-
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devilnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Napastnik oddalił się w pośpiechu, dlatego nie spieszyła się z podniesieniem z zimnego, pokrytego śniegiem chodnika. Zamiast tego podkuliła nogi i wlepiła przerażony wzrok w pustą ulicę, czując, jak Toronto, które miało być jej nowym początkiem, właśnie pokazało swoją najgorszą twarz. Przez lata zmagała się z agresją człowieka, który zamiast otoczyć ją troską i opieką, zrobił z niej swój prywatny worek treningowy. Ojciec obwiniał ją o śmierć matki, a Billie nawet nie musiała się tego domyślać, bo on wcale nie próbował tego ukrywać. Ogromna była jej radość w dniu, w którym otrzymała stypendium sportowe i mogła wyrwać się spod tyranii rodzica. Była podekscytowana przeprowadzką do Kanady, nawet jeśli jej marzeniem było rozwijanie sportowych umiejętności w Stanach. Nie zamierzała wybrzydzać, gdy nadarzyła się okazja na opuszczenie rodzinnego domu, z którym nie wiązały się żadne dobre wspomnienia. Wszystko to, co działo się za zamkniętymi drzwiami przez długie lata, doszczętnie zniszczyło pamięć o chwilach, w których czuła się kochana, bezpieczna i przede wszystkim szczęśliwa. Teraz siedziała na zimnym chodniku, w obcym mieście, na drugim końcu świata i ze łzami w oczach uświadamiała sobie, jak okrutny był świat, a przecież chciała tylko kopać piłkę i prowadzić bezproblemowe życie. Niestety zamiast tego co chwilę pod jej nogami lądowała jakaś trudna do przeskoczenia kłoda.
Ophelia Attwood
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ophelia właśnie wracała z przeciętnej randki z niezwykle nudnym człowiekiem, który wydawał się nie mieć w życiu żadnych pasji. Nie dość, że nie przeczytał żadnej książki to zdawał się też nigdy nie obejrzeć żadnego filmu. Żył jedynie pracą, a posiadanie żony zdawało się być dla niego po prostu kolejnym punktem do odhaczenia na liście celów. Przynajmniej umówili się w dobrej włoskiej knajpie, więc całe spotkanie umilił jej naprawdę świetnie przyrządzony makaron uzdolnionego szefa kuchni. Na koniec spotkania postanowiła uregulować rachunek za siebie, aby mieć pewność, że nic nie będzie jej już łączyło z tym mężczyzną.
Przechodziła przez pobliski park, gdy zauważyła jak jakaś postać przed nią została zaatakowana przez kogoś. Wszystko działo się tak szybko, że mogła jedynie podziwiać to jak ofiara została w szarpaninie zrzucona z hulajnogi elektrycznej, a następnie oddala się z miejsca zdarzenia na deskorolce zabrawszy sportową torbę, o którą najwyraźniej mu chodziło.
Nie było mowy o tym, aby Attwood go dogoniła. Zresztą dużo większym priorytetem w tym momencie wydawała jej się osoba, która dalej nie podnosiła się z chodnika. To właśnie do niej skierowała swoje kroki, licząc na to, że nie dolegało jej nic więcej poza szokiem.
- Hej, nic ci nie jest? Zrobił ci coś? - zapytała kucając przed, jak się okazało, młodą dziewczyną.
Zmartwionym spojrzeniem przeskanowała całą jej postać w poszukiwaniu krwi lub jakichkolwiek innych oznak, że poszkodowanej mogła zostać wyrządzona jakaś poważniejsza fizyczna krzywda. Na razie jednak nie dostrzegła nic takiego.
- Możesz wstać? - spytała jeszcze miękkim głosem, wyciągając do niej rękę, aby w razie potrzeby pomóc jej w podniesieniu się z chodnika.
Billie Brackenborough
-
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devilnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Nie, chyba nie - odpowiedziała po chwili, nawet nie zastanawiając się nad odpowiedzią. Słowa zwyczajnie same wydobyły się z jej ust, niekoniecznie będące potwierdzeniem tego jak się czuła. - To znaczy... chyba obdarłam kolano, ale to nic - gestem dłoni wskazała na bolące miejsce, nie wspominając o bólu głowy.
Gdy jej oczom ukazała się wyciągnięta w jej kierunku dłoń, ujęła ją bez zastanowienia, gotowa do podniesienia się do pionu. Nie mogła przecież siedzieć na śniegu w nieskończoność, nie chciała nabawić się jakiegoś choróbska, które wykluczyłoby ją nie tylko z treningów, ale również z ważnych rozgrywek.
- Dziękuję - obdarowała nieznajomą delikatnym uśmiechem, gdy już ponownie stanęła na nogach. Dokładnie otrzepała się ze śniegu i wzrokiem odnalazła hulajnogę, chcąc upewnić się, że ta wciąż była w jednym kawałku. Z pewnością nie byłoby jej stać na nową, wystarczająco długo oszczędzała na zakup tej, która teraz spoczywała w białym, zimnym puchu. - Nie mam pojęcia kto to był i dlaczego zabrał moją torbę. Nie było w niej nic cennego - przynajmniej nie dla niego, bo jeśli chodziło o Brackenborough - znajdowało się tam całe jej życie. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego ktoś zdecydował się odebrać jej coś, z czego nie będzie miał żadnego pożytku i zapewne gdy tylko zorientuje się, że napad był stratą czasu, wyrzuci torbę do kosza na śmieci. Świadomość tego bolała ją bardziej od rozbitego kolana, czy pulsującej pod kaskiem skroni.
Ophelia Attwood
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Jeśli to tylko obtarcie to w porządku. Nie boli za bardzo? - dopytała, bo może adrenalina sprawiła, że dziewczyna nie była nawet świadoma tego jak poważne były jej obrażenia i coś co miało być tylko otarciem mogło być zwichnięciem czy skręceniem.
Pomagając jej się podnieść na nogi, obserwowała uważnie czy na pewno nieznajoma porusza się bez większych trudności i stoi prosto. Nie była rzecz jasna lekarką, więc pewnie jakieś drobne wskazówki odnośnie stanu zdrowia poszkodowanej mogłyby jej bez trudu umknąć.
- Nie ma za co - odparła, obserwując jak młodsza rozgląda się po najbliższym otoczeniu. - Wątpię w to czy uda ci się odzyskać torbę, ale powinnaś to zgłosić. Może ci się poszczęści.
W końcu tak wielkie miasto musiało być uzbrojone w tysiące kamer. Jakaś pewnie uchwyciła złodzieja, a przy odpowiednio wyraźnym obrazie pewnie dałoby się go zidentyfikować.
Sama była świadkiem. Co prawda nie widziała nic szczególnego, ale jeśli zaszłaby taka potrzeba to bez problemu mogłaby złożyć jakieś zeznania, aby pomóc nieznajomej.
Billie Brackenborough
-
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devilnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Nie, naprawdę wszystko jest w porządku - odpowiedziała, nie chcąc sprawiać nieznajomej kłopotu. Nie mogła przecież oczekiwać od niej niczego więcej, bo na pewno musiała gdzieś być, w końcu przemierzała ulice miasta z jakiegoś powodu. Musiała jednak przyznać, że jej zainteresowanie, które było pewnego rodzaju troską, odbierała w sposób bardzo pozytywny. Nie każdy zawracałby sobie głowę jakąś małolatą, która z nie wiadomo jakich powodów (nie mogła wiedzieć, że blondynka była świadkiem całego zdarzenia) siedziała tyłkiem na ośnieżonym krawężniku.
- Myślisz, że warto? - dopytała, bo nie wydawało jej się żeby policja była zainteresowana torbą sportową, w której nie znajdowało się nic wartościowego. Jej zdaniem olaliby całą sprawę, a ona tylko zmarnowałaby czas i niepotrzebnie mocno już nadszarpane nerwy. Jednak jeśli stojąca przed nią kobieta uważała, że warto było złożyć zeznania, porządnie się nad tym zastanowi. Była starsza, prawdopodobnie lepiej znała się na rzeczy i nie, Billie wcale nie zakładała, że musiała mieć coś wspólnego z organami ścigania. Nie należała do grona ludzi, którzy oceniali innych bez uprzedniego poświęcenia czasu na ich poznanie. - W środku były tylko korki i strój treningowy - powiedziała tak na wszelki wypadek. Może informacja ta pomoże kobiecie w przeanalizowaniu tego, czy warto było udawać się na posterunek policji. Tak naprawdę chciała udać się prosto do domu, przebrać w suche, ciepłe ubrania i opowiedzieć o wszystkim swoim współlokatorkom.
Po dłuższej chwili zdecydowała się podnieść hulajnogę. Chciała upewnić się, że wszystko znajdowało się na miejscu, i że pojazd w dalszym ciągu nadawał się do użytku. Może i sprawiała wrażenie kogoś, dla kogo dobra materialne miały wielkie znaczenie, ale każdy kto znalazłby się w jej sytuacji (biednej studentki) prawdopodobnie zachowałby się podobnie.
- Chyba wszystko jest okej - powiedziała nieco zbyt szybko, bo niemal w tym samym momencie przednia lampa jednośladu wylądowała w kupce śniegu. Wypuściła głośno powietrze, a jej ramiona na moment opadły, jakby uleciała z niej cała energia. - No świetnie, po prostu idealnie - mruknęła pod nosem, patrząc z rezygnacją na zwisające smętnie kable. - Tylko tego mi brakowało. Bez tej lampy powrót po zmroku to jak proszenie się o kolejny wypadek, a na nową będę musiała chyba zbierać przez kolejny miesiąc - rzuciła w stronę nieznajomej, a w jej głosie słychać było wyraźne zmęczenie wywołane całą sytuacją.
Ophelia Attwood
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Jasne - mruknęła, wciąż w razie potrzeby mając dłoń asekuracyjnie wyciągniętą w pobliżu ciała dziewczyny na wypadek, gdyby straciła równowagę w pewnym momencie.
Nie mogła tak po prostu zignorować tego, co działo się przed jej oczyma. Ophelia wychodziła z założenia, że większość ludzi zareagowałaby w podobny sposób. Przynajmniej chciała w to wierzyć, ale wiedziała, że ta wiara była niezwykle naiwna. Nie wystawiała się jednak w żaden sposób na atak czy agresję ze strony napastnika, więc dużo łatwiej było się zainteresować. Zwłaszcza, że nie musiała teraz wyjątkowo nigdzie być.
- Zawsze warto spróbować - odpowiedziała, bo mogło jej się zawsze poszczęścić.
Bywało często, że w social mediach pojawiały się publikowane przez policję ujęcia z monitoringu i zdjęcia przedstawiające sprawców najróżniejszych czynów. Wśród nich mogła być też skradziona torba sportowa.
- Piłkarka? - zapytała, bo informacja o korkach niejako ją na to naprowadziła.
Może nie był to najlepszy moment na ucinanie sobie takich pogawędek, ale po trosze może chciała nieco rozluźnić i uspokoić dziewczynę poprzez skupienie jej na czymś dużo bardziej przyziemnym jak proste fakty na jej temat, a nie to, że właśnie została okradziona.
Hulajnoga nie była szczególnym obiektem jej zainteresowania, bo była... no właśnie: obiektem. Najważniejsze w tym wszystkim było to czy nic nie stało się dziewczynie. Ta wydawała się być całkiem cała, ale z kolei jej pojazd uległ w znaczny sposób zniszczeniu.
- Mieszkasz daleko stąd? Dojście tam będzie problemem? - podpytała jeszcze dla pewności, bo może faktycznie jej powrót do mieszkania nie będzie aż tak wielką tragedią.
Billie Brackenborough
-
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devilnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Rozpogodziła się za sprawą pytania nieznajomej, a na jej twarzy wymalował się szeroki uśmiech. Na moment zapomniała o nieprzyjemnym zdarzeniu, czując się tak, jakby za sprawą jakiegoś magicznego zaklęcia została przeniesiona w bezpieczne miejsce. Tym właśnie była dla niej piłka nożna, która pomogła jej w przetrwaniu największego koszmaru, zgotowanego przez jej własnego ojca.
- Gram w drużynie uniwersyteckiej - odpowiedziała niemal natychmiast, no ale w końcu futbol był jej ulubionym tematem rozmów. Poza tym ludzie nieczęsto lubili o nim konwersować (z wyjątkiem dziewczyn z drużyny), dlatego nawet pomimo pulsującej skroni i strachu, który do tej pory niemal całkowicie ją przepełniał, nie zamierzała tak szybko urywać rozmowy. - Ale kiedyś chciałabym grać profesjonalnie - dodała, usilnie wierząc, że pewnego dnia jej się to uda. Sport był całym jej życiem, to właśnie dzięki niemu przetrwała tyranię ojca i wciąż stąpała po tym świecie. Piłka nożna pozwalała jej na zdrowe wyładowanie wszystkich emocji, które przepełniały ją od dnia, w którym straciła jedyną osobę, jakiej kiedykolwiek na niej zależało.
Rozejrzała się uważnie, tak naprawdę nie wiedziała jak daleko znajduje się od ulicy, przy której mieszkała. Pomimo, iż stała wśród charakterystycznych budynków, odnajdowanie się w terenie wciąż potrafiło sprawiać jej problemy. Większość życia spędziła na małej wyspie, zupełnie nieprzyzwyczajona do wielkich miast i całego zgiełku, jaki w nich panował.
- Kilka ulic w tamtą stronę - gestem ręki wskazała odpowiedni kierunek, po czym spojrzała na jasnowłosą kobietę. - Jakieś dwadzieścia minut z buta, choć przy takich ilościach śniegu może zejść mi nieco dłużej - pochodziła z Anglii, nie była przyzwyczajona do tego typu zjawisk pogodowych. Do tej pory bardzo rzadko miała okazję oglądać śnieg, bo ten nie był dość często spotykany w jej rodzinnych stronach. - A ty? W którą stronę idziesz? - zapytała trochę nieśmiało, z nadzieją na towarzystwo. Choć świadomość, że nie musi przemierzać ulic Toronto sama, dawałaby jej poczucie bezpieczeństwa, to nie czuła się na tyle komfortowo, by poprosić nieznajomą o pomoc.
Ophelia Attwood
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Sama uśmiechnęła się, widząc jak bardzo nieznajoma się rozpogodziła na pytanie o to czy gra w piłkę nożną. Najwyraźniej faktycznie pomogło jej to skupić się na czymś o wiele przyjemniejszym niż przykre wydarzenie sprzed paru chwil. Jak dobrze było trafić na kogoś z tak ogromną pasją do wybranego zajęcia.
- No proszę - powiedziała, gdy tylko usłyszała o marzeniach dziewczyny, której marzyła się profesjonalna kariera sportowa. - Co prawda sama nie interesuję się szczególnie piłką nożną, ale mam nadzieję, że kiedyś może cię zobaczę na boisku.
Liczyła na to, że faktycznie będzie mogła się spełnić jako piłkarka. Sama nie miała zbyt wielkiej możliwości, aby realizować się artystycznie przez naciski rodziny, którym uległa. Po części tego żałowała, ale przynajmniej teraz jako managerka klubu, w którym wielu artystów mogło znaleźć swoją scenę cieszyła się z tego, że może dać innym szansę na chociażby jakieś zaistnienie w świecie sztuki.
Dała jej chwilę na rozeznanie się w terenie. W końcu całe zdarzenie musiało być niezwykle dezorientujące i mogło sprawić, że na chwilę straciła orientację. Wyglądało jednak na to, że dosyć szybko dziewczynie udało się połapać i znaleźć odpowiedni kierunek, w którym powinny podążać.
Przytaknęła jeszcze na jej słowa, zdając sobie sprawę, że w sumie nie było to jakoś szczególnie daleko choć w takich warunkach faktycznie spacer przez tak długi czas mógł stać się nieco nieprzyjemny. Zwłaszcza dla kogoś kto nie nawykł do niższych temperatur i śniegu.
- Właściwie byłam się przejść więc jeśli chcesz mogłabym cię odprowadzić - zaproponowała, bo w zasadzie nie miała nic lepszego do roboty. - Może nawet tam szybciej złapię Ubera.
Normalnie pewnie miałaby gdzieś w pobliżu zaparkowany samochód, ale wiedziała, że udając się do włoskiej restauracji z pewnością wypije kieliszek lub dwa wina, a w takim stanie na pewno nie wsiadłaby za kółko. Spacer powinien dobrze jej zrobić. Dodatkowo pewnie dziewczyna po takim zdarzeniu poczułaby się raźniej w czyimś towarzystwie. Nie narzucała się jednak. Wiedziała, że każdy miał nieco inne odczucia względem pewnych rzeczy.
Billie Brackenborough
-
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devilnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Mam taką nadzieję - odpowiedziała, a w jej głosie po raz pierwszy od czasu napaści pojawiła się prawdziwa pewność siebie. - Może kiedyś faktycznie zobaczysz mnie w telewizji i pomyślisz hej, to ta dziewczyna od zepsutej hulajnogi - zaśmiała się, chyba faktycznie plan nieznajomej, na odciągnięcie jej myśli od nieprzyjemnych wydarzeń zaczął przynosić zamierzone efekty. - A ty? - zapytała, zerkając na jasnowłosą z ciekawością. - Masz coś, co sprawia, że zapominasz o całym świecie, tak jak ja na boisku? - nie wiedziała, czy powinna dopytywać nieznajomej o jej własne zainteresowania, ale nie chciała też rozmawiać tylko i wyłącznie o sobie. Poza tym podświadomie próbowała opóźnić moment, w którym ponownie miała znaleźć się sam na sam z nieprzyjemnymi ulicami miasta.
Na szczęście kobieta zaproponowała, że mogłaby ją odprowadzić, dzięki czemu Brackenborough poczuła jakby cały ciężar, który siedział jej na ramionach nagle spadł. W jej obecności czuła się bezpiecznie i choć może nie powinna, bo przecież tak naprawdę nie wiedziała nic na jej temat, nie była w stanie tego zmienić.
- Naprawdę? - zapytała, a w jej głosie słychać było wyraźną ulgę, której nie zdołała ukryć. - Byłoby super, dziękuję. Sama chyba co chwilę oglądałabym się za siebie, a z tą nieszczęsną hulajnogą i tak nie byłabym zbyt szybka. Jeśli to faktycznie nie problem, to chętnie skorzystam z propozycji - obdarowała nieznajomą uśmiechem i zanim zdecydowała się na wykonanie pierwszego kroku, wyciągnęła w jej kierunku, odzianą w wełnianą rękawiczkę dłoń. - Jestem Wilma, choć wszyscy mówią do mnie Billie - przedstawiła się, nie wiedząc nawet z jakiego powodu podała imię, które znajdowało się w jej akcie urodzenia, przecież nigdy się nim nie posługiwała.
Ophelia Attwood
-
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
[- To z pewnością byłoby zaskakujące i faktycznie chciałabym to zobaczyć - przytaknęła, bo pewnie w tamtym momencie uśmiałaby się na samą myśl o tym jak wyglądało jej pierwsze spotkanie ze słynną piłkarką.
Zaskoczyło ją odbicie pytania w ten sposób chociaż pewnie mogłaby się go spodziewać. Musiała niestety też rozczarować swoją rozmówczynię bowiem nie posiadała pasji tak konkretnej jak ta przejawiana przez nią.
- Można powiedzieć, że sztuka wszelaka. Choć raczej jako odbiorca niż artystka. Teatry, galerie... Tam się dobrze czuję - przyznała w końcu, bo od zawsze fascynowały ją formy w jakich ludzie potrafili się wyrażać, ale nie miała dostatecznej przestrzeni pod to, aby samej odkryć dziedzinę, która najbardziej jej odpowiadała i się w niej rozwijać twórczo.
Wciąż jednak czuła się niesamowicie otoczona zarówno dziełami sztuki, metodami ekspresji i właśnie wtedy czuła się najbardziej żywa. Emocje bowiem wypływały samoistnie na sam wierzch dostosowując się do tego, czego doświadczała.
Po czymś takim zdecydowanie nie miałaby serca zostawiać dziewczyny samej. Zwłaszcza, że wyraźnie czuła się nieswojo dopóki nie miała czegoś, co pomogłoby jej w rozproszeniu nieprzyjemnych myśli. Całe szczęście nie miała nic szczególnego do roboty i mogła pozwolić sobie na dłuższy spacer ulicami Toronto, które zawsze tętniło życiem niezależnie od godziny.
- To żaden problem, gdyby był to bym w ogóle tego nie proponowała - zapewniła ją, aby faktycznie dziewczyna nie miała żadnych wyrzutów sumienia po czym uścisnęła jej dłoń. - Ophelia. Lia jeśli tak wolisz.
Sama nie miała preferencji odnośnie swojego imienia czy jego skrótów. Dlatego też oferowała jej dowolność jeśli chodziło o to w jaki sposób Billie będzie się do niej zwracać.
- Dobrze, Billie. Prowadź zatem - poleciła, samej zamierzając dostosować się do jej kroku. - Wracasz z treningu?
Skoro miały przed sobą długi spacer to mogą go chociaż wykorzystać na rozmowę. Wzmianka o sprzęcie sportowym spoczywającym w torbie na myśl przywiodła jej trening. Chyba, że z jakiegoś innego powodu Billie targała ze sobą strój i korki.
Billie Brackenborough