Charles ponownie opróżnił kieliszek i odłożył go na blat z głuchym stukotem, przenosząc wzrok z jednej siostry na drugą. Przez chwilę bawił się krawatem, jakby ten nagle zaczął go uwierać. Nawet odrobinę go poluzował, bo po prostu zaczęło mu się robić niewygodnie. Rozmowy o botoksach, zwolnieniach i facetach też zaczynały go nudzić i męczyć... Pewnie dlatego nalał sobie i siostrom kolejny kieliszek. A potem jeszcze jeden, aż w końcu zaczęło mu przyjemnie szumieć w głowie. Rozsiadł się wygodnie na krześle i przeciągnął. -
Daj spokój z tym szefem PR-u, Cherry - zaczął i oparł przy tym głowę o oparcie krzesła, zerkając przelotnie na sufit. -
Gdybyśmy zwalniali każdego, kto powie o dwa słowa za dużo, sami musielibyśmy parzyć kawę w biurze.
Znowu zmienił pozycję na krześle -
było bardzo niewygodne, powinien dać Charity kontakt do agenta meblowego, który sprzedawał najwygodniejsze, włoskie krzesła - wyprostował się i zaczął przyglądać się siostrom przez dłuższą chwilę znad krawędzi kieliszka. Cherry, wiecznie spięta, gotowa do ataku i obrony jednocześnie, dźwigająca na drobnych ramionach ciężar całej firmy. Cora, która w akcie desperacji próbowała udowodnić, że wcale nie była tylko tłem dla ich ambicji, choć sama pewnie nie wiedziała, kim właściwie chciała być. I on, Charlie. Ten, który zawsze stał pośrodku, próbując zachować twarz, gdy one puszczały wodze fantazji lub wpadały w złość. Czuł się jak mediator w procesie, który nigdy się nie kończył. W takich momentach jak ten, gdy alkohol przyjemnie rozmywał ostre krawędzie rzeczywistości, docierało do niego, jak bardzo ich relacje były przesiąknięte biznesową strukturą. Cóż, tak chyba musiało być, skoro wszyscy pracowali w
rodzinnej firmie.
-
Jesteś Marshall, Cherry. Oczywiście, że jesteś stabilna. Jesteśmy niezniszczalni, dopóki sami się nie pozabijamy - mruknął pod nosem i zamieszał resztką tequili w kieliszku. Spojrzał na Cherry, a jego wzrok był już ciężki i zmętniały od alkoholu. -
Pluj, jeśli to sprawi, że poczujesz się lepiej. Tylko wyceluj w dywan, jest tańszy niż moje buty.
Następnie przeniósł wzrok na Corę. Jej nagły wybuch i groźby dotyczące
źródeł komunikacji sprawiły, że uniósł brwi nieco wyżej. Wyglądała na naprawdę przyciśniętą do muru, skoro wyciągała tak ciężkie działa przeciwko własnemu rodzeństwu. Nie rozumiał jednak, dlaczego zareagowała aż tak gwałtownie. Zmarszczył brwi.
-
Nikt nie uważa cię za tępą, ale jeśli chcesz, żeby traktowano cię poważnie, to przestań nam rzucać w twarz takie teksty - skwitował, bawiąc się kieliszkiem. A może by tak napić się jeszcze odrobinę? Hm... A kto mu zabroni? Znów przechylił butelkę - alkoholu zostało tak mało, że starczyło tylko dla niego. No nic, trudno. Powoli uniósł kieliszek do ust. Będzie musiał napić się sam, bardzo mu było przykro (nie było). Kiedy jednak Cora wspomniała o Gavinie i nieszczęsnym Jaksie, Charles zamarł z kieliszkiem w połowie drogi do ust. „Starszy” i „nie kradnie samochodów” brzmiało w ustach Cory jak opis kandydata na męża roku, co dla Charliego było sygnałem alarmowym. -
Gavin? - powtórzył, a jego głos stał się o ton niższy, bardziej rzeczowy. -
Zatem twoim nowym standardem jest po prostu brak kartoteki kryminalnej? Cora, litości. Skoro jest „znacznie starszy”, to mam nadzieję, że przynajmniej ma fundusz emerytalny, a nie tylko kryzys wieku średniego, który próbuje leczyć twoim towarzystwem. Sprawdzę go jutro. Dla twojego i naszego wspólnego bezpieczeństwa, skoro już tak martwisz się o stabilność firmy.
Tekstu o ślinie nie zamierzał już komentować, bo po prostu zrobiło mu się niedobrze. Te ostatnie...
trzy? cztery? kieliszki chyba nie zrobiły mu dobrze na żołądek, który był osłabiony przez piętnaście odmian hawajskich mango. Czuł, jak światła w salonie Charity zaczynają tańczyć w rytm narastających mdłości.
-
Dobra... koniec hierarchii na dzisiaj. Będę rzygać - wykrztusił, gwałtownie zasłaniając usta dłonią.
Nie czekając na odpowiedź sióstr, zerwał się z niewygodnego krzesła i niemal taranując barkiem futrynę, pognał w stronę łazienki. Echo zatrzaskiwanych drzwi i charakterystyczne dźwięki walki o przetrwanie, które dobiegały zza ściany, były jasnym sygnałem, że wiceprezes Northland Power właśnie stracił kontrolę nad ostatnim projektem tego wieczoru. Kiedy już wyszedł, Cherry i Cora wspaniałomyślnie nie skomentowały jego stanu zbyt złośliwie - po prostu zapakowały go do samochodu. Podróż do apartamentu Blair i Charliego odbyła się w milczeniu, przerywanym jedynie głębokimi oddechami Charlesa, który modlił się w duchu, by każda kolejna dziura w asfalcie nie była tą ostatnią dla jego żołądka.
ztx3
Cherry Marshall Cora Marshall