciła jeszcze raz do kilku stron, wyczytując w nich coś więcej — o, dowody, które będziemy w stanie odrzucić — wystukała kilka razy palcami w teczkę. Wtedy do jej głowy wpadło coś, o co powinna zadbać dawno temu — czy mecenas chce zatrzymać media? — spytała, czując się, jak praktykantka — Tylko w ten sposób będziemy w stanie zagwarantować odpowiednią rzetelność procesu — przy przysięgłych wydawało się to być jedynym, skutecznym środkiem ochrony. Im mniej informacji dostarczą media przed rozprawami, tym łatwiej byłoby ją wygrać.
— Mamy solidny materiał. Znalazł Pan coś jeszcze? — zagadnęła, unosząc wzrok. Musieli przedyskutować kilka spraw przed pojawieniem się klienta.
-
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przyglądał się jej przez chwilę, gdy czytała dokumenty. Zdążył poznać talent Charlotte jeszcze za studenckich czasów, kiedy w ich kancelarii zaczynała od stażu. Niewiele osób mogło się tym pochwalić – mieli renomę jednej z najlepszych nie tylko w mieście, a w całej Kanadzie.
Celowo pominął pytanie o to, z kim będzie pracować. Odrobina niepewności, ot co.
„Czy mecenas chce zatrzymać media?”.
Uśmiechnął się nieznacznie kącikiem ust. Chciał, rzecz jasna, ale oboje wiedzieli, że całkowite wstrzymanie mediów nie byłoby możliwe.
— Z pewnością spróbujemy je uciszyć. A skoro przy tym jesteśmy — poprawił się na fotelu — strategia obrony musi być podwójna. Wizerunkowa będzie równie kluczowa, co procesowa. Już teraz serwisy nakręcają feministyczny pokaz. To temat na dłuższe spotkanie, ale jeszcze w tym tygodniu.
Mieli jakieś piętnaście minut, zanim pojawi się dyrektor Manulife Financial.
— Oprócz tego, że zamordowana pracowała w jego firmie na średnim stanowisku, wiemy o niej niewiele, a przynajmniej nic przełomowego. Jeżeli nie mieli romansu, a on twierdzi, że nie, łączyła ich jedynie wspólna firma. Takie sprawy lubią nagłe zwroty akcji, na które oczywiście jesteśmy przygotowani. — Z deczka blefował. — Co najważniejsze, na razie nie ma pewnego motywu, z drugiej strony nie ma też alibi. Albo czegoś nam nie mówi, albo ktoś wykorzystał fakt, że tego dnia oboje zostali dłużej w pracy. Z tym, że on z budynku firmy wyszedł, ona nie. — Zerknął w bok, na widok za szybą. Przesłuchania wciąż trwały, służby działały, sytuacja mogła się zmienić z godziny na godzinę. — Trzeba więc Hexleya delikatnie mówiąc przycisnąć do muru. Musi się zespowiadać ze wszystkiego. Jeśli uznamy, że to za mało, wzmożymy pozyskiwanie informacji na własną rękę. — Wrócił do niej wzrokiem. Na myśli miał coś więcej niż czekanie na biurowe pozwolenia, żeby finalnie dowiedzieć się, że wymazano wszelkie dowody na korzyść ich klienta. Oni też mieli swoje sposoby. — Będziesz pracować ze mną.
-
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Nie lubiła, kiedy ktoś naginał granice jej cierpliwości. Dla niej wiedza była największym atutem pracy. Pozwalała manewrować między faktami, nie zastanawiając się, co stanie się później, do czego to może doprowadzić. Przyjmowała życie takim, jakie było, ale za każdym razem idąc na walkę do sądu, wykonywała odpowiedni research. Informacje były dla niej podstawową walutą, podobnie jak czysta, krótka informacja w sprawie współpracy z nią.
— A nie na dzisiaj? — dopytała spokojnym tonem — feministki potrafią przejąć całe media społecznościowe, gdy są odpowiednio zdeterminowane. Lepiej uciszyć to w zarodku — dodała, próbując wytłumaczyć własny punkt widzenia. Dla niej ta sprawa była niesamowicie istotna. Mogła zostać punktem zwrotnym w jej karierze. Zbyt wiele osób będzie ją śledziło, by mogli ją przegrać. Stąd budowanie poglądu przyszłych przysięgłych było najważniejsze — mogę po spotkaniu ruszyć do sądu w tej sprawie — oczy jej zabłysnęły. Łatwiej było zgasić świeczkę niż płonący las. Starsze pokolenia jeszcze nie rozumiały siły social mediów oraz nie do końca je wyczuwały. Charlotte jako przedstawicielka genzie obawiała się, co za parę dni znajdzie w sieci.
— Zatrudnić prywatnego detektywa? — dopytała, znając już klienta. Miała jednego, sprawdzonego, do którego dzwoniła, gdy potrzebowała zasięgnąć gdzieś języka — nie ma przypadku, musiał mieć z nią jakieś powiązanie — niezwiązane z pracą, tylko musieli się ich doszukać — dostaliśmy zapis z kamer w budynku? — dopytała, bo to była jedna z rzeczy, których nie dostała przy pierwszym razie. Chciała móc je zobaczyć, dowiedzieć się, jak to wygląda oraz w jaki sposób rozplanowany był budynek. Czas zgonu znali, zawsze mogli próbować udowodnić, że ta zbrodnia nie miała żadnego sensu przez dystans, który dzielił prezesa a pracownicę.
— Z Panem? — spytała odrobinę zdziwiona. Wybił ją tym z rytmu — to dla mnie... — słów jej zabrakło na języku. Chwilę milczała, by finalnie powiedzieć — zaszczyt — zdecydowanie to słowo pasowało. Wolała samodzielnie pracować, to umożliwiało jej większą elastyczność. Tylko jak odmówić własnemu szefowi?
— Przepraszam panie Gardener, pan Hexley czeka w konferencyjnej na Państwa — weszła asystentka, przerywając ich rozmowę. Gotowi, czy nie czekało ich spotkanie z klientem. Charlotte niewiele myśląc, zabrała dokumenty i poszła w stronę konferencyjnej. Ostatni głęboki wdech, by później otworzyć do niej drzwi. Od razu skina głową w stronę klienta.
— Dzień dobry panie Hexley — zaczynała Lotte, a na jej twarzy pojawia się delikatny, profesjonalny uśmiech — mnie już pan zna, a to Percival Gardener. Naszym celem jest udowodnienie Pańskiej niewinności, a najlepsze wsparcie dostanę od partnera w naszej kancelarii — pokazuje dłonią na własnego szefa, by później usiąść przy stole — mógłby Pan nam jeszcze raz przypomnieć całą sprawę? Woda, herbata kawa? — klient nasz pan, zwłaszcza gdy płaci horrendalne wysoką pensję. Wolała być uprzejma, ale on zaraz machnął na nią ręką.
— Wszystko już macie w aktach — odparł, zakładając rękę na rękę — nie rozumiem celu tego spotkania — mruknął, spoglądając nerwowo na zegarek — możemy porozmawiać o tym, co zrobicie, żeby nie wpakowali mnie do więzienia? — spytał poważnym tonem, przenosząc wzrok na Percivala. Trudna i gruba była z niego sztuka.
-
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Dobrze. — Nie zamierzał odbierać jej pracy, a skoro chciała się wykazać, tym lepiej. Dla sprawy i dla nich.
Kwestia zatrudnienia prywatnego detektywa zdawała się być słuszną, choć ryzykowną opcją; póki co miał w zanadrzu kilka numerów kontaktowych, aczkolwiek coraz częściej łapał się na myśli, by zdzwonić się z jedną panią detektyw z wydziału zabójstw. Problem polegał na tym, że nie widzieli się od lat. Ale czego się nie robiło dla sprawy, prawda? Kilka konsultacji, trochę wskazówek, może jej też przydałoby się odnowić kontakt. Percival Gardner był mistrzem we wchodzeniu ludziom na głowę, jeżeli czegoś od nich akurat potrzebował. Evina Swanson była za to mistrzynią bezpośredniości, a to mogło skończyć się… różnie. Musiał się tylko do niej odezwać. Zdecydowanie bardziej prywatnie niż zawodowo.
— Jeśli masz jakiś sprawdzony kontakt, nie ma na co czekać, zdaję się na ciebie. — Posłał jej badawcze spojrzenie. — I tak bez prywaciarza się raczej nie obejdzie. Na zapisy z kamer jeszcze czekamy, mają czas do jutra. Póki co skupmy się na tym, co pewne. — Zatrzymał wzrok dłużej na jej twarzy, słysząc zdziwienie w głosie, gdy wspomniał, że będzie z nim pracować. Skinął głową w dół. — Zgadza się. — Nie mieli jeszcze okazji współpracować w duecie. — Nie wątpię, że poradziłabyś sobie sama, ale tak będzie bezpieczniej. Skuteczniej. Muszę mieć też nad wszys-… — Przerwał mu głos wchodzącej do gabinetu asystentki.
Kontrolę.
Gardner praktycznie się nie uśmiechał, kiedy w grę wchodziły tak kontrowersyjne dla kancelarii sprawy. Słynął z agresywnej obrony, na sali rozpraw nie znał litości. Liczyła się przede wszystkim wygrana.
Szybkie podanie ręki, wyjaśnienie własnej pozycji i mogli przechodzić do rzeczy. Skłamałby, gdyby stwierdził, że nie spodziewał się gburowatego biznesmena po sześćdziesiątce, który chciał mieć załatwione wszystko na już. I to najlepiej bez żadnych sądów. Mógł sobie o tym co najwyżej pomarzyć.
— Takie spotkania są kluczowe i niestety, panie Hexley, ale będzie ich więcej, a nie mniej. Będę szczery, przed panem długa droga, musi więc pan mieć najlepszą obronę. My ją zapewnimy. — Nie spuszczał wzroku z klienta. — Na dzisiejszym spotkaniu chcielibyśmy podsumować zebrane dotąd dokumenty. To najlepszy czas na dokreślenie szczegółów, uzupełnienie brakujących luk. Pani Kovalski chciałaby także omówić kwestię mediów.
— Wszystko wam już powiedziałem.
— Nie ma pan alibi, panie Hexley, a to wiele utrudnia. Potrzebujemy możliwie jak najkonkretniejszych informacji co pan robił tamtego wieczoru, aż do rana następnego dnia. Jeszcze raz, na spokojnie. Do jutra powinniśmy otrzymać wszystkie zapisy z kamer z budynku firmy. Policja zajmuje się też pozyskaniem zapisów z miejskiego monitoringu.
Na te słowa siedzący naprzeciwko mężczyzna nagle spoważniał, łapiąc się za krawat, który zaczął poluźniać.
— Nic na nich nie będzie, nic… Chcą mnie udupić…
Percy kątem oka spojrzał na Charlotte. Kto i po co? Czego im nie mówił? Mimo że Hexley na propozycję napoju machnął wcześniej ręką, Gardner złapał za karafkę z wodą, nalał nieco do jednej ze stojących na stole szklanek i podsunął klientowi. Jeszcze tego brakowało, żeby im zemdlał w konferencyjnej.
— Czy jest coś, co chciałby pan dodać? Coś jeszcze powinniśmy wiedzieć, czego wcześniej pan nie mówił, a mogłoby mieć znaczenie przy obronie? Umysł uwielbia płatać figle, czasem sporo rzeczy przypomina nam się znacznie później. Szczegóły, szczególiki. To bardzo ważne zanim przejdziemy do strategii.