-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie mogła jednak być na boisku w kilku miejscach jednocześnie, dlatego im szybciej rozprawi się z szukającym, tym prędzej będzie mogła wrócić do innych obowiązków. Mogła też sprzątnąć obrońcę rywali, żeby ułatwić zadanie ścigającym. Dzięki pustym obręczom bez trudno zdobędą wystarczającą ilość goli, aby zdobyć przewagę. To wciąż mogło jednak nie wystarczyć do osiągnięcia zwycięstwa.
Durmstrang grał ostro. Niejednokrotnie łapał za miotły innych zawodników, co w teorii oznaczało faul, ale w praktyce bywało różnie. Niektóre zagrania po prostu umykały sędziom. Lubili też stosować Chwyt Parkina, ściskając przeciwnika z obu stron i spychając go w dół. Najczęściej tyczyło się to ścigającego, który był przy kaflu. Zasada możesz przeszkadzać, ale nie możesz łapać, pchać ani bić w przypadku Durmstrangu obowiązywało. Tak jak żadne to ma być ładna i czysta gra.
— Siódme piętro, przejście za gobelinem Grzegorza Pysznego? — zaproponowała, a gdy obie zabrały już swoje rzeczy, machnęła różdżką, gasząc świece zaklęciem Nox. — Ewentualnie Zapadnia w klasie Obrony przed Czarną Magią — to było doskonałe miejsce, ale najpierw musiały wyminąć dyżurujących przy klasie prefektów. — Twój chłopak nie ma dzisiaj warty? Może uda ci się go jakoś przekonać, żeby nas nie widział? — wyszła z szatni i przytrzymała Swanson drzwi.
Deszcze przestał w końcu padać, ale ciemne niebo wskazywało, że jutro pogoda wcale nie będzie łaskawsza. Miller to nie przeszkadzało, ale z pewnością lepsza widoczność przydałaby się Buttsowi, który miał spory problem z dostrzeżeniem znicza. Wciągnęła rześkie powietrze i pochyliła się, żeby ściągnąć z ściągnąć liścia, który przykleiły się do szkolnego pantofla. Na nic jej starania, bo kiedy tylko wyszły na ścieżkę prowadzącą do zamku i tak ubłociła sobie buty. Pedantyzm Zaylee nie pozwolił jej długo wytrzymać w takim stanie, musiała użyć Chłoszczczenia i po drodze używała go jeszcze ze cztery razy.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Jeśli obu szukających będzie wyeliminowanych to będziemy musieli powołać zastępstwo, bo inaczej mecz mogłoby skończyć tylko spalenie znicza... Oby wtedy trafił im się ktoś z gorszym wzrokiem - odpowiedziała, pomijając już fakt, że im chyba wyszłoby nawet na dobre wymienienie Buttsa na innego zawodnika, gdyby tylko obie drużyny zostały osłabione.
W teorii osłabienie Durmstrangu przez pozbycie się obrońcy również nie brzmiało jak taki zły pomysł, ale jego obowiązki mógł zawsze przejąć któryś ze ścigających. Nie było przepisu, który zabraniałby takiej interwencji. W przeciwieństwie do spalenia znicza, które zapewniało dyskwalifikację. Dlatego ten plan wydawał się lepszy lecz zapewne trudniejszy do zrealizowania.
Evina była już dobrze zaznajomiona z ostrą grą, bo chociażby w meczach przeciwko Ravenclaw potrafiła paść celem działających w zmowie Stilla i Strauss, którzy zmuszali ją niejednokrotnie do porzucenia kafla lub zmiany toru lotu. Wiedziała jak się wymykać, jak przeprowadzać podania, aby mimo wszystko postarać się zachować piłkę przy sobie. W przeciwieństwie jednak do chociażby Krukonów, Durmstrang zdawał się nie posiadać swoistego honoru. Nie bali się faulować. Pewnie gdyby tylko pełna lista fauli z finału Mistrzostw w 1473 ujrzała światło dzienne to spróbowaliby odtworzyć każdy z nich (nawet te zastosowaniem maczug czy toporów). To właśnie czyniło ich niebezpiecznymi.
- Siódme piętro? - przez chwilę zamyśliła się nad opcją zaproponowaną przez Miller po czym skinęła głową. - Za portretem von Rheticusa jest przejście do lochów koło Wielkich Schodów. Małe ryzyko.
Inaczej sprawa wyglądałaby w momencie, gdyby faktycznie Swanson musiała pokonać kilka pięter w drodze do swojego dormitorium i uniknąć wykrycia przez nocne patrole. Krukonka miała z kolei to szczęście, że niewielka odległość dzieliła ją od wieży. W teorii zatem był to idealny układ.
- Nie on jeden trzyma wartę - przypomniała jej, bo jednak każdy dom miał do tego wyznaczonych dwóch prefektów, a zamek był zbyt duży, aby patrolowała go pojedyncza osoba. - Nie cieszę się taką sympatią, aby przekonać do siebie innych prefektów.
Poprawiła jeszcze wciągnięty przez głowę sweter po czym narzuciła na siebie szatę. Przez chwilę chciała podnieść kaptur, ale wyjrzawszy z szatni przekonała się o tym, że ulewa choć intensywna nie była zbyt długa. Jak raz w historii Szkocji.
- Chcesz wpaść jeszcze do dormitorium czy od razu idziemy na siódme? - zapytała, przyglądając się Krukonce, która musiała od razu wyczyścić buty z oblegającego je błota.
Ścigająca nie czuła podobnego przymusu. W końcu pewnie i tak po chwili wyglądałyby dokładnie tak samo, więc wstrzymywała się do momentu, gdy przekroczą próg zamku. Zresztą teraz zastanawiała się bardziej nad tym czy bardziej chciała jak najszybciej przejść do obmyślania nowej strategii czy może wpierw wypadałoby odnieść rzeczy do dormitorium i chwycić coś do jedzenia z pobliskiej kuchni.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— W takim razie siódme piętro — skwitowała krótko. Jeszcze tego brakowało, żeby zamiast wziąć udział w zawodach, dostały szlaban. Pani Ester na pewno stanęłaby po ich stronie, ale ostatecznie musiałaby wystawić innego ścigającego i innego pałkarza. Kogo? Trudno stwierdzić, wszyscy byli o wiele słabsi i mniej doświadczeni. W każdym razie propozycja, żeby zrobić tajne posiedzenie w przejściu za gobelinem wydawała się najbardziej uczciwa. Obie będą miały równe szansę, żeby później bezpiecznie dotrzeć do swoich dormitoriów.
— Nie cieszysz się sympatią? — parsknęła z ironią. — A to ciekawe — posłała jej rozbawione spojrzenie, gdy wchodziły na dzieciniec.
Zaylee zastanowiła się, czy nie powinna wrócić do Wieży Ravenclawu, żeby zostawić rzeczy, ale szybko sama wyperswadowała sobie ten pomysł z głowy. Lepiej niepotrzebnie nie ryzykować i nie kusić losu. Co, jeśli po drodze wpadnie na kogoś, kto każe przestać jej włóczyć się po nocach? Wtedy nici z próby dostania się na siódme piętro.
— Chyba nie ma takiej potrzeby. No chyba, że ty musisz skoczyć na dół? Wtedy spotkamy się już na miejscu. Użyjesz od razu przejścia za portretem — stwierdziła, kiedy przekroczyły próg zamku, przeszły przez Hol Główny i stanęły przy Wielkich Schodach.
Decyzję trzeba było podjąć szybko. Robiło się już późno, korytarze pustoszały i tylko nieliczni uczniowie kręcili się, dokańczając załatwiać swoje sprawy. Zaylee dostrzegła w oddali dziewczynę ze swojego domu — Hildę Hildegard, która zerknęła w jej stronę. Miller odwróciła się na pięcie i zarzuciła kaptur szaty na głowę. Nie chciała zostać obrzucona pytaniami, co jeszcze tutaj robi i czy wraca z nią do dormitorium. Hilda była w porządku, ale miała tendencję do nadmiernego przestrzegania zasad. I do plotkowania. Nic dziwnego, że w przyszłości marzyła jej się praca w Proroku Codziennym, który słynął z tekstów-paszkwilów i wyolbrzymiania. Krukonka miała dobre pióro, akurat doskonałe do wypisywania bzdur.
— Poszła już? — dopytała, bo Swanson na pewno musiała widzieć, jak Hildegard wodziła wzrokiem, stojąc na półpiętrze schodów, zamiast jak normalny człowiek, ruszyć z innymi uczniami z Ravenclaw do ich Wieży. Po jaką cholerę ona tam sterczała?
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Doszły przynajmniej do porozumienia odnośnie tego, gdzie powinny udać się, aby obmyślić swoją strategię. W gruncie rzeczy Evina była przekonana, że nie stałoby się nic złego, gdyby faktycznie przyłapano je na szlajaniu się po samym zamku w środku nocy. Najwyżej obcięto by ich domom po dziesięć punktów, ale najgorsze było w tym to, że zostałyby oddelegowane od razu do swoich dormitoriów i nie byłyby w stanie dokończyć swojej rozmowy.
- Nie da się być lubianym przez wszystkich... Sama pewnie dobrze o tym wiesz - odparowała, bo chyba każdy kto spędził chociażby pięć minut w towarzystwie Miller mógł się przekonać o tym, że jej również miała trudny charakter i na pewno wiele osób nie pałało do niej sympatią.
Czy Evina zaliczała się do tego grona? Biorąc pod uwagę fakt, że jednak ruszała z nią na przedyskutowanie strategii na jutrzejszy mecz to chyba jednak chociaż pewną dozę sympatii żywiła wobec pałkarki Krukonów.
- Dobra. W takim razie od razu skoczmy na górę - przytaknęła, sięgając po różdżkę, aby wychłoszczyść swoje własne buty z resztki błota, która nie została wytarta przez trawę na błoniach.
Nie zwróciła nawet większej uwagi na osobę pokroju Hildy Hildy. Była dla niej po prostu jedną z uczennic, które przewijały się przez korytarze zamku i tak akurat się złożyło, że miała niebieskie obramowanie szaty oraz niebiesko-srebrny krawat.
Z pewnym zdziwieniem zerknęła na Miller, która właśnie bardzo chciała przebrać się za dementora lub liczyła na to, że jakimś cudem jej szata ma właściwości peleryny-niewidki. Prawie parsknęła śmiechem na ten widok, ale ruszyła pewnym krokiem w kierunku klatki schodowej, gdzie bez przeszkód widziała stojącą na półpiętrze drugą Krukonkę.
- Jeszcze nie - odpowiedziała i uśmiechnąwszy się cwanie w kierunku Hildy pomachała jej ręką, a następnie objęła Zaylee w pasie i pokierowała ku zejściu poniżej poziom parteru. - Chodź...
Miały się udać na siódme piętro, ale idąc w górę natknęłyby się jedynie na dziewczynę, której pałkarka chciała najwyraźniej uniknąć. Dlatego chyba najlepiej jakby obie skorzystały ze znajdującego się przy wejściu do lochu portretu. Całe szczęście znajdował się on centralnie pod schodami. Tak, że nawet największa ciekawska kocia morda nie mogłaby dostrzec tego jak z niego korzystają.
- Parszywy kundel... - wypowiedziała ściszonym głosem, gdy tylko podeszła do obrazu, a ten powoli odsunął się od ściany, ujawniając tajne przejście jakich w całym Hogwarcie były tysiące.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Niestety, niektórzy Krukoni również mieli swoje za uszami. Jak cholerna Hilda, która tylko czekała, żeby kogoś podpierdolić. Zachowywała się co najmniej tak, jakby miała tym sposobem otrzymać dodatkowe punkty dla swojego domu. Tylko profesor Aurelius Corvinius, który był ich opiekunem, rozdawał punkty na lewo i prawo za to, że podkablowało się swoich kolegów. Zresztą pan Corvinius nigdy nie tolerował podobnego zachowania, ale jednocześnie nie znosił, kiedy któryś z jego uczniów szwendał się po nocach po zamku.
Miller pozwoliła poprowadzić się Swanson do tajnego przejścia. A kiedy ta wyszeptała hasło, od razu przeszła przez obraz, zerkając przez ramię, czy Hilda czasami ich nie widziała i nie podążyła ich śladem. Gdyby to była gra, pewnie znalazłby tutaj jakąś skrzynię z obrzydliwymi szatami albo jak w starszych wersjach — kartę czarodziejów. Niestety przed nimi był jedynie długi, ciemny korytarz, który musiały oświetlić różdżkami. Na końcu czekały na nie strome schody, prowadzące na samo siódme piętro.
— Chyba czysto — odparła, wychylając się na zewnątrz. Przeskoczyła przez ścianę i skręciła w prawo, gdzie znajdował się wspominany przez nią wcześniej gobelin. — Zasmarkany Skrzat — rzuciła, odsuwając się nieznacznie na bok.
Ale nic się nie stało. Zaylee ściągnęła brwi i wymieniła z Eviną krótkie spojrzenie. Nie to hasło? Przecież dałaby się trzepnąć Zaklęciem Oszałamiającym, że właśnie tak je zapamiętała! Kto i kiedy je zmienił? I skąd wziąć dostęp do nowego hasła?
W końcu jednak gobelin poruszył się i przesunął na bok. Miller westchnęła z ulgą i wpełzła do środka od razu używając zaklęcia Lumos. Na ścianach jednak zawieszone były pochodnie, które będą mogły rozpalić, żeby nie siedzieć w tych piekielnych ciemnościach.
— No dobra — rozsiadła się na posadce i wyciągnęła ze swojej skórzanej torby pióro wraz z pergaminem. Nie będą przecież tracić czasu, kiedy miały strategię do obgadania! — To od czego zaczynamy? — zapytała, rysując plan boiska. Później przeniosą to sobie na ścianę i odtworzą, ale najpierw musiały mieć jakiś szkic. — Chciałabym zająć się najpierw ich szukającym, ale co, jeśli Durmstrang wpadnie na ten sam pomysł? Nie są ślepi. Głupi też nie. I zdecydowanie są lepsi od nas — Miller spojrzała z powątpieniem na Swanson. — Jakim magicznym sposobem mamy wygrać ten mecz, skoro nie dorównujemy im do pięt? — zapytała, wyrzucając z siebie to, co naprawdę myślała o jutrzejszym spotkaniu. Przecież przeciwnicy zmiotą ich z planszy jak szachowe figury trakcie najostrzejszego starcia.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Również obejrzała się za siebie przed przejściem za portret, aby upewnić się czy na pewno Hilda nie podążyła ich śladem. Zresztą liczyła na to, że nawet jeśli to Krukonka nie znałaby hasła, aby wiedzieć, gdzie dokładnie się udały.
- O co chodziło z tą całą szopką? Niezręczne zerwanie czy ki chuj? - zapytała jeszcze, bo nie orientowała się aż tak dobrze jak wyglądało życie w Domu Kruka.
Zdecydowanie jednak Zaylee miała powody do tego, aby dziewczyny unikać, ale robiła to w taki sposób, że jedynie bardziej przyciągała do siebie uwagę. Musiała jeszcze wiele się nauczyć. Chociażby Zaklęcia Kameleona, które osobiście Swanson od dawna praktykowała, aby coraz sprawniej poruszać się po terenie zamku, gdy zapadł już zmrok.
Pozwoliła na to, aby Miller jako pierwsza sprawdziła czy nikt nie szedł korytarzem na siódmym piętrze. Sama schroniła się bardziej w cieniu zgasiwszy różdżkę i dopiero, gdy otrzymała stosowny komunikat wyszła z przejścia, aby przejść pod stary gobelin, który... wcale nie drgnął po rzuceniu hasła.
- Albo ktoś zmienił hasło albo pomyliłaś gobeliny - mruknęła w kierunku pałkarki, ale ledwo skończyła swoją wypowiedź, a ten już się odsunął, odsłaniając tajne przejście.
Ruszyła za dziewczyną i użyła swojej różdżki do tego, aby rzucić kilkakrotnie Incendio na pobliskie pochodnie, które zaraz rozlały ciepły blask płomienia na wnętrze ukrytego przejścia.
- Musimy obserwować ich ruchy - powiedziała, odrzucając na bok własną torbę po czym usiadła na wolnej przestrzeni. - Spróbujmy wyeliminować szukającego. Nancy niech chroni Buttsa. Powinniśmy dać sobie radę w polu przez jakiś czas jeśli tłuczki będą zajęte szukającymi... Gdyby jednak to się przedłużało to uderz w najsłabsze ogniwo. Ścigającego w potrzasku, obrońcę, który znajdowałby się zbyt daleko od pałkarzy by go obronili. Ufam, że sama ocenisz kto ma najmniejsze szanse na to, aby wyjść z tego cało.
Miała Miller za doświadczoną pałkarkę, która na pewno trzeźwo oceni sytuację na boisku. Nie było co ciągle próbować tego samego zagrania i liczyć na to, że za którymś razem odniesie inny efekt. Musieli ich czymś zaskoczyć, wykorzystać każdą lukę, którą im da Durmstrang.
- Musimy ciągle szukać ich słabych punktów i starać się je wykorzystać... Możemy wam wystawić ze Stillem jakiegoś ścigającego. Weźmiemy go w kleszcze i wtedy któraś z was go ściągnie tłuczkiem - zaproponowała.
Jeszcze nie obgadała tego w zasadzie ze ścigajacym Krukonów, ale była pewna, że zgodzi się na ten układ.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Miały ważniejsze sprawy na głowie o tym, kto był szkolnym sprzedawczykiem, a kto nie zaskarbił sobie zbyt wiele sympatii. Jutrzejszy mecz sam się nie wygra. Prawdopodobnie z nimi też nie, ale właśnie po to tutaj przyszły. Musiały rozważyć wszystkie możliwe opcje, które w jakimś minimalnym stopniu przybliżą reprezentację Hogwartu do zwycięstwa. A jeśli nie do wygranej, to przynajmniej to tego, żeby dorównać poziomem do rywali.
Pokiwała głową, rozrysowując skrupulatnie wszystko, co mówiła — patykowaty ludzik z pałką znalazł się w pobliżu patyczka z z ręką wyciągniętą w kierunku skrzydlatej kuli. Obok dwóch innych pałkarzy, którzy próbowali chronić swojego szukającego i tłuczek zmierzający w postać Zaylee.
— A jak wyeliminują mnie? — podniosła wzrok na Ślizgonkę, po czym przeniosła swój rysunek i macnęła różdżką. Patykowate ludziki ożyły. W jednym momencie jeden z pałkarzy oponentów zbliżył się niebezpiecznie blisko do postaci Miller, trafiając tłuczkiem w jej miotłę. Cóż, ta wizja była coraz bardziej możliwe. Kiedy przeciwnicy przejrzą ich działania, będą musieli jakoś ocalić swojego szukającego, a wtedy najlepiej wykluczyć z gry pałkarza, który się na niego uwziął. — Co wtedy zrobicie? Nancy nie da rady osłaniać was wszystkich — zagryzła w zamyślę wargę. No tak, po prostu nie powinna dać się skasować. Proste.
Z wystawieniem ścigającego to wcale nie był taki idiotyczny pomysł. Still na pewno zgodzi się na wszystko, a jeśli nie, to Zaylee szybko go przekona do tego pomysłu. W końcu się kumplowali. Tylko to wciąż niewiele zmieniało w ich sytuacji. Dalej szukający pozostawał w grze. I dalej Durmstrang miał znacznie większe szanse na wygraną.
— Cholera — westchnęła z wyczuwalnym zrezygnowaniem. — Im dłużej o tym myślę, tym bardziej wydaje mi się, że nie jesteśmy gotowi — niby sezon zakończył się znacznie wcześniej, niż zwykle, ale dalej trwał rok szkolny i niektórzy nauczyciele, jak profesor Pickles od Zielarstwa, w ogóle nie chciał słuchać tłumaczeń o wcześniejszym wychodzeniu z zajęć z powodu treningu. I chociaż Miller uwielbiała Zielarstwo, to takiemu Buttsowi i tak w przyszłości się do niczego nie przyda, więc zamiast brać udział w lekcjach, powinien od rana do wieczora ćwiczyć i wypatrywać znicza.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Auć. No tak... Jak porządna Krukonka mogłaby się publicznie pokazać z kimś mojego pokroju - rzuciła przesadnie dramatycznym głosem, udając wielce urażoną tak bolesnym stwierdzeniem.
Tak naprawdę wcale nie dbała o to, co właściwie sądziła o niej Zaylee. Na co dzień były przeciwniczkami w polu. Teraz zostały zmuszone do tego, aby współpracować. Łączył je wyłącznie Quidditch i nic poza tym, a skoro traktowały go niezwykle poważnie to naturalnie musiały omówić jak miał wyglądać ich występ na najbliższym meczu.
Właśnie na tym teraz się skupiały, a pałkarka dosyć dobrze radziła sobie z rozrysowaniem tego o czym właśnie mówiły. Przy odrobinie magii możliwe było także ożywienie rysunków, aby jeszcze lepiej zobaczyć jak prezentowała się cała sytuacja.
- Niepopularne zagranie - powiedziała krótko jakby nie chciała nawet rozważać takiej opcji. - Nie dość, że możesz uniknąć tłuczka to jesteś gotowa na jego przyjęcie. Ryzykują zatem tym, że zamiast cię wyeliminować podadzą ci tłuczka tak, abyś wykorzystała go na swoją korzyść.
Mimo wszystko przez to, że tak rzadko stosowało się takie wybiegi to mogły być skuteczne. Właśnie przez to, że nie założyłyby podobnej opcji. Nie było jednak na nią dobrej rady. W końcu jeśli Nancy i Zaylee kryłyby się wzajemnie bez większej taktyki na podorędziu to ograniczały jedynie swoją skuteczność i ryzykowały bezpieczeństwem innych graczy.
- Postaraj się, aby jednak cię nie wyeliminowali. Bądź na to gotowa w razie potrzeby - odpowiedziała, bo nie miała innej rady.
Może mecz nie zapowiadał się prosto, ba, nie zapowiadał się zbyt optymistycznie, ale jeśli tylko będą miały jakiś porządny plan i będą w stanie na bieżąco go modyfikować do sytuacji, która będzie się rozgrywała na boisku to mieli realne szanse na to, aby jakoś to wygrać.
- Z takim nastawieniem najlepiej pierdolij się pałką w łeb i sama wyeliminuj z gry - zganiła ją, przysuwając się bliżej do Krukonki, aby móc spojrzeć jej w oczy w migotliwym świetle pochodni. - Musimy działać z tym, co mamy. Inaczej to nie ma sensu.
Była świadoma tego jak beznadziejna była sytuacja, ale mimo wszystko nie znaczyło to, że mogli po prostu się poddać.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Obok rodzinnego domu, z oddali od zawsze dochodziły ogłuszające ryki. Pan Miller uważał dzień za stracony, jeśli nie spędził na miotle przynajmniej dwóch godzin po skończonej pracy, do czego przekonywał również małą Zee. Nic dziwnego, prychała pani Miller, za każdym razem, gdy ich pierworodna wracała cała umazana błotem i ekstazą w oczach. Jak się ma tak wybitnych przodków... Bo przecież ojciec Otto Millera, a także jego dziadek, również uprawiali ten magiczny sport. Gdyby wybrał karierę sportową, w tej chwili szykowałbym się do spokojnej emerytury.
— Postaram się — powiedziała pewnie, bo przecież nie zamierzała specjalnie się podkładać. Nie omieszkała wywrócić oczami, bo Swanson brzmiała tak, jakby to wszystko było takie oczywiste. Wiadomo, że Zaylee zrobi wszystko, byle nie zostać trafiona tłuczkiem. W upadkach z wysokości nie było nic przyjemnego. Dwa lata temu drugi pałkarz Puchonów trafił ją prosto w ramię, wytrącając pałkę z dłoni. Straciła równowagę i runęła w dół. Na szczęście któryś z profesorów zdążył wyczarować pod nią miękką poduchę. O ile zaklęcie Episkey bez problemu poradziło sobie ze złamaną ręką, to z kręgosłupem byłoby o wiele trudniej. — I pragnę ci przypomnieć, że jestem jedną z nielicznych w tej drużynie, która naprawdę się stara — prychnęła z niezadowoleniem. Oprócz niej, Swanson, Stilla i Case'a, nikomu innemu nie zależało na tym turnieju. A bez zaangażowania szukającego, drugiej pałkarki i kompletu ścigających, ciężko było tu mówić o pokładaniu wiary w zwycięstwo.
Dlatego kiedy Evina nachyliła się w jej kierunku, Miller zacisnęła mocniej palce na różdżce. Najchętniej to ją pierdolnęłaby w łeb pałką. Albo jakąś Drętwotą. Powstrzymało ją od tego jedynie to, że w świetle pochodni Swanson miała bardzo ładne oczy. Zawsze takie miała czy dopiero teraz to zauważyła? No cóż, na co dzień raczej nie patrzą na siebie z takiego bliska.
— Tak? — Zaylee uniosła jedną brew. — To oświeć mnie, proszę. Niby jakie mam mieć podejście, kiedy twój kolega, nie potrafi złapać znicza? — mruknęła, nie odwracając wzroku od jej twarzy. Była wystarczająco zdeterminowana, żeby wygarnąć jej, jak bardzo chujowym szukającym był Butts. A tak się składało, że należał do Slytherinu. Dla Miller wciąż było nie zrozumiałe, dlaczego trenerka nie zdecydowała się powołać go do drużyny. Każdy wiedział, że najlepszym szukającym był Logana Tooth z Hufflepuffu, ale z powodu jego niedyspozycji, każdy inny zawodnik byłby o wiele bardziej przydatny niże Kapitan Dupa.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Czuła, że właśnie podobna ambicja i chęć bycia najlepszą w tym, co robiły łączyła ją z Zaylee. Nie chodziło tutaj tylko o miotlarstwo. Evina mimo wszystko przykładała się do nauki zaklęć, zwłaszcza z zakresu OPCMu oraz uważała na lekcjach historii magii, bo marzyła jej się kariera aurora. Quidditch był jedynie pasją. Hobby, które wymagało sporo zaangażowania i czasu, ale nie miało być jej głównym planem na życie.
- Świetnie - skwitowała, bo w zasadzie Miller nie miała jej nic więcej do zaoferowania w kwestii odpowiedzi na jej prośbę.
Ona też mogła się starać, aby jednak nie zostać zmasakrowaną przez któregoś z wrogich pałkarzy lub zabłąkany tłuczek w momencie, gdy pałkarki Hogwartu zajęte będą swoim jakże szlachetnym zadaniem.
- Wiem i chyba właśnie dlatego tyle od ciebie wymagam... Bo wiem, że to dźwigniesz - odpowiedziała, bo prawda była taka, że najlepiej było porozmawiać z tymi, którym najbardziej zależało, aby mieć pewność, że wszyscy byli po tej samej stronie.
Pewnie jeszcze uda jej się porozmawiać ze Stillem i nieszczęsnym Hardickiem przed meczem. Case'a może jeszcze dorwać tej nocy w dormitorium o ile skończą o rozsądnej porze. Ewentualnie z samego rana. Całe szczęście na sypialnie chłopców nie nałożono zaklęcia, które uniemożliwiałoby wstęp dziewczętom. Najwyraźniej założyciele Hogwartu nie pomyśleli o tym, że obie strony mogą się wzajemnie nachodzić w niecnych celach.
Widziała jak te ciemne oczy, które z jakiegoś powodu przyciągały do siebie Swanson płonęły determinacją. Znajdowało się w nich coś jeszcze. Być może oburzenie ze względu na to, że Ślizgonka śmiała jej zarzucić nieodpowiednie podejście do całego meczu.
- Po pierwsze to nie jest mój kolega. Co najwyżej współgracz - poprawiła Krukonkę, a jej głos niespodziewanie obniżył się do groźnego tony. - Po drugie zamierzasz pokładać wszelkie nadzieje w jednym gościu? Po prostu musimy się zmobilizować, aby zdobyć więcej goli i przeszkadzać szukającemu Durmstrangu.
Łatwiej to było jednak powiedzieć niż zrealizować. Mimo wszystko Swanson wolała myśleć w swoim realizmie na tyle pozytywnie na ile było to możliwe. Głównie dlatego, że dzięki temu nastawiała się zupełnie inaczej psychicznie na mecz.
zaylee miller