ODPOWIEDZ
21 y/o
For good luck!
173 cm
making a cuppa at the bubble tea shop
Awatar użytkownika
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devil
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Toronto nocą potrafiło być tak samo nieprzyjemne jak każde inne duże miasto, o czym Billie przekonała się na własnej skórze, wracając z wieczornego treningu. Wszystko wydarzyło się błyskawicznie – nagły atak, szarpanina i strach, którego nie była w stanie opanować. Napastnik nie zyskał zbyt wiele, bo blondynka rzadko nosiła przy sobie gotówkę, ale i tak straciła to, co było dla niej najcenniejsze. Ukradziono jej torbę sportową, w której miała nowe korki i cały strój treningowy. Dla kogoś innego były to tylko ubrania, ale dla niej był to spory wydatek i sprzęt, bez którego jej codzienność właściwie nie istniała. Na całe szczęście nie zwinął jej elektrycznej hulajnogi, bez której miałaby problem z dostawaniem się do pracy i na uniwersytet, a na bilety komunikacji miejskiej przy jej budżecie wcale nie było tak łatwo wygospodarować dodatkowe pieniądze. Podczas całej szarpaniny Brackenborough spadła z hulajnogi, uderzając mocno o chodnik. Czuła, jak pod materiałem spodni narasta pieczenie zdartej skóry, a pulsujący ból w głowie przypominał jej, że tylko dzięki kaskowi nie skończyło się to poważnym urazem.
Napastnik oddalił się w pośpiechu, dlatego nie spieszyła się z podniesieniem z zimnego, pokrytego śniegiem chodnika. Zamiast tego podkuliła nogi i wlepiła przerażony wzrok w pustą ulicę, czując, jak Toronto, które miało być jej nowym początkiem, właśnie pokazało swoją najgorszą twarz. Przez lata zmagała się z agresją człowieka, który zamiast otoczyć ją troską i opieką, zrobił z niej swój prywatny worek treningowy. Ojciec obwiniał ją o śmierć matki, a Billie nawet nie musiała się tego domyślać, bo on wcale nie próbował tego ukrywać. Ogromna była jej radość w dniu, w którym otrzymała stypendium sportowe i mogła wyrwać się spod tyranii rodzica. Była podekscytowana przeprowadzką do Kanady, nawet jeśli jej marzeniem było rozwijanie sportowych umiejętności w Stanach. Nie zamierzała wybrzydzać, gdy nadarzyła się okazja na opuszczenie rodzinnego domu, z którym nie wiązały się żadne dobre wspomnienia. Wszystko to, co działo się za zamkniętymi drzwiami przez długie lata, doszczętnie zniszczyło pamięć o chwilach, w których czuła się kochana, bezpieczna i przede wszystkim szczęśliwa. Teraz siedziała na zimnym chodniku, w obcym mieście, na drugim końcu świata i ze łzami w oczach uświadamiała sobie, jak okrutny był świat, a przecież chciała tylko kopać piłkę i prowadzić bezproblemowe życie. Niestety zamiast tego co chwilę pod jej nogami lądowała jakaś trudna do przeskoczenia kłoda.

Ophelia Attwood
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
lexa
posty pisane w pierwszej osobie
36 y/o
For good luck!
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji
czas narracji-
postać
autor

To był zwyczajny wieczór, który nie wyróżniał się niczym ciekawym.
Ophelia właśnie wracała z przeciętnej randki z niezwykle nudnym człowiekiem, który wydawał się nie mieć w życiu żadnych pasji. Nie dość, że nie przeczytał żadnej książki to zdawał się też nigdy nie obejrzeć żadnego filmu. Żył jedynie pracą, a posiadanie żony zdawało się być dla niego po prostu kolejnym punktem do odhaczenia na liście celów. Przynajmniej umówili się w dobrej włoskiej knajpie, więc całe spotkanie umilił jej naprawdę świetnie przyrządzony makaron uzdolnionego szefa kuchni. Na koniec spotkania postanowiła uregulować rachunek za siebie, aby mieć pewność, że nic nie będzie jej już łączyło z tym mężczyzną.
Przechodziła przez pobliski park, gdy zauważyła jak jakaś postać przed nią została zaatakowana przez kogoś. Wszystko działo się tak szybko, że mogła jedynie podziwiać to jak ofiara została w szarpaninie zrzucona z hulajnogi elektrycznej, a następnie oddala się z miejsca zdarzenia na deskorolce zabrawszy sportową torbę, o którą najwyraźniej mu chodziło.
Nie było mowy o tym, aby Attwood go dogoniła. Zresztą dużo większym priorytetem w tym momencie wydawała jej się osoba, która dalej nie podnosiła się z chodnika. To właśnie do niej skierowała swoje kroki, licząc na to, że nie dolegało jej nic więcej poza szokiem.
- Hej, nic ci nie jest? Zrobił ci coś? - zapytała kucając przed, jak się okazało, młodą dziewczyną.
Zmartwionym spojrzeniem przeskanowała całą jej postać w poszukiwaniu krwi lub jakichkolwiek innych oznak, że poszkodowanej mogła zostać wyrządzona jakaś poważniejsza fizyczna krzywda. Na razie jednak nie dostrzegła nic takiego.
- Możesz wstać? - spytała jeszcze miękkim głosem, wyciągając do niej rękę, aby w razie potrzeby pomóc jej w podniesieniu się z chodnika.

Billie Brackenborough
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
21 y/o
For good luck!
173 cm
making a cuppa at the bubble tea shop
Awatar użytkownika
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devil
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Nie była w stanie określić jak wiele czasu minęło od chwili, w której wylądowała tyłkiem na zimnej nawierzchni chodnika, do momentu usłyszenia kobiecego głosu, za sprawą którego i tak już podwyższone tętno przyspieszyło jeszcze bardziej. W pierwszej chwili przez jej głowę przebiegły najczarniejsze myśli i założyła, że oprawca powrócił, by dokończyć sprawę, bo przecież gdy została napadnięta, wszystko potoczyło się naprawdę szybko i nie była nawet w stanie określić płci osoby, z którą miała do czynienia. Szybko jednak wyrzuciła z myśli te niezbyt optymistyczne scenariusze, uświadamiając sobie, że ton głosu nieznajomej wskazywał troskę, a tego raczej nie powinna spodziewać się po kimś, kto chwilę wcześniej nie tylko zrzucił ją z rozpędzonej hulajnogi, ale jeszcze pozbawił najcenniejszych rzeczy jakie posiadała. Podniosła więc spojrzenie na kobietę, która uważnie jej się przyglądała.
- Nie, chyba nie - odpowiedziała po chwili, nawet nie zastanawiając się nad odpowiedzią. Słowa zwyczajnie same wydobyły się z jej ust, niekoniecznie będące potwierdzeniem tego jak się czuła. - To znaczy... chyba obdarłam kolano, ale to nic - gestem dłoni wskazała na bolące miejsce, nie wspominając o bólu głowy.
Gdy jej oczom ukazała się wyciągnięta w jej kierunku dłoń, ujęła ją bez zastanowienia, gotowa do podniesienia się do pionu. Nie mogła przecież siedzieć na śniegu w nieskończoność, nie chciała nabawić się jakiegoś choróbska, które wykluczyłoby ją nie tylko z treningów, ale również z ważnych rozgrywek.
- Dziękuję - obdarowała nieznajomą delikatnym uśmiechem, gdy już ponownie stanęła na nogach. Dokładnie otrzepała się ze śniegu i wzrokiem odnalazła hulajnogę, chcąc upewnić się, że ta wciąż była w jednym kawałku. Z pewnością nie byłoby jej stać na nową, wystarczająco długo oszczędzała na zakup tej, która teraz spoczywała w białym, zimnym puchu. - Nie mam pojęcia kto to był i dlaczego zabrał moją torbę. Nie było w niej nic cennego - przynajmniej nie dla niego, bo jeśli chodziło o Brackenborough - znajdowało się tam całe jej życie. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego ktoś zdecydował się odebrać jej coś, z czego nie będzie miał żadnego pożytku i zapewne gdy tylko zorientuje się, że napad był stratą czasu, wyrzuci torbę do kosza na śmieci. Świadomość tego bolała ją bardziej od rozbitego kolana, czy pulsującej pod kaskiem skroni.

Ophelia Attwood
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
lexa
posty pisane w pierwszej osobie
36 y/o
For good luck!
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji
czas narracji-
postać
autor

To wszystko nie trwało jakoś spektakularnie długo, ale poczucie czasu kogoś kto właśnie został napadnięty musiało wyglądać zupełnie inaczej. Szok w końcu robił swoje i potrafił wydłużać sekundy do całych godzin. Nie mogłaby nawet winić dziewczyny, gdyby w pierwszym odruchu się wystraszyła jej obecności. W końcu Ophelia znajdowała się za jej plecami i dopiero, gdy kucnęła przed nią nieznajoma mogła uzyskać dobry widok na jej twarz.
- Jeśli to tylko obtarcie to w porządku. Nie boli za bardzo? - dopytała, bo może adrenalina sprawiła, że dziewczyna nie była nawet świadoma tego jak poważne były jej obrażenia i coś co miało być tylko otarciem mogło być zwichnięciem czy skręceniem.
Pomagając jej się podnieść na nogi, obserwowała uważnie czy na pewno nieznajoma porusza się bez większych trudności i stoi prosto. Nie była rzecz jasna lekarką, więc pewnie jakieś drobne wskazówki odnośnie stanu zdrowia poszkodowanej mogłyby jej bez trudu umknąć.
- Nie ma za co - odparła, obserwując jak młodsza rozgląda się po najbliższym otoczeniu. - Wątpię w to czy uda ci się odzyskać torbę, ale powinnaś to zgłosić. Może ci się poszczęści.
W końcu tak wielkie miasto musiało być uzbrojone w tysiące kamer. Jakaś pewnie uchwyciła złodzieja, a przy odpowiednio wyraźnym obrazie pewnie dałoby się go zidentyfikować.
Sama była świadkiem. Co prawda nie widziała nic szczególnego, ale jeśli zaszłaby taka potrzeba to bez problemu mogłaby złożyć jakieś zeznania, aby pomóc nieznajomej.

Billie Brackenborough
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
21 y/o
For good luck!
173 cm
making a cuppa at the bubble tea shop
Awatar użytkownika
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devil
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Nie pomyślała o tym, że z powodu szoku ból mógł być mocno zredukowany. Na ten moment czuła się dobrze, a poza obdarciem i pulsującym bólem w skroni nie odczuwała niczego, może poza nadszarpniętą dumą, z którą zapewne upora się w niedługim czasie.
- Nie, naprawdę wszystko jest w porządku - odpowiedziała, nie chcąc sprawiać nieznajomej kłopotu. Nie mogła przecież oczekiwać od niej niczego więcej, bo na pewno musiała gdzieś być, w końcu przemierzała ulice miasta z jakiegoś powodu. Musiała jednak przyznać, że jej zainteresowanie, które było pewnego rodzaju troską, odbierała w sposób bardzo pozytywny. Nie każdy zawracałby sobie głowę jakąś małolatą, która z nie wiadomo jakich powodów (nie mogła wiedzieć, że blondynka była świadkiem całego zdarzenia) siedziała tyłkiem na ośnieżonym krawężniku.
- Myślisz, że warto? - dopytała, bo nie wydawało jej się żeby policja była zainteresowana torbą sportową, w której nie znajdowało się nic wartościowego. Jej zdaniem olaliby całą sprawę, a ona tylko zmarnowałaby czas i niepotrzebnie mocno już nadszarpane nerwy. Jednak jeśli stojąca przed nią kobieta uważała, że warto było złożyć zeznania, porządnie się nad tym zastanowi. Była starsza, prawdopodobnie lepiej znała się na rzeczy i nie, Billie wcale nie zakładała, że musiała mieć coś wspólnego z organami ścigania. Nie należała do grona ludzi, którzy oceniali innych bez uprzedniego poświęcenia czasu na ich poznanie. - W środku były tylko korki i strój treningowy - powiedziała tak na wszelki wypadek. Może informacja ta pomoże kobiecie w przeanalizowaniu tego, czy warto było udawać się na posterunek policji. Tak naprawdę chciała udać się prosto do domu, przebrać w suche, ciepłe ubrania i opowiedzieć o wszystkim swoim współlokatorkom.
Po dłuższej chwili zdecydowała się podnieść hulajnogę. Chciała upewnić się, że wszystko znajdowało się na miejscu, i że pojazd w dalszym ciągu nadawał się do użytku. Może i sprawiała wrażenie kogoś, dla kogo dobra materialne miały wielkie znaczenie, ale każdy kto znalazłby się w jej sytuacji (biednej studentki) prawdopodobnie zachowałby się podobnie.
- Chyba wszystko jest okej - powiedziała nieco zbyt szybko, bo niemal w tym samym momencie przednia lampa jednośladu wylądowała w kupce śniegu. Wypuściła głośno powietrze, a jej ramiona na moment opadły, jakby uleciała z niej cała energia. - No świetnie, po prostu idealnie - mruknęła pod nosem, patrząc z rezygnacją na zwisające smętnie kable. - Tylko tego mi brakowało. Bez tej lampy powrót po zmroku to jak proszenie się o kolejny wypadek, a na nową będę musiała chyba zbierać przez kolejny miesiąc - rzuciła w stronę nieznajomej, a w jej głosie słychać było wyraźne zmęczenie wywołane całą sytuacją.

Ophelia Attwood
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
lexa
posty pisane w pierwszej osobie
36 y/o
For good luck!
164 cm
managerka Tranzac Club
Awatar użytkownika
I am my own sanctuary and I can be reborn as many times as I choose throughout my life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji
czas narracji-
postać
autor

Ufała w ocenę dziewczyny, bo kto w końcu miałby wiedzieć lepiej jak się się czuła jeśli nie właśnie ona? Choć oczywiście może dopiero na następny dzień odczuje w pełni skutki całego tego zdarzenia i bolesnego upadku.
- Jasne - mruknęła, wciąż w razie potrzeby mając dłoń asekuracyjnie wyciągniętą w pobliżu ciała dziewczyny na wypadek, gdyby straciła równowagę w pewnym momencie.
Nie mogła tak po prostu zignorować tego, co działo się przed jej oczyma. Ophelia wychodziła z założenia, że większość ludzi zareagowałaby w podobny sposób. Przynajmniej chciała w to wierzyć, ale wiedziała, że ta wiara była niezwykle naiwna. Nie wystawiała się jednak w żaden sposób na atak czy agresję ze strony napastnika, więc dużo łatwiej było się zainteresować. Zwłaszcza, że nie musiała teraz wyjątkowo nigdzie być.
- Zawsze warto spróbować - odpowiedziała, bo mogło jej się zawsze poszczęścić.
Bywało często, że w social mediach pojawiały się publikowane przez policję ujęcia z monitoringu i zdjęcia przedstawiające sprawców najróżniejszych czynów. Wśród nich mogła być też skradziona torba sportowa.
- Piłkarka? - zapytała, bo informacja o korkach niejako ją na to naprowadziła.
Może nie był to najlepszy moment na ucinanie sobie takich pogawędek, ale po trosze może chciała nieco rozluźnić i uspokoić dziewczynę poprzez skupienie jej na czymś dużo bardziej przyziemnym jak proste fakty na jej temat, a nie to, że właśnie została okradziona.
Hulajnoga nie była szczególnym obiektem jej zainteresowania, bo była... no właśnie: obiektem. Najważniejsze w tym wszystkim było to czy nic nie stało się dziewczynie. Ta wydawała się być całkiem cała, ale z kolei jej pojazd uległ w znaczny sposób zniszczeniu.
- Mieszkasz daleko stąd? Dojście tam będzie problemem? - podpytała jeszcze dla pewności, bo może faktycznie jej powrót do mieszkania nie będzie aż tak wielką tragedią.

Billie Brackenborough
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Artisans’ Alley”