25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cora przysłuchiwała się rodzeństwu i już zaczynała ją głowa od tego wszystkiego boleć. A przecież to ona zawsze była najgłośniejsza i najbardziej szalona. Jeszcze, gdy Charity na nią krzyknęła, to aż odskoczyła i uniosła wysoko brwi patrząc na nią zaskoczona z góry.- Oh czyli już nawet nie syczysz, a krzyczysz- a ostatnio się tłumaczyła, że jest taka spokojna! - Wyluzuj laska, bo Ci się zmarszczki porobią- przewróciła z zażenowania oczami, bo dla niej to było jednak spora trauma. Została sama, miała tylko kilka lat i naprawdę się bała, a jak widać rodzeństwo tego nie rozumiało.
- I też już przestałabyś ględzić dwadzieścia lat, że uratowałaś brata. Ma Ci dziękować, że mu jeszcze głowy nie przycisnęłaś pod wodę czy co?- do tej pory nie odzywała się i nie komentowała w żaden sposób tego tematu, ale już nie wytrzymała i ona. Cora najchętniej otoczyłaby wszystkich miłością i wsparciem. Była donośna, ale nie krzyczała na ludzi bez większego powodu. Błądziła w obłokach, nie brnęła w walce po władzę i chciała, by wszyscy żyli w radości i dostatku. Czasami czuła się jakby urodziła się w złej rodzinie. Bywały momenty takie jak teraz, że czuła że nie pasuje do rodziny Marshall. Nie tylko pod względem wyglądu z tymi blond włosami, jasną cerą i błękitnymi oczami. Nawet nauki rodziców nie docierały do niej tak jak do jej siostry i braci.
- Zdziwiłbyś się Charlie jak jeszcze jestem w stanie Was terroryzować, gdybyś odkrył moją kronikę rodzinną - uśmiechnęła się zadziornie, bo przecież ona tam nie trzyma tylko samych słodkich zdjęć! Pewne kompromitujące zdjęcia również się znajdą.
- A spermę jak łatwo sprać?- spytała, bo akurat krew i pot ją nie interesowały. - Ani jedno ani drugie. Po prostu pokazuję Wam, że u władzy siedzą skorumpowani i niemoralni oszuści. Jak Wam z tym dobrze, to ja mam na to wyjebane totalnie- wzruszyła ramionami, bo przecież nie będzie teraz umoralniać swojego rodzeństwa. Corę gryzło takie zakłamane zachowanie, ale wiedziała też, że niestety niewiele może sama z tym coś zrobić. Chociaż to wytknięcie przez Cherry, że ona nie ma planu emerytalnego od ojca było okrutne! - Ciekawe co ojciec powie na to, że CEO jego firmy najarana i najebana spaliła sobie włosy podpalając je fajerwerkami i imprezując z byłym, który jest gangusem i ćpunem. Trochę niezbyt wygodne wizerunkowo, co nie? Ciekawe jak dział PR , by sobie z tym poradził…- tym razem to ona pokazała jej język, bo co to taki hejt na Core! Ona też potrafi pokazać pazurki, a wciąż przecież ma nożyczki w ręku i zadanie stworzenia nowej fryzury siostrze. - Myślę, że możemy rzucić hasło, że nasza pani prezes przeżywa załamanie nerwowe i możliwe, że będzie jej potrzebna przerwa na bliżej nieokreślony czas, co nie Charles?- puściła oczko do brata, bo przynajmniej on ją traktował nieco poważniej. Tym bardziej, że jej wytłumaczył, że to nie plan, a fundusz powierniczy. I nawet był gotowy sprawdzić jej miłość życia kochanka. - Ej Charlie, to weź tam sobie zanotuj - GAVIN FRASER- nawet przeliterowała jeszcze imię i nazwisko i to o dziwo bezbłędnie!- I daj znać czy się nada- oczywiście tylko z czystej ciekawości pytała. To nie tak, że wpadła po uszy i się pierwszy raz w życiu zakochała. Nie nie. Ale chętnie spędziłaby z Gavinem jeszcze razem trochę czasu. Może rok? Albo dwa? Dziesięć? Dwadzieścia? O ile jego aktywa się nadadzą. Wszystkie pozostałe, bo część już zna i pomimo czwórki z przodu, to były w niezłym stanie.
Nieco odetchnęła z ulgą, że Cherry nie krzyczała, że spierdoliła jej włosy. Z drugiej strony gorzej już serio być nie mogło. Z tego wszystkiego przechyliła kieliszek na raz i od razu napełniła sobie kolejny.- To dobrze, bo następnym razem biorę maszynkę do golenia- i mówiła to z pełną powagą!



Charlie Marshall Cherry Marshall
31 y/o
Welkom in Canada
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Charles przysłuchiwał się tej wymianie uprzejmości z uniesioną brwią, zastanawiając się, czy w tej rodzinie ktokolwiek kiedykolwiek przeszedł kurs empatii. Patrzył na Corę, która z taką lekkością wytykała Charity zmarszczki, i na Cherry, która traumy z dzieciństwa traktowała z zadziwiającą lekkością - przynajmniej dopóki nie dotyczyły jej. Jednak w duchu musiał przyznać, że ta dynamika była ich paliwem. Bez tych drobnych złośliwości prawdopodobnie nie mieliby o czym rozmawiać przy kolacji. W takich momentach jak ten, syndrom środkowego dziecka uderzał w niego z podwójną siłą. Był "pomostem" zawieszonym między despotyczną potrzebą kontroli Charity a chaotycznym dążeniem do wolności Cory. To była jego rola - miał być tym opanowanym, tym, który nie warczy i nie krzyczy, ale chłodno kalkuluje, ile będzie kosztowała ich terapia za jakiś czas. - Widzicie? Dokładnie o tym mówię. Ta harmonia, to wzajemne wsparcie... Rodzice byliby wzruszeni, widząc, jak dbacie o swój dobrostan psychiczny - stwierdził z kamienną twarzą, poprawiając mankiety koszuli. Postanowił nie mówić nic więcej. Skoro one chciały licytować się na traumy i wytykanie sobie zmarszczek, on zamierzał im na to pozwolić. W końcu, gdy obie były zajęte sobą, nikt nie zadawał mu niewygodnych pytań o jego własne życie, tak? No tak. Bez słowa sięgnął po butelkę tequili i nalał im kolejną kolejkę. Było to skrajnie nieodpowiedzialne, bo w końcu jutro miał pojawić się w Northland Power pierwszy raz po urlopie, ale w tej chwili dbanie o trzeźwość wydawało mu się cholernie nudne. Po chwili jednak Charles niemal zachłysnął się kolejnym łykiem tequili, gdy usłyszał propozycję Cory. Ciekawe co ojciec powie na to, że CEO jego firmy najarana i najebana spaliła sobie włosy podpalając je fajerwerkami i imprezując z byłym, który jest gangusem i ćpunem. Trochę niezbyt wygodne wizerunkowo, co nie? Ciekawe jak dział PR , by sobie z tym poradził… Myślę, że możemy rzucić hasło, że nasza pani prezes przeżywa załamanie nerwowe i możliwe, że będzie jej potrzebna przerwa na bliżej nieokreślony czas, co nie, Charles? Odstawił kieliszek tak gwałtownie, że kilka kropel alkoholu wylądowało na jego nieskazitelnym mankiecie, ale nawet na to nie zwrócił uwagi. Przez chwilę po prostu milczał, wpatrując się w młodszą siostrę wzrokiem, który w Northland Power zwiastował natychmiastowe zwolnienia grupowe.
- Cora, przestań. Nawet nie żartuj w ten sposób - uciął, oczywiście, biorąc słowa siostry zbyt poważnie, bo miał kij w dupie i firma była dla niego najważniejsza. - Załamanie nerwowe? Przerwa w obowiązkach? Czy ty masz pojęcie, co takie hasło zrobiłoby z naszymi akcjami na otwarciu giełdy? Rynek tylko czeka na sygnał, aż Marshallom powinie się noga. Jeden taki żart puszczony w niewłaściwym towarzystwie i jutro rano będziemy mieli na karku audyt, przy którym spalona fryzura Charity będzie najmniejszym z naszych zmartwień - przeniósł ciężkie spojrzenie z jednej siostry na drugą. W takich momentach tequila przestawała być rozrywką, a stawała się koniecznością, by w ogóle przetrwać ich towarzystwo. - Jeśli Charity upadnie, ty upadniesz razem z nią, Coro, bo twój fundusz powierniczy nie bierze się z powietrza, tylko z rentowności tej firmy.
Sięgnął po butelkę, dolewając sobie jeszcze odrobinę, choć wiedział, że jutrzejszy poranek w biurze będzie przez to przypominał torturę. Spojrzał na Charity, która nagle przybrała minę niewiniątka. Ta jej nagła aureola i obietnice o niepodpalaniu fajerwerków były urocze, ale Charles zbyt dobrze ją znał.
- Cieszę się, że doszłaś do tak przełomowych wniosków, Cherry. Szkoda tylko, że musiałaś najpierw podpalić własną głowę, żeby zrozumieć, że nie jesteś pirotechnikiem - rzucił, a w kąciku jego ust pojawił się cierpki uśmiech. Potem przeniósł wzrok na Corę, która właśnie skończyła literować nazwisko swojego nowego kochanka. Gavin Fraser. Wyjął telefon z kieszeni. - Gavin... Fraser. Zapisałem. Sprawdzę go, chociaż biorąc pod uwagę twoje upodobania, to całe nada się jest u ciebie bardzo elastyczne - mruknął, wpisując nazwisko nowego amanta Cory do notatek. Odstawił pusty kieliszek, odsunął jedno z krzeseł i opadł na nie ciężko, opierając głowę na łokciu. Przyglądał się swoim szalonym siostrom z ukosa. Tequila powoli zaczynała uderzać mu do głowy. Nagle go olśniło. - A wiecie, że lamy plują na siebie nawzajem, żeby ustalić hierarchię w stadzie? - zapytał, nie podnosząc głowy z opartego na łokciu ramienia.

Cherry Marshall Cora Marshall
isiek
wszystko jest okej
30 y/o
CHRISTMASSY
164 cm
Pani Prezes Northland Power
Awatar użytkownika
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego brata
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Cora Marshall, Charlie Marshall

A może już jestem ostrzyknięta? — spytała, powracając wzrokiem do blondynki — Cora, botoks się robi, gdy jest się młodym, żeby marszczki w ogóle się nie robiły — jedna z przyjaciółek Cherry prowadziła biznes beauty. Testowała na niej każdy najnowszy zabieg, momentami prezeska czuła się jak królik doświadczalny. Stymulatory, mezoterapia, botoks, dużo można by tego wymieniać. Kwasu w usta jak dotąd skutecznie unikała, ale znała zasady. Nic nie ograniczało jej mimiki. Momentami była w stanie zmarszczyć całą głowę, zwłaszcza kiedy zaczynała słuchać głupot.
Powinien — stwierdziła krótko z dość tajemniczym uśmiechem. Dla Charliego Cherry byłaby w stanie skoczyć z mostu. Mogła się z nim słownie przepychać jak z każdym członkiem własnego rodzeństwa. Zwłaszcza kiedy wszystko było u nich w porządku, dla niej sprawa wyglądała zaskakująco klarownie. Dokuczanie było w zakresie najmniejszego ryzyka.
Później już słuchała Cory z wysoko uniesioną brwią. Momentami miała własną siostrę za wariatkę, a jej ostatnie słowa wydawały się jedynie to potwierdzać. Aż strzeliła oczami, nigdy nie nazwałaby w ten sposób Madoxa. Po prostu się im nie ułożyło, między nimi była chemia i nic więcej. Zdarza się.
Charlie — zaczęła poważnym tonem — czy powinnam szykować zwolnienie dla szefa PR'u? — brew jej nawet nie drgnęła, kiedy o tym mówiła. Czasami była zła na ojca za obsadzenie całego rodzeństwa w firmie. Ona oddałaby jej całą duszę, nigdy nie byłaby w stanie z niej żartować. Za to Cora sprawiała, że głowa zaczynała ją boleć. Takie wiadomości zdecydowanie zaszkodziłyby firmie, a wystarczyła już współpraca z podejrzanym o handel ludźmi.
Bardziej stabilna już być nie mogę — stwierdziła i od razu zmarszczyła brwi — przeszłam chyba wszystko, co mogłam — wyglądała na dość... zamyśloną. Wiele się zdarzyło w przeciągu ostatniego pół roku. Utrata ciąży, areszt, zatrzymanie serca, zaręczyny oraz ich zerwanie, inaczej tego intensywnego czasu nie mogła nazwać.
Dziękuję Charlie — za wsparcie w momencie zgryzu siostry. Sama Charity zdawała sobie sprawę, jak bardzo odbieranie jej osoby mogło zmienić. Dlatego bardzo mocno trzymała się etykiety w trakcie spotkań towarzyskich.
Dwa razy strzeliła oczyma. Raz na wspomnienie pirotechnika, a drugi o maszynce do golenia. Niektórych słów już nie miała siły komentować. Tequila w tym spotkaniu była najlepsza, ona jej nie komentowała.
Powinnam na Was napluć, żebyście przypomnieli sobie hierarchię w rodzinie? — spytała poważniej, wstając z miejsca. Kilka razy przeleciała dłońmi po krótkich włosach i stwierdziła, że były całkiem przyjemne. Co prawda brakowało jej długich fal, ale włosy, nie zęby, odrosną.
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cora z natury była spokojną osobą, co budziło w niej niepokój, że wcale nie płynie w niej krew Marshalli. Nie miała takich ambicji jak rodzeństwo. Nie była też tak zacięta i uparta jak oni. Chociaż… Cherry potrafiła jej podnieść ciśnienie. Ta sama Charity, która też nie raz ocierała jej łzy i trzymała włosy, gdy rzygała.- Zamiast się ostrzykiwać, to wyjmij po prostu ten kij z dupy. On Ci dodaje wiele lat- pocisk rodem z gimnazjum, ale przecież wszystkie sprzeczki rodzeństwa są właśnie na takim poziomie. Oni wszyscy potrafili sobie wbijać szpilki raz za razem, aby ostatecznie wskoczyć za sobą w ogień. Jednak momentami męczyło to wszystko blondynkę. Czuła się jakby nie była brana poważnie przez nich. Może czuła się wyobcowana nie tyle przez swój charakter, a co ich podejście do nie samej. W końcu przecież ta dwójka była najstarsza i najważniejsza ze wszystkich. To w nich ojciec pokładał nadzieję. A ona i pozostałe rodzeństwo? Byli tylko pionkami, którzy mieli im pomagać w drodze na szczyt. Tak się niestety czuła w tym wszystkim Cora.
- Upadnie nie tylko i mój, ale Wasz również- zauważyła dosyć trafnie.- Dlatego następnym razem, gdy będziecie chcieli mnie potraktować jak tępą blondynkę, to radzę się zastanowić nad tym dwa razy. A przede wszystkim przypomnijcie sobie do jakiś informacji mam dostęp i ile znam żródeł komunikacji- zabrzmiało jak groźba, co było do niej niepodobne. To pokazywało, że jest już na krawędzi, skoro i ona zaczyna pokazywać pazurki, a prawda była taka, że jej nie zależało na utrzymaniu się firmy i w firmie. Mogłaby podróżować i zwiedzać świat, a nie siedzieć w biurze.
- Ten akurat jest znacznie starszy. No i nie kradnie samochodów jak poprzedni - Jax- wymsknęło jej się z ust trochę chyba za dużo. Gavin prawie mógłby być jej ojcem, a Jax wpakować ją do więzienia. Może faktycznie słowo nada się jest dosyć naciągane. Ciekawe co Charles na niego znajdzie. Jednak póki co skupiła się na zapełnionym przez niego kieliszku i szybko go opróżniła. Alkohol na nowo zaczął buzować w jej żyłach.
- A w jaki sposób odbywa się to ustalanie hierarchii? Kto zostanie najmniej oplutym jest wyżej? Czy kto przyjmie najwięcej… śliny?- spytała z nieukrywanym zaciekawieniem. Nie chodziło o to, że od razu chciała tego próbować, ale po prostu wiedzieć jak to jest. Zostawiła tez pytanie Charity bez odpowiedzi, bo cóż… tak, chyba musi napluć, żeby Cora uznała ją za szefową,


Charlie Marshall Cherry Marshall
31 y/o
Welkom in Canada
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Charles ponownie opróżnił kieliszek i odłożył go na blat z głuchym stukotem, przenosząc wzrok z jednej siostry na drugą. Przez chwilę bawił się krawatem, jakby ten nagle zaczął go uwierać. Nawet odrobinę go poluzował, bo po prostu zaczęło mu się robić niewygodnie. Rozmowy o botoksach, zwolnieniach i facetach też zaczynały go nudzić i męczyć... Pewnie dlatego nalał sobie i siostrom kolejny kieliszek. A potem jeszcze jeden, aż w końcu zaczęło mu przyjemnie szumieć w głowie. Rozsiadł się wygodnie na krześle i przeciągnął. - Daj spokój z tym szefem PR-u, Cherry - zaczął i oparł przy tym głowę o oparcie krzesła, zerkając przelotnie na sufit. - Gdybyśmy zwalniali każdego, kto powie o dwa słowa za dużo, sami musielibyśmy parzyć kawę w biurze.
Znowu zmienił pozycję na krześle - było bardzo niewygodne, powinien dać Charity kontakt do agenta meblowego, który sprzedawał najwygodniejsze, włoskie krzesła - wyprostował się i zaczął przyglądać się siostrom przez dłuższą chwilę znad krawędzi kieliszka. Cherry, wiecznie spięta, gotowa do ataku i obrony jednocześnie, dźwigająca na drobnych ramionach ciężar całej firmy. Cora, która w akcie desperacji próbowała udowodnić, że wcale nie była tylko tłem dla ich ambicji, choć sama pewnie nie wiedziała, kim właściwie chciała być. I on, Charlie. Ten, który zawsze stał pośrodku, próbując zachować twarz, gdy one puszczały wodze fantazji lub wpadały w złość. Czuł się jak mediator w procesie, który nigdy się nie kończył. W takich momentach jak ten, gdy alkohol przyjemnie rozmywał ostre krawędzie rzeczywistości, docierało do niego, jak bardzo ich relacje były przesiąknięte biznesową strukturą. Cóż, tak chyba musiało być, skoro wszyscy pracowali w rodzinnej firmie.
- Jesteś Marshall, Cherry. Oczywiście, że jesteś stabilna. Jesteśmy niezniszczalni, dopóki sami się nie pozabijamy - mruknął pod nosem i zamieszał resztką tequili w kieliszku. Spojrzał na Cherry, a jego wzrok był już ciężki i zmętniały od alkoholu. - Pluj, jeśli to sprawi, że poczujesz się lepiej. Tylko wyceluj w dywan, jest tańszy niż moje buty.
Następnie przeniósł wzrok na Corę. Jej nagły wybuch i groźby dotyczące źródeł komunikacji sprawiły, że uniósł brwi nieco wyżej. Wyglądała na naprawdę przyciśniętą do muru, skoro wyciągała tak ciężkie działa przeciwko własnemu rodzeństwu. Nie rozumiał jednak, dlaczego zareagowała aż tak gwałtownie. Zmarszczył brwi.
- Nikt nie uważa cię za tępą, ale jeśli chcesz, żeby traktowano cię poważnie, to przestań nam rzucać w twarz takie teksty - skwitował, bawiąc się kieliszkiem. A może by tak napić się jeszcze odrobinę? Hm... A kto mu zabroni? Znów przechylił butelkę - alkoholu zostało tak mało, że starczyło tylko dla niego. No nic, trudno. Powoli uniósł kieliszek do ust. Będzie musiał napić się sam, bardzo mu było przykro (nie było). Kiedy jednak Cora wspomniała o Gavinie i nieszczęsnym Jaksie, Charles zamarł z kieliszkiem w połowie drogi do ust. „Starszy” i „nie kradnie samochodów” brzmiało w ustach Cory jak opis kandydata na męża roku, co dla Charliego było sygnałem alarmowym. - Gavin? - powtórzył, a jego głos stał się o ton niższy, bardziej rzeczowy. - Zatem twoim nowym standardem jest po prostu brak kartoteki kryminalnej? Cora, litości. Skoro jest „znacznie starszy”, to mam nadzieję, że przynajmniej ma fundusz emerytalny, a nie tylko kryzys wieku średniego, który próbuje leczyć twoim towarzystwem. Sprawdzę go jutro. Dla twojego i naszego wspólnego bezpieczeństwa, skoro już tak martwisz się o stabilność firmy.
Tekstu o ślinie nie zamierzał już komentować, bo po prostu zrobiło mu się niedobrze. Te ostatnie... trzy? cztery? kieliszki chyba nie zrobiły mu dobrze na żołądek, który był osłabiony przez piętnaście odmian hawajskich mango. Czuł, jak światła w salonie Charity zaczynają tańczyć w rytm narastających mdłości.
- Dobra... koniec hierarchii na dzisiaj. Będę rzygać - wykrztusił, gwałtownie zasłaniając usta dłonią.
Nie czekając na odpowiedź sióstr, zerwał się z niewygodnego krzesła i niemal taranując barkiem futrynę, pognał w stronę łazienki. Echo zatrzaskiwanych drzwi i charakterystyczne dźwięki walki o przetrwanie, które dobiegały zza ściany, były jasnym sygnałem, że wiceprezes Northland Power właśnie stracił kontrolę nad ostatnim projektem tego wieczoru. Kiedy już wyszedł, Cherry i Cora wspaniałomyślnie nie skomentowały jego stanu zbyt złośliwie - po prostu zapakowały go do samochodu. Podróż do apartamentu Blair i Charliego odbyła się w milczeniu, przerywanym jedynie głębokimi oddechami Charlesa, który modlił się w duchu, by każda kolejna dziura w asfalcie nie była tą ostatnią dla jego żołądka.

ztx3

Cherry Marshall Cora Marshall
isiek
wszystko jest okej
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”