Zamrugała kilka razy w niedowierzaniu, sama nie wiedząc, czy była tymi słowami bardziej zszokowana, czy rozzłoszczona. Nie pomylił się co do tego, że miały rozjuszyć Indie bardziej — miał rację, w stu procentach, bo to pojedyncze zdanie w zupełności wystarczyło, żeby natychmiast wytrącić ją z równowagi.
— Ty siebie w ogóle słyszysz? — Nie chciała się znów kłócić, nie próbowała być złośliwa, ale cała cierpliwość do Lucasa skończyła jej się dokładnie w tej samej sekundzie, w której usłyszała te kilka — jak sądziła — bezczelnych słów. Nagle przestało interesować ją to, czy była w tej dyskusji wystarczająco kulturalna. Dosyć już miała uprzejmości. — Do niczego takiego nie doszło? — powtórzyła po nim zgryźliwie. — To jest Twoim zdaniem nic?
Nie zamierzała odpuścić i jak gdyby nigdy nic zostawić temat w spokoju, choć przecież mogłaby — mogłaby wzruszyć ramionami, odwrócić wzrok i zamartwianie się pozostawić Lucasowi, bo w teorii istotnie nie była to jej sprawa. W teorii. W praktyce czuła się za to wszystko równie odpowiedzialna, co on. W końcu do tanga trzeba było dwojga, a cały ten syf był rezultatem ich wspólnych decyzji, więc nie mogła w dobrej wierze umywać od tego rąk i beztrosko pozwolić mu po prostu ten temat przemilczeć. Zwłaszcza, że było to do niego tak okropnie niepodobne, że czuła się tym bardziej zobowiązana do tego, żeby zainterweniować i spróbować przemówić mu do rozsądku.
Ani drgnęła, gdy zerwał się do pionu, przez cały ten czas nie odrywając od niego wzroku nawet na sekundę, również wtedy, gdy stanął z nią twarzą w twarz. Wręcz przeciwnie, przyglądała mu się nawet uważniej, a utkwione w jego twarzy intensywne spojrzenie z każdym kolejnym słowem stawało się coraz bardziej gniewne. Może nawet dałaby radę zachować resztki ogłady, dotąd wychodziło jej to całkiem nienajgorzej (no, przynajmniej jak na nią), ale nie miała okazji się o tym przekonać — pierwsze dwa pytania może i trochę podniosły jej ciśnienie, ale to dopiero ten ostatni komentarz przelał czarę goryczy i sprawił, że puściły jej już wszystkie hamulce.
Pierwsze kilka sekund spędziła w całkowitym milczeniu, nie dlatego, że zabrakło jej słów — akurat miała mu teraz do powiedzenia bardzo wiele, chyba aż za dużo — ale dlatego, że musiała w pierwszej kolejności wziąć wdech i policzyć w myślach do pięciu, starając się odeprzeć przemożną pokusę żeby ordynarnie mu przyjebać. W głębi duszy doskonale wiedziała, że skończyłaby żałując, że było to prawdopodobnie najgorsze, co mogłaby w tej sytuacji zrobić, więc nie zamierzała dać impulsom za wygraną, ale kusiło. Kurwa, strasznie ją kusiło, żeby nie tracić słów na wytłumaczenia i zamiast tego pokazać mu, co o tym wszystkim myślała, przy okazji w ten sposób dając tym wszystkim negatywnym emocjom bardzo potrzebny upust, ale nie mogła. Bardzo.
— Wiesz co, Lucas? Pierdol się — warknęła mu prosto w twarz, a choć ton miała napastliwy, wręcz agresywny, w jej głosie wyraźnie było słychać również rozgoryczenie. Bo była kwestia moralności, zasad i robienia tego, co trzeba, ale była też kwestia tego, że było jej tak zwyczajnie, po ludzku przykro, że mówił o tym wszystkim tak, jakby nigdy nie miało nawet najmniejszego znaczenia. Tak, byli pijani, tak, dali się ponieść, ale na tym etapie nie chodziło jej już nawet o samo fizyczne zbliżenie, ale także o słowa, które padły tuż przed. O wyznania, które w ostatnich dniach za wszelką cenę starała się wymazać z pamięci, a o których zapomnieć udawało jej się tylko tymczasowo,
Lucas Miller