34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

046.
Dalej zdarzało im się sypiać w salonie, choć właściwie nie było już ku temu wyraźnego powodu. Evina twierdziła, że kanapa jest wygodna dla jej nogi, a Zaylee po prostu lepiej zasypiało się przy cichym brzęczeniu telewizora. Prawda była gdzieś pośrodku, jak zwykle.
Tym razem jednak spały w sypialni. A właściwie to Swanson spała, bo Miller wróciła z pracy w środku nocy. W prosektorium trafił się trudny przypadek. Z jeziora Ontario wyłowiono młodego mężczyznę. Woda zatarła większość śladów, co tylko świadczyło o tym, że ciało musiało przez dłuższy czas przebywać w zbiorniku. Resztę Zaylee musiała odczytać z mikropęknięć kości i drobnych krwiaków ukrytych głęboko pod skórą. Sekcja ciągnęła się godzinami. Kiedy w końcu zamknęła denata, poczuła zmęczenie nie tylko pod powiekami, ale i w karku. Przede wszystkim w karku.
Po powrocie do domu starała się zachowywać bezszelestnie. Przegoniła kręcące się po korytarzu koty i odwiesiła płaszcz, żeby od razu udać się na piętro. W sypialni paliła się mała lampka. Evina spała z jedną nogą ułożoną tak, żeby nie prowokować bólu. Zaylee zrezygnowała z kąpieli, po prostu zdjęła to, co miała na sobie i wciągnęła przez głowę szeroki t-shirt. Ostrożnie położyła się obok narzeczonej, uważając na każdy ruch. Przez chwilę tylko leżała, wsłuchując się w jej równy oddech, aż w końcu zmęczenie na dobre wzięło górę
Zanim jednak zdążyła tak naprawdę zasnąć, przez odsłonięte okno wdarł się świt. Miller obróciła się na plecy, dociskając sobie dłonie do twarzy, imitując w ten sposób ciemność. Ale potem zza zamkniętych drzwi rozległo się głośne miauczenie. Elvira. Oczywiście, że Elvira, która właśnie uznała, to idealna pora na domaganie się atencji. Zaylee westchnęła cicho, licząc na to, że zignorowane dźwięki same znikną.
Nie zniknęły.
Miauczenie rozlało się po domu, odbijając się echem od schodów i ścian. Evina poruszyła się niespokojnie, zmarszczyła brwi przez sen i odruchowo przesunęła nogę. Zaylee natychmiast uniosła się na łokciu i delikatnie położyła dłoń na jej biodrze, uspokajająco.
Cicho — szepnęła, bardziej do kotów niż do narzeczonej i ucałowała jej skroń. Zwlekła się niechętnie z łóżka i nacisnęła na klamkę.
Elvira siedziała na korytarzu, wpatrując się w nią błyszczącymi oczami, ale zaraz czmychnęła na dół. Miller wiedziała już, że na ten moment i tak nie zmruży oka, więc powlekła nogami po schodach i udała się do kuchni, gdzie od razu nastawiła ekspres, chcąc poratować się kubkiem czarnej, mocnej kawy. Usiadła przy stole i ukryła twarz w dłoniach, kiedy Elvira ocierała się o jej łydki. Miała ochotę szturchnąć ją stopą i przegonić, ale wiedziała, że to tylko wzburzy jej bunt. To zabawne, że zwykle kompletnie zlewała jej obecność, a teraz złośliwie chciała zwrócić na siebie uwagę koronerki.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Noce spędzane w salonie często wynikały z lenistwa lub też zmęczenia. Coraz częściej jednak wracały na górę do swojej sypialni, aby tam zregenerować siły w ulubionej pościeli. Zwłaszcza, że Swanson może i radziła sobie coraz lepiej, a rehabilitacja przynosiła powolne skutki, ale wciąż miewała gorsze dni, gdy noga odmawiała posłuszeństwa, a ból rwał silnie w zmasakrowanym kolanie.
Wciąż nie wróciła do pracy. Fizycznie była do tego niezdolna, ale upierała się przy tym, aby mimo wszystko Sloan czymś jej zarzucił. Miała przecież gabinet. Pewne rzeczy mogła wykonywać w domu. Sama i tak nie miała w nim zbyt wiele do roboty. Dlatego tak bardzo nie lubiła tego, gdy Zaylee zostawała wezwana do jakiegoś przypadku. Była po części zazdrosna i chociaż też czuła wyrzuty sumienia z powodu uwiązania koronerki w domu to jednak nie przepadała za samotnym siedzeniem w mieszkaniu, które jej już zbrzydło.
Znalazła sobie jakieś spokojne zajęcie. Chwyciła za jeden z kryminałów Agathy Christie i postanowiła przeczytać go w oczekiwaniu na powrót narzeczonej. Nie miała pojęcia jak długo zajmie jej ta cholerna sekcja, ale na pewno miło byłoby wspólnie zasnąć po ciężkiej nocy.
Planowała czuwać tak długo jak tylko będzie trzeba, ale jak zwykle coś musiało pójść nie tak. Tym razem poczuła rwący i zbyt intensywny ból w kolanie. Najwyraźniej przeholowała w czasie zajęć z rehabilitantem. Czasami już tak jej się zdarzało. Chciała to przeczekać i nie sięgać po stojące w pobliżu proszki. To jednak wydawało się nieuniknione. Ból nie mijał, stawał się coraz bardziej nieznośny, a Evina w końcu łyknęła dawkę środków przeciwbólowych, której w innych okolicznościach by nie rozważała.
Musiała odczekać na to, aż zaczną działać, a kiedy już te uderzyły w jej nerwy z całą mocą to powoli zaczęło ją ogarniać zmęczenie i senność. W innym wypadku nigdy nie zasnęłaby przy włączonej lampce, która oświetlała jej stronice aktualnie leżącej na podłodze książki.
Umęczony umysł szybko odpłynął w krainę snów, ale wydawała się być świadoma powrotu koronerki. Przynajmniej na tyle, aby instynktownie przesunąć się w stronę ciężaru drugiego ciała, który spoczął na wolnej przestrzeni łóżka.
Przez długi czas nie istniało praktycznie nic. Jedynie spokojna i kojąca ciemność, całkowite odcięcie od zmysłów i rzeczywistości. Dopiero później zaczęły do niej docierać z opóźnieniem żałosne dźwięki miauczenia. Dłoń na biodrze oraz pocałunek w skroń wydawały się być nikłym echem dotyku, gdy w końcu się przebudziła z poczuciem, że najwyraźniej Zaylee zdążyła powrócić do domu.
Zwleczenie się z łóżka zajęło jej chwilę. Prawdziwym wyzwaniem było jednak zejście po schodach z zesztywniałą nogą, którą zbyt długo trzymała w jednej pozycji. W końcu jednak klnąc niewyraźnie pod nosem, pokonała całą trasę do kuchni i nieco nieporadnie dodreptała do krzesła, na którym siedziała Miller.
- Cześć, kochanie - przywitała się, obejmując ją od tyłu wokół ramion po czym schyliła się, aby ucałować ją w czubek głowy. - Trudny przypadek?
Wydawało się to być całkiem zwyczajnym początkiem dnia. Leniwym porankiem w kuchni, gdy Rademenes wskoczył na blat zaciekawiony pracującym ekspresem do kawy, a Elvira plątała się gdzieś między nogami. Evina nawet nie sądziła, że jej miauczenie było alarmem, który miał zwrócić ich uwagę na niesamowitą tragedię, która zadziała się w ich domu... zaginięcie wypchanej łasicy, Gary'ego.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kiedy zostawała po godzinach w prosektoreium, szczerze zazdrościła Evinie, że ta nie musiała nigdzie wychodzić. Oczywiście trwało to zaledwie krótką chwilę, bo Zaylee uwielbiała swoją pracę, nawet jeśli później miała oczy na zapałki i potrzebowała dużej dawki kofeiny, żeby powrócić do żywych. A to wcale nie było takie proste, kiedy ostatnie kilkanaście godzin spędziło się w towarzystwie zwłok.
Dostrzegłszy narzeczoną, uśmiechnęła się lekko, ale zaraz ściągnęła brwi.
Gdzie masz swoją laskę? — zapytała, chociaż wiadomo, że ta najfajniejsza siedziała teraz przy stole. Miller, chcąc nie chcąc, musiała pogodzić się na razie z faktem, że dzieliła Swanson z inną laską i kręciła z niezadowoleniem głową, gdy ukochana kręciła się po domu bez żadnego wsparcia. Jej zdaniem było za wcześnie na takie wybryki, noga nie była jeszcze w pełni sprawna i musiała zregenerować się po wyczerpującej rehabilitacji.
Przymknęła powieki, kiedy poczuła jej usta na swojej głowie, a potem westchnęła ciężko, przecierając twarz dłonią. Po powrocie do domu, nie miała nawet siły zmyć wczorajszego makijażu, więc naprawdę liczyła, że kawa i prysznic niebawem postawią ją do pionu.
Topielec — mruknęła z wyraźnym niesmakiem. — Nienawidzę topielców — dodała, o czym Evina doskonale wiedziała. Po tym, jak ciało przebywało w wodzie przez kilka tygodni, trudno było zebrać jakiekolwiek ślady, a obrażenia wskazywały, że to nie było zwyczajne utonięcie. Możliwe, że denat jeszcze żył, zanim został wrzucony do jeziora, ale to wyjaśni dopiero dokładniejsza analiza.
Zaylee podniosła się z krzesła i objęła Swanson w pasie, uważnie przyglądając się jej twarzy, jakby szukała w niej jakichś przejawów zmęczenia i bólu. W końcu zmrużyła oczy i cmoknęła ją w czubek nosa.
Zrobię jakieś śniadanie — zadecydowała, bo przecież nie był to sześciodaniowy posiłek, potrafiła zrobić kanapkę i usmażyć jajecznicę. — Nie nadwyrężaj nogi — dodała jeszcze przez ramię i nie musiała nawet zerkać na narzeczoną, żeby wiedzieć, jaką miała teraz minę. — Mam nadzieję, że na mnie nie czekałaś, bo wróciłam.... — spojrzała na zegarek na nadgarstku. — Jakieś dwie godziny temu? Elvirę pojebało. Miauczała pod drzwiami i nie chciałam, żeby zaczęła w nie drapać, więc od razu zeszłam na dół — wyjaśniła pokrótce, wyjmując składniki z lodówki, które rozstawiła na kuchennym blacie.
Dopóki obie znajdowały się w z dala od salonu, zwyczajnie nie mogły wiedzieć o zaginięciu Gary'ego. Zresztą Miller nie myślała na co dzień o tej wypchanej łasicy. Dopiero jak siadała przed telewizorem, jej wzrok mimowolnie wędrował do tego paskudztwa. Wzdrygała się wtedy i zastrzegała, że to coś musi w końcu zniknąć. Naprawdę niewiele brakowało, żeby w końcu postawiła Swanson przed wyborem albo ja, albo Gary. Obawiała się jednak, że mogłaby przegrać tę nierówną walkę z kretesem. Łasica była z Eviną dłużej i stanowiła pamiątkę po dziadku. To jednak nie przeszkadzało Zaylee obmyśleć w głowie milion sposobów na pozbycie się wypchanego futrzaka.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na tym etapie Swanson z chęcią zabrałaby się do tego prosektorium po prostu po to, aby móc obserwować koronerkę przy pracy i raz jeszcze poczuć się częścią tego świata, w którym śmierć czekała na każdym rogu, a wszystkie zgony trafiające na stół sekcyjny kryły za sobą jakąś historię: raz nudniejszą, raz ciekawszą. Mimo wszystko obie były pracoholiczkami i nagłe odcięcie je na tak długi czas od nałogu wydawało się być po prostu okrutne.
- Siedzi tutaj - odpowiedziała, bo obie w naturalny sposób pomyślały o tym samym. - W dodatku wygląda na niesamowicie zmęczoną i z chęcią zaciągnęłabym ją do łóżka.
Chociaż zwykle takim słowom przyświecała oczywista sugestia to jednak pomimo lekko figlarnego tonu Evinie zależało po prostu na tym, aby narzeczona w końcu się położyła i odespała to wszystko, co straciła w związku z długimi godzinami w prosektorium.
- Wiem, że ich nie cierpisz - mruknęła, przesuwając dłonie na ramiona koronerki, aby wbić kciuki blisko nasady jej karku i rozmasować znajdujące się tam spięte mięśnie.
Fakt, że woda pozbywała się wszelkich śladów to jedno... Poza tym być może podświadomie Miller myślała też o momencie, gdy prawie stała się jednym z nich przez działania Caleba Fostera. Całe szczęście mężczyzna był na dobrej drodze do tego, aby zgnić w więzieniu i nie musiały się nim dłużej przejmować.
Mruknęła z zadowoleniem, gdy tylko narzeczona objęła ją w pasie. Mogła dzięki temu nieco inaczej rozłożyć ciężar na nogach. Skorzystała też z okazji do tego, aby wsunąć dłonie pod materiał jej luźnej koszulki. Czuła pod palcami kolejne centymetry przyjemnie ciepłej skóry. Nie marzyła o niczym innym jak o powrocie do łóżka w towarzystwie koronerki, przy której boku mogłaby zasnąć.
- Mogę się tym zająć... - zaproponowała, gdy Miller tylko wspomniała o śniadaniu, ale zaraz prychnęła na wzmiankę o tym, aby nie nadwyrężała nogi.
Nie zostało jej nic innego jak wciągnąć się na pobliski blat i odciążyć przynajmniej w ten sposób staw kolanowy. Rozmiauczana Elvira zaraz wskoczyła na miejsce tuż obok niej.
- Czytałam... Chciałam zaczekać ale zmogło mnie po lekach - odpowiedziała szczerze, bo Zaylee znała ją wystarczająco dobrze, aby wiedzieć, że nie było mowy, aby zasnęła sama. - Widzę, że dalej jej nie przeszło... Co jest, malutka?
Kotka była wyraźnie zaaferowana i prawdopodobnie jako jedyna zauważyła zniknięcie Gary'ego. Ani Zaylee ani przechodząca przez salon Evina nie zerknęła w stronę, gdzie zwykle znajdowała się wypchana łasica. Żartować można było, że gdyby już były małżeństwem to Gary mógłby w pewnym momencie stać się przyczyną ich rozwodu. Na razie jednak im to nie groziło... Coś za to jednak groziło Gary'emu.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jestem wyczerpana — odparła natychmiast, zresztą zgodnie z prawdą. Nawet nie próbowała tego ukrywać. Choć chętnie poświęciłaby narzeczonej całą swoją uwagę w łóżku, na razie zwyczajnie nie miała na to siły. Oczywiście po śniadaniu i solidnym kubku czarnej kawy sytuacja miała się diametralnie zmienić. — Dobrze wiesz, że i tak nie zasnę — wzruszyła lekko ramionami. Miller nie znosiła spać w dzień prawie tak samo, jak nie znosiła topielców. I pewnie jeszcze kilku innych rzeczy, zjawisk oraz osób. W tym Bobby’ego Hackmana, który niezmiennie działał jej na nerwy, nawet gdy nie było go w pobliżu. Choć faktycznie, odkąd Foster wrzucił ją do rwącej rzeki, nie cierpiała topielców jeszcze bardziej niż dotychczas.
Drzemki były dla niej zdradliwe. Kiedy już jakimś cudem udało jej się przysnąć, miała wrażenie, że budzi się jakieś siedem lat później, na zupełnie innej planecie, brutalnie wyrwana z rzeczywistości. W dodatku niemal zawsze była wtedy marudna, głodna i nieprzyjemnie szczera. Wychodziła z niej najgorsza wersja Zaylee. Taka, z którą nawet ona sama nie chciałaby spędzać poranka. Evina była naprawdę niepoważna z tym nagabywaniem jej na sen, przecież to jak wystawiała się na rychłą śmierć. Poza tym, o ile nie dostanie pilnego wezwania, wszystko wskazywało na to, że będzie musiała stawić się na komisariacie dopiero jutro rano.
Znowu Agatha Christie? — zainteresowała się, bo wiedziała, jak chętnie Swanson sięgała po jej kryminały. W międzyczasie zdążyła siekać warzywa, które zaczęła podsmażać na patelni, zanim wbije do nich jajka. Jajecznica nie była niczym skomplikowaną potrawą, a jednak był to szczyt możliwości Miller. Kiedy narzeczona była przeziębiona, gotowała również zupę, która — o dziwo — była naprawdę smaczna.
Zmrużyła oczy, obserwując kręcącą się w pobliżu kotkę. Niespecjalnie podobało jej się, kiedy sierściuchy kręciły się w pobliżu jedzenia, ale nie przegoniła Elviry tylko i wyłącznie ze względu na narzeczoną.
Zachowuje się dzisiaj co najmniej dziwnie — stwierdziła z myślą o miauczącej kotce, która wskoczyła na blat, ocierając się o Evinę. — Może jest chora? — zerknęła z ukosa na zwierzaka, chociaż oprócz nagłej potrzeby atencji, nie zauważyła na razie nic, co wskazywałoby na złe samopoczucie. Coś jednak ewidentnie było nie tak, bo przecież Elvira, pomimo całego swoje uwielbienia do Swanson, rzadko kiedy aż tak bardzo domagała się całej uwagi.
Chcesz zjeść w salonie? — zapytała, wyciągając z szafki talerze. — Obejrzymy w końcu finały odcinek tego serialu, którego tytułu nigdy nie pamiętam — chodziło o jakiś norweski thriller, ale dla Zaylee wszystkie brzmiały i wyglądały tak samo.
Napełniła swój kubek kawą, po czym zalała zagotowaną wodą zieloną herbatę dla narzeczonej, trzymając jej kubek z daleka od swojego. Chyba ostatnie, czego w tym momencie potrzebowała, to pretensje o takie pierdoły, które dla Eviny pierdołami wcale nie były i Miller musiała z tym żyć.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nawet bez informacji, że koronerka wróciła do domu przed niecałymi dwoma godzinami dało się bez trudu stwierdzić, że musiała być ona niezwykle wyczerpana. Zwłaszcza po sekcjonowaniu przypadku, który należał do jednego z tych znienawidzonych i przypominał o przebytej w zasadzie nie aż tak dawno temu traumie.
- Próbować zawsze można - rzuciła bezwiednie, ale zdawała sobie sprawę z tego, że raczej marne szanse były na to, aby faktycznie bezproblemowo i chętnie Miller zasnęła.
Tutaj w zasadzie zbytnio się nie różniły. Obie wolały po prostu jakoś przetrwać dzień pomimo braku snu. Chyba, że sytuacja była naprawdę patowa i inaczej się już nie dało. Tak czy siak drzemki były zdradliwe, a spanie za dnia wydawało się być nienaturalne i jedynie przyczyniało się do rozregulowania zegara biologicznego, który w ich przypadku praktycznie nie istniał.
- Klasyk. Jeden z takich, których akurat nie czytałam - przytaknęła.
Akurat nie sięgała wyłącznie po kryminały tej autorki, ale także po wielu innych pisarzy, ale prawda była taka, że literatura nie była aż tak fascynująca za drugim razem, gdy już znało się sprawcę. Chyba, że ktoś chciał prześledzić, co mu w trakcie lektury umknęło a co mogło wskazać na faktycznego złoczyńcę.
Przez moment po prostu drapała pod pyszczkiem szkocką kotkę, przyglądając się temu jak narzeczona przyrządza im jajecznicę w wersji na bogato. Wbrew temu z czego często się śmiały to Zaylee nie była tak beznadziejna w kuchni. W zasadzie Swanson była zdania, że przy odrobinie wysiłku byłaby z niej dobra kucharka, ale musiałaby mieć do tego dobrze sporządzony przepis. Zresztą popis swoich umiejętności dała już kilkukrotnie z prostymi acz smacznymi daniami.
- Zauważyłabym jakby coś jej było. Może jej przejdzie - odpowiedziała, przyglądając się uważnie szarej kulce futra.
Spędziła wystarczająco dużo czasu z kotką, aby zauważyć, gdyby tylko coś nagle jej się stało lub zaczęło dolegać. Zachowywała się jednak cały czas normalnie. Przynajmniej do powrotu koronerki. Nie sądziła jednak, aby to Zaylee przyniosła ze sobą coś, co by wzbudziło takie emocje u kotki.
Przytaknęła na pytanie o salon i zsunęła się z blatu. Niechcący uderzyła zbyt mocno lewą nogą o podłoże i skrzywiła się z bólu. To był jednak głupi pomysł. Podeszła zaraz do narzeczonej, aby przejąć dwa talerze z jajecznicą, które należało zanieść do salonu.
- Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham - mruknęła i korzystając z tego, że koronerka nie upiła jeszcze swojej nieziemsko mocnej kawy, pocałowała ją krótko.
Chyba zdążyła faktycznie mocno zgłodnieć przez to nocne wyczekiwanie powrotu Miller skoro z jej ust wydobywały się takie wyznania. Zaraz jednak odwróciła się od niej i ruszyła do salonu, gdzie miały rozsiąść się wygodnie i obejrzeć ostatni odcinek zaczętego jakiś czas temu serialu, gdy detektywka zamarła niedaleko kanapy.
- Zaylee? - odezwała się, a już po tonie jej głosu można było wywnioskować, że coś jest zdecydowanie nie tak. - Gdzie podział się Gary?
Wcześniej tego nie zauważyła, ale miejsce, w którym zwykle stała wypchana łasica pozostawało puste. Może został przestawiony? Z pewnością Miller nie mogłaby spełnić w końcu swojej groźby i ukradkiem wyrzucić go na śmietnik... Chociaż może?

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Istniała jakaś szansa, że Zaylee w końcu zaśnie na kanapie w trakcie oglądania serialu. Zaśnie, to znaczy przymknie oczy na niespełna dziesięć minut, ale to i tak wystarczająco długo, żeby zgubić fabułę, ale nie na tyle, żeby można to było nazwać prawdziwym snem. Niby po takiej dawce kofeiny nie powinna zmrużyć oka, jednak od dawna uodporniła się na kawę. Musiałaby wypić co najmniej trzy takie kubki, żeby poczuć realny efekt pobudzenia. Ten pierwszy był raczej rytuałem niż potrzebą. No i uwielbiała ten smak.
No tak. Mogła się tego spodziewać, że Evina znów sięgnęła po kryminał. To trochę jak zboczenie zawodowe. W końcu sama Miller zaczytywała się w książkach o autopsjach, a jeśli fabuła choćby zahaczała o medycynę sądową, to już w ogóle było święto. Wtedy nie istniała siła, która powstrzymałaby ją przed wyłapywaniem wszystkich nieścisłości, o których później potrafiła godzinami paplać narzeczonej z zapałem godnym wykładowcy na konferencji branżowej.
Wywróciła oczami, kiedy Swanson zeskoczyła z blatu, i niemal natychmiast pożałowała, że wcześniej jej nie ostrzegła, że absolutnie nie powinna tam włazić. Ale przecież wtedy znów wyszłoby na to, że się czepia i dramatyzuje bez powodu. Tylko co z tego, skoro finalnie i tak miałaby rację?
Pokręciła głową z wyraźną dezaprobatą, niechętnie podając Evinie talerze. Była święcie przekonana, że tamta nadal powinna odciążać nogę, choć najwyraźniej Swanson zupełnie się tym nie przejmowała. Jakby dwie operacje były jedynie drobną niedogodnością, którą można zignorować, a zalecenia lekarzy traktować niczym luźne sugestie. Miller zacisnęła usta, bo dobrze wiedziała, że każda kolejna uwaga tylko sprowokuje sprzeczkę, a ona naprawdę nie chciała się dzisiaj kłócić.
Jesteś naćpana lekami — skomentowała z rozbawieniem wyznanie miłość, po czym odwzajemniła pocałunek.
Odprowadziła ją wzrokiem i już miała sięgnąć po dwa kubki, ale wtedy pytanie, które padło z salonu sprawiła, że Zaylee uniosła brwi. Była pewna, że nie dosłyszała, dlatego wyszła z kuchni i dołączyła do narzeczonej.
Co? — zapytała, spoglądając na nią niepewnie. — No jak to gdzie? Tu gdzie...zawsze, dokończyła w myślach. Ale paskudnej, wypchanej łasicy nie było na swoim miejscu. Właściwie nigdzie jej nie było. I Miller dawno nie poczuła tak euforycznej ulgi. To znaczy, czekaj, wróć! Miller poczuła wewnętrzny niepokój w przekonaniu, że za moment stanie się pierwszą podejrzaną. W końcu nikt nie pałał taką nienawiścią do Gary'ego, co ona. Zbyt wiele razy odgrażała się, że wypierdoli to paskudztwo w pizdu.
No przecież był tu jeszcze... — znowu urwała. W zasadzie nie pamiętała, kiedy ostatnio widziała pana łasicę. Pewnie dwa dni temu, jak coś razem oglądały. A raczej Evina oglądała, a ona wypełniała zaległe protokoły. — Chwila, musi gdzieś tutaj być — podeszła bliżej szafki, na której Gary miał swoje honorowe miejsce i zbierał kurz z całego domu i nawet odsunęła mebel, żeby sprawdzić czy przypadkiem nie spadł na podłogę. Ale nigdzie go nie było. — No chyba nie sądzisz, że mam z tym coś wspólnego? — odwróciła się do Swanson z wysoko uniesionymi brwiami.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czasami nawet takie dziesięciominutowe drzemki potrafiły być zbawieniem. Choćby przymknięcie oczu i ograniczenie bodźców, które docierały do zmęczonego mózgu. Wszystko pozwalało na to, aby chociaż nieco zredukować efekty niewyspania i odpocząć na tyle, aby być w stanie nieco lepiej funkcjonować. Zresztą film zawsze można było przerwać lub cofnąć jeśli tylko zadziałoby się na nim coś, co warto byłoby, aby jednak koronerka zobaczyła zamiast w stanie półsnu słuchać wydarzeń w trybie podcastowym.
Właśnie w ten sposób znalazła swoje powołanie. Wszystko przez biblioteczkę kryminałów dziadka oraz filmy sensacyjne z drugiej połowy dwudziestego wieku. Czasami też nachodziło ją, aby przypomnieć sobie te czasy i włączyć jakiś film noir czy akcyjniaka, w którym para gliniarzy tropiła groźnego przestępcę. Właśnie dzięki takim rzeczom wiedziała, że w przyszłości chciałaby robić podobne rzeczy. Udało jej się zainteresowania przekuć w rzeczywiste zajęcie, a pomimo lat spędzonych w zawodzie zamiłowanie do podobnych pozycji nie zniknęło. W zasadzie przez to, że była uwiązana w domu nawet przeżywało swój renesans w pewnym sensie. Dodatkowo ze względu na to, że Swanson szczęśliwie posiadała narzeczoną pracującą w zawodzie związanym z jej własnym to chętnie wysłuchiwała tych jej wszystkich wykładów z zaangażowaniem godnym prawdziwego pupilka nauczyciela.
Sądziła, że będzie w stanie zejść bez problemów, ale najwyraźniej się myliła. Co jakiś czas zdarzało jej się zapominać o ograniczeniach swojego ciała, bo wiele rzeczy wydawało się tak normalnych i prostych do wykonania. Zwłaszcza na lekach, które ograniczały odczuwanie bólu. Może dlatego też sięgała po nie tak rzadko? Dzięki temu wiedziała, gdy organizm wysyłał jej sygnał, aby nie szarżowała.
- Totalnie naćpana - potwierdziła z zadziornym uśmiechem po czym raz jeszcze pochyliła się ku narzeczonej. - Mogłabyś mnie wykorzystać i nie powiedziałabym ani słowa.
Ta sielanka najpewniej mogłaby trwać dalej, gdyby nie właśnie zauważenie zniknięcia ważnego elementu w ich mieszkaniu, bo właśnie tak można było nazwać Gary'ego. Evina odstawiła na pobliski stół talerze z jajecznicą i spojrzała na Elvirę, która wskoczyła na miejsce, w którym powinna znajdować się łasica i miauknęła tak jakby właśnie o to jej chodziło. Najwyraźniej podnosiła alarm, a człowieki w końcu zrozumiały o co jej chodzi.
- Był, ale go nie ma - odpowiedziała, a gdy tylko narzeczona wyraziła swoje zdziwienie brakiem łasicy to wbiła w nią swoje uważne spojrzenie.
Pogarda jaką Miller darzyła Gary'ego była powszechnie znana. Wielokrotnie groziła, że się go pozbędzie. To oczywiste, że była jednym z głównym podejrzanych. Tym bardziej, że przecież mieszkały razem, a to dawało Zaylee swobodny dostęp do miejsca, w którym znajdowała się łasica.
- Kiedy ostatni raz go widziałaś? - zapytała zamiast samej odpowiedzieć na pytanie.
Wpatrywała się wyczekująco w koronerkę. Nie było wątpliwości, że Swanson właśnie rozpoczęła swoje pierwsze wielkie śledztwo od paru tygodni. Tylko, że teraz chodziło o zaginięcie i zwierzę, które od dekad było już martwe.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
34 y/o
REKRUTER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby nie ta pierdolona łasica, Zaylee z przyjemnością wróciłaby do znacznie milszych tematów. Wykorzystanie Evina brzmiało wręcz kusząco i terapeutycznie, ale atmosfera w mieszkaniu zmieniła się niepostrzeżenie wraz ze zniknięciem Gary’ego. I szczerze? Tak całkiem szczerze, z ręką na sercu? Nie miała pojęcia, co się z nim stało.
Pomimo licznych, barwnych gróźb, że pewnego dnia wyjebie tego szczura na śmietnik, bo był brzydki, bezużyteczny i wiecznie zbierał kurz, nigdy by tego nie zrobiła. A okazji było aż nadto, zwłaszcza pod nieobecność narzeczonej. Gary był elementem wystroju. Irytującym, ale stałym. Jak plama na suficie albo krzywo wiszący obraz.
Swanson — zaczęła i chociaż próbowała nadać głosowi powagę, kąciki ust zadrżały jej zdradliwie. — Czy ty mnie właśnie przesłuchujesz? — tym razem uśmiech wymknął się jej całkowicie spod kontroli. Odchrząknęła, jakby to miało coś zmienić, i skrzyżowała ręce na piersiach. Koszulka, którą miała na sobie, sięgała ledwie do połowy uda, odsłaniając zbyt wiele, żeby można było traktować jej postawę serio. — Pewnie jak oglądałyśmy serial. Przedwczoraj? — rzuciła po chwili, marszcząc brwi w zamyśleniu. Po tak długich godzinach spędzanych na autopsjach dni zlewały się w całość.
Miller ruszyła wolnym krokiem po salonie, pozwalając spojrzeniu sunąć po znajomych konturach mebli. Kanapa. Stolik. Półka z książkami. Telewizor. Wszystko na swoim miejscu. Próbowała dostrzec jakiekolwiek ślady włamania — przewrócony przedmiot, przesunięty dywan, cokolwiek — ale nic nie wyglądało podejrzanie. Jeśli faktycznie doszło do kradzieży, włamywacz miał fatalny gust, a jednocześnie Zaylee powinna zacząć całować go po stopach. To znaczy, co?
Zatrzymała się w pół kroku i powoli odwróciła głowę w stronę Swanson. Zmrużyła oczy, przyglądając się jej z nieukrywanym podejrzeniem.
A może chcesz mnie sprawdzić? — zapytała, unosząc jedną brew. — Czy to jakiś test ostateczny, zanim zostanę twoją żoną? — nie wierzyła, że naprawdę prowadzą taką konwersację. Evina zachowywała się tak, jakby rzeczywiście za chwilę zamierzała przeprowadzić śledztwo. Szkoda tylko, że nie miała żadnych świadków. Ani dowodów.
Zaylee bywała porywcza i złośliwa, a w gniewie i nawet długo po nim, potrafiła wygadywać rzeczy, których później gorzko żałowała, ale nigdy nie odważyłaby się tknąć Gary’ego. Łasica w gruncie rzeczy nie pasowała do niczego w ich domu, jednak Miller nie potrafiła zdobyć się na zdecydowane kroki. Świadomość, że wypchane zwierzę było pamiątką po dziadku Swanson, skutecznie powstrzymywała ją przed podjęciem jakichkolwiek radykalnych działań. I chyba w zasadzie wyłącznie to. No, może jeszcze miłość do narzeczonej, jednak w tym układzie był to drobny szczegół. Samo uczucie z pewnością nie powstrzymałoby jej przed wypierdolenieniem Gary’ego na śmietnik, gdyby tylko uznała to za konieczne. A jeśli nie na śmietnik (bo nawet ona miewała przebłyski litości) to przynajmniej przed upchnięciem go do kartonu i wystawieniem do garażu.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Całą tę miłą poranną atmosferę chuj strzelił za sprawą zniknięcia Gary'ego. Gdyby tylko jakiś łachudra nie postanowił go uprowadzić i tym samym całkowicie zniszczyć dnia Evinie, która była na swoje nieszczęście emocjonalnie związana z tym może i paskudnym, może i pokracznym, ale za to na pewno kochanym przyjacielem.
- Wiesz, że podchodzę poważnie do takich spraw. Powinowactwo w tej sprawie ci nie pomoże - odparła hardo, dając jej do zrozumienia, że była to prawdziwa sprawa kryminalna, w której nie zamierzała dać się zaślepić uczuciom.
Była całkowicie poważna. Zaginięcie Gary'ego nagle stało się prawdziwą sprawą kryminalną i nie zamierzała odpuścić nawet przyszłej żonie. A może zwłaszcza jej, aby udowodnić, że była prawdziwie twardą policjantką?
- Mówisz, że przedwczoraj... Czy było coś w położeniu Gary'ego lub w jego otoczeniu, co odbiegało od normy? - kontynuowała przesłuchanie, nie zważając na to jak bardzo absurdalna była ta sytuacja.
Przyglądała się uważnie ruchom narzeczonej, obserwując jak ta rozgląda się po całym pomieszczeniu. Próbowała jej pomóc czy może sprawdzała czy zatarła odpowiednio wszystkie ślady swojego występku? Trudno to było ocenić.
- A wczoraj? Nie przypominasz sobie, aby Gary stał w swoim zwyczajowym miejscu na szafce? Nie przebywałaś aby wczoraj również na terenie salonu? - dopytała, bo trochę podejrzane było, że Zaylee utrzymywała iż łasicę widziała przed dwoma dniami, gdy ta stała w dobrze widocznym miejscu.
Nie potrafiła też uwierzyć w oskarżenia koronerki, która sugerowała, że to miał być jakiś test, w którym Evina chciała ocenić czy ta nadaje się na jej przyszłą małżonkę. Że niby miała to być tylko zabawa?
Pokonała dzielącą je odległość i pchnęła Zaylee w kierunku pobliskiego fotela. Zapewne gdyby nie jej własna cholerna noga to wpakowałaby jej się na kolana, ale taki manewr mógł się dla niej kiepsko skończyć więc jedynie ułożyła rękę na oparciu fotela i pochyliła się nad kobietą, starając się robić wrażenie złego gliny.
- Myślisz, że żartuję, Miller? - zapytała nadzwyczaj groźnym tonem. - Sugerujesz, że byłabym skłonna rozgrywać losem Gary'ego, żeby cię przetestować?
Łasica miała dla niej zbyt wielką wartość, aby pozwoliła sobie na coś podobnego. Może i była nieudolnie wypchanym zwierzęciem, które powinno trafić do sklepu z antykami albo na strych, ale dla niej była to część dzieciństwa. Rodzinna pamiątka po ukochanym dziadku, której nie chciała się pozbyć. Dziadzio najpewniej w grobie by się przewracał na wieść, że dopuściła do tak katastrofalnego wydarzenia pod własnym dachem.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#33”